30 sie 2015

CHAPTER 10

It's time to remember what it's
like to feel alive.



„Dużo się kłócili. I często. Zazwyczaj o mnie. Ron mnie nienawidził, od zawsze. Obiecał mamie, że będzie moim tatą, a skończyło się tylko na daniu nazwiska, którego swoją drogą nie chcę, dziękuję bardzo… Często nocowałam poza domem, już od najmłodszych lat. Na samym początku tylko u wujka Harry’ego, ale im starsza się robiłam, tym częściej szukałam schronienia gdzie indziej. Teraz zostały nim mieszkanie mojego przyjaciela, który mieszka w tym samym budynku co my, albo mojego kuzyna Jamesa... Czemu uciekałam? Nie wiem czy można to nazwać ucieczką, skoro mama zawsze wiedziała, gdzie mnie znaleźć, jednakże odpowiadając na pytanie… Nawet gdy miałam cztery lata, ciężko było mi słuchać płaczu, próśb mamy, tych krzyków, wyzwisk. Kiedy dostałam list z Hogwartu, stał się dla mnie on niczym bilet do wolności, a miałam wtedy tylko dwanaście lat. Dziewczynka w tym wieku powinna się cieszyć z perspektywy odkrywania nowego świata, poznania duchów, zobaczenia zaczarowanego sklepienia w Wielkiej Sali. Cieszyć się z kupna różdżki do zabawy czarami, nauki transmutacji, a nie obrony. Ja jednak myślałam tylko o tym, że przez dziewięć miesięcy — plus minus — nie będę musiała widzieć mężczyzny, który sprawił, że życie mojej mamy stało się koszmarem. Świadomość, że mama będzie ze mną i Rose w szkole napawała, wtedy jeszcze dwunastoletnią mnie, spokojem. Teraz trochę mnie to śmieszy… Czemu? Bo byłam głupia, młoda, nic nie rozumiałam, a myślałam, że widzę wszystko. Oczy dziecka widzą dużo, lecz pomimo to, jeśli dorosły chce, zdoła ukryć jeszcze więcej… Teraz tak łatwo przejrzeć zaklęcie maskujące* na policzku czy ramieniu. Teraz już wiadomo, co znaczą czerwone, zapuchnięte oczy, a nawet każde wzdrygnięcie z obrzydzenia przy zwykłym cmoknięciu w policzek… Chcę powiedzieć, że ten związek jest toksyczny i niszczy każdą pojedynczą osobę w tej rodzinie, a najbardziej zatruwa on moją mamę. Każdy zna Hermionę Granger, najbystrzejszą uczennicę w jej roczniku, obrończynię skrzatów i bohaterkę wojenną. Ja nie, bo została stłamszona i jeśli wszyscy ściągnęliby klapki z oczu, zobaczyliby, że kobieta, o życiu której będziecie decydować, jest cieniem samej siebie. Dlatego proszę was ja, zwykła osiemnastolatka, byście oddali społeczności dumną, nieustraszoną Hermionę Granger, a mnie mamę, która poświęciła siebie, by dać mi to, czego pragnie i potrzebuje każda mała dziewczynka. Tatę…”

Zdenerwowana nastolatka chodziła bez przerwy przed drzwiami, które prowadziły na salę, gdzie odbywała się rozprawa rozwodowa jej mamy oraz Rona. Minęły właśnie równo dwie godziny od czasu, kiedy sama tam siedziała i została przesłuchana jako świadek. Lyra wiedziała, że mimo iż nie mówiła wprost, co działo się w domu, to widziała po twarzach członków Wizengamotu, że doskonale czytali pomiędzy wierszami. Patrzeli na nią ze współczuciem, gdy opowiadała o dwunastolatce, wzdrygali się, gdy używała sarkazmu, by zatuszować, jak bardzo ją to wszystko bolało, uśmiechali, gdy wspominała o osiągnięciach jej rodzicielki. Dwie starsze kobiety położyły dłonie na piersiach i wytarły oczy haftowanymi chusteczkami, gdy zwróciła się bezpośrednio do nich pod sam koniec przesłuchania. 

Mimo że nie to było jej zamiarem, dziewczyna owinęła sobie większość wokół palca. Widziała to w oczach, postawie i wyrazie twarzy każdego pojedynczego członka sądu. 

„Mój kontakt z Hermioną po jej ślubie z Ronem się zerwał na bardzo długi czas. Właściwie to dopiero od niecałych dwóch miesięcy pracujemy nad naszą przyjaźnią… Dlaczego? Przez te wszystkie lata myślałem, że odcięła się ona ode mnie dla mnie, dla mojej rodziny. Jednak teraz myślę, że na początku wciąż starała się zbudować prawdziwą rodzinę dla Lyry, a później była już pod dużym wpływem Rona… To był dokładnie dwudziesty piąty sierpnia, gdy przyjaciel moich dzieci i Lyry, Corbin — pojawił się w moim domu z Hermioną, która była w opłakanym stanie. Miała na sobie tylko koszulę nocną, którą chłopak przykrył swoją bluzą, bo… no cóż, mieliśmy z żoną bankiet w domu. Do tamtej pory myślałem, że moja córka chrzestna przesadza, opisując sytuację z domu, gdy do nas przychodziła nawet w środku nocy. Fakt, zawsze była roztrzęsiona, ale zwalałem to na to, że Ron nigdy jej nie pokochał, tak jak miał, i myślałem, że odbiera przez to wszystko zbyt emocjonalnie. Nigdy… przenigdy nie wybaczę sobie, że nie posłuchałem jej ani razu przez te wszystkie lata. Przeze mnie moja przyjaciółka, siostra była zamknięta w złotej klatce niczym paw i robiła za idealną żonę w idealnej rodzinie, gdzie w rzeczywistości walczyła i żyła w koszmarze. Tak jakby wojna dla niej nigdy się nie skończyła.”

Klamka skrzypnęła, gdy ktoś po przeciwnej stronie na nią nacisnął i popchnął drzwi. Lyra szybko uniosła głowę i z nadzieją oczekiwała twarzy swojej rodzicielki. Zamiast kobiety przez próg przeszedł Wybraniec ze świeżymi śladami łez na nieogolonych policzkach. Z zawodem widocznym w całej jej postawie, ale i odrobiną radości, że już nie będzie musiała czekać tutaj sama, rzuciła się Harry’emu na szyję. Korytarz ministerstwa wypełniły błyski lamp i krzyki z odległości dwudziestu metrów. Była tam zrobiona specjalna bariera, która uniemożliwiała nieautoryzowanym osobom zbliżenia się do sali, a także zagłuszała jakiekolwiek dźwięki, by w żaden sposób nikt, a przede wszystkim dziennikarz, nie mógł niczego podsłuchać. 

Harry objął ją w pasie i mocno uścisnął, czując, jak emocje, które buzowały w nim od początku rozprawy, a w czasie jego przesłuchania zaczęły powoli się wydobywać, teraz wyrwały się z jego gardła z podwójną mocą. 

„Oczywiście, że znam Hermionę Granger bardzo dobrze… Powiedziałem? Przepraszam, ona zawsze była dla mnie Granger, przyzwyczajenia ciężko zmienić... Nie, rok po zakończeniu ósmego roku w Hogwarcie nasz kontakt się urwał… Potem widziałem ją dopiero u Potterów na bankiecie, przecież macie to napisane, dlatego tutaj jestem… Opisać? Chciałbym powiedzieć, że wyglądała koszmarnie, ale w czasie wojny widziałem ją w gorszym stanie. Niestety poza rozmazanym makijażem, czerwonymi oczami i brakiem odzienia, chyba, że za takowe uważacie mały skrawek materiału, który na sobie miała, to wyglądała nie najgorzej. Jednak jestem pewien, że Potter wspomniał o śladach na jej udzie i ramieniu, których na szczęście dla Weasleya nie widziałem… Żadna groźba, stwierdzenie faktów… Oczywiście, że jestem zły! Kiedyś byliśmy ze sobą blisko, łączyła nas przyjaźń! Związek? Jeśli przyjaźń z korzyściami, chyba wiecie, co mam na myśli, rozumiecie jako poważny związek, no to chyba w nim byliśmy… Ślub? A to dobre, tylko głupiec dałby odejść takiej kobiecie… Oczywiście, wiem, czym grozi, ale macie jakiś na to dowód oprócz kłamstw Weasleya? Tak, zabrałem Hermionę na kolację. Jak wspomniałem, byliśmy przyjaciółmi, nie tylko z korzyściami, a prawdziwymi, więc kiedy Potter mi o wszystkim powiedział, musiałem sam sprawdzić, jak bardzo jest z nią źle… .” 

Nie minęło pół godziny od wyjścia Harry’ego, a klamka ponownie skrzypnęła. W drzwiach stał Draco Malfoy z zaciętym wyrazem twarzy. Przeszedł obok Pottera i córki Hermiony po czym zatrzymał się dopiero przed ścianą. Nim którekolwiek z nich zdążyło zareagować, były Ślizgon uderzył pięścią w ścianę całą siłą jaką posiadał. Usłyszeli obrzydliwy dźwięk łamanych kości, a korytarz znowu wypełniły błyski lamp. 

Lyra podeszła do mężczyzny szybkim krokiem. Ostrożnie złapała dłoń, w którą wpatrywały się płonące furią szare oczy. Nie raz widziała to spojrzenie u jego syna. Dziewczyna potrząsnęła głową, chcąc wyrzucić z myśli Scorpiusa, a czarne loki zatańczyły wokół jej twarzy. Zniecierpliwiona machnęła różdżką, a włosy uniosły się do góry i związały w niedbałego koka na czubku głowy. 

Zadowolona, że może zająć myśli czymś innym, spojrzała na szybko puchnącą dłoń mężczyzny i skrzywiła się na widok sinego koloru przy jednej z kostek, która była zmiażdżona całkowicie, przez co wyglądało, jakby się zapadła do środka dłoni. Zagryzła dolną wargę i zmrużyła oczy, szukając w umyśle najlepszego zaklęcia, które mogłoby choć trochę pomóc. 

— Wręcz słyszę, jak myślisz — stwierdził mężczyzna, a ona wpierw się zaśmiała, a później z powodu napięcia, które w niej zelżało, zaczęła się histerycznie śmiać. Oparła się o ścianę i pokręciła z niedowierzaniem głową. 

— On nie tylko wygląda jak ty. Jest twoją dosłowną kopią, myślicie tak samo, mówicie to samo. Czy wy się czymś różnicie? — zapytała, gdy śmiech zamarł na jej ustach i się uspokoiła.

Po wzięciu kilku głębszych oddechów przysunęła się ponownie do mężczyzny i delikatnie chwyciła połamaną dłoń. Podrapała się różdżką po skroni, a na jej usta po niespełna pół minucie wypłynął zadowolony uśmiech. Delikatnie przyłożyła koniec różdżki do przegubu dłoni i szepnęła: “Episkey*”, a wszystkie kości w nadgarstku, które w wyniku impetu uderzenia popękały i oderwały od siebie, złączyły się ponownie, wracając na swoje miejsce. Przesunęła różdżkę w górę dłoni, szepcząc w kółko “Episkey**” aż reszta kości w dłoni, były jak nowe. 

— Przez taką jedną, małą dziewczynę różni nas pozycja w drużynie szkolnej — powiedział, oglądając dokładnie dłoń. — Dzięki. 


~~*~~*~~

Hermiona wpatrywała się w pięćdzięsięciu członków Wizengamotu. Od czasu wojny trochę się pozmieniało. Nie byli to tylko starzy czarodzieje ani nie przewyższała liczba czystokrwistych. W tej chwili byli oni podzieleni na dziesięciu charłaków, dziesięciu mugolaków, dziesięciu czarodziejów półkrwi, dziesięciu czarodziejów czystokrwistych, a pozostała dziesiątka składała się z głównych szefów każdego Departamentu, Ministra Magii, Wiceministra i Podsekretarza. Nie w każdej rozprawie ta ostatnia grupa brała udział, zazwyczaj tylko w takich, które były mocno nagłaśniane w społeczeństwie. 

— Kto głosuje za orzeczeniem rozwodu na korzyść powoda, niech podniesie rękę do góry. 

Z zaciśniętymi dłońmi i mocno bijącym sercem Hermiona naliczyła niecałe dziesięć dłoni w górze, większość z nich była w jakiś sposób związana z Ronaldem. 

— Kto jest za zakończeniem tej rozprawy orzeczeniem rozwodu na korzyść Hermiony Granger—Weasley, niech podniesie rękę do góry. 

Czterdzieści dłoni powędrowało w górę, a Hermionie kamień spadł z serca. 

— W takim razie nie pozostaje nic innego, jak zająć się formalnościami. Z dokumentów, które otrzymałem wynika iż mieszkanie i samochód, które chciał pan dostać, panie Weasley, nie są własnością wspólną ani pani Hermiony Granger. Należą za to całkowicie do jej córki, Lyry. Oczywiście przychylam się do tego, by cofnąć adopcję Lyry, a także anulować nadanie jej pana nazwiska, nie sądzę, że będzie płakać — powiedział przewodniczący Wizengamotu, po czym uśmiechnął się z zadowoleniem, gdy twarz Rona poczerwieniała ze złości. — Dzieci zostaną z matką. Zostają pani przyznane alimenty w wysokości dwustu galeonów miesięcznie od dziecka, takiej kwoty żądał pan Weasley, więc widocznie tyle dzieci potrzebują… 

Była Gryfonka nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. Przygnieciona emocjami opadła na krzesło i zasłoniła dłońmi usta, z których wydobył się cichy śmiech. Czuła tak dużo szczęścia! Ulgę i wolność. Adwokat chwycił ją za ramię i próbował pociągnąć w górę, ale przemawiający czarodziej machnął na nich dłonią. 

Od dziś była ponownie Hermioną Granger! 


~~*~~*~~


Lyra z zadowoleniem zamknęła za sobą czerwone drzwi i stukając obcasami, podeszła do łóżka, na które najzwyczajniej w świecie się rzuciła. Była wykończona! Psychicznie. 

Po rozprawie, kiedy jej mama w końcu wyszła z sali, przylgnęły do siebie na środku korytarza, a z ich oczu pociekły łzy szczęścia. Oczywiście nie zabrakło przy tym tych cholernych błysków fleszy. Niedługo po Hermionie z sali wyszedł cały klan Weasleyów — niektórzy podeszli do nich, uśmiechnęli się, pocałowali Hermionę w policzek i oznajmili, że kobieta z córką zawsze są mile widziane w ich progach. Lyra najbardziej chyba ucieszyła się, że wśród tych kilku osób znaleźli się George wraz Charliem. Billa znała średnio, ale szczery uśmiech na ustach jej rodzicielki wystarczył, by także jego obdarzyła cieplejszymi uczuciami. Molly stała na boku, rozmawiając z dwójką wnuków. Hugo poczerwieniał nawet w jednym momencie, zaprzeczając ruchem głowy, złapał Rose za rękę i odciągnął ją w ich stronę. 

Kiedy w końcu ludzie się rozeszli, Lyra z rodzeństwem, mamą i Harrym poszli do mugolskiej restauracji na obiad. Gdy tylko znaleźli się przy stoliku, wybuchła sprzeczka, bo Hugo nie chciał usiąść koło Rose, co było co najmniej dziwne. Niestety ani ich mama, ani Harry nie wyciągnęli z nich, o co chodzi, więc Lyra skończyła pomiędzy rodzeństwem. Przez ten wybuch jej małego braciszka atmosfera przy obiedzie była napięta, ale nie powstrzymało to Hermiony przed wesołym ćwierkaniem, a Ślizgonka obiecała sobie, że jeszcze dzisiejszego wieczora porozmawia z rudzielcem albo najlepiej rudzielcami. 

Teraz miała ochotę na małą drzemkę, żeby tylko odciąć się od dziesiątek myśli wirujących w głowie, żeby zapomnieć o całym dniu. Dlatego przekręciła się na bok i podkuliła kolana. Rękę wsunęła pod poduszkę, spod której wyciągnęła sweter jej ojca. Przycisnęła go do twarzy i wciągnęła zapach perfum, który działał jak lekarstwo, i momentalnie ją uspokoił. Westchnęła, czując, jak spięte mięśnie się rozluźniły, a jej powieki zrobiły coraz cięższe. Nim zamknęły się do końca, zobaczyła jeszcze, jak mały smoczek wylądował przed twarzą Lyry na materiale i ułożył do spania razem z nią. 


~~*~~*~~


— O której masz świstoklika? — zapytał Draco, patrząc, jak Astoria pakuje małą walizeczkę. 

— O siódmej. — Kobieta zasunęła zamek i odwróciła się do swojego byłego męża. Kiedy zdecydowali się na rozwód, wszystko poszło szybko. Prawnika mieli wspólnego, rodzinnego. Więc dwa dni po świętowaniu jej sukcesu z Anną Wintour spotkali się z Christianem na lunchu w drogiej restauracji. Dwie godziny wystarczyły na podzielenie ich wspólnego majątku i przekonanie Astorii do zatrzymania rodzinnego domu. Draco stwierdził, że wynajmie sobie na razie jakieś małe mieszkanie, a jeśli wszystko pójdzie dobrze z Granger, kupi dom. Najkrócej zajęła im rozmowa o Scorpiusie. Wspólnie zdecydowali, że to ich syn powinien powiedzieć, z kim chce mieszkać. Do tego zdawali sobie sprawę, że Scorpius może zdecydować się po prostu zacząć żyć samodzielnie, na własną rękę. 

Zdenerwowana naciągnęła cienki materiał sweterka na dłoń, po czym przejechała nią nerwowo po nagim ramieniu.

— Wiem, że mieliśmy powiedzieć mu razem i może chcesz przenieść tę rozmowę na weekend, kiedy wrócę, ale myślę, że będzie lepiej, jeśli zrobisz to sam — powiedziała, a w jej głosie słyszał prośbę. 

Oderwał swoje plecy od zamkniętych drzwi sypialni i podszedł do kobiety. Złapał materiał, który się zsunął, i naciągnął go na odkryte ramię, po czym odgarnął z oczu czarną grzywkę. 

— Dlaczego jesteś ostatnio taka niepewna? — zapytał, ale wcale nie czekał na odpowiedź, wiedząc, że jeśli Astoria będzie chciała, to powie mu wszystko, co ją trapi. — Jasne, mogę powiedzieć mu sam, ale dlaczego? 

— On będzie chciał wiedzieć, co się zmieniło, a ja nie będę wiedziała, co mogę mu powiedzieć. A jeśli zdecydujesz powiedzieć mu się prawdę, to i tak nic od siebie nie dodam. Tylko upewnij się, że rozumie, iż to nasza wspólna decyzja, i że to ja to zaproponowałam, nie ty. 

— Uważaj na siebie, dobrze? 

— Jak zawsze — szepnęła, całując go w policzek. Zerknęła na nadgarstek, gdzie miała zegarek. Uśmiechnęła się do niego i powiedziała: — Pogratuluj Granger ode mnie. 

Wzięła stary, kobiecy but z szafki nocnej i z uśmiechem rozpłynęła się w powietrzu. 


~~*~~*~~


Hermiona przeglądała prace, jakie uczniowie byli zmuszeni wykonać pod jej dzisiejszą nieobecność Młodsi mieli łatwe quizy, które powiedzą jej, czy któreś z nich zaglądało do książek w czasie wakacji i czy ktoś był do przodu z materiałem. Ci co byli w klasach trzy do pięć dostali sprawdzian, który miał jej powiedzieć, jaką posiadają wiedzę z poprzednich lat, a najstarsi powinni byli uwarzyć eliksir, którego wcześniej nie omawiali — Hermiona chciała sprawdzić, czy będą w stanie zrobić dobre eliksiry bez uprzedniego poznania go, zrozumienia, gdy za pomoc mieli tylko pergamin ze składnikami i instrukcjami warzenia. 


Była w połowie oceniania, kiedy kominek ożył, sygnalizując, że ktoś się do niej wybiera. 

Uniosła wzrok znad zapisanych pergaminów i automatycznie wstała z fotela, a jej oczom ukazał się Draco. Zmarszczyła brwi, bo nie spodziewała się go tutaj ujrzeć. I to nie dlatego, że jutro mieli swoją drugą, a raczej trzydziestą pierwszą randkę, lecz z powodu jej rozprawy rozwodowej. Harry przyznał się, że jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego spotkał się z byłym Ślizgonem na lunchu i opowiedział mu ogólnikowo to co sam wiedział o kobiecie i jej życiu u boku Ronalda. Jednak dziś, gdy pieszo udali się na obiad z dziećmi, zdradził jej, że Draco źle przyjął to, czego dowiedział się podczas rozprawy. Do tego stopnia, że złamał kości w dłoni, a jej córka je poskładała z powrotem. 

— Coś się stało? Jak się tu dostałeś? — zapytała, wiedząc, że jego kominek nie jest podłączony do jej. Scorpius był dobrym uczniem, odpowiedzialnym kapitanem i równie wspaniałym prefektem, więc nigdy nie miała potrzeby, by jego rodzice ją odwiedzali. 

— Harry użyczył mi kominka… — zaczął mówić, kierując się powoli w jej stronę. Zatrzymał się naprzeciw niej, a jedyne, co ich dzieliło, to wielkie, mahoniowe biurko. — Powinienem być tutaj z Astorią, by powiedzieć Scorpiusowi o naszym rozstaniu, ale została wezwana do Nowego Jorku. Zdecydowaliśmy się, że do tej rozmowy wystarczę tylko ja. 

— Yhm… — mruknęła, przygryzając policzek od środka. Nerwowo zastukała paznokciami o blat biurka i niepewnie spojrzała w szare oczy, z jasnoniebieską obwódką przy źrenicy. Jak ona kochała te oczy, u niego… u Lyry. — Co… co zamierzasz mu powiedzieć? 

— Prawdę. Że zawsze był ktoś, na kim bardzo mi zależało, i ostatnio ta osoba na nowo pojawiła się w moim życiu. 

— Kiedy dowie się całej prawdy, to mnie znienawidzi. Zresztą, wierzę, że już tak jest. Przez lata mogłam być dla niego niesprawiedliwa. 

— Tak, słyszałem — mruknął, a w jego głosie usłyszała nutkę rozbawienia. — Nie znienawidzi cię, Hermiono. Prawdą jest, że sam nie zdecydowałem się na rozwód, to nawet nie był mój pomysł. Może, gdyby Astoria nie połapała się szybciej, co się ze mną dzieje, sam zacząłbym ten temat, ale tego nie dowiemy się już nigdy. 

— Tak myślisz? — zapytała, odgarniając grzywkę z oczu. 

— Jasne, jest w końcu moją kopią, a ja wręcz szaleję na pani punkcie, profesor Granger. — Puścił do niej oczko i wyminął biurko. — Pewnie nie powinien tego robić, ale czekałem na to tak długo. Wstyd się przyznać, ale myślałem o tym przez cały wczorajszy wieczór — wyznał i nim kobieta się zorientowała, co się dzieje, złączył ich usta w słodkim pocałunku. Na początku tyko przyłożył swoje do jej pełnych, przymykając oczy, a kiedy się nie odsunęła, cmoknął je bezgłośnie, zahaczając zębami o jej dolną wargę i lekko ją pociągnął, czym wywołał ciche westchnięcie. 

— Kurwa — szepnął i pocałował jej wargi jeszcze raz i jeszcze, i ponownie, aż wpił się mocno w usta i zmiażdżył je swoimi. 

Przestał dopiero, kiedy złapał jej twarz w dłonie i poczuł, że kobieta ma mokre policzki. Odsunął się od niej jak oparzony, martwiąc się, że przekroczył niewidzialną granicę. Spojrzał na jej twarz, na której po raz kolejny tego dnia zobaczył płynące z oczu łzy i miał ochotę strzelić w siebie Avadą.

— Kurwa, kurwa, kurwa! — Zrobił dwa kroki w stronę Hermiony z wyciągniętą ręką, by zetrzeć z policzków ślady łez, ale zatrzymał ją w powietrzu, obawiając się dotknąć kobiety. — Ja… przepraszam, naprawdę, nie to było moją intencją. 

Hermiona spojrzała na niego zza wachlarza ciemnych rzęs i nikło się uśmiechnęła. Złapała wciąż wiszącą w powietrzu dłoń i przyłożyła ją do swojej twarzy. Tylko tyle wystarczyło, by mężczyzna się zrelaksował i zaczął wycierać wciąż płynące z bursztynowych oczu łzy. 

— Ja za tobą też tęskniłam — szepnęła, a serce mocniej mu zabiło. — Jednak nie może to się stać ponownie, Draco. Nie dopóki… dopóki nie poznasz prawdy. Boję się, że nie będę umiała powiedzieć “nie”, bo bardzo tego pragnę, ale jest za wcześnie. Dopóki nie poznasz prawdy i nie powiesz, że wciąż tego chcesz, Draco — zakończyła swoją wypowiedź z mocą, wysoko uniesioną głową i ogniem w oczach. 

— Okej — szepnął, splatając ich palce razem. 


~~*~~*~~


Draco skierował się w stronę schodów, które prowadziły do dwóch pokoi, jeden należał do jego syna, Prefekta Naczelnego Hogwartu, a drugi do córki Hermiony. Pamiętał do dziś, jak dostał wyjca od jeszcze wtedy jedenastoletniego chłopca. Był to pierwszy raz, gdy słyszał Scorpiusa tak wściekłego. Jego głos brzmiał tak, jakby miał zaraz wypluć płuca. Wcale nie widział syna, w końcu to był list, ale Draco potrafił sobie wyobrazić małe dłonie zaciśnięte w równie małe piąstki, zwężone oczy i czerwoną ze złości twarz. Był to pierwszy i ostatni raz, gdy słyszał, by emocje tak nim targnęły, a kiedy mała Granger została wybrana do drużyny quidditcha, dostali z Astorią niewielki skrawek papieru z idealnie naskrobanymi dwoma słowami: “ Głupia dziewczyna“. Dopiero od Harry’ego dowiedział się, że “głupia dziewczyna” została szukającą na pierwszym roku (do tego piekielnie dobrą), tak jak Wybraniec, czego nie zapomniał wypomnieć.

Minął czerwone drzwi, na widok których parsknął śmiechem, i zatrzymał się po pięciu metrach przed drzwiami, które miały tabliczkę “Scorpius Malfoy, PN”. Uniósł dłoń i zapukał w ciemnobrązowe drzwi, ale odpowiedziała mu martwa cisza. Ponowił pukanie, a kiedy drzwi dalej pozostały zamknięte, westchnął i niezadowolony powlókł się z powrotem na schody i w dół do pokoju wspólnego. Przeszukał pomieszczenie, nim jego oczy spoczęły na głowie pełnej dredów. Interesującym faktem było to, że na nogach chłopaka leżała głowa czternastoletniej córki Pottera. Albus siedział na fotelu blisko kanapy i prowadził z Corbinem dyskusję na jakiś temat. Kiedy do nich podszedł, obaj na niego spojrzeli, a Draco zwrócił uwagę na zamknięte oczy Lily i pogryzioną dolną wargę. 

— Coś się stało? — zapytał, znacząco patrząc na twarz dziewczyny, a Corbin automatycznie pogłaskał brązowo-miedziane włosy. 

— Podsłuchała rozmowę rudzielców i trochę się tym przejęła. Podczas snu ochłonie i jak się obudzi, to wszystko będzie z nią okej — odpowiedział Albus, a Draco pokiwał głową. 

— W porządku w takim razie… Wiecie, gdzie podział się mój syn? Mam coś ważnego mu do powiedzenia. 

Chłopcy spojrzeli na siebie zdziwieni, a później na Dracona, co prawie sprawiło, że poczuł się nieswojo. 

— Nie ma go u siebie? 

— Corbin, czy ja ci wyglądam na idiotę, który nie umie pukać w drzwi? — zapytał zirytowany, a mały Potter parsknął śmiechem, i powiedział:

— To nie to. Jakąś godzinę temu Scorpius powiedział, że idzie do swojego dormitorium pracować nad tym projektem od cioci Hermiony. Od tego czasu nie schodził, a jeśli nie ma go u siebie, to jedyne miejsce, gdzie mógł się jeszcze u góry udać, to…

— Córka Granger.

— Dokładnie. 

~~*~~*~~

Mężczyzna zatrzymał się przed czerwonymi drzwiami i ponownie parsknął na ich widok. Czerwień w Slytherinie, o tym syn mu nie opowiadał. Zapukał w drzwi, przez które usłyszał siarczyste przekleństwo i szybki, aczkolwiek cichy tupot stóp. Drzwi się otworzyły. 

— Co robisz tut… — Reszta wypowiedzi byłego Ślizgona była zablokowana przez dłoń nastolatka. Scorpius odwrócił do tyłu głowę, a Draco podążył za jego spojrzeniem. W ciemnym pokoju, przy małych latających w powietrzu kolorowych światełkach, na okrągłym łóżku spała dziewczyna, która naprawiła mu dziś dłoń. Mimowolnie na samo wspomnienie bólu w nadgarstku Draco potarł to miejsce drugą ręką. 

Scorpius szepnął coś i w pokoju zostało tylko jedno, lekko zielone światełko. Zjechał dłonią z jego ust na klatkę piersiową i popchnął do tyłu, a sam przeszedł przez próg i zamknął po cichu drzwi. 

— Co ty robisz tutaj? — zapytał go syn, ignorując jego niedokończone pytanie. Czekając na odpowiedź, poprowadził ich w stronę jego dormitorium. Wypowiedział hasło “drzewo sandałowe” i wszedł do swojego królestwa. 

Draco przez chwilę porozglądał się po pomieszczeniu, ale widząc, że latorośl w nim nic nie zmieniła, ruszył do szafki nocnej, z której wyciągnął whisky. Kiedy uniósł butelkę do góry, zobaczył etykietkę, a na jego twarzy odmalowało się zdziwienie. 

— Kiedy buchnąłeś mi tę butelkę? 

Wypełnił zwykłe szklanki połową zawartości i wręczył jedną synowi. Usiadł na idealnie zaścielonym łóżku oraz poklepał miejsce koło siebie, dając Scorpiusowi do zrozumienia, że chce, by usiadł on koło niego. 

Scorpius nie usiadł. 

— Miałem przyjść tu dziś z mamą, ale wypadło jej coś ważnego. 

— Nowy Jork? 

— Tak. Pracuje nad tym projektem ostro. — Draco zmoczył usta w alkoholu i westchnął. — Mam ci coś ważnego do powiedzenia i chcę, byś zrozumiał, że decyzja była wspólna, a z mamą mimo tego wciąż się kochamy. 

— Rozwodzicie się? — zapytał, a mężczyzna mimo wszystko zachłysnął się trunkiem. — To znaczy, że już po rozwodzie. Kiedy? Czemu? Wiem, że nie kochacie się jak wujek Blaise z ciocią Luną, ale do tej pory nie widziałem, by wam to przeszkadzało, co więcej, wydawaliście się szczęśliwi w tym dziwnym układzie. 

Draco wyczuł w głosie syna lekką nutkę smutku i poczuł się źle, wiedząc, że to w dużej mierze przez niego. Dopił resztkę Ognistej i ponownie poklepał miejsce obok siebie. 

Scorpius usiadł. 

— Bo byliśmy. Mógłbym skłamać, że nie było to spowodowane przede wszystkim mną, ale nie chcę. Owszem, to twoja mama spytała o rozwód, ale zrobiła to dla mnie, za co kocham ją jeszcze bardziej. — Draco wstał z łóżka i podszedł do okna. Wyjrzał przez nie, wpatrując się w wodę, która otulała pokój wspólny. Przynajmniej dormitoria były wyżej niż pomieszczenie, gdzie przesiadywali Ślizgoni, dzięki czemu zamiast widokiem wody mogli cieszyć się trawą, drzewami i niebem. Przyłożył rękę do szyby, wspominając, jak nieraz siedział na parapecie właśnie tego okna wraz z pewną Gryfonką, by do późnej nocy wspólnie czytać książki. — Do mojego życia wróciła ostatnio osoba, która zawsze była dla mnie ważna. 

— Ważniejsza od mamy? 

— W pewnym sensie. Jednak Astorię pokochałem jak przyjaciółkę, a później została moją żoną i w prezencie dała mi ciebie, najważniejszą osobę w tym cholernym świecie. 

— Aww, dzięki, tato — mruknął Scorpius, ale mimo tego udawanego niezadowolenia, Draco widział, jak szare oczy pojaśniały po jego słowach. 

— Prawda jest taka, że nie można ich porównywać. Zrobiłbym wszystko dla nich obu. Skoczył w ogień, oddał wszystko, co mam, włącznie z nerkami, co do ostatniego knuta. — Podszedł szybkim krokiem do nastolatka i ukucnął przed nim, łapiąc go za ramiona. — Obiecuję, że nie wyrzucam twojej mamy ze swojego życia, wciąż w nim będzie. Zawsze była moją przyjaciółką, a dzięki temu, że nie pałaliśmy do siebie romantycznym uczuciem, ta przyjaźń zostanie, tylko stokroć silniejsza. I mamy ciebie, Scorpius, do końca życia będziesz już nas łączył.


* po angielsku jest to glamour charm, prawdopodobnie zaklęcie wymyślone w ff i nie ma tłumaczenia na polski. W poprzednich częściach pisałam je po prostu po angielsku, ale za namową Katji zdecydowałam się na taką polską wersję.
** i *** - ogólnie zdaję sobie sprawę, że uderzenie dłoni Draco o ścianę nie mogło spowodować AŻ takich złamań, jednak po napisaniu całości, spodobało mi się, co mój mózg wymyślił o trzeciej nad ranem i postanowiłam tego nie zmieniać.

Betowała : KATJA.

Przybywam z dziesiątką! Mam nadzieję, że będziecie z niej zadowoleni tak samo jak ja! Zostały w niej zamieszczone trzy ważne rzeczy: rozwód Hermiony i Rona, pocałunek pomiędzy Hermioną i Draco oraz rozmowa dwójki Malfoyów.

Więcej nie przynudzam, ale mam prośbę. Jeśli przeczytałeś/łaś, a nie zamierzasz podzielić się swoimi przemyśleniami na temat tego rozdziału, proszę Cię, byś zaznaczył jedno z pięciu ocen widniejących na samym końcu posta. To tylko jedno kliknięcie, które zajmie mniej niż pół minuty, a dla mnie będzie znaczyć dużo :)

26 komentarzy:

  1. hej :* Zaczynam od pytania, czemu Lyra dostała list w wieku 12 lat? (tylko dwanaście lat) i jeszcze te dziewięć miesięcy, rozumiem, że na przerwy świąteczne zostawała w zamku? Bo jeżeli nie, to myślę, że fajnie byłoby to zaznaczyć, w sumie tak czy tak mogłaby o tym wspomnieć :D "Patrzeli na nią ze współczuciem, gdy opowiadała o dwunastolatce, wzdrygali się, gdy używała sarkazmu, by zatuszować, jak bardzo ją to wszystko bolało, uśmiechali, gdy wspominała o osiągnięciach jej rodzicielki. " patrzeli (...), wzdrygali (...), uśmiechali - oddzieliłabym średnikami, bo wyliczasz co robili. Poza tym -->"Patrzeli na nią" patrzyli; "Mimo że nie to było jej zamiarem, dziewczyna owinęła sobie większość wokół palca. Widziała to w oczach, postawie i wyrazie twarzy każdego pojedynczego członka sądu. " brakuje mi słowa ławnicy, większość ławników :) i dalej "wyrazie twarzy każdego pojedynczego" tu bym napisała "każdego z nich", nie możesz użyć tego co zacytowałam, bo wcześniej piszesz o większości, a to znaczy, że jednak nie wszyscy; "Przez te wszystkie lata myślałem, że odcięła się ona ode mnie dla mnie, dla mojej rodziny." lepiej by brzmiało "ucięła nasze kontakty dla mnie", unikniesz powtórzenia "mnie mnie"; "Do tamtej pory myślałem, że moja córka chrzestna przesadza, opisując" na pewno przecinek po opisując? Przecież to jednolita część wypowiedzi (ale orłem z przecinków nie jestem, tylko źle się czyta); "Fakt, zawsze była roztrzęsiona, ale zwalałem to na to" - to na karb tego; "Zadowolona, że może zająć myśli czymś innym, spojrzała na szybko puchnącą dłoń mężczyzny i skrzywiła się na widok sinego koloru przy jednej z kostek" siniak nie pojawia się od razu, krwiak nie od razu jest fioletowy, najpierw ślad po uderzeniu jest czerwony; "która była zmiażdżona całkowicie, przez co wyglądało, jakby się zapadła do środka dłoni." wyglądała, piszesz konkretnie o kości przecież ;);

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wręcz słyszę, jak myślisz — stwierdził mężczyzna, a ona wpierw się zaśmiała" najpierw, "wpierw" to gwara; i dalej to samo zdanie "które w niej zelżało, zaczęła się histerycznie śmiać. " masło maślane, najpierw się zaśmiała, a potem zaczęła się śmiać, tyle, że histerycznie, pierwsze "zaśmiała" zmień na uśmiechnęła; " gdy śmiech zamarł na jej ustach i się uspokoiła." nie pasuje słowo zamarł, śmiech zamiera nagle, czymś przerwany, a ona raczej skończyła się śmiać- sama napisałabym " gdy się wreszcie uspokoiła" pomijając kwestię śmiechu, bo skoro się uspokaja, to oczywiste, że przestała się śmiać; "Przesunęła różdżkę w górę dłoni, szepcząc w kółko “Episkey**” aż reszta kości w dłoni, były jak nowe." - po pierwsze nie wiem czy góra dłoni to palce czy jej wierzch i czy w ogóle góra dłoni istnieje, więc może "w kierunku palców" bo chyba obojętnie czy zaklęcie jest skierowane na wierzch dłoni czy jej spód; dalej "w kółko" ładniej brzmi "ponownie" lub "kilkakrotnie"; potem masz powtórzenie "dłoni", przecież to oczywiste, że nie nogi, wystarczy "aż wszystkie kości się zrosły", bo były jak nowe jest takie potoczne...; "małą dziewczynę różni nas pozycja w drużynie szkolnej" ale czego? gargulków? Dodaj, że chodzi o quiditcha ( to Lyra gra? nie zarejestrowałam tego faktu, jest szukającą? ;D); "Granger—Weasley" tu powinna być dywiza, a nie półpauza; "Czterdzieści dłoni powędrowało w górę," czyli ktoś wstrzymał się od głosu? Masz 50 członków, niecałe 10 na korzyść Rona (czyli np 9) wtedy na korzyść Hermiony musi być 41; "Lyra najbardziej chyba ucieszyła się, że wśród tych kilku osób znaleźli się George wraz Charliem." wraz z; "Przycisnęła go do twarzy i wciągnęła zapach perfum, który działał jak lekarstwo, i momentalnie ją uspokoił." masz czas niedokonany i dokonany, zmieniłabym uspokoił na uspokajał; "Nim zamknęły się do końca, zobaczyła jeszcze, jak mały smoczek wylądował przed twarzą Lyry na materiale" na materiale czego? Domyślam się, że swetra, ale może poduszki? Musisz to uszczegółowić ;);

      Usuń
    2. Uniósł dłoń i zapukał, ale odpowiedziała mu martwa cisza" bo znowu zbyt szczegółowo piszesz i te ciągłe "drzwi"...; i ta martwa tez mi nie pasuje( tak jak zamarły), cisza po prostu, mniej patosu, bo to nie kryminał :D "Ponowił pukanie, a kiedy drzwi dalej pozostały zamknięte, westchnął i niezadowolony powlókł się z powrotem na schody i w dół do pokoju wspólnego. " zaraz, czy czerwone drzwi nie były za czy tam obok kominka? jakie schody znowu, również na początku (i nie mam jak sprawdzić :(); przed drugim i chyba przecinek, ale ja zastąpiłabym oraz "Przeszukał pomieszczenie, nim jego oczy spoczęły na głowie pełnej dredów." przeszukał wzrokiem (bo przecież nie buszował niezauważony, tylko się rozglądał); "Albus siedział na fotelu blisko kanapy i prowadził z Corbinem" szyk zdania, powinno być " Na fotelu blisko kanapy siedział Albus i prowadził z Corbinem"; "Kiedy do nich podszedł, obaj na niego spojrzeli, a Draco zwrócił uwagę na zamknięte oczy Lily i pogryzioną dolną wargę." tu tez szyk- "Kiedy Draco do nich podszedł, obaj na niego spojrzeli, a on zwrócił uwagę na zamknięte oczy Lily i jej pogryzioną dolną wargę."; "Reszta wypowiedzi byłego Ślizgona była zablokowana przez dłoń nastolatka." wygląda jakby strzelił tą dłonią " przez położony na ustach palec (możesz dodać, że wskazujący), raczej nie pokazuje się całą dłonią, chyba, że zatkał nią usta ojca co wynika z dalszego zdania, a co jest raczej nienaturalne; "Draco przez chwilę porozglądał się po pomieszczeniu" tu znowu czas dokonany, zamień na rozglądał; "dzięki czemu zamiast widokiem wody mogli cieszyć się trawą" widokiem głębin, bo rozumiem, że pokój wspólny jest pod wodą, co sugeruje wcześniejszy opis, a skoro Draco patrzy się na wodę, to na jej powierzchnie i możne się cieszyć nie tylko wodą, ale i resztą w przeciwieństwie do osób znajdujących się niżej; "Draco widział, jak szare oczy pojaśniały po jego słowach. " ale jak widział, Draco patrzy się w okno, więc stoi tyłem, napisz, że wiedział iż szare oczy syna lub niech Draco się odwróci...; "Skoczył w ogień, oddał wszystko, co mam, włącznie z nerkami, co do ostatniego knuta." to o knucie nie pasuje, skończyłabym na nerkach;

      Usuń
    3. Czekałam na ten rozdział i się nie zawiodłam, wreszcie akcja się rozpędza, występuje cudne, niespieszne dramione, jest Scorpius i Lyra oraz ich cudowna, wyjątkowa relacja, jest Corbin, który wspiera Lily, no cud, miód i orzeszki. Teraz pozostaje mi znowu czekać na ciąg dalszy. Przy scenie w sądzie, choć wiedziałam jaki będzie wyrok, znowu uśmiechnęłam się z satysfakcją. Wyszło świetnie :*

      Usuń
    4. Jedna część mi uciekła, a więc: "Wzięła stary, kobiecy but z szafki nocnej i z uśmiechem rozpłynęła się w powietrzu. " dodałabym "stary, jaśniejący już niebieska poświatą but" co uwydatni magię, bo tak tego nie widać, wzięła i odleciała, ot tak...; "Hermiona przeglądała prace, jakie uczniowie byli zmuszeni wykonać pod jej dzisiejszą nieobecność Młodsi " brakuje kropki przed młodsi; dalej piszesz o czasie wakacji, a trwa już trochę rok szkolny chyba? Więc zaglądać mogli np.w czasie wolnym, nie koniecznie w wakacje, zostawiłabym po prostu "czy zaglądali trochę do książek"; "więc nigdy nie miała potrzeby, by jego rodzice ją odwiedzali." zamiast miała użyłabym było, jest mniej osobiste i bardziej pasuje do wydźwięku o Scorpiusie; "Może, gdyby Astoria nie połapała się szybciej, co się ze mną dzieje, sam zacząłbym ten temat" wykreśl sam, powtórzenie i jakoś tak niezręcznie brzmi; "Pewnie nie powinien tego robić, ale czekałem na to tak długo." powinienem; "Na początku tyko przyłożył swoje do jej pełnych, przymykając oczy," tylko a nie tyko i co swoje do jej? wiem, że usta, ale zdanie jest niepełne, dodaj np. wargi; " Kurwa — szepnął i pocałował jej wargi jeszcze raz " i pocałował ją jeszcze raz; "bursztynowych oczu" mam wątpliwości, powinnaś dodać przymiotnik ciemno, żeby podkreślić, że chodzi o brąz a nie odcień pomarańczu czy żółci; "a kiedy mała Granger została wybrana do drużyny quidditcha" wtedy była Weasley, więc nie wiem czy można użyć Granger... może Lyra?; " “ Głupia dziewczyna“ " spacja przed głupia zbędna; i teraz pytanie, Scorpius nie jest czasami młodszy od Lyry? Ona poszła rok później ( to wyjaśniałoby tą dwunastoletnia, choć jest na wyrost, bo nie mogła mieć ukończonych 12 lat chyba, że jest z 1-2 września, niestety nie pamiętam, a nie mam jak sprawdzić, bo dostępne rozdziały są od 7); "Minął czerwone drzwi, na widok których parsknął śmiechem, i zatrzymał się po pięciu metrach przed drzwiami, które miały tabliczkę “Scorpius Malfoy, PN”.

      Usuń
  2. Odpowiedziałam Ci na priv, to nie będę tego tutaj wklejać ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi się ten rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudny rozdziawoje opowiadanie jest fantastyczne, tylko nie mogę spac z jednego powodu, Scorpius+Lyra??? Przeciez obi są rodzeństwem… nie mogę się doczekać, kiedy dowiem się czegoś, więcej na ten temat;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za błędy ale jestem na tel. ;-)

      Usuń
  5. Śpij, śpij ; ) wszystko się wyjaśni. I dziękuję ; ) Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się :'D! Zostanę do końca na pewno! Życzę duuużo weny!

      Usuń
  6. Super. Naprawdę fajne opowiadanie. Zawsze trochę sceptycznie podchodziłam do opowiadań o Nowym Pokoleniu, ale powiem Ci, że BAAAARDZO mi się spodobało to jak piszesz. Też mnie właśnie zastanawia dlaczego Lyra w wieku 12 ( a nie 11) lat dostała list. Pozdrawiam serdecznie i czekam niecierpliwie na kolejną notkę.

    ~~Daga~~

    OdpowiedzUsuń
  7. O liscie nie bylo, kiedy go dostala. Dostala go normalnie, ale Hermiona puscila ja dopiero z Rose ; )

    OdpowiedzUsuń
  8. Paula!! Kiedy następny rozdział? Czekam i się ni moge już doczekać :D Wiem, że masz swoje życie prywatne, wiem że pewnie zajmujesz się teraz jakimiś tłumaczeniami, ale pamiętaj o nas! :* Życzę weny i wierzę, że rozdział 10 będzie tak samo genialny, jak cał reszta :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak już to rozdział 11 : ) Nie tyle tłumaczenia, co zaczęła mi się szkoła ;) Do tego świadomość, że na 15 komentarzy, siedem jest od jednej osoby, kilka moich... to demotywuje. Dałam nawet funkcję zaznaczania pod postem, bo jedyne czego chcę, to wiedzieć ile osób to czyta, ale i to nie poskutkowało. Także dnie spędzam na zajęciach zajęta grafiką, a wieczory spędzam z rodziną i jestem tak zmęczona ( nie wiem czym! siedzę przecież tylko przed komputerem -.- ) że nawet nie chce mi się obiadu zrobić ani posprzątać. Jednak! Mam zamiar usiąść w weekend i mam nadzieję, ze naskrobię całe 10 stron i będę mogła przesłać rozdział Katji. : )

    ALE! PAMIĘTAM O WAS ; * miło byłoby tylko wiedzieć o kim dokładnie pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga Irlandko mam takie małe pytanie.
    Jakim cudem wcześniej nie trafiłam na to opowiadanie? Nie mam bladego pojęcia. Wiesz, że się zakochalłam? Jeżeli kiedykolwiek wątpiłam w miłość od pierwszego wejrzenia teraz przyznam, że się myliłam. Naprawdę mi to pokazałaś. Na początek spodobała mi sie bardzo córka Hermiony Lira. Niezwykle ciekawa i dojrzała nastolatka. Podobnie jak Scorpius. Podobał mi się również sam Scorpius i jego rozmowa z Draco. Naprawdę mi się podobało. I ta decyzja rady. Hermiona pewnie nie sądziła że tak wyjdzie. Ron naprawdę dostał za swoje z tego co widzę nie był najlepszym mężem. Ogółem naprawdę na plus taki duży że z przyjemnością . bardzo żałuje że nie masz zakładki "Obserwowani" ale jeśli powiadamiasz o rozdziale zrób to. Z przyjemnością tu wejdę i poczytam dalej by zobaczyć jak rozwija sie ta historia. Tymczasem pozdrawiam.

    www.storyline-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Droga Sereno! : )
    Aż się ciepło zrobiło od tych miłych słów, dziękuję bardzo! Widzę, że to zależy od osoby, bo dla Patronuski, Lyra wcale dojrzale się nie zachowywała, dopóki nie "spiknęła" się ze Scorpiusem, ale ja myślę tak samo jak ty! Ale właśnie to jest piekne w historiach pisanych, każdy odbiera je jak czuje!
    Nie wiem czemu nie, zawsze dodaję informację na grupach, na fejsie. A jak w końcu tu dotarłaś?:>
    Zakładka jest, po lewej stronie schowana, trzeba najechać na wystającą zakładkę, jest ona na równi z pierwszymi dwoma zdjęciami : )

    Mam nadzieję, jeszcze nie raz od Ciebie zobaczyć komentarz :) XOXOX

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na gacie Merlina! Przecież ty jesteś autorką PŁ! teraz to oprócz ciepła chce mi się płakać, śmiać i skakać! Nie wiesz jak wiele dla mnie znaczy, że ktoś tak znany jak Ty ma tak dobre zdanie o moich próbach napisania opowiadania! Masakra! You made my day normalnie <3

      Usuń
  12. Ogłoszenie SKP!

    Miło nam poinformować Cię, że na naszym Stowarzyszeniu ruszyła nowa akcja: "Miniaturki na zamówienie", która ma na celu spełnianie Waszych zachcianek! Chcesz przeczytać jednoczęściówkę ze swoimi ulubionym bądź wymarzonym pairinigiem? Masz na nią pomysł, ale nie chcę Ci się pisać? Wystarczy, że dodasz swoje zgłoszenie u nas w zakładce! Więcej informacji na blogu.
    Ponadto! Wciąż czeka na Ciebie zakładka "Ocenialnia", w której możesz zgłosić swojego bloga do krótkiej oceny! To nic nie kosztuje, a możesz zyskać cenne rady i tym samym małą promocję swojej pracy!
    Jedyne co musisz zrobić, to KLIKNĄĆ TUTAJ i znaleźć odpowiednią zakładkę.

    Pozdrawiamy
    Zespół SKP

    P.S.: Przepraszam, za dodanie posta pod rozdziałem, ale nie dostrzegłam nigdzie zakładki SPAM :( :( :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Jedno słowo. No dobra dwa. Uwielbiam ten styl. TWÓJ styl. I ta Historie

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam *.* Przeczytałam wszystko, ale dopiero teraz dodaję komentarz. Niedobrze się porobiło... Rodzeństwo... Przyrodnie, ale w końcu rodzeństwo...! Czekam na reakcję Malfoya i mam jakąś cichą nadzieję, że to nie Granger powie mu prawdę.
    Pozdrawiam i czekam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie jestem pewna, czy powie mu Hermiona, czy może bd taki zjazd rodzinny w jej gabinecie :D

      Usuń
  15. Kiedy dodasz nowy rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dostałam go od Katji, teraz tylko go dopieszczam i jutro wieczorem mam nadzieję go dodać, najpóźniej we wtorek ; ) Jestem z niego mega zadowolona, więc mam nadzieję, że i Wam się spodoba^^

    OdpowiedzUsuń