18 cze 2018

DLA WIĘKSZEGO DOBRA - NADZIEJA W PRZEKLEŃSTWIE

DLA WIĘKSZEGO DOBRA -
nadzieja w przekleństwie. 






Gorzki posmak. 

Skrzywienie ust i opadająca ręka z pustą fiolką. 

Kiedy ponownie otworzył oczy, w odbiciu lustra zobaczył swoją najlepszą przyjaciółkę z szerokim uśmiechem na ustach i łzami w oczach. Chwyciła go za ramię i pociągnęła tak, by mógł objąć ją w pasie, po czym oparła się na jego ciele – już z ulgą wypisaną na twarzy.

Tuż obok wciąż stał jego wróg ze szkolnych lat, z którym publicznie witał się skinieniem głowy, ale nigdy nie wymieniali miłych słówek. Woleli się zwyczajnie ignorować. Teraz stali ramię w ramię. Na ustach Malfoya błąkał się drwiący uśmieszek, a połyskującymi stalą oczami wpatrywał się w odbicie kobiety w ramionach Harry’ego. 

Kiedy w końcu zwrócił oczy ku swojemu odbiciu, zauważył zmianę. Wyglądał, jakby przez te sekundy, gdy przełykał okropny w smaku eliksir, postarzał się o kilka lat. Mimo ciągłego braku zmarszczek można było zobaczyć, że skóra na twarzy straciła ten blask i świeżość. Koszula, która wcześniej była idealna, zrobiła się lekko przyciasna w barkach i torsie, podczas gdy jego ciało straciło chłopięcy urok. 

— Eliksir postarzający? — zapytał.

— Możesz tak powiedzieć, Potter — mruknął Malfoy. — Dobra, Granger, będę się już zbierał, wiesz, gdzie mnie znaleźć. 

— Odprowadzę cię. 



Przez kolejne pół roku raz na miesiąc dostawał nową fiolkę z eliksirem postarzającym. Hermiona powiedziała mu, że jest to ulepszona wersja tego samego eliksiru, którego użyli bliźniacy, by dostać się do turnieju trójmagicznego. Różnica była taka, że Malfoy zmienił go w ten sposób, żeby byli w stanie kontrolować, o ile z każdym tygodniem go postarzają. 

Teraz, kiedy spoglądał w lustro, widział płytkie zmarszczki, które pojawiały się wraz ze śmiechem przy oczach. W idealnie czarnych do tej pory włosach, jak u Śnieżki z bajki, znalazł już trzy razy siwy włos. Trzy siwe włosy! 

Nie wiedział, jak miał jej dziękować, ale za każdym razem, gdy próbował, odpowiadała tylko, że to „genialny mózg Malfoya zasługuje na docenienie”, nie ona. Harry wiedział, że przyjaciółka miała rację, ale nie mógł się zmusić do skontaktowania z byłym wrogiem. Od ostatniego razu, gdy spotkali się u Hermiony po balu, nie spotkał byłego Ślizgona nawet przypadkiem w Ministerstwie. 

Wypłukał maszynkę pod ciepłą wodą, wklepał w policzki i szyję krem chłodzący po czym owinięty tylko w ręcznik wszedł do sypialni. Przeczesując palcami włosy, podszedł do okien i odsunął zasłony, pozwalając, by promienie słoneczne oświeciły pomieszczenie. 

Kiedy z łóżka usłyszał zbolały jęk Ginny, spojrzał w tamtą stronę i zdziwił się, widząc swoją żonę wciąż zakopaną w pościeli. Normalnie była pierwszą osobą, która wstawała w ich domu. Była rannym ptaszkiem. Uwielbiała mieć wszystko przygotowane i zrobione z rana, by po południu poświęcić się dzieciakom i odpoczynkowi. Odkąd mieli Jamesa, na palcach jednej ręki mógł zliczyć te razy, gdy nie wstała punkt siódma. 

— Ginny? — zapytał, zaciągając z powrotem zasłony. Podszedł do łóżka, usiadł na jego skraju i powoli ściągnął kołdrę z twarzy żony. — Lisico… — 

Odgarnął ze spoconej twarzy lepkie rude włosy, przez które właśnie tak ją nazywał, i ucałował ją w czoło. 

Przez ostatnie kilka dni Ginny czuła się średnio, z czego zdawał sobie sprawię, ale dziś wyglądała naprawdę kiepsko. 

— Głowa mi pęka… — szepnęła zachrypniętym głosem. 

— Przyniosę ci eliksir i wodę — powiedział, zsuwając się z łóżka. 



Po dwóch dniach Ginny wcale nie poczuła się lepiej. Leżeli na łóżku przy świetle wpadającym z przedpokoju przez lekko uchylone drzwi. Dzieci zostały tego wieczoru u babci, by Ginny mogła wypocząć w ciszy. Ostatnie dwa dni spędziła w łóżku, w otaczającej ją ciemności, z pulsującym bólem głowy. Na zmianę się budziła i zasypiała. A eliksiry zdawały się nie działać. 

— Zimno mi… — wyszeptała. 

Okrył ją dodatkowym kocem, po czym położył się ponownie obok niej. Przyciągnął drżące ciało do siebie i przymknął oczy. 

Kiedy na nowo je otworzył, aura Ginny iskrzyła się jaskrawożółtym kolorem. 

Nigdy nie cieszył się, że ma ten dar, ale pierwszy raz przestraszył się tego, co był w stanie zobaczyć. Dlatego kiedy tylko Ginny zasnęła, Harry rzucił czar na śpiącą kobietę. Gdyby coś się działo, obudziła się albo jej stan znacznie pogorszył, różdżka miała go o tym poinformować. Zazwyczaj używał tego na Teddym albo swoich dzieciach. 

Teleportował się w ciemnej uliczce przy budynku, w którym mieszkała Hermiona. Ominąwszy kosze ze śmieciami, skierował się w stronę wejścia i pokonując schody po cztery stopnie, dostał się na trzecie piętro. 

Zapukał do drzwi, a kiedy chwilę później zostały one otwarte, stanął twarzą w twarz z osobą, której starał się unikać i do tej pory wychodziło mu to znakomicie. Chociaż dałby uciąć sobie palec, że sam Malfoy robił wszystko, by na siebie nie wpadli w Ministerstwie, a odkąd były Ślizgon związał się z Hermioną, blondyn przebywał w budynku znacznie częściej niż wcześniej. 

— Malfoy — powiedział, patrząc w szare oczy mężczyzny, czego normalnie unikał, ale tym razem wolał to od wpatrywania się wpatrywania się w ciało, którego jedynie dolna część była owinięta ręcznikiem, który miał owinięty na biodrach. — Khym… — chrząknął, próbując spojrzeć w głąb mieszkania. — Zastałem Hermionę? 

— Nie — odpowiedział, a Harry westchnął, kiwnął głową i rozejrzał się po klatce. Już miał podziękować i teleportować się z powrotem do domu, gdy Malfoy znowu się odezwał: — Poszła odebrać pizzę. Starczy i dla ciebie, jeśli obiecujesz nie komentować naszego związku. 

Harry spojrzał na niego zaskoczony, słysząc napięcie w głosie byłego Ślizgona. Kto by pomyślał, że Malfoy będzie się przejmował tym, czy bliscy Hermiony akceptowali jej decyzje. I pewnie miał on rację, zdając sobie sprawę, że nie wszystkim podobał się nowy partner ich Hermiony. Ale Harry nie zamierzał być jedną z tych osób. Jakim musiałby być hipokrytą, by odwdzięczyć się jej w taki sposób, kiedy ona zawsze stała za nim murem? 

Zresztą, choć z trudem się mógł do tego przyznać, Harry widział, że Malfoy był dla Hermiony dobry. Mimo zmartwień kobiety o Harry’ego przez tą całą przepowiednię, widział uśmiech, który nareszcie sięgał jej oczu. 

— Już dawno przestałem kwestionować wybory Hermiony… W końcu sam nie byłem tym najlepszym — powiedział, myśląc o tym, jak o wiele łatwiejsze mogłoby być jej życie, gdyby nie był jego częścią. 

Draco zniknął za drzwiami sypialni, a Harry przysiadł na skraju kanapy, na której spał Blackie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, zauważając niewielkie zmiany, których jeszcze niedawno tu nie było. Nowy regał z książkami, które, jak mógł stwierdzić po tytułach nie należały do Hermiony. Niektóre grzbiety były zasłonięte ramkami na zdjęcia, między innymi w jednym wyraźnie widział małego, blondwłosego chłopca, który ze śmiechem wdrapywał się na kolana elegancko wyglądającej kobiety, by dać jej z zaskoczenia soczystego buziaka, na co stojący za nimi Lucjusz Malfoy unosił tylko brew i kręcił głową. Kiedy tak przypatrywał się człowiekowi, którego nienawidził, zauważył, że mimo niezadowolenia widocznego na twarzy, kącik jego ust unosi się w rozbawieniu. 

— Widzisz coś, co ci się podoba? — zapytał go Draco, a jego głos ociekał sarkazmem, który był tak bardzo charakterystyczny dla blondyna. Harry omiótł jeszcze raz jednym spojrzeniem cały regał i spojrzał w stronę drugiego mężczyzny. 

— Chciałbym powiedzieć, że podziwiałem twoje nagrody zdobyte za czasów twojej świetlanej kariery w quidditcha, ale byłoby to kłamstwo. 

— Moja kariera wciąż ma się dobrze — odparł rozbawiony Malfoy, kierując się do kuchni. — Piwa? 

— Jasne. 

Po chwili Harry trzymał już schłodzone mugolskie piwo w dłoni, zdumiony wpatrując się w byłego Ślizgona. Z zainteresowaniem oglądał on mecz o Puchar Niemiec w piłce nożnej. Chyba za bardzo się w niego wpatrywał, oczekując zniesmaczenia albo chociaż niezrozumienia na jego twarzy, bo po kilku minutach z westchnieniem Draco wyłączył telewizor. Malfoy spojrzał na niego z uniesioną brwią. 

— Dobra, widzę, że to, z czymkolwiek przyszedłeś do Hermiony, cię zżera, a w pizzerii najwidoczniej mają poślizg. 

— Słucham? — zapytał Harry głupio. 

— Jeśli chcesz, to… możesz powiedzieć, co się dzieje. Nie eliksir mam nadzieję? 

— Nie, nie… — odpowiedział zdziwiony. Spojrzał na zieloną butelkę w dłoni i westchnął, przechylając ją. Poczuł przyjemne ochłodzenie w gardle, ściśniętym wskutek niepewnego pytania Malfoya.

— Chciałbym, żeby to było coś nie tak z eliksirem, ale nie… Działa on rewelacyjnie, jak widzisz, za co… dziękuję. 

Odstawił prawie pustą już butelkę na ławę i ukrył głowę w dłoniach. 

— Hermiona ci mówiła, że widzę aurę i magię każdej osoby, istoty, magicznej, czy też nie? — Kiedy Malfoy pokręcił głową, kontynuował: — Więc widzę. Nawet teraz. Twoja jest jasno szara, wręcz się iskrzy. Hermiony jest jasna, ciepła, przyjemnie żółta, aż chce się do niej podejść i ją objąć, by poczuć to ciepło. Ginny do tej pory była rudawa, jak u lisów. Hermiona stwierdziła, że kolory bazują na moich odczuciach względem danej osoby i tym co o niej wiem. Zazwyczaj. Jeśli ją znam. 

— Okej… 

— Ginny od kilku dni czuje się źle. Bóle głowy, światłowstręt, zmęczenie, dziś nawet wymiotowała… 

— Zaryzykuję, że uznasz mnie za głupiego i zwątpisz w moją pomoc, ale nie rozumiem co ma jedno do drugiego? 

— Jej aura się zmieniła… — szepnął Harry, i choć nie rozumiał, co zmieniona aura mogła oznaczać, czuł, że było to coś złego, dlatego też jego głos załamał się na końcu. 

— Och, Harry — usłyszał kobiecy, zmartwiony głos i nagle poczuł, jak bańka pęka. Spojrzał w przerażone, szare oczy. Po pomieszczeniu rozniósł się zapach pizzy, z regału dobiegało tykanie zegara, a ciepłe ramiona zamknęły go w ciepłym uścisku. 



Za namową Hermiony Ginny zgodziła się na wizytę w Świętym Mungu, a kiedy Uzdrowiciele niczego nie wykryli, zabrali ją do świata mugoli. Malfoy za ich plecami, z błogosławieństwem Hermiony, znalazł najlepszego lekarza ogólnego. Podobno od samego początku nie wierzyli, że magia pomoże jego Ginny. Dlatego dziś dzieci zostały z Malfoyem i Hermioną, gdy wraz z Ginny przemierzali uliczki Londynu prowadzące do prywatnej kliniki nijakiej Dr. Karper. 

Budynek, w którym się znaleźli, wyglądał czysto i nowocześnie. Ginny kurczowo trzymała go za rękę i rozglądała się z przerażeniem dokoła.To była kolejna rzecz, którą bliscy zauważyli w jego żonie. Zazwyczaj spokojna, nawet mimo Weasleyowskiego temperamentu, przez ostatnie dni stała się nerwowa. Nawet bardzo. Najmniejsze błahostki potrafiły wyprowadzić ją z równowagi, a dzieci, jak nigdy, doprowadzały ją do szewskiej pasji z niebywałą łatwością. Kiedy nie krzyczała, nie przeklinała, a nawet nie rzucała naczyniami (co zdarzyło się dwa razy), to milczała, zamknięta w sobie, albo płakała w zamkniętej sypialni Lily (ale tylko, gdy ich córki tam nie było). 

— Wszystko będzie okej — szepnął, gdy miła pani w recepcji pokierowała ich na trzecie piętro. 

Ginny nie rozluźniła się, a pół godziny, przez które wciąż musieli czekać na wizytę, ciągnęło się niemiłosiernie. Harry miał wrażenie, że szum rozmów zanikł, a jedynymi dźwiękami, jakie słyszał, pozostało tykanie wielkiego zegara na przeciwległej ścianie i momentami nerwowe mamrotanie Ginny pod nosem. 

Uścisnął jej dłoń i z odetchnął z ulgą, gdy drzwi ze złotą tabliczką z imieniem Dr. April Kepner* się otworzyły. Stała w nich kobieta mniej więcej w ich wieku, z delikatnym uśmiechem na ustach, w rozpiętym białych fartuchu lekarskim, który skrywał czarne eleganckie spodnie i zwykłą błękitną bluzkę. 

Chociaż jej nie znał, to wyraźnie widział otaczającą ją czystą aurę, która wręcz oślepiała. Nie wątpił w słowo Malfoya, ale świadomość, że lekarka, do której ich pokierował, miała aurę taką, a nie inną, świadczyło o tym, że mógł jej w stu procentach zaufać. 

— Pani Potter? — zawołała, a jego Ginny podskoczyła. 

Po zamknięciu się za nimi drzwi usiedli, a Kepner spojrzała na nich uważnie. 

— Witajcie. Od razu przejdziemy do rzeczy. Wasz przyjaciel, który swoją drogą potrafi być przekonujący, przedstawił mi powodu waszej wizyty. Czy coś się zmieniło od tego czasu, gdy ze mną rozmawiał? 

Harry spojrzał niepewnie na Ginny, ale widząc jej puste spojrzenie utkwione w punkcie na biurku i nerwowe palce mnące skrawek swetra, wrócił wzrokiem do zachęcającej twarzy lekarki. 

— Do symptomów, które pani poznała, doszły huśtawki nastrojów… — Zamilkł na chwilę, by uspokoić nerwy, wdychając powietrze, po czym ciągnął dalej — Bardzo łatwo się denerwuje. — Zacisnął dłoń na rozszalałych palcach żony. — Wyprowadzają ją z równowagi rzeczy, które normalnie by ją rozbawiły. Krzyczy… na ludzi, których kocha, na nasze dzieci, podczas gdy sama stworzyła zasadę, żeby nigdy nie podnosić na nie głosu. Potr… — zamilkł, czując, jak głos utkwił mu w gardle, a łzy zbierają się za zamkniętymi powiekami. Wiedzieć to wszystko, ale powiedzieć na głos, do obcej osoby, było tak ciężko. 

— Potrafię być w takim stanie, że rzucam rzeczami — usłyszał słodki głos jego żony i ulgą przyjął fakt, że brzmiał on normalnie. — Innym razem… jestem zamknięta w sobie albo płaczę w sypialni córki… Czuję, jakbym straciła kontrolę… nad własnym ciałem i umysłem… i… i nie wiem, jak ją odzyskać. 


* Pewnie wiele osób zna April Kepner z Greys Anatomy.
- Betowała wspaniała Katja. 

8 cze 2018

Osiem nóg, trzy serca, jedna rodzina [T][M]




Osiem nóg, trzy serca, jedna rodzina [T][M]




Tytuł: Eight legs, Three hearts, One family
Autor: LightofEvolution Autor tłumaczenia: Vixen
Beta: Agatte/Rzan <3
Zgoda: Jest
Fandom: Harry Potter
Para: Dramionarry
Gatunek: Humor/Romance
Rating: M
Status: Zakończone
Opis: Krótki i słodki one shot — Dramionarry — o przynajmniej ośmiu nogach i Wybrańcu, który ratuje noc!




Hermiona dopiero co znalazła idealną pozycję do zaśnięcia, gdy otworzyły się drzwi do sypialni. Usłyszała tupot małych stóp na ciemnej drewnianej podłodze i… 

— W moim pokoju coś jest. Coś obrzydliwego. 

Kobieta uniosła głowę z poduszki i spojrzała na dziecko. Po pomieszczeniu rozniósł się cichy głos drobnego chłopca o jasnych włosach, a dłońmi miał on materiał swojej quidditchowej koszulki od piżamki. 

— W porządku, Scorp — uspokoiła syna. — Ile ma nóg? 

Sześciolatek wyszczerzył zęby w uśmiechu, bardzo przypominając przy tym swojego ojca, i wybiegł z powrotem do pokoju. 

— Osiem! — wykrzyknął z dwadzieścia sekund później. 

— Osiem oznacza, że to pająk — odkrzyknęła, ignorując jęk obok niej. Szturchnęła na wpół śpiącego mężczyznę i dodała: — Więc, Harry, twoja kolej. 

Brunet westchnął, ale wygrzebał się z pościeli, uprzednio całując Hermionę w policzek. 

— Idę! 

Po drugiej stronie Hermiony inny mężczyzna zaśmiał się i otworzył jedno zaspane oko, by popatrzeć na tyłek wychodzącego Harry’ego. 

Mieli prostą zasadę, kiedy chodziło o „coś” w pokoju Scorpiusa — do ośmiu nóg — zajmował się tym Draco; osiem nóg — Harry, ponieważ miał najwięcej doświadczenia z pająkami, a przynajmniej tak twierdził Scorp po wysłuchaniu (dziecięcej wersji) historii swoich rodziców z czasów Hogwartu; więcej niż osiem nóg — wkraczała Hermiona. Do ostatniej kategori zaliczały się gąsiennice, które tylko wyglądały, jakby miały więcej niż osiem nóg. 

Draco przyciągnął Hermionę bliżej siebie, dzięki czemu oparła się o jego tors i westchnęła zadowolona, zamknięta w ciepłych ramionach. 

— Twój syn to prawdziwy Puchon, wiesz o tym? — dogryzła mu rozbawiona. 

Delikatnie ugryzł ją w ucho, po czym odpowiedział: 

— Jest także twoim synem w każdym znaczeniu tego słowa, nawet jeśli nie łączą was więzy krwi. 

— To ty rozpieszczasz go najbardziej! Skończy się tym, że będzie tak samo rozpuszczonym dzieciakiem, jak ty! 

— Tak się nie stanie. A swoją drogą miotła była pomysłem Harry’ego, więc to jego obwiniaj. Zresztą sama rozpieszczasz go książkami i ciągłym czytaniem mu. 

— Wiesz, pomimo tego, że pięćdziesiąt procent genów dzieli z tobą, Scorpius jest dość inteligentnym dzieckiem. 

Hermiona nie wspomniała o drugich pięćdziesięciu procentach dziedzictwa Scorpiusa i to z dobrej przyczyny. To właśnie jeden z powodów, przez który Draco z Hermioną stali się sobie bliscy w pierwszej kolejności. 



Astoria podkuliła ogon i uciekła zaledwie kilka tygodni po narodzinach swojego syna, spełniwszy obowiązującą ją część umowy małżeńskiej, dając rodzinie Malfoyów nowego dziedzica. Zdesperowany Draco zgłosił się wtedy do współpracownika w MLE — Hermiony Granger — po radę. Serce czarownicy roztopiło się, widząc go z noworodkiem w ramionach. I mimo braku doświadczenia z dziećmi Hermiona wyszła z jego kominka ze stosem książek i Molly Weasley u boku. Kiedy Molly wróciła do domu, Hermiona postanowiła jeszcze chwilę zostać. Do jego uroku pełnego sarkastycznego humoru, doszła troskliwa i ładniejsza strona Draco, która przyciągała ją do siebie w niewytłumaczalny dla niej sposób. Jedna rzecz poprowadziła do drugiej i niedługo po tym Hermiona zaczęła spędzać noce w Malfoy Manor, pomagając mężczyźnie z synkiem i łatając jego rozbitą duszę. 

Sześć miesięcy później, w deszczową listopadową noc, Harry zapukał do drzwi dworu, cały przemoknięty, zapłakany i ogólnie nieszczęśliwy. Bez pytania Hermiona wciągnęła go do środka, posadziła przed kominkiem i wręczyła kubek gorącego kakao. Krótko po tym Draco, ubrany jedynie w spodnie do spania, przysiadł koło nich. Wymienił słodki napój na szklankę ognistej i zmusił Harry’ego do rozmowy. 

Okazało się, że Ginny zostawiła go po ostrej kłótni, gdy prawdziwość tego, czego oczekiwali od ich związku, niespodziewanie na nich runęła. Ginny chciała grać w Quidditcha i budować swoją karierę, Harry chciał — pragnął — własnej rodziny. 

Kiedy Hermiona wróciła z karmienia z niespokojnym niemowlakiem wciąż wtulonym w jej ramiona, przywitał ją niecodzienny widok. Draco trzymał Harry’ego w ciasnym uścisku, szepcząc mu ciche słowa pocieszenia w zagłębienie szyi. Harry z kolei, z ramionami zapleciony wokół chłopaka Hermiony, rozpaczliwie wczepiał się palcami jego nagą skórę.Spojrzenia Hermiony i Dracona spotkały się nad ramieniem Harry’ego i to, co zobaczyła w tej szarej głębi, sprawiło, że ciepło rozeszło się w jej sercu i gdzieś poniżej pępka: adoracja, miłość i nadzieja. 

Nie był dla niej tajemnicą fakt, że w młodych latach Draco cieszył się odkrywaniem swojej seksualności zarówno z kobietami, jak i mężczyznami. Zawsze mu dogryzała z powodu obsesji na punkcie Harry’ego w ich szkolnych czasach, ale ta sytuacja była inna. To było na wskroś realne, intensywne i nowe. Z wielkim uśmiechem na ustach Hermiona zostawiła samych sobie dwóch z trzech najważniejszych mężczyzn w jej życiu, by zabrać tego najmłodszego do sypialni. 

Oczywiście Harry potrzebował czasu, by podnieść się po rozstaniu. Spędził go, wyprowadzając się z Grimmauld Place i wprowadzając do Malfoy Manor, bo potrzebował ucieczki od wspomnień z Ginny. Miesiące mijały, a relacje pomiędzy ich trójką powoli zamieniała się w coś innego. 

I choć ironią było to, jak proste okazało się dla Harry’ego i Dracona przedłużanie dotyku, zmiana westchnienia na jęki pożądania podczas uścisków, tak pomiędzy Harrym a Hermioną było całkowicie inaczej.To nie tak, że możliwość, by przekształcili się z przyjaciół do kochanków, nigdy się nie pojawiła. To oni uczepili się swojej przyjaźni, wznieśli ściany pomiędzy tym, co było a tym, co mogłoby być. 

Tak było, dopóki Hermiona nie otworzyła drzwi do sypialni i nie znalazła Dracona na kolanach przed Harrym. Brunet siedział na łóżku z głową odrzuconą do tyłu w ekstazie, a jej chłopak miał usta zaciśnięte wokół jego penisa. Hermiona nie czuła się zdradzona, wraz z Draconem rozmawiali o wszystkim i wiedziała, że mieli wystarczająco miłości, by wszystko ze sobą współgrało, by zmienić ich parę w trójkąt. Jednak dopiero ta sytuacja sprawiła, że coś w niej pękło i uznała swoje własne seksualne pragnienia wobec Harry’ego. Ogarnęło ją pożądanie i odważyła się podejść, wplątać palce w nieuporządkowane, czarne włosy mężczyzny i namiętnie pocałować. Powieki Harry’ego uniosły się w zaskoczeniu, ukazując zielone oczy, ale kiedy zrozumiał, kto go całował, jęknął głęboko. Oddawał pocałunek, jakby jutra miało już nie być, z jedną ręką na szyi Hermiony, a drugą wplątaną w jasne włosy, ponaglając Dracona. Doszedł kilka sekund później z dzikim, próbując zahamować w sobie wyzwalający jęk.

Od tamtego czasu minęło już pięć lat. Naturalnie było wiele szeptów i plotek na ich temat, ale zwyczajnie je ignorowali. Ludzie mogli myśleć, co chcieli i plotkować, ile chcieli, tak długo jak ich trójka była szczęśliwa. Oczywiście zdarzało się im kłócić. Zazwyczaj o zwykłe rzeczy — czy było faktycznie konieczne zabranie Scorpiusa do rezerwatu smoków w wieku trzech lat (Draco i Harry wygrali z Hermioną) albo czy było stosowne, aby wysłać Lucjuszowi do Azkabanu świąteczną kartkę ze zdjęciem ich czwórki (Draco zdecydował, że tak) albo czy Hermiona naprawdę potrzebowała kolejnej starożytnej edycji książki „Historia Hogwartu” (no oczywiście, że tak). 

Scorpius nazywał Dracona „tatą”, Harry’ego wołał po imieniu, a do Hermiony zwracał się „mama”, nawet jeśli wiedział, że nie była kobietą, która go urodziła. To ona zawsze przy nim była i dlatego została jego matką. Pewnego razu w napadzie złości zadeklarował nawet, że to Harry musiał być jego biologicznym ojcem, ponieważ nigdy nie skarciłby go za potrącenie Rose Weasley, gdy nazwała go kujonem. 



Harry wrócił do sypialni z uśmiechem na ustach. 

— Poszedł z powrotem spać? — zapytała Hermiona. 

— Tak, zabraliśmy pająka do ogrodu, a kiedy spytałem, czy chce, żebym z nim został, powiedział, że nie.

— Naprawdę? — zapytał Draco, a w jego głosie można było usłyszeć zaskoczenie. 

Harry wyszczerzył zęby i uniósł dramatycznie brwi, nim odpowiedział: 

— Tak, ponieważ najwyraźniej szykuje się wkrótce do bycia starszym bratem, a starsi bracia śpią sami. 

Draconowi zaparło dech w piersi, a Hermiona stęknęła. 

— Czy jest coś, co chcesz nam powiedzieć? 

Blondyn nie mógł powstrzymać ekscytacji w swoim głosie. 

— Nie — powiedziała, potrząsając gwałtownie głową, a jej loki aż podskoczyły... — Ale Scorpius musiał podsłuchać moją rozmowę z Pansy. Rose przyłapała Pansy i Rona w sypialni. Podczas gdy Pansy miała ubaw, Ron próbował wytłumaczyć córce, że ćwiczyli na Mistrzostwa Świata w Quidditchu dla dorosłych, a nagrodą ma być rodzeństwo dla Rose. 

Draco zaczął się śmiać, ale Harry tylko wzmocnił humor sytuacji, dodając: 

— Scorpius oznajmił mi, że jego tatowie byli najlepszymi zawodnikami na świecie, więc w dwójkę wygrają puchar i rodzeństwo dla niego. 

— Dziecięca logika — skomentował Draco, a Harry w tym czasie wszedł na łóżko, naprzeciw ich dwójki. Kiedy mimochodem przejechał opuszkami palców po udzie Hermiony, jej serce znacznie przyspieszyło. Draco dołączył po drugiej stronie i nie była już tylko pobudzona, ale też kompletnie podniecona. Troszkę bezróżdżkowej magii (jednostronne zaklęcie wyciszające), by zapobiec takiemu wypadkowi, jak w domu Weasleyów i mogła się skoncentrować na tym, co czuła dzięki tym dwóm mężczyznom. 

— Więc jak, Księżniczko, weźmiemy udział w Pucharze Świata? — zapytał Draco, pocierając palcami o już mokre i śliskie wargi w jej majtkach. Hermiona mogła tylko słabo kiwnąć głową. Czasami, sporadycznie rozmawiali o kolejnym dziecku i jak nie miałoby znaczenia, czy biologicznym ojcem byłby Draco czy Harry. Może faktycznie był to dobry czas, aby zacząć już przygotowywać się. Takie ćwiczenia w końcu są najlepsze! 

Harry uniósł wzrok, a jego język wciąż drażnił Hermiony sutek przez cieniutką koszulkę. Oparł się ciężarem na łokciu i powiedział:

— Wiesz, że zawsze cię pokonuje w łapaniu znicza, Malfoy — powiedział, a głos miał zachrypnięty i uwodzicielski. Hermiona kochała tę barwę dźwięku. 

Draco, bez przerywania w dotykaniu jej wrażliwej łechtaczki, zakończył droczenie się i pochylił nad ramieniem Hermiony, by zamknąć Harry’ego pocałunkiem.




Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że Agatte i Rzan miały czas, by sprawdzić mi ną mini miniaurkę! Czekała ona na swój czas już dość długo, więc kurzyła się biedna w google doc, ale już jest! Cieplutka, dopieszczona i od razu wstawiona i opublikowana!

Mam nadzieję, że ta słodycz się podobała, a nikt nie zwymiotował tą słodkością i docenił tą małą ilość erotyki! Nie chce by moja prośba brzmiała, jak żebranie, ale wasze komentarze, opinie, nawet krytyka wiele znaczy, motywuje i daje kopa do dalszej pracy. Dlatego jeśli możesz poświęcić dziesięć minut na przeczytanie tej perełki, nad którą z dziewczynami spędziłyśmy godziny, dajcie od siebie dwie minutki :)

Wiem, że miał się pojawić nowy rozdział NWSDRDTSR [sobie kurna tytuł wymyśliłam...], ale miałam kompletną pustkę dla tej całej dramy, za to skończyłam kolejną część Dla Większego Dobra, a nawet zaczęłam następną, ale... beta, beta, beta! Jest problem z czasem chyba u wszystkich, więc te minimalnie miesięczne publikowanie czegokolwiek chyba nie wypali. A chciałam, bardzo!

xoxo

27 kwi 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 2

If two past lovers can remain friends,
either they never were in love or they still are. 


Wzdrygnęła się, słysząc trzaśnięcie drzwi, gdy Draco bez słowa zostawił ją w gabinecie. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, obeszła biurko i usiadła na jego fotelu. Prostym machnięciem różdżki pozbyła się niedojedzonej panini i sięgnęła po niedopitą kawę. Podgrzała ją lekko, i przesuwając się krzesłem bliżej blatu biurka, sięgnęła po plan raportu, który został skrupulatnie napisany idealnym pismem Dracona. Później przejrzała, co już miał napisane, a następnie spojrzała na mini raporty, które tak naprawdę zawierały po dwa, trzy zdania napisane przez Pansy odnośnie projektów, w które pieniądze wsadził jeden z ich ważniejszych klientów. Miała cichą nadzieję, że Draco nie chciał się kłócić i wyszedł tylko dlatego, że potrzebował czasu na ochłonięcie. Dlatego w oczekiwaniu na jego powrót i na trudną rozmowę Hermiona zabrała się za dalsze pisanie raportu kwartalnego. 

Po niecałych dwóch godzinach doszła do końca dokumentu. Była już przy omawianiu planów na następne miesiące, w czasie których mieli zająć się ostatnim etapem udoskonalania zaklęcia. Zaklęcia, dzięki któremu za pomocą różdżki będzie można dzwonić jak mugolskim telefonem komórkowym*, gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzała znad papierów w stronę wejścia i odetchnęła, dostrzegając Dracona. 

— Pozwoliłam sobie dokończyć twój raport, powinno być okej, musisz jedynie dopisać, jaki jest plan na trzy kolejne miesiące. 

— Nie było mnie tylko dwie godziny — powiedział z zachwytem, podchodząc szybkim krokiem do biurka i zabrał jej folder spod nosa. 

— Zawsze byłam dobra jeśli chodzi o słowa — odparła, ciesząc się w duchu, że chociaż tym wywołała uśmiech na jego ustach. 

— Chyba tymi pisanymi — zakpił, ale lekko unoszący się lewy kącik ust dał jej do zrozumienia, że nie była to oschła czy kpiąca uwaga. 

Hermiona wzruszyła ramionami, odsuwając się lekko fotelem do tyłu, a wzrok Dracona automatycznie powędrował do jej brzuszka. Uśmiechając się niepewnie do mężczyzny, zabrała mu najpierw folder, a później łapiąc go za nadgarstek, pokierowała jego dłoń na jej brzuch. 

— Jeszcze nie czuć ruchów, ale w kolejnych trzech tygodniach powinna to być norma dla mnie, a kolejnych dwóch, trzech i dla ciebie. 

— Wiesz, co… 

— Jeszcze nie — przerwała mu, nakładając swoją dłoń na jego. — Przez te kilka miesięcy zabrałam ci tak dużo, Draco — szepnęła. — Nie chciałam zabierać i tego. Chciałam, żebyśmy razem dowiedzieli się, co dobrego wyszło z naszego nieudanego małżeństwa i separacji, która ewidentnie nie wyszła jak powinna — zakończyła z uśmiechem na ustach. Draco, rozumiejąc, że pije do jednej z trzech nocy spędzonych razem w czasie sześciu miesięcy separacji, zaśmiał się cicho i pokręcił głową. 

— To… który to miesiąc? 

— Prawie piąty. 

— Już? — zapytał zdziwiony, na co mogła tylko pokiwać głową, bo głos uwiązł jej w gardle z powodu poczucia winy. — Jeśli nie masz z tym problemu, chciałbym, żeby Ann Marie umówiła cię na domową wizytę. — Widząc niezadowoloną minę Hermiony, dodał: — Chciałbym go zobaczyć – albo ją – i dowiedzieć się, co nam rośnie. 

— To nie to… Miałyśmy małe spięcie, gdy przyszłam. Jestem pewna, że gdyby nie Theo, który uparł się, że mnie odprowadzi, to byśmy ze sobą nie rozmawiali. Sama się umówię — Widząc jego minę, przewróciła oczami — do najlepszego uzdrowiciela, jaki jest w Londynie.

Draco pokiwał z zadowoleniem głową i sięgnął po kalendarz. 

— Jakie spięcie? — zapytał, udając obojętnego, ale Hermiona znała go za dobrze, dlatego też tylko wzruszyła ramionami. Nie będzie się wtrącała w sprawy firmy, jeśli nie będzie musiała. Theo sam powiedział, że do tej pory Ann Marie była dobrą sekretarką, a o takie ciężko. — No dobrze, nie chcesz, nie mów. Myślę, że dzisiejszy dzień i tak był pełen emocji, po którym oboje musimy ochłonąć. Ja muszę skończyć raport, za który dziękuję, a ty powinnaś wrócić do Harry’ego i odpocząć. Za dużo stresu nie jest dobre, ani dla ciebie, ani dziecka, a my… spotkamy się… — Przekartkował kilka stron w kalendarzu i popukał palcem w daną stronę. — Za dwa dni? Moglibyśmy zjeść w domu kolację — dodał. 

Hermiona zagryzła dolną wargę. W domu. Ona już nie miała domu. Jednak pokiwała głową i wstała z krzesła, sięgając do guzików płaszcza. Draco w tym czasie zduplikował kalendarz, który wsadził do jej torebki. 

— Jest połączony z moim, żebyś nie miała problemu z datą badania. Możesz sprawdzić, kiedy jestem wolny, a kiedy nie. Jak już ją będziesz miała ustaloną, zapisz w kalendarzu, od razu pojawi się w moim. 

Przytaknęła i starła z policzków nowe łzy. 

— Cholerne hormony, tak dużo płaczę, nawet na głupich reklamach, że mogłabym już pewnie zapełnić basen — powiedziała, a Draco się cicho zaśmiał. 

Spojrzała mu w oczy i robiąc krok w jego stronę, znalazła się niebezpiecznie blisko niego. Wyciągnęła dłoń i dotknęła nią lekko zarośniętego policzka, a Draco z westchnieniem przymknął oczy i wtulił się wewnętrzną stronę ręki. 

Hermiona poczuła ulgę. 

— Tak bardzo, bardzo przepraszam, Draco. 

Nie powiedział już nic. Ułożył swoją dłoń na jej, i zauważyła, że tak samo jak ona dalej nie ściągnął obrączki. Ucałował jej palce, tam gdzie wciąż znajdowała się obrączka z zaręczynowym pierścionkiem, i przyciągnął do siebie, by zamknąć w swoich objęciach. 

Czując jabłko, tytoń, drzewo ambrowe, a także zawsze towarzyszącą im nutkę lawendy z mandarynką, załkała cicho szczęśliwa. Zrozumiała, że nie straciła na zawsze jednej z najważniejszych osób w jej życiu. 



Mogąc już zapisać datę pierwszej wizyty lekarskiej w Anglii, na której dodatkowo będzie towarzyszył Draco, a nie mama, poczuła, że będzie dobrze. Takie małe światełko w tunelu, które rozpalił dwa dni temu jej były mąż. Spodziewała się większej walki z jego strony, większego dystansu, nawet małej ilości nienawiści. Była wdzięczna, że w porównaniu do niej zachował się racjonalnie.

Miała już zamknąć kalendarz, w którym zapisała wizytę, kiedy dostrzegła, że Draco zakreślił tę datę na czerwono i odwołał dwa spotkania. Zaśmiała się też, gdy na chwilę też pojawiła się krótka notatka „Dziś o ósmej”, która zaraz także zniknęła. Zamknęła notes i wrzuciła go do szuflady szafki nocnej. 

— Masz dziś dobry humor. 

Usłyszała znajomy głos, a po obróceniu się w stronę drzwi zobaczyła w nich przyjaciela z czarną czupryną na głowie. 

— Yhm. Udało mi się umówić na wizytę domową, tylko jeszcze nie wiem, gdzie i… Mamy obiad z Draconem w naszym domu. 

— W waszym domu, serio? — Widząc jej nie rozumiejącą minę, dodał: — Nie postawił tam nogi, odkąd uciekłaś. 

Hermiona przymknęła oczy i zaklęła siarczyście pod nosem. 

— Naprawdę nie wiem, jak to wszystko naprawić. 

— Możesz zacząć od przygotowania się. 

Tak też zrobiła. Zrelaksowała się w wannie pełnej bąbelków i z dobrą książką. Tak się wciągnęła w historię Kinga, że z wody wyszła dopiero, gdy zrobiła się zimna, a jej dłonie i stopy były pomarszczone. Wkładając zakładkę pomiędzy kartki, skierowała swoje kroki do garderoby, gdzie długo zastanawiała się nad odpowiednim ubiorem. 

Powinna wybrać coś, co w jakimś stopniu pozwoli jej zatuszować brzuszek, by nie przypominał on swoją wielkością, jak dużo Draco przez nią stracił; czy może właśnie coś, co ładnie podkreśli jej małą piłkę? 

W końcu po setnym westchnieniu i przejrzeniu po raz dziesiąty wieszaków zdecydowała się na małą czarną, która ładnie się opinała i odkrywała ramiona, które, jak Draco zawsze powtarzał, miała idealne — cokolwiek to miało znaczyć. A na górę wybrała granatową za dużą marynarkę, co pozwoli na schowanie brzuszka, jeśli będzie trzeba.

Najwięcej czasu spędziła nad włosami, ale czy to coś nowego? Na szczęście od czasów szkolnych nauczyła się kilku magicznych sztuczek i po niecałej godzinie cieszyła się całkiem ładnymi lokami opadającymi za łopatki. Po czterech godzinach była gotowa. Harry nawet skomentował, że na swój ślub szykowała się krócej. Jednak wtedy wiedziała, że nawet gdyby pokazała się w worku po ziemniakach i kołtunach Draco powiedziałby wciąż tak. 



Wytarła spocone ze zdenerwowania dłonie o sukienkę. Wzięła garść proszku Fiuu i uśmiechając się niepewnie do Harry’ego, rzuciła proszek do kominka po czym zniknęła w zielonych płomieniach. Gdy wylądowała w ich rodzinnym domu, przywitał ją Płomyk z wielkim uśmiechem na skrzaciej twarzy. Wyprostowany jak struna, prezentował swój kolorowy, najprawdopodobniej nowy uniform, bo nigdy wcześniej go nie widziała. 

— Pani Hermiono! — wykrzyknął, podskakując na krótkich nóżkach z podekscytowania, a ona uśmiechnęła się, widząc, że na stopach ma jedną z wielu par grubych skarpet zrobionych przez nią na drutach. — Pan Draco powiedział, że w domu pojawi się dzidzia! Płomyk się bardzo cieszy! 

Decydując się nie poprawiać Płomyka odnośnie dziecka w ich rodzinnym domu, bo jeszcze nie poruszyli z Draconem tego tematu, Hermiona kucnęła przy skrzacie i przytuliła go. 

— Ależ ja za tobą tęskniłam, Płomyku! — powiedziała wesoło, a na twarzy jej towarzysza pojawił się rumieniec. — Bardzo podoba mi się twój nowy strój. Pasuje do ciebie. 

Płomyk schylił głowę w zawstydzeniu, a Hermiona zaśmiała się, wstając. 

— Pan Draco przeprasza, ale został zatrzymany w pracy i dopiero bierze prysznic. 

— No nic! — zawołała, kładąc dłoń na ramieniu Płomyka. — Chodźmy do kuchni. 

Hermiona siedziała przy małym i okrągłym stoliczku, przy którym stały cztery niskie, kolorowe krzesełka dla ich pary skrzatów i ich dwójki dzieci. Pamiętała, że Draco zrobił ten komplet samodzielnie, bez użycia magii, po jednej z wielu kłótni, która po tygodniu wydawała się mało ważna i nieistotna. Pamiętała też, że była tak zauroczona jego gestem, że przez dwa dni nie wyszli z sypialni. 

Za każdym razem, kiedy wspominała ich małżeństwo, nie potrafiła zrozumieć, co się z nimi stało, że byli na tyle zdesperowani, by się rozwieść, uważając to za ostatnią deskę ratunku dla ich miłości. 

Czy strata, jaką przeżyli kilka miesięcy po ślubie, była tak trudna? 

Obserwowała Płomyka i jego ukochaną Panią Imbryk, gdy tak krzątali się po wielkiej kuchni, ich królestwie, rozmyślając i wspominając. 

Z tym zamyślonym wyrazem twarzy znalazł ją Draco. Pokręcił głową, widząc, że nawet nie zauważyła, jak siada na przeciwko niej. 

— Tak myślałem, że cię tutaj znajdę — powiedział, próbując wybudzić ją z zamyślenia, a ona podskoczyła na krzesełku. 

— Na Morganę, przeraziłeś mnie! — zawołała. 

— Wybacz — odparł, ale wcale nie wyglądał, jakby mówił poważnie. Zwłaszcza z tym jego rozbawionym uśmieszkiem. — Powinniśmy przejść do jadalni. Promyk i Pani Imbryk zaszaleli, gdy usłyszeli, że zjemy razem kolację. Cały klan Weasleyów by się najadł i by zostało — dodał, a ona się zaśmiała, widząc, z jaką dumą Promyk wypiął pierś, a Pani Imbryk zawstydzona spuściła głowę. 

— Nie mogę się doczekać, aż spróbuję tych wszystkich pyszności — odpowiedziała z uśmiechem na ustach.

Zagryzając wargę, niepewnie chwyciła zaoferowane ramię Dracona. Czując się jak zawsze bezpiecznie w jego towarzystwie, pozwoliła sobie na odprężenie. Pomyślała, że może dzisiejszy wieczór wcale nie będzie taką katastrofą, gdy Draco odsunął jej krzesło. Uśmiechnęła się, widząc na jednym krańcu stolika wazon ze słodko pachnącymi konwaliami. Jej ulubione o tej porze roku. 

Będzie dobrze, powiedziała sobie w myślach.


* Pomysł na zaklęcie został wymyślony na grupie Dramione PL - dziękuję! 
* Konwalie kwitną w maju, ale znalazłam informację, że można przyspieszyć ich kwitnienie nawet w zimę (tzw. pędzenie kłączy konwalii). Więc powiedzmy, że Malfoyowie mają swój własny zimowy ogród, a dzięki magii kwiaty kwitną cały rok. 


Betowała: Katja.
Pozdrawiam! : ) 

29 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 1
It may get worse, before it gets better, but it will get better.


— Kochanie, jesteś pewna, że musisz wracać? — zapytała ją kobieta. Hermiona spojrzała na swoją mamę. Widziała w jej zielonych oczach smutek, a na twarzy zmartwienie. — Wiem, że tam masz Harry’ego, ale to my jesteśmy twoją rodziną. My ci pomożemy.

Hermiona zaśmiała się, kręcąc głową. Odkąd poinformowała rodziców, że kupiła bilety powrotne do Anglii, nie podobał im się ten pomysł. Jednak tak jak tata rozumiał jej powody i wierzył, że da sobie radę, bo w ich rodzinnym kraju miała wiele bliskich osób, tak mama nie umiała się pogodzić z jej decyzją.

— Harry jest moją rodziną, mamo — odpowiedziała, po czym spoglądając na swój brzuch, który przykryła drżącymi dłońmi, dodała: — Zresztą… Draco dalej jest moją rodziną, czy tego chcemy, czy też nie.

— On jest tylko byłym mężem, a tutaj masz swoich rodziców, naprawdę nie rozumiem, po co…

— Przestań, mamo! — powiedziała, lekko podniesionym głosem. — Anglia jest moim domem. Dziękuję, że mogłam się u was zatrzymać na te kilka miesięcy, ale Draco nie jest tylko moim byłym mężem. Po rozwodzie mieliśmy zdecydować, co z nami, a ja zniknęłam. Zostawiłam wszystko za sobą, choć nic nie zostało zamknięte.

Hermiona była pewna, że powrót do domu będzie trudny. Zaraz po tym, jak wypuścili ją ze szpitala, pojechała do wynajętego mieszkania, gdzie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i udała się do Ministerstwa. Stamtąd, dzięki swojemu stanowisku i sieci Fiuu, przeniosła się do australijskiego Ministerstwa, skąd odebrał ją tata. Minęły niecałe cztery miesiące, w ciągu których nie odpowiedziała na telefony Dracona ani na żaden z dwóch listów, które jej wysłał. W pierwszym swoim do Harry’ego poprosiła go, by przekazał Draconowi, że nic jej nie jest i odezwie się, gdy będzie gotowa. 

Drzwi do domu otworzyły się, a do środka wszedł ojciec Hermiony. Widząc go, uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą. Odkąd zwróciła im pamięć, to właśnie z nim miała lepsze kontakty. Mimo że minęły już lata, Jean wciąż nie akceptowała i nie zgadzała się z decyzjami córki. Hermiona wiedziała, że w ten sposób, matka nieświadomie wytykała jej, jak wielki popełniła błąd, odbierając im prawo wyboru.

— Gotowa do drogi? Jeśli mam zdążyć zawieźć cię do ministerstwa, a później wrócić do przychodni, to musimy się zbierać.

Richard pocałował żonę w policzek i ponownie wyszedł, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Wsiadł do samochodu i otworzył z przodu okna, bo tegoroczny marzec był niesamowicie gorący, nawet jak na Australię.

Hermiona sięgnęła po swoją torebkę wiszącą na wieszaku, która dzięki zaklęciom zmieściła wszystko, co potrzebowała, i była niesamowicie lekka. Podeszła do kobiety, która, nie licząc zielonych oczu, wyglądała jak ona, i przytuliła ją.

— Anglia to też wasz dom.



Lądując w ogrodzie Harry’ego, cieszyła się, że miała do pokonania tylko pięć kroków do drzwi. Marzec w Australii był tak gorący, że miała na sobie tylko krótkie szorty i za dużą, starą koszulkę, która nie lepiła się do skóry, gdy z nieba lał się żar. Marzec w Anglii przywitał ją prószącym śniegiem i silnym wiatrem. Pędząc do drzwi, w których stał już jej przyjaciel, dziękowała Merlinowi, że zdecydowała się na trampki, a nie japonki, nad którymi się zastanawiała.

— Hermiona! — wykrzyknął Harry, biorąc ją w objęcia. Na zmarzniętych ramionach poczuła miękki, ciepły koc.

— Cześć — szepnęła, uśmiechając się niepewnie. Odkąd uciekła do Australii, by pogodzić się z rozwodem i oczyścić umysł, Hermiona skontaktowała się z Harrym tylko kilka razy: zaraz po wylądowaniu w Sydney, by powiedzieć, gdzie jest i by nikt się nie martwił, na święta Bożego Narodzenia, w połowie lutego i w marcu kilka dni przed dniem dzisiejszym.

— Jestem tak zły, że mógłbym cię udusić — powiedział poważnie, a Hermiona wyraźnie słyszała złość w jego głosie, ale również zawiedzenie.

— Wiem, ale pewnie będziesz musiał ustawić się w kolejce. Pierwszeństwo powinien mieć ktoś inny — rzekła, wydostając się z jego uścisku.

— A już zwątpiłem w twoją mądrość — usłyszała, a kiedy spojrzała do salonu, zauważyła tam Teodora Notta ze szklanką whisky w dłoni. Powiedzieć, że się cieszył na jej widok, to wielkie nieporozumienie. Od lat nie pamiętała, by jego twarz wyrażała zero emocji. 

— Teddy — szepnęła, a jej przyjaciel warknął coś pod nosem, obrócił się na pięcie i wszedł do kuchni.

— Nie przej…

— Mogłeś powiedzieć, że Teo jest zły, wzięłabym Świstoklik do domu rodziców.

— Przejdzie mu, kiedy spotkasz się z Draconem. Ciężko było nam nie powiedzieć mu prawdy, zwłaszcza Teodorowi, w końcu przyjaźnią się od dziecka.

Oczywiście, że to wiedziała. I doskonale rozumiała. Sama byłaby wściekła, gdyby musiała ukrywać coś tak wielkiego przed Harrym albo Ronem.



„O 13.30 mam piętnaście minut, jeśli tak bardzo chcesz, jest twoje. Chyba pamiętasz, gdzie jest firma?”

— Jeśli tak bardzo chcesz… — powtórzyła głucho i nawet fakt, że mogła się tego spodziewać, nie znaczył, że nie czuła smutku na obojętność zawartą w tej krótkiej wiadomości. Podsunęła ich rodzinnej sowie, Felix — od eliksiru szczęścia (zdecydowali się na to imię, bo był to pierwszy eliksir, w którym kiedykolwiek pokonał ich Harry i nigdy się z tym nie pogodzili) — miseczkę wypełnioną wodą i przekąskę położyła na parapecie. Pogłaskała ptaka po piórach, a on wtulił główkę w jej ramię. Hermiona westchnęła.

„Chcę, bardzo.”

Przywiązała swoją jeszcze krótszą odpowiedzieć do nóżki Felixa i szepcząc, że wie, gdzie ma lecieć, wypuściła ptaka przez okno.

Odwróciła się i podskoczyła przestraszona, widząc w drzwiach jej tymczasowej sypialni Teo.

— Nie bierz tego do siebie. Myślę, że twoja ucieczka zabolała go bardziej niż sam rozwód.

Hermiona zacisnęła ręce w pięści, wiedząc, że to wszystko to jej wina. Od miesięcy nie musiała myśleć, że nie ma już męża, nie posiada żadnej rzeczy, bo wszystko mieli wspólne, a na dodatek została sama. Teraz, kiedy wróciła, musiała w końcu zmierzyć się ze swoimi problemami, wziąć w garść i naprostować wiele spraw.

Tylko dlaczego łatwiej było planować niż zrobić? Dlaczego życie musiało być tak trudne?

— Dlaczego, dlaczego, dlaczego… — szepnęła, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz po dreszczu. Naciągnęła rękawy swetra i wytarła nim łzy, które zaczęły spływać po zaróżowionych policzkach. Pierwszy raz, od kiedy podjęli decyzję o rozwodzie, z jej gardła wydobył się szloch, a ramiona oplatające ją nie były tymi, które chciała poczuć. Nie otoczył jej zapach słodkiej świeżości jabłka z tytoniem i drzewa ambrowego ani zawsze towarzyszącej im ledwo wyczuwalnej lawendy z zieloną mandarynką. Płakała głośno i brzydko, zanosząc się szlochem i smarkając, a po włosach głaskał ją najlepszy przyjaciel jej byłego męża, narzeczony jej najlepszego przyjaciela.

— Wyrzuć to z siebie, no dalej, płacz — powiedział jej, a ona zawyła, uderzając w niego pięściami z bezsilności, którą ciągle czuła, która nie opuszczała jej od dwudziestego ósmego listopada.



Kiedy weszła na główne piętro firmy, w recepcji przywitała ją nowa sekretarka, która na widok Hermiony zwęziła oczy, mierząc ją spojrzeniem od góry do dołu. Na początku Hermiona myślała, że nie dostanie się do gabinetu, gdy ta poinformowała ją, że Draco jest bardzo zajęty. Dlatego niezmiernie się ucieszyła, gdy zobaczyła Teodora wychodzącego z windy. Mężczyzna rzucił w stronę sekretarki groźne spojrzenie, na co ta posłusznie wskazała im ręką gabinet Dracona, nie omieszkając jednak burknąć pod nosem czegoś o szlamach.

— Boże, gdzie się podziała Nancy? — zapytała szeptem Teo, który mroził spojrzeniem sekretarkę.

— Musiała wziąć bezterminowy urlop z powodów rodzinnych. Jak do tej pory Ann Marie — powiedział, a jego głos wzrastał z każdym kolejnym słowem, tak by kobieta go usłyszała — była uroczą, pomocną sekretarką, ale Malfoy Enterprises nie toleruje takiego słownictwa, a do tego wymaga szacunku dla każdego Malfoya i właściciela, którym wciąż jesteś — zakończył, zamykając drzwi.

— Co? — zapytała zaskoczona, a on się zaśmiał, widząc, jak głupią minę musiała zrobić.

— Niespodzianka! Twoja ucieczka sprawiła, że nie mogliście podzielić się waszym majątkiem. Z tego, co wiem, Wizengamot stwierdził, że będziecie w stanie to sami zrobić.

— Cholera — szepnęła, siadając przed biurkiem, które oprócz papierów i kolorowych teczek wyglądało tak samo, jak ostatnim razem widziała. Sięgnęła po obróconą tyłem do niej ramkę, a jej oczy momentalnie się zaszkliły, gdy zobaczyła ich pierwsze zdjęcie, jeszcze z czasów ósmego roku w Hogwarcie. — Wszystko skomplikowałam, co?

— Delikatnie mówiąc, ale teraz, jak mam pewność, że tu jesteś, to pójdę i odwiedzę Pansy. Jak skończycie, to zadzwoń.



Do pierwszej piętnaście siedziała niczym jak na szpilkach. Ręce pociły jej się ze zdenerwowania, a usta były całe pogryzione. Spojrzała w okno, w którego szybie odbijała się ona i drzwi wejściowe. Wyglądała okropnie. Długie dwie godziny płaczu w ramionach Teo skończyły się tym, że nawet makijaż i magia nie potrafiły ukryć, że płakała.

Westchnęła, a drzwi się otworzyły. Wstrzymała oddech, widząc, jak Draco stoi tyłem. Rozmawiał z Ann Marie, która przesłodko się uśmiechała, trzymając poufale dłoń na jego ramieniu. Hermiona odetchnęła głęboko i spuściła wzrok na swoje dłonie, które trzymały dwa kubki kawy z ich ulubionej kawiarni i papierową torbę z panini z kurczakiem i sałatką.

Podskoczyła, kiedy z jej torebki wydobył się dźwięk wiadomości i szybko spojrzała w szybę. Doskonale widziała, jak Draco najpierw spogląda zaskoczony w jej stronę, a później kieruje wściekłe spojrzenie na sekretarkę i zdejmuje jej rękę, wciąż spoczywającą na jego ramieniu.

— Miałaś mnie zaraz poinformować, gdy pojawi się pani Malfoy.

— Ale to pani Granger, myślałam, że chodziło o twoją mamę — odpowiedziała, a Hermiona aż się wzdrygnęła, słysząc ten słodki przepraszający głos.

Draco spojrzał jeszcze raz na nią, a ich spojrzenia, choć tylko w odbiciu szyby, spotkały się. Hermiona poczuła ucisk w podbrzuszu, gdy wpatrywała się w te piękne oczy. Wciąż wyglądał idealnie. Wciąż sprawiał, że odczuwała szalejące stado bizonów w brzuchu, a wszystko, co chciała zrobić, to podejść do niego, odepchnąć tę głupią dziewuchę i pocałować.

Chrząknął, po czym obrócił się na pięcie i sam wyprosił Ann Marie z gabinetu, mówiąc, by więcej nie myślała, po czym zatrzasnął drzwi.

— Przepraszam, zdaje się, że z piętnastu obiecanych minut mamy tylko — przerwał, spoglądając na zegarek, równocześnie idąc za biurko — niecałe dziesięć.

Usiadł, a ona pokiwała głową.

— Szczerze mówiąc, to niczego nie zmienia, bo… bo nasza rozmowa zajmie o wiele więcej niż czas, który dziś mogłeś poświęcić mnie — powiedziała i drżącą dłonią postawiła przed nim kubek kawy. — Ale zdaje się, że wstąpienie do kawiarni to był dobry pomysł. Znając ciebie, ta mała przerwa jest twoim lunchem.

— Wszystko wiedząca — mruknął, sięgając po kubek, który otworzył, by sprawdzić, co w nim jest. — Moja ulubiona… — dodał, jakby do siebie, po czym twardo na nią spojrzał. — Skoro ci nie odpowiadał ten czas, dlaczego się zgodziłaś?

— Szczerze? — zapytała, a widząc, jak unosi tę idealną brew do góry, miała ochotę zapaść się pod ziemię. — Głupie pytanie… więc tak naprawdę bałam się, że jeśli powiem nie, nie zgodzisz się spotkać wcale, a naprawdę musimy porozmawiać.

Draco odłożył panini, które właśnie ugryzł, a z szuflady wyjął serwetkę, którą wytarł tłuste usta.

— Nie wiem, czy mamy o czym. Teraz, kiedy wróciłaś, sprawy majątku możemy, możemy załatwić z naszym prawnikiem.

Hermiona przymknęła oczy, czując, jak wzbierają się w nich łzy. Tyle już tego dnia płakała, że miała nadzieję już więcej tego nie robić. Jak bardzo się myliła. Wierzchem dłoni starła te, które zdążyły już wypłynąć, i wzięła głęboki oddech, by uspokoić szloch, który kumulował się już w jej gardle gotowy, by wybuchnąć.

— Pr...proszę, Draco — wyszeptała drżącym głosem, a on wzdrygnął się, wiedząc, jak blisko jego była żona jest płaczu. Nigdy nie lubił, gdy płakała, bo nie umiał wtedy myśleć.

— Wyjechałaś, Hermiono. To chyba było dla nas wystarczającą odpowiedzią, czy rozwód był dobry pomysłem.

Teraz to ona się wzdrygnęła się i poczuła, jakby ją uderzył. Zacisnęła dłonie na rąbku sukienki i spod mokrych rzęs spojrzała na jego twarz. Widziała tyle sprzecznych emocji, od złości, zmartwienia, zawodu i smutku. Wszystko, co chciała, to podejść do niego i przytulić z całych sił.

— To nie tak. Chcia...chciałam to zatrzymać…

— Yhym, wiem, Lucjusz mi powiedział. Szkoda, że moja była żona nie pofatygowała się, żeby zdradzić mi dlaczego, chciała to zrobić, skoro jasno ustaliliśmy, że właśnie to robimy. Mieliśmy zacząć od nowa, mieliśmy wziąć rozwód, bo ślub był ewidentną pomyłką. Mieliśmy po wszystkim zdecydować, co z nami.

Z każdym słowem ucisk w jej klatce się zwiększał, a łzy spływały po jej policzkach tak szybko, że nie była wstanie ich wytrzeć. I nic przez nie nie widziała.

— To skom…. plikowane, Draco! Gdybyś… tylko wiedział, to sam… sam byś chciał przerwać ten choler… ny rozwód!

— Ale nie wiem! — krzyknął, po czym spojrzał na zegarek. — Czas się skończył — dodał obojętnie, ale Hermiona wiedziała, że to udawana obojętność.

— Z kim masz spotkanie? — zapytała, biorąc głębokie oddechy, by się uspokoić. 

— Co? Z nikim, mam papiery do zdania na jutro rano, raport do jednej z firm.

— Zostaw to, jeśli trzeba, to pomogę ci to... później ogarnąć, w końcu dalej to też moja firma, a my musimy porozmawiać.

— Umówimy się na w…

— Nie! — krzyknęła, czując wzbierającą w niej panikę. — Nie, nie. Musisz wiedzieć dziś, teraz. I tak… i tak dużo straciłeś, ale spanikowałam tego dnia. Draco, proszę.

Spojrzał na nią, później do swojego kalendarza i ponownie na nią. Westchnął, widząc, jak z oczu wciąż wypływały jej nowe łzy, a do tego dostała czkawki. Wyglądała źle, gdy ją zobaczył, co już świadczyło o tym, że płakała.

Sięgnął po krystaliczną kulę z szuflady biurka, która po potrząśnięciu zapaliła się na niebiesko.

— Ann Marie, odwołaj moje dwa spotkania po południu, biorę wolne na resztę dnia i proszę mi nie przeszkadzać pod żadnym pozorem.

Kula zaświeciła się na czerwono i zniknęła przez drzwi.

— Więc co takiego musisz mi powiedzieć?

— Ni...nie wiem, od czego zacząć — szepnęła, odpinając płaszcz, który miała do tej pory zapięty po samą brodę. — Musisz wiedzieć, że nie tego chciałam. Zgodziłam się na ten rozwód, bo miałam nadzieję, że nam pomoże. Jednak tego samego dnia coś jeszcze się stało, pamiętasz?

— Wylądowałaś w Św. Mungu, ale nic mi nie chcieli powiedzieć.

— Tak bardzo chciałam to przerwać, tak bardzo — szepnęła, a on pokręcił głową.

— Uwierzyłbym, gdybyś od razu nie uciekła i nie kazała Potterowi i Nottowi kłamać w żywe oczy.

— Nie planowałam tego, Draco! Spanikowałam! Okej? Spanikowałam. Dowiedziałam się, że… A do tego ten cholerny rozwód, którego nie mogli cofnąć! Nie wiedziałam, co robić, spanikowałam… Spanikowałam.

W gabinecie zapanowała cisza, której Hermiona w tej chwili szczerze nienawidziła.

— Dlaczego spanikowałaś? — zapytał cicho, jakby obawiając się tego, co może mu odpowiedzieć.

Hermiona wzięła głęboki oddech. Wytarła policzki rękawem płaszcza, po czym, zagryzając wargę, wstała. Spojrzała, miała nadzieję, że z siłą i pewnością siebie na Dracona, ale wiedziała, że to złudne marzenie. Była niepewna, bała się, co Draco może zrobić, czy zabiła w nich tę cząstkę, dzięki której byli właśnie dla siebie najlepsi; czy to jako przyjaciele, kochankowie, czy rodzina.

— Dlatego — szepnęła, pozwalając by poły płaszcza opadły po bokach, a jej dłonie automatycznie znalazły się na lekko zarysowanym już brzuszku pod materiałem zwiewnej sukienki.

Spojrzała w te ukochane szare oczy - i jeszcze nigdy nie widziała w nich takiego zranienia - a kiedy skryły się pod powiekami z długimi rzęsami rzucającymi cień na policzki, wypłynęły z nich słone łzy.



Rozdział sprawdzała Katja, Hope i Rzan. 

Wesołych Świąt jeszcze raz!