27 kwi 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 2

If two past lovers can remain friends,
either they never were in love or they still are. 


Wzdrygnęła się, słysząc trzaśnięcie drzwi, gdy Draco bez słowa zostawił ją w gabinecie. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, obeszła biurko i usiadła na jego fotelu. Prostym machnięciem różdżki pozbyła się niedojedzonej panini i sięgnęła po niedopitą kawę. Podgrzała ją lekko, i przesuwając się krzesłem bliżej blatu biurka, sięgnęła po plan raportu, który został skrupulatnie napisany idealnym pismem Dracona. Później przejrzała, co już miał napisane, a następnie spojrzała na mini raporty, które tak naprawdę zawierały po dwa, trzy zdania napisane przez Pansy odnośnie projektów, w które pieniądze wsadził jeden z ich ważniejszych klientów. Miała cichą nadzieję, że Draco nie chciał się kłócić i wyszedł tylko dlatego, że potrzebował czasu na ochłonięcie. Dlatego w oczekiwaniu na jego powrót i na trudną rozmowę Hermiona zabrała się za dalsze pisanie raportu kwartalnego. 

Po niecałych dwóch godzinach doszła do końca dokumentu. Była już przy omawianiu planów na następne miesiące, w czasie których mieli zająć się ostatnim etapem udoskonalania zaklęcia. Zaklęcia, dzięki któremu za pomocą różdżki będzie można dzwonić jak mugolskim telefonem komórkowym*, gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzała znad papierów w stronę wejścia i odetchnęła, dostrzegając Dracona. 

— Pozwoliłam sobie dokończyć twój raport, powinno być okej, musisz jedynie dopisać, jaki jest plan na trzy kolejne miesiące. 

— Nie było mnie tylko dwie godziny — powiedział z zachwytem, podchodząc szybkim krokiem do biurka i zabrał jej folder spod nosa. 

— Zawsze byłam dobra jeśli chodzi o słowa — odparła, ciesząc się w duchu, że chociaż tym wywołała uśmiech na jego ustach. 

— Chyba tymi pisanymi — zakpił, ale lekko unoszący się lewy kącik ust dał jej do zrozumienia, że nie była to oschła czy kpiąca uwaga. 

Hermiona wzruszyła ramionami, odsuwając się lekko fotelem do tyłu, a wzrok Dracona automatycznie powędrował do jej brzuszka. Uśmiechając się niepewnie do mężczyzny, zabrała mu najpierw folder, a później łapiąc go za nadgarstek, pokierowała jego dłoń na jej brzuch. 

— Jeszcze nie czuć ruchów, ale w kolejnych trzech tygodniach powinna to być norma dla mnie, a kolejnych dwóch, trzech i dla ciebie. 

— Wiesz, co… 

— Jeszcze nie — przerwała mu, nakładając swoją dłoń na jego. — Przez te kilka miesięcy zabrałam ci tak dużo, Draco — szepnęła. — Nie chciałam zabierać i tego. Chciałam, żebyśmy razem dowiedzieli się, co dobrego wyszło z naszego nieudanego małżeństwa i separacji, która ewidentnie nie wyszła jak powinna — zakończyła z uśmiechem na ustach. Draco, rozumiejąc, że pije do jednej z trzech nocy spędzonych razem w czasie sześciu miesięcy separacji, zaśmiał się cicho i pokręcił głową. 

— To… który to miesiąc? 

— Prawie piąty. 

— Już? — zapytał zdziwiony, na co mogła tylko pokiwać głową, bo głos uwiązł jej w gardle z powodu poczucia winy. — Jeśli nie masz z tym problemu, chciałbym, żeby Ann Marie umówiła cię na domową wizytę. — Widząc niezadowoloną minę Hermiony, dodał: — Chciałbym go zobaczyć – albo ją – i dowiedzieć się, co nam rośnie. 

— To nie to… Miałyśmy małe spięcie, gdy przyszłam. Jestem pewna, że gdyby nie Theo, który uparł się, że mnie odprowadzi, to byśmy ze sobą nie rozmawiali. Sama się umówię — Widząc jego minę, przewróciła oczami — do najlepszego uzdrowiciela, jaki jest w Londynie.

Draco pokiwał z zadowoleniem głową i sięgnął po kalendarz. 

— Jakie spięcie? — zapytał, udając obojętnego, ale Hermiona znała go za dobrze, dlatego też tylko wzruszyła ramionami. Nie będzie się wtrącała w sprawy firmy, jeśli nie będzie musiała. Theo sam powiedział, że do tej pory Ann Marie była dobrą sekretarką, a o takie ciężko. — No dobrze, nie chcesz, nie mów. Myślę, że dzisiejszy dzień i tak był pełen emocji, po którym oboje musimy ochłonąć. Ja muszę skończyć raport, za który dziękuję, a ty powinnaś wrócić do Harry’ego i odpocząć. Za dużo stresu nie jest dobre, ani dla ciebie, ani dziecka, a my… spotkamy się… — Przekartkował kilka stron w kalendarzu i popukał palcem w daną stronę. — Za dwa dni? Moglibyśmy zjeść w domu kolację — dodał. 

Hermiona zagryzła dolną wargę. W domu. Ona już nie miała domu. Jednak pokiwała głową i wstała z krzesła, sięgając do guzików płaszcza. Draco w tym czasie zduplikował kalendarz, który wsadził do jej torebki. 

— Jest połączony z moim, żebyś nie miała problemu z datą badania. Możesz sprawdzić, kiedy jestem wolny, a kiedy nie. Jak już ją będziesz miała ustaloną, zapisz w kalendarzu, od razu pojawi się w moim. 

Przytaknęła i starła z policzków nowe łzy. 

— Cholerne hormony, tak dużo płaczę, nawet na głupich reklamach, że mogłabym już pewnie zapełnić basen — powiedziała, a Draco się cicho zaśmiał. 

Spojrzała mu w oczy i robiąc krok w jego stronę, znalazła się niebezpiecznie blisko niego. Wyciągnęła dłoń i dotknęła nią lekko zarośniętego policzka, a Draco z westchnieniem przymknął oczy i wtulił się wewnętrzną stronę ręki. 

Hermiona poczuła ulgę. 

— Tak bardzo, bardzo przepraszam, Draco. 

Nie powiedział już nic. Ułożył swoją dłoń na jej, i zauważyła, że tak samo jak ona dalej nie ściągnął obrączki. Ucałował jej palce, tam gdzie wciąż znajdowała się obrączka z zaręczynowym pierścionkiem, i przyciągnął do siebie, by zamknąć w swoich objęciach. 

Czując jabłko, tytoń, drzewo ambrowe, a także zawsze towarzyszącą im nutkę lawendy z mandarynką, załkała cicho szczęśliwa. Zrozumiała, że nie straciła na zawsze jednej z najważniejszych osób w jej życiu. 



Mogąc już zapisać datę pierwszej wizyty lekarskiej w Anglii, na której dodatkowo będzie towarzyszył Draco, a nie mama, poczuła, że będzie dobrze. Takie małe światełko w tunelu, które rozpalił dwa dni temu jej były mąż. Spodziewała się większej walki z jego strony, większego dystansu, nawet małej ilości nienawiści. Była wdzięczna, że w porównaniu do niej zachował się racjonalnie.

Miała już zamknąć kalendarz, w którym zapisała wizytę, kiedy dostrzegła, że Draco zakreślił tę datę na czerwono i odwołał dwa spotkania. Zaśmiała się też, gdy na chwilę też pojawiła się krótka notatka „Dziś o ósmej”, która zaraz także zniknęła. Zamknęła notes i wrzuciła go do szuflady szafki nocnej. 

— Masz dziś dobry humor. 

Usłyszała znajomy głos, a po obróceniu się w stronę drzwi zobaczyła w nich przyjaciela z czarną czupryną na głowie. 

— Yhm. Udało mi się umówić na wizytę domową, tylko jeszcze nie wiem, gdzie i… Mamy obiad z Draconem w naszym domu. 

— W waszym domu, serio? — Widząc jej nie rozumiejącą minę, dodał: — Nie postawił tam nogi, odkąd uciekłaś. 

Hermiona przymknęła oczy i zaklęła siarczyście pod nosem. 

— Naprawdę nie wiem, jak to wszystko naprawić. 

— Możesz zacząć od przygotowania się. 

Tak też zrobiła. Zrelaksowała się w wannie pełnej bąbelków i z dobrą książką. Tak się wciągnęła w historię Kinga, że z wody wyszła dopiero, gdy zrobiła się zimna, a jej dłonie i stopy były pomarszczone. Wkładając zakładkę pomiędzy kartki, skierowała swoje kroki do garderoby, gdzie długo zastanawiała się nad odpowiednim ubiorem. 

Powinna wybrać coś, co w jakimś stopniu pozwoli jej zatuszować brzuszek, by nie przypominał on swoją wielkością, jak dużo Draco przez nią stracił; czy może właśnie coś, co ładnie podkreśli jej małą piłkę? 

W końcu po setnym westchnieniu i przejrzeniu po raz dziesiąty wieszaków zdecydowała się na małą czarną, która ładnie się opinała i odkrywała ramiona, które, jak Draco zawsze powtarzał, miała idealne — cokolwiek to miało znaczyć. A na górę wybrała granatową za dużą marynarkę, co pozwoli na schowanie brzuszka, jeśli będzie trzeba.

Najwięcej czasu spędziła nad włosami, ale czy to coś nowego? Na szczęście od czasów szkolnych nauczyła się kilku magicznych sztuczek i po niecałej godzinie cieszyła się całkiem ładnymi lokami opadającymi za łopatki. Po czterech godzinach była gotowa. Harry nawet skomentował, że na swój ślub szykowała się krócej. Jednak wtedy wiedziała, że nawet gdyby pokazała się w worku po ziemniakach i kołtunach Draco powiedziałby wciąż tak. 



Wytarła spocone ze zdenerwowania dłonie o sukienkę. Wzięła garść proszku Fiuu i uśmiechając się niepewnie do Harry’ego, rzuciła proszek do kominka po czym zniknęła w zielonych płomieniach. Gdy wylądowała w ich rodzinnym domu, przywitał ją Płomyk z wielkim uśmiechem na skrzaciej twarzy. Wyprostowany jak struna, prezentował swój kolorowy, najprawdopodobniej nowy uniform, bo nigdy wcześniej go nie widziała. 

— Pani Hermiono! — wykrzyknął, podskakując na krótkich nóżkach z podekscytowania, a ona uśmiechnęła się, widząc, że na stopach ma jedną z wielu par grubych skarpet zrobionych przez nią na drutach. — Pan Draco powiedział, że w domu pojawi się dzidzia! Płomyk się bardzo cieszy! 

Decydując się nie poprawiać Płomyka odnośnie dziecka w ich rodzinnym domu, bo jeszcze nie poruszyli z Draconem tego tematu, Hermiona kucnęła przy skrzacie i przytuliła go. 

— Ależ ja za tobą tęskniłam, Płomyku! — powiedziała wesoło, a na twarzy jej towarzysza pojawił się rumieniec. — Bardzo podoba mi się twój nowy strój. Pasuje do ciebie. 

Płomyk schylił głowę w zawstydzeniu, a Hermiona zaśmiała się, wstając. 

— Pan Draco przeprasza, ale został zatrzymany w pracy i dopiero bierze prysznic. 

— No nic! — zawołała, kładąc dłoń na ramieniu Płomyka. — Chodźmy do kuchni. 

Hermiona siedziała przy małym i okrągłym stoliczku, przy którym stały cztery niskie, kolorowe krzesełka dla ich pary skrzatów i ich dwójki dzieci. Pamiętała, że Draco zrobił ten komplet samodzielnie, bez użycia magii, po jednej z wielu kłótni, która po tygodniu wydawała się mało ważna i nieistotna. Pamiętała też, że była tak zauroczona jego gestem, że przez dwa dni nie wyszli z sypialni. 

Za każdym razem, kiedy wspominała ich małżeństwo, nie potrafiła zrozumieć, co się z nimi stało, że byli na tyle zdesperowani, by się rozwieść, uważając to za ostatnią deskę ratunku dla ich miłości. 

Czy strata, jaką przeżyli kilka miesięcy po ślubie, była tak trudna? 

Obserwowała Płomyka i jego ukochaną Panią Imbryk, gdy tak krzątali się po wielkiej kuchni, ich królestwie, rozmyślając i wspominając. 

Z tym zamyślonym wyrazem twarzy znalazł ją Draco. Pokręcił głową, widząc, że nawet nie zauważyła, jak siada na przeciwko niej. 

— Tak myślałem, że cię tutaj znajdę — powiedział, próbując wybudzić ją z zamyślenia, a ona podskoczyła na krzesełku. 

— Na Morganę, przeraziłeś mnie! — zawołała. 

— Wybacz — odparł, ale wcale nie wyglądał, jakby mówił poważnie. Zwłaszcza z tym jego rozbawionym uśmieszkiem. — Powinniśmy przejść do jadalni. Promyk i Pani Imbryk zaszaleli, gdy usłyszeli, że zjemy razem kolację. Cały klan Weasleyów by się najadł i by zostało — dodał, a ona się zaśmiała, widząc, z jaką dumą Promyk wypiął pierś, a Pani Imbryk zawstydzona spuściła głowę. 

— Nie mogę się doczekać, aż spróbuję tych wszystkich pyszności — odpowiedziała z uśmiechem na ustach.

Zagryzając wargę, niepewnie chwyciła zaoferowane ramię Dracona. Czując się jak zawsze bezpiecznie w jego towarzystwie, pozwoliła sobie na odprężenie. Pomyślała, że może dzisiejszy wieczór wcale nie będzie taką katastrofą, gdy Draco odsunął jej krzesło. Uśmiechnęła się, widząc na jednym krańcu stolika wazon ze słodko pachnącymi konwaliami. Jej ulubione o tej porze roku. 

Będzie dobrze, powiedziała sobie w myślach.


* Pomysł na zaklęcie został wymyślony na grupie Dramione PL - dziękuję! 
* Konwalie kwitną w maju, ale znalazłam informację, że można przyspieszyć ich kwitnienie nawet w zimę (tzw. pędzenie kłączy konwalii). Więc powiedzmy, że Malfoyowie mają swój własny zimowy ogród, a dzięki magii kwiaty kwitną cały rok. 


Betowała: Katja.
Pozdrawiam! : ) 

29 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 1
It may get worse, before it gets better, but it will get better.


— Kochanie, jesteś pewna, że musisz wracać? — zapytała ją kobieta. Hermiona spojrzała na swoją mamę. Widziała w jej zielonych oczach smutek, a na twarzy zmartwienie. — Wiem, że tam masz Harry’ego, ale to my jesteśmy twoją rodziną. My ci pomożemy.

Hermiona zaśmiała się, kręcąc głową. Odkąd poinformowała rodziców, że kupiła bilety powrotne do Anglii, nie podobał im się ten pomysł. Jednak tak jak tata rozumiał jej powody i wierzył, że da sobie radę, bo w ich rodzinnym kraju miała wiele bliskich osób, tak mama nie umiała się pogodzić z jej decyzją.

— Harry jest moją rodziną, mamo — odpowiedziała, po czym spoglądając na swój brzuch, który przykryła drżącymi dłońmi, dodała: — Zresztą… Draco dalej jest moją rodziną, czy tego chcemy, czy też nie.

— On jest tylko byłym mężem, a tutaj masz swoich rodziców, naprawdę nie rozumiem, po co…

— Przestań, mamo! — powiedziała, lekko podniesionym głosem. — Anglia jest moim domem. Dziękuję, że mogłam się u was zatrzymać na te kilka miesięcy, ale Draco nie jest tylko moim byłym mężem. Po rozwodzie mieliśmy zdecydować, co z nami, a ja zniknęłam. Zostawiłam wszystko za sobą, choć nic nie zostało zamknięte.

Hermiona była pewna, że powrót do domu będzie trudny. Zaraz po tym, jak wypuścili ją ze szpitala, pojechała do wynajętego mieszkania, gdzie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i udała się do Ministerstwa. Stamtąd, dzięki swojemu stanowisku i sieci Fiuu, przeniosła się do australijskiego Ministerstwa, skąd odebrał ją tata. Minęły niecałe cztery miesiące, w ciągu których nie odpowiedziała na telefony Dracona ani na żaden z dwóch listów, które jej wysłał. W pierwszym swoim do Harry’ego poprosiła go, by przekazał Draconowi, że nic jej nie jest i odezwie się, gdy będzie gotowa. 

Drzwi do domu otworzyły się, a do środka wszedł ojciec Hermiony. Widząc go, uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą. Odkąd zwróciła im pamięć, to właśnie z nim miała lepsze kontakty. Mimo że minęły już lata, Jean wciąż nie akceptowała i nie zgadzała się z decyzjami córki. Hermiona wiedziała, że w ten sposób, matka nieświadomie wytykała jej, jak wielki popełniła błąd, odbierając im prawo wyboru.

— Gotowa do drogi? Jeśli mam zdążyć zawieźć cię do ministerstwa, a później wrócić do przychodni, to musimy się zbierać.

Richard pocałował żonę w policzek i ponownie wyszedł, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Wsiadł do samochodu i otworzył z przodu okna, bo tegoroczny marzec był niesamowicie gorący, nawet jak na Australię.

Hermiona sięgnęła po swoją torebkę wiszącą na wieszaku, która dzięki zaklęciom zmieściła wszystko, co potrzebowała, i była niesamowicie lekka. Podeszła do kobiety, która, nie licząc zielonych oczu, wyglądała jak ona, i przytuliła ją.

— Anglia to też wasz dom.



Lądując w ogrodzie Harry’ego, cieszyła się, że miała do pokonania tylko pięć kroków do drzwi. Marzec w Australii był tak gorący, że miała na sobie tylko krótkie szorty i za dużą, starą koszulkę, która nie lepiła się do skóry, gdy z nieba lał się żar. Marzec w Anglii przywitał ją prószącym śniegiem i silnym wiatrem. Pędząc do drzwi, w których stał już jej przyjaciel, dziękowała Merlinowi, że zdecydowała się na trampki, a nie japonki, nad którymi się zastanawiała.

— Hermiona! — wykrzyknął Harry, biorąc ją w objęcia. Na zmarzniętych ramionach poczuła miękki, ciepły koc.

— Cześć — szepnęła, uśmiechając się niepewnie. Odkąd uciekła do Australii, by pogodzić się z rozwodem i oczyścić umysł, Hermiona skontaktowała się z Harrym tylko kilka razy: zaraz po wylądowaniu w Sydney, by powiedzieć, gdzie jest i by nikt się nie martwił, na święta Bożego Narodzenia, w połowie lutego i w marcu kilka dni przed dniem dzisiejszym.

— Jestem tak zły, że mógłbym cię udusić — powiedział poważnie, a Hermiona wyraźnie słyszała złość w jego głosie, ale również zawiedzenie.

— Wiem, ale pewnie będziesz musiał ustawić się w kolejce. Pierwszeństwo powinien mieć ktoś inny — rzekła, wydostając się z jego uścisku.

— A już zwątpiłem w twoją mądrość — usłyszała, a kiedy spojrzała do salonu, zauważyła tam Teodora Notta ze szklanką whisky w dłoni. Powiedzieć, że się cieszył na jej widok, to wielkie nieporozumienie. Od lat nie pamiętała, by jego twarz wyrażała zero emocji. 

— Teddy — szepnęła, a jej przyjaciel warknął coś pod nosem, obrócił się na pięcie i wszedł do kuchni.

— Nie przej…

— Mogłeś powiedzieć, że Teo jest zły, wzięłabym Świstoklik do domu rodziców.

— Przejdzie mu, kiedy spotkasz się z Draconem. Ciężko było nam nie powiedzieć mu prawdy, zwłaszcza Teodorowi, w końcu przyjaźnią się od dziecka.

Oczywiście, że to wiedziała. I doskonale rozumiała. Sama byłaby wściekła, gdyby musiała ukrywać coś tak wielkiego przed Harrym albo Ronem.



„O 13.30 mam piętnaście minut, jeśli tak bardzo chcesz, jest twoje. Chyba pamiętasz, gdzie jest firma?”

— Jeśli tak bardzo chcesz… — powtórzyła głucho i nawet fakt, że mogła się tego spodziewać, nie znaczył, że nie czuła smutku na obojętność zawartą w tej krótkiej wiadomości. Podsunęła ich rodzinnej sowie, Felix — od eliksiru szczęścia (zdecydowali się na to imię, bo był to pierwszy eliksir, w którym kiedykolwiek pokonał ich Harry i nigdy się z tym nie pogodzili) — miseczkę wypełnioną wodą i przekąskę położyła na parapecie. Pogłaskała ptaka po piórach, a on wtulił główkę w jej ramię. Hermiona westchnęła.

„Chcę, bardzo.”

Przywiązała swoją jeszcze krótszą odpowiedzieć do nóżki Felixa i szepcząc, że wie, gdzie ma lecieć, wypuściła ptaka przez okno.

Odwróciła się i podskoczyła przestraszona, widząc w drzwiach jej tymczasowej sypialni Teo.

— Nie bierz tego do siebie. Myślę, że twoja ucieczka zabolała go bardziej niż sam rozwód.

Hermiona zacisnęła ręce w pięści, wiedząc, że to wszystko to jej wina. Od miesięcy nie musiała myśleć, że nie ma już męża, nie posiada żadnej rzeczy, bo wszystko mieli wspólne, a na dodatek została sama. Teraz, kiedy wróciła, musiała w końcu zmierzyć się ze swoimi problemami, wziąć w garść i naprostować wiele spraw.

Tylko dlaczego łatwiej było planować niż zrobić? Dlaczego życie musiało być tak trudne?

— Dlaczego, dlaczego, dlaczego… — szepnęła, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz po dreszczu. Naciągnęła rękawy swetra i wytarła nim łzy, które zaczęły spływać po zaróżowionych policzkach. Pierwszy raz, od kiedy podjęli decyzję o rozwodzie, z jej gardła wydobył się szloch, a ramiona oplatające ją nie były tymi, które chciała poczuć. Nie otoczył jej zapach słodkiej świeżości jabłka z tytoniem i drzewa ambrowego ani zawsze towarzyszącej im ledwo wyczuwalnej lawendy z zieloną mandarynką. Płakała głośno i brzydko, zanosząc się szlochem i smarkając, a po włosach głaskał ją najlepszy przyjaciel jej byłego męża, narzeczony jej najlepszego przyjaciela.

— Wyrzuć to z siebie, no dalej, płacz — powiedział jej, a ona zawyła, uderzając w niego pięściami z bezsilności, którą ciągle czuła, która nie opuszczała jej od dwudziestego ósmego listopada.



Kiedy weszła na główne piętro firmy, w recepcji przywitała ją nowa sekretarka, która na widok Hermiony zwęziła oczy, mierząc ją spojrzeniem od góry do dołu. Na początku Hermiona myślała, że nie dostanie się do gabinetu, gdy ta poinformowała ją, że Draco jest bardzo zajęty. Dlatego niezmiernie się ucieszyła, gdy zobaczyła Teodora wychodzącego z windy. Mężczyzna rzucił w stronę sekretarki groźne spojrzenie, na co ta posłusznie wskazała im ręką gabinet Dracona, nie omieszkając jednak burknąć pod nosem czegoś o szlamach.

— Boże, gdzie się podziała Nancy? — zapytała szeptem Teo, który mroził spojrzeniem sekretarkę.

— Musiała wziąć bezterminowy urlop z powodów rodzinnych. Jak do tej pory Ann Marie — powiedział, a jego głos wzrastał z każdym kolejnym słowem, tak by kobieta go usłyszała — była uroczą, pomocną sekretarką, ale Malfoy Enterprises nie toleruje takiego słownictwa, a do tego wymaga szacunku dla każdego Malfoya i właściciela, którym wciąż jesteś — zakończył, zamykając drzwi.

— Co? — zapytała zaskoczona, a on się zaśmiał, widząc, jak głupią minę musiała zrobić.

— Niespodzianka! Twoja ucieczka sprawiła, że nie mogliście podzielić się waszym majątkiem. Z tego, co wiem, Wizengamot stwierdził, że będziecie w stanie to sami zrobić.

— Cholera — szepnęła, siadając przed biurkiem, które oprócz papierów i kolorowych teczek wyglądało tak samo, jak ostatnim razem widziała. Sięgnęła po obróconą tyłem do niej ramkę, a jej oczy momentalnie się zaszkliły, gdy zobaczyła ich pierwsze zdjęcie, jeszcze z czasów ósmego roku w Hogwarcie. — Wszystko skomplikowałam, co?

— Delikatnie mówiąc, ale teraz, jak mam pewność, że tu jesteś, to pójdę i odwiedzę Pansy. Jak skończycie, to zadzwoń.



Do pierwszej piętnaście siedziała niczym jak na szpilkach. Ręce pociły jej się ze zdenerwowania, a usta były całe pogryzione. Spojrzała w okno, w którego szybie odbijała się ona i drzwi wejściowe. Wyglądała okropnie. Długie dwie godziny płaczu w ramionach Teo skończyły się tym, że nawet makijaż i magia nie potrafiły ukryć, że płakała.

Westchnęła, a drzwi się otworzyły. Wstrzymała oddech, widząc, jak Draco stoi tyłem. Rozmawiał z Ann Marie, która przesłodko się uśmiechała, trzymając poufale dłoń na jego ramieniu. Hermiona odetchnęła głęboko i spuściła wzrok na swoje dłonie, które trzymały dwa kubki kawy z ich ulubionej kawiarni i papierową torbę z panini z kurczakiem i sałatką.

Podskoczyła, kiedy z jej torebki wydobył się dźwięk wiadomości i szybko spojrzała w szybę. Doskonale widziała, jak Draco najpierw spogląda zaskoczony w jej stronę, a później kieruje wściekłe spojrzenie na sekretarkę i zdejmuje jej rękę, wciąż spoczywającą na jego ramieniu.

— Miałaś mnie zaraz poinformować, gdy pojawi się pani Malfoy.

— Ale to pani Granger, myślałam, że chodziło o twoją mamę — odpowiedziała, a Hermiona aż się wzdrygnęła, słysząc ten słodki przepraszający głos.

Draco spojrzał jeszcze raz na nią, a ich spojrzenia, choć tylko w odbiciu szyby, spotkały się. Hermiona poczuła ucisk w podbrzuszu, gdy wpatrywała się w te piękne oczy. Wciąż wyglądał idealnie. Wciąż sprawiał, że odczuwała szalejące stado bizonów w brzuchu, a wszystko, co chciała zrobić, to podejść do niego, odepchnąć tę głupią dziewuchę i pocałować.

Chrząknął, po czym obrócił się na pięcie i sam wyprosił Ann Marie z gabinetu, mówiąc, by więcej nie myślała, po czym zatrzasnął drzwi.

— Przepraszam, zdaje się, że z piętnastu obiecanych minut mamy tylko — przerwał, spoglądając na zegarek, równocześnie idąc za biurko — niecałe dziesięć.

Usiadł, a ona pokiwała głową.

— Szczerze mówiąc, to niczego nie zmienia, bo… bo nasza rozmowa zajmie o wiele więcej niż czas, który dziś mogłeś poświęcić mnie — powiedziała i drżącą dłonią postawiła przed nim kubek kawy. — Ale zdaje się, że wstąpienie do kawiarni to był dobry pomysł. Znając ciebie, ta mała przerwa jest twoim lunchem.

— Wszystko wiedząca — mruknął, sięgając po kubek, który otworzył, by sprawdzić, co w nim jest. — Moja ulubiona… — dodał, jakby do siebie, po czym twardo na nią spojrzał. — Skoro ci nie odpowiadał ten czas, dlaczego się zgodziłaś?

— Szczerze? — zapytała, a widząc, jak unosi tę idealną brew do góry, miała ochotę zapaść się pod ziemię. — Głupie pytanie… więc tak naprawdę bałam się, że jeśli powiem nie, nie zgodzisz się spotkać wcale, a naprawdę musimy porozmawiać.

Draco odłożył panini, które właśnie ugryzł, a z szuflady wyjął serwetkę, którą wytarł tłuste usta.

— Nie wiem, czy mamy o czym. Teraz, kiedy wróciłaś, sprawy majątku możemy, możemy załatwić z naszym prawnikiem.

Hermiona przymknęła oczy, czując, jak wzbierają się w nich łzy. Tyle już tego dnia płakała, że miała nadzieję już więcej tego nie robić. Jak bardzo się myliła. Wierzchem dłoni starła te, które zdążyły już wypłynąć, i wzięła głęboki oddech, by uspokoić szloch, który kumulował się już w jej gardle gotowy, by wybuchnąć.

— Pr...proszę, Draco — wyszeptała drżącym głosem, a on wzdrygnął się, wiedząc, jak blisko jego była żona jest płaczu. Nigdy nie lubił, gdy płakała, bo nie umiał wtedy myśleć.

— Wyjechałaś, Hermiono. To chyba było dla nas wystarczającą odpowiedzią, czy rozwód był dobry pomysłem.

Teraz to ona się wzdrygnęła się i poczuła, jakby ją uderzył. Zacisnęła dłonie na rąbku sukienki i spod mokrych rzęs spojrzała na jego twarz. Widziała tyle sprzecznych emocji, od złości, zmartwienia, zawodu i smutku. Wszystko, co chciała, to podejść do niego i przytulić z całych sił.

— To nie tak. Chcia...chciałam to zatrzymać…

— Yhym, wiem, Lucjusz mi powiedział. Szkoda, że moja była żona nie pofatygowała się, żeby zdradzić mi dlaczego, chciała to zrobić, skoro jasno ustaliliśmy, że właśnie to robimy. Mieliśmy zacząć od nowa, mieliśmy wziąć rozwód, bo ślub był ewidentną pomyłką. Mieliśmy po wszystkim zdecydować, co z nami.

Z każdym słowem ucisk w jej klatce się zwiększał, a łzy spływały po jej policzkach tak szybko, że nie była wstanie ich wytrzeć. I nic przez nie nie widziała.

— To skom…. plikowane, Draco! Gdybyś… tylko wiedział, to sam… sam byś chciał przerwać ten choler… ny rozwód!

— Ale nie wiem! — krzyknął, po czym spojrzał na zegarek. — Czas się skończył — dodał obojętnie, ale Hermiona wiedziała, że to udawana obojętność.

— Z kim masz spotkanie? — zapytała, biorąc głębokie oddechy, by się uspokoić. 

— Co? Z nikim, mam papiery do zdania na jutro rano, raport do jednej z firm.

— Zostaw to, jeśli trzeba, to pomogę ci to... później ogarnąć, w końcu dalej to też moja firma, a my musimy porozmawiać.

— Umówimy się na w…

— Nie! — krzyknęła, czując wzbierającą w niej panikę. — Nie, nie. Musisz wiedzieć dziś, teraz. I tak… i tak dużo straciłeś, ale spanikowałam tego dnia. Draco, proszę.

Spojrzał na nią, później do swojego kalendarza i ponownie na nią. Westchnął, widząc, jak z oczu wciąż wypływały jej nowe łzy, a do tego dostała czkawki. Wyglądała źle, gdy ją zobaczył, co już świadczyło o tym, że płakała.

Sięgnął po krystaliczną kulę z szuflady biurka, która po potrząśnięciu zapaliła się na niebiesko.

— Ann Marie, odwołaj moje dwa spotkania po południu, biorę wolne na resztę dnia i proszę mi nie przeszkadzać pod żadnym pozorem.

Kula zaświeciła się na czerwono i zniknęła przez drzwi.

— Więc co takiego musisz mi powiedzieć?

— Ni...nie wiem, od czego zacząć — szepnęła, odpinając płaszcz, który miała do tej pory zapięty po samą brodę. — Musisz wiedzieć, że nie tego chciałam. Zgodziłam się na ten rozwód, bo miałam nadzieję, że nam pomoże. Jednak tego samego dnia coś jeszcze się stało, pamiętasz?

— Wylądowałaś w Św. Mungu, ale nic mi nie chcieli powiedzieć.

— Tak bardzo chciałam to przerwać, tak bardzo — szepnęła, a on pokręcił głową.

— Uwierzyłbym, gdybyś od razu nie uciekła i nie kazała Potterowi i Nottowi kłamać w żywe oczy.

— Nie planowałam tego, Draco! Spanikowałam! Okej? Spanikowałam. Dowiedziałam się, że… A do tego ten cholerny rozwód, którego nie mogli cofnąć! Nie wiedziałam, co robić, spanikowałam… Spanikowałam.

W gabinecie zapanowała cisza, której Hermiona w tej chwili szczerze nienawidziła.

— Dlaczego spanikowałaś? — zapytał cicho, jakby obawiając się tego, co może mu odpowiedzieć.

Hermiona wzięła głęboki oddech. Wytarła policzki rękawem płaszcza, po czym, zagryzając wargę, wstała. Spojrzała, miała nadzieję, że z siłą i pewnością siebie na Dracona, ale wiedziała, że to złudne marzenie. Była niepewna, bała się, co Draco może zrobić, czy zabiła w nich tę cząstkę, dzięki której byli właśnie dla siebie najlepsi; czy to jako przyjaciele, kochankowie, czy rodzina.

— Dlatego — szepnęła, pozwalając by poły płaszcza opadły po bokach, a jej dłonie automatycznie znalazły się na lekko zarysowanym już brzuszku pod materiałem zwiewnej sukienki.

Spojrzała w te ukochane szare oczy - i jeszcze nigdy nie widziała w nich takiego zranienia - a kiedy skryły się pod powiekami z długimi rzęsami rzucającymi cień na policzki, wypłynęły z nich słone łzy.



Rozdział sprawdzała Katja, Hope i Rzan. 

Wesołych Świąt jeszcze raz! 

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

PROLOG
You may not believe me, but I gave all I had. 



Hermiona wsunęła dół bluzki w ołówkową spódnicę, a na koniec założyła czarną marynarkę. Wskakując w szpilki, szybko wzięła z szafy czarodziejską szatę, modląc się o to, by zdążyć przerwać spotkanie Wizengamotu, który miał zatwierdzić jej rozwód.

Dlaczego, dlaczego nie domagała się tego, by byli razem z Draconem przy tym obecni? Tylko zgodziła się na propozycję jej jeszcze, miała nadzieję, męża, by zrezygnować z tej opcji i zaczekać na przesłanie dokumentów rozwodowych.

Idiotka z niej.



Przecież ten rozwód był dla nich największą krzywdą.

Zwłaszcza teraz.



Wybiegła z windy i nie bacząc na aurorów stojących pod salą zebrań, wbiegła do środka. Drzwi obiły się od framugi, a głowy zgromadzonych poderwały się do góry. Spojrzeli na nią zdziwieni, a szare spojrzenie jej teścia, a może byłego już teścia, paliło.

— Hermiona? — zapytał Kingsley, który siedział u szczytu.

— Rozwód? — zapytała pogryzionymi ze zdenerwowania ustami.

— Gratuluję, złamaliście kolejną tradycję z moim synem — wysyczał Lucjusz, a jej zrobiło się niedobrze. Inni członkowie Wizengamotu spojrzeli zdziwieni na patriarchę Mafoyów. W końcu prawie wszystkie gazety rozpisywały się o tym, jaki będzie szczęśliwy, gdy rozpad związku dojdzie do skutku. Mało ludzi wiedziało, że mimo ich całej wspólnej historii Lucjusz i Hermiona potrafili zakopać topór wojenny i współpracować.

Dzięki niej nazwisko Malfoyów zaczęło wygrzebywać się z dołu, który wykopał dla nich Lucjusz, a ona dzięki niemu miała większe pole manewru wśród czystokrwistych rodzin i spory wpływ na sprawy polityczne.

— Ale… nie, nie, nie! Spotkanie zaczęliście kwadrans temu! — krzyknęła zdenerwowana, czując gorzką żółć podchodzącą do gardła. — Na pewno możecie to jeszcze cofnąć, prawda? — zapytała z nadzieją w głosie, patrząc na zmartwioną twarz ministra.

— Niestety — odezwał się czarodziej, którego imienia nie znała. — Od ponad sześciu minut jesteś ponownie Hermioną Gran…

Więcej nie słuchała. Poczuła palący ból gardła, a po chwili wpatrywała się w żółte wymiociny na zimnej posadzce pomieszczenia.

— Hermiona… Hermiona, kurwa! — usłyszała jeszcze niewyraźny krzyk byłego śmierciożercy, nim poczuła, że świat pogrąża się w ciemności, a silne ramiona łapią ją w locie.



Do sali wszedł uzdrowiciel, a Harry i Draco zerwali się ze swoich krzeseł.

— Co z nią? — zapytał, a uzdrowiciel westchnął i spojrzał niepewnie na blondwłosego mężczyznę, modląc się, by ten nie rozszarpał go na strzępy.

— Przykro mi, panie Malfoy, ale tych informacji mogę udzielić tylko rodzinie pannie Granger albo osobie, którą wyznaczyła sama pacjentka w dokumentach.

— Słucham? — wyszeptał Draco, a jego myśli zaczęły szaleć. — Przecież to jest moja… — zaczął i przerwał, rozumiejąc, co uzdrowiciel miał na myśli, mówiąc o rodzinie — była żona…



Patrzcie jak się złożyło, Katja i Hope i troszkę Rzan, postarały się ze sprawdzaniem, bym tuż przed świętami mogła dać Wam nowe mini opowiadanie! Jestem podekscytowana, bo sama sobie nakazałam bawić się tym opowiadaniem, więc jeśli znajdzie się coś, co nie zgadza się z prawdziwym życiem, proszę byście przymknęli na to oko. 

Wesołych Świąt Wielkanocnych, byście wygrywali w zbijaniu jajka, a zając przyniósł Wam coś dobrego : ) 

I od razu zapraszam na pierwszy rozdział! 

21 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki


NIE WCHODZI SIĘ DWA RAZY DO TEJ SAMEJ RZEKI 






Fandom: Harry Potter

Pairing: Dramione
Rozdziały: 3/?
Gatunek: angst/family/hurt/comfort/fluff
Dodatkowe tagi: czasy dorosłe
Ostrzeżenia: zapewne pojawią się wulgaryzmy
Klasyfikacja: M

Opis: "Po ośmiu latach związku, w tym dwóch latach powoli wyniszczającego ich małżeństwa, Hermiona i Draco decydują się na rozwód. Nie spodziewają się jednak, że los spłata im po drodze takiego figla. Chcąc uratować miłość, która wciąż się w nich tli, dostają od życia coś niespodziewanego. Czy odnajdą się w nowej roli i mimo trudnych chwil, które na nich czyhają, pozwolą sobie na drugą szansę?


Tak, tak, wiem! Kolejne opowiadanie! Ale co ja poradzę, gdy w głowie rodzi mi się kolejny pomysł, a reszty opowiadań nie ważne jak bardzo chcę, nie mogę ruszyć! Także chciałabym Was zaprosić na trochę angstu, trochę fluffu z nasza ulubioną parą. Akcja toczy się dziesięć lat po Wielkiej Bitwie o Hogwart, to taka mała informacja, żeby orientować się choć trochę  w czasie. Oprócz Hermiony i Dracona pojawią się inne osoby ze świata HP, ale raczej będę starać się skupić na tej dwójce. Więc jeśli chcecie się dowiedzieć co los rzuca pod nogi naszym bohaterom, zapraszam! :) 

Z racji tego, że nie planuję by rozdziały były długie, postanawiam dodawać nową część raz w miesiącu. Myślę, że będzie około dziecięciu rozdziałów, ale to się okaże w praniu ; )

SPIS ROZDZIAŁÓW



Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

14 lut 2018

Niech stanie się cud II - Przeznaczenie [M 2-2]





NIECH STANIE SIĘ CUD II - 
Przeznaczenie

Nareszcie. Powiem Wam, że długo męczyłam się z tą mini. Można ją traktować jako kontynuacje Drastorii, albo jako kompletnie odzielnie, bo i tak wszystko się zrozumie. Jednak polecam zapoznać się z poprzednią częścią, jeśli jeszcze jej nie znacie. Dla mnie nie udało mi się pokonać poprzeczki, którą sobie zawyżyłam jedynką, ale może to tylko moje zdanie. Dajcie znać co myślicie w komentarzach (jeśli chcecie!). 

A za to, że w końcu mogłam się podzielić tą historią trzeba podziękować niezastąpionej Hope, która zgodziła się na sprawdzenie błędów, a trochę ich było! 


Pierwszy negatywny test, po miesiącu starania się o dziecko z Harrym, miała nadzieję. Wyrzuciła biały patyczek do kosza w łazience i wróciła do gotowania obiadu. Nic Harry’emu nie powiedziała, gdy wrócił z urwisami do domu.

Nie płakała.

Drugi negatywny test po kolejnych dwóch miesiącach. Tym razem starali się, stosując zwyczajne mugolskie sposoby, na które Ron nigdy nie chciał się zgodzić, wierząc ślepo w magię. Uniesienie bioder po każdym stosunku, kalendarzyk, sprawdzanie najbardziej płodnych dni. I tylko obietnica Harry’ego, że pójdą do mugolskich lekarzy, utrzymała jej nadzieję żywą. 

Jeszcze nie płakała.

Trzeci negatywny test. Zrobiła go chyba tylko po to, żeby potwierdzić to, co już i tak wiedziała. Tabletki przepisane przez lekarza w niczym jej nie pomogły. Sześć miesięcy faszerowania się lekarstwami, które miały jej pomóc, były niepotrzebne, zmarnowane. Z naturą nie zawsze da się wygrać, rozumiała to, dlatego jej nadzieja słabła z każdym kolejnym wyrzuconym patyczkiem.

Rozpłakała się, gdy Harry zamknął ją w swoich ramionach i zaczął głaskać po włosach.

Czwarty negatywny test — ostatni — zrobiła po prawie dwóch latach. Walczyli i oni, i lekarze. Spróbowali wiele metod mugolskich, czarodziejskich i nic. W końcu po czterech latach prób zrozumiała, że nigdy nie będzie miała swojego własnego, małego szczęścia.

Przepłakała długie dni i noce, a Harry wraz z nią. Bo tak bardzo, jak ona chciała mu dać czwarte dziecko, tak bardzo on chciał dać jej pierwsze.



Z uśmiechem na czerwonych ustach, wpatrywała się w słodką buźkę Słodyczki.

— Cześć, cudzie, ciocia się stęskniła, tak stęskniła się za tobą, właśnie za tobą — zagugała wesołym głosem do budzącej się dziewczynki. Szare oczy, identyczne jak te, które szkolnych wywoływały w niej same najgorsze emocje, wpatrywały się w nią z bystrością, jakiej nie powinno mieć kilkunastomiesięczne dziecko.

— Czasem mam wrażenie, że utrzymujesz z nami kontakty tylko po to, żeby mieć dostęp do Mireille — usłyszała Hermiona.

Spojrzała na opierającego się o framugę byłego Ślizgona. Przez ramię miał przewieszoną marynarkę, a dłonią poluźnił szary krawat. Zdziwiona spojrzała w stronę zegarka na nadgarstku i odkryła, że jej praca niani dobiegła końca.

— Słyszałaś go, Mireille? — zapytała rozbawiona. — Zachowuje się, jakby to był jakiś sekret.

— I że ją lubisz bardziej niż mnie.

— To raczej oczywiste, ona nie jest dupkiem — powiedziała i zaśmiała się, widząc, jak przewraca oczami.

— Słyszałem, że Potter dalej jest na tej niespodziewanej misji? — zapytał, a kiedy odpowiedziała skinieniem głowy, dodał — W takim razie zostaniesz z nami… Pottera nie ma, dzieciaki u rudej, a z nami nie będziesz się nudzić! — Zrobił kilka kroków, które doprowadziły go do kanapy, na której siedziała Hermiona i zabrał jej z rąk śliniącą się dziewczynkę. — Co ty na to, Mi? Przyda nam się damska dłoń, gdy mama jest na wakacjach?

Odpowiedział mu perlisty, niemowlęcy śmiech i westchnienie Granger, które kompletnie zignorował.



— Z drugiego pokoju słyszę, jak ci zębatki pracują, Granger. Wręcz widzę, jak parują.

Podskoczyła zaskoczona, gdy z zamyślenia wyrwał ją lekko sarkastyczny głos jej byłego wroga, a od dwóch lat w pewnym sensie przyjaciela.

Westchnęła.

— Długo już tu jesteś? — zapytała.

Usłyszała ciche kroki i poczuła ciepło ciała, gdy stanął zaraz za nią przy oknie, przez które, od przeszło dwudziestu minut, wyglądała. Przyglądała się przez nagrzaną od słońca szybę Harry’emu i wszystkim ich przyjaciołom, którzy przyszli świętować z nimi kolejne urodziny jej męża.

Miała skoczyć do środka tylko po lemoniadę, którą przygotowała wcześniej, by wszyscy mogli się ochłodzić w ten upalny dzień czymś więcej niż tylko piwem. Jednak usłyszała śmiech Harry’ego i na niego spojrzała. Trzymał małą Mireille pod pachami i kręcił nią w kółko w powietrzu nad sobą. Dziewczynka z czerwoną buzią śmiała się pełną piersią, zaciskając oczy i wymachując małymi piąstkami i nóżkami z zadowolenia.

Hermiona nie od dziś wiedziała, jak niesamowicie radził sobie z dziećmi, w końcu widziała go nieraz z Lily i chłopcami. Jednak kiedy zaczęli się z Harrym spotykać, dzieciaki już dawno nie były maluchami

To Ginny widziała, jak rozklejał się za każdym razem z czystego szczęścia, gdy po raz pierwszy trzymał każde ze swoich dzieci, jak krok po kroku odnajdywał się w nowej roli bycia tatą, jak tulił małe ciałka otulone w kolorowe kocyki tuż przed sfałszowaniem kołysanki i ułożeniem ich do łóżeczek. To Ginny dała mu trójkę skarbów, które Hermiona kochała jak swoje własne, ale wciąż pragnęła urodzić mu dziecko, które byłoby tylko ich, z ich miłości. Nawet kiedy wiedziała, że nie może.

— Zbyt długo — odpowiedział jej Draco. — Zostawiłaś mnie tam na dobre pół godziny, wiedząc, że jedyne osoby, które toleruję, to moja półtoraroczna córka znająca trzydzieści słów, gdzie używa tylko dziesięciu; żona, która ma większe huśtawki nastrojów, niż gdy była w ciąży i Potter, który za bardzo wczuł się w rolę wujka.

Mimowolnie parsknęła śmiechem. Ponieważ nie było osoby w magicznej części Wielkiej Brytanii, która nie wiedziała, jak bardzo zakochany w swojej własnej córce był Draco Malfoy, a on tu mówił o ledwie tolerowaniu jej. Tak samo już wszyscy wiedzieli, jak dobrymi przyjaciółmi stali się Dracon z Harrym, zwłaszcza gdy obaj zdecydowali, że Mireille dostanie dożywotni zakaz na chłopców.

Co do jednego miał rację, Astoria w ostatnich tygodniach była podłą jędzą.

— Może powinniśmy sprawdzić, czy znowu udało ci się oddać złoty strzał — powiedziała i ponownie parsknęła śmiechem, by po chwili znów spoważnieć, spoglądając na Harry’ego.

Właśnie posadził jej chrześniaczkę w przenośnym krzesełku do karmienia i z uśmiechem przyjął od Astorii pojemnik z jakąś przekąską, by w towarzystwie Lily nakarmić małą dziewczynkę.

— Więc… co cię trapi?

Westchnęła ponownie, chwyciła tacę z dzbankiem i szklankami i, pierwszy raz odkąd Draco wrócił do ich życia, skłamała.

— Nic.



Czuła się okropnie, bo była złą przyjaciółką.

Nie raz odczuwała zazdrość.

Na pierwszym roku w Hogwarcie zazdrościła dzieciom z magicznych rodzin tego, jak szybko i łatwo zaaklimatyzowali się w nowym otoczeniu, a także, że nie musieli nic nikomu udowadniać. Zazdrościła im należenia do tego magicznego świata, na które ona musiała ciężko pracować.

Na trzecim i czwartym roku zazdrościła Ronowi, bo Harry był przede wszystkim jego przyjacielem, dopiero później jej. Zawsze stawał po jego stronie, nawet gdy oboje wiedzieli, że to ona miała rację. Bolało ją to, zwłaszcza że robiła wszystko dla dobra Harry’ego, nawet kiedy tego nie widział. Szczerze powiedziawszy, to była jedyną osobą, która nigdy go nie zostawiła ani się od niego nie odwróciła. Nawet kiedy wiedziała, że robił źle.

Na piątym roku poczuła zazdrość o to, z jaką łatwością Harry umiał przekonać ludzi do słuchania go. Ona nie raz i nie dwa musiała powtarzać, tłumaczyć, a i tak mimo dużej ilości poświęconego czasu, ludzie ją najnormalniej w świecie ignorowali. Ta zazdrość nie należała do najbardziej racjonalnych, o czym wiedziała, ale czuła ją tak samo mocno.

Na szóstym roku… Widząc pocałunek Rona z Lavender, poczuła palącą, wściekłą zazdrość. Myślała, że pojawiła się przed nimi nadzieja, jakaś iskierka, z której bezlitośnie ją obdarł, gdy owinął swoje długie, piegowate ramiona wokół głupiej blondynki. Ta zazdrość była najgorsza, a przynajmniej tak jej się wydawało. 

Ale to dzisiaj po raz pierwszy ta emocja dała jej się we znaki tak dotkliwie. Czuła, jakby nie zasługiwała na przyjaźń Astorii przez tę zazdrość, którą można było od Hermiony wyczuć na kilometr.

Zamknęła za sobą drzwi od domu i ignorując nawoływanie Harry’ego i Lily, pognała do góry. Łzy, które próbowała powstrzymać w klinice przy badaniu Astorii, zakręciły się niebezpiecznie i wypłynęły na zaczerwienione policzki.

Czuła się tak strasznie.

Zsunęła spódnicę na ziemię i otworzyła drzwi do łazienki. Ściągnęła marynarkę i weszła do środka. Chciała rozpiąć koszulę, ale dłonie tak jej drżały, że małe perełki wyślizgiwały się spomiędzy palców. Zirytowana zostawiła bluzkę i weszła pod zimny strumień wody.

Potrzebowała oczyszczenia z palących ją złych emocji.

Kiedy Hermiona po długich dwudziestu minutach nie zeszła na dół na obiad, który wiedziała, że miała przygotowywać sama Lily (z niewielką pomocą taty), Harry zaniepokojony wszedł do ich pokoju. Pierwsze co zobaczył to niechlujnie rzucona na ziemię spódnica i marynarka. Usłyszał szumiący prysznic, więc skierował się do łazienki. Hermiona siedziała na czarnych kafelkach, jej zazwyczaj złocista skóra była przeraźliwie blada, a biała bluzka kompletnie prześwitywała.

— Nia? — powiedział, wyłączając zimny strumień wody, od którego nawet na odległość włoski stanęły mu dęba. Dopiero wtedy usłyszał pociąganie nosem i cichy płacz. — Hermiona? — zapytał ponownie, a w głosie można było wyczuć rodzącą się panikę.

Hermiona nie była osobą, która uciekała, by płakać, a gdy coś ją trapiło, zawsze umiała znaleźć w Harrym oazę i wsparcie.

— Ast… storia jest w… w cią… ży.

— Och, Nia… — szepnął. Schylił się i nie bacząc na to, że kobieta jest przemoczona, wsunął ręce pod jej plecy i kolana, i przytulił do siebie, unosząc. Wyszedł z łazienki i skierował swoje kroki do łóżka, na którym ułożył zziębniętą Hermionę. Nakrył ją kocem i zbiegł szybko na dół, równocześnie wyciągając z kieszeni telefon.

— Ginny? Potrzebuję, byś zajęła się na kilka godzin dziećmi. Zdaję sobie sprawę, że dzwonię trochę niespodziewanie, ale mam pewien problem i nie mogę się nimi zająć. 



Harry wyślizgnął się spomiędzy dwóch najważniejszych kobiet w jego życiu. Jak tylko udało mu się uspokoić Hermionę, co potrwało ze trzy godziny, w ciągu których usłyszał wiązankę przekleństw bardziej soczystą niż Syriusza kiedykolwiek, dowiedział się, jak straszną jest przyjaciółką, bo nie potrafiła się cieszyć szczęściem Astorii. Dodała też, że na niego nie zasługuje i zażądała, żeby przyprowadził ich dzieci z powrotem do domu. 

Wsunął na nogi dresy i upewniając się, że obie jego dziewczyny są opatulone kołdrą, teleportował się z cichym pyknięciem.

Pojawił się w Dziurawym Kotle, którym zarządzała teraz Hannah, żona Nevilla, i wiedział, że może liczyć na prywatną rozmowę. Skierował się do ich stolika i zobaczył, że były Ślizgon już na niego czekał ze szklanką whiskey.

— Na zegarku się nie znasz, Potter? — zapytał, nim zdążył usiąść.

— Słyszałem, że należą ci się gratulacje — odpowiedział, ignorując wypowiedź Dracona.

— A ja słyszałem, że twoja wszystko wiedząca żona aż się popłakała ze wzruszenia. Zastanawiam się tylko, dlaczego próbowała to ukryć, bo gdy pierwszy raz popłakała się ze szczęścia, uwiesiła się na mojej szyi jak małpa drzewa.

Harry chrząknął skrępowany, już zastanawiając się, jak powiedzieć Hermionie, że wcale nie ukryła bólu spowodowanego faktem, że Malfoyom znów udało się zajść w ciążę. Zwłaszcza że wcale się o nią specjalnie nie starali.

— Nie chcesz, nie mów, ale w domu mam buzującą hormonami żonę, która z wizyty z Granger wróciła wręcz rozhisteryzowana, bo cytuję “Hermiona jej nienawidzi do tego stopnia, że nie umiała utrzymać pokerowej twarzy przez dziesięć minut” — powiedział Draco, na końcu imitując akcent swojej żony. Harry wiedział, że Malfoy w ten sposób próbował ukryć, jak bardzo był zdenerwowany faktem, że Hermiona wzbudziła w niej takie emocje. Hermiona, która zazwyczaj była mostem łączącym wszystkich dookoła nich.

— Skończ — warknął cicho. To, że Draco czegoś nie rozumiał, nie dawało mu prawa, by używał takiej złośliwości do osoby, którą w tajemnicy nazywa przyjaciółką. Wystarczyło, że Harry jako gówniarz nigdy nie bronił jej przed Ronem, nie zamierzał teraz popełniać tego błędu z byłym Ślizgonem. — Ty w domu masz ciężarną buzującą hormonami, a ja mam kobietę, która chce nimi buzować, odkąd skończyła dwadzieścia lat.

— Potter — powiedział Draco, ale Harry nie dał sobie przerwać, czując palącą wściekłość w żyłach.

— Przepraszam w jej imieniu za to, że Astoria poczuła się przez nią źle, bo nie tego chciała Hermiona. Walczyła mocno, by się tam nie popłakać i dlatego nigdy nie wypomnisz jej tej sytuacji. Wystarczająco dużo dziś się nasłuchałem, jak zapłakanym głosem mówiła, że się sobą brzydzi, bo jest złą przyjaciółką. Więc skończ, zamknij tę bladą jadaczkę i nigdy więcej nie używaj tego tonu, gdy o niej mówisz. Nie jesteś już tym rozkapryszonym Ślizgonem, a Hermiona jest twoją najlepszą przyjaciółką.



Niepewnie spojrzała na czarną pół limuzynę. Z tyłu przed drzwiami samochodu stał Gus w eleganckim szarym garniturze z czarnymi okularami na nosie i beretem szofera.

— Pani Potter — powiedział, otwierając drzwi.

— Gus — odpowiedziała w geście przywitania i uścisnęła jego wyciągniętą dłoń. Ścisnął ją lekko, próbując dodać jej otuchy, widząc, jak blada jest na twarzy, po czym pomógł jej wsiąść do środka.

Przywitała ją grobowa cisza i penetrujące spojrzenie szarych oczu, których unikała od przeszło dwóch tygodni. Kiedy Harry wrócił z baru, widziała, że był zły i miał ostrą wymianę zdań z Draconem, o której milczał jak zaklęty. Ale ona wiedziała. Astoria wiedziała. Draco był zły. A ona nie umiała spojrzeć mu w oczy. Teraz też. Dlatego spuściła wzrok na jego złożone dłonie, które na tle ciemnogranatowych spodni od garnituru były jak zawsze niecodziennie blade. Nim się spostrzegła, długie palce wplotły się w plątaninę jej włosów, gdy dłonią chwycił ją za tył głowy. Przesunął się na skraj siedzenie, równocześnie zmuszając ją do zrobienia tego samego.

Kiedy kobiece, nagie kolana obiły się o te w szorstkim materiale, odważyła się unieść wzrok i spojrzeć w szare oczy przyjaciela. Choć wyraz twarzy nie zdradzał nic, to właśnie w oczach mogła zobaczyć poczucie winy i wstyd oraz współczucie wymieszane ze smutkiem.

— Granger, kto cię nazwał następczynią Roweny, chyba nie rozumiał, że jesteś prawdziwą Gryfonką — szepnął, opierając swoje czoło o jej.

Zaśmiała się mimowolnie, czując rozluźniające się mięśnie i ulgę nie do opisania.

— Przepraszam…

— Nie przepraszaj, ja powinienem. Twój mąż przypomniał mi, że jesteś moją przyjaciółką i tak jak ty mi pomogłaś, ja chcę pomóc tobie.



Pierwszy raz od długiego czasu widziała zdenerwowanie na twarzy przyjaciela, gdy ten otworzył przed nią drzwi od luksusowego samochodu. Chwyciła wyciągniętą dłoń i z jego pomocą wydostała się na zewnątrz. Zatrzymali się przed domkiem jednorodzinnym, był większy niż dom Dracona czy jej, ale wciąż mniejszym od tego, w którym mieszkali państwo Malfoy.

— Gdzie jesteśmy? — zapytała, ale Draco sięgnął tylko po dłoń Hermiony i pociągnął w stronę otwierających się niebieskich drzwi.

Czekała w nich niska kobieta w fartuchu z dwuletnim dzieckiem na rękach. Kiedy tylko znaleźli się obok, dziecko wykrzyknęło imię Malfoya i wyciągnęło ręce w jego stronę.

— Brian, przestań już — skarciła go delikatnie kobieta. — Draconie, witaj, nie wiedziałam, że dzisiaj przyjedziesz.

— Mała zmiana planów, sam do końca nie wiedziałem, czy tutaj skończę — odpowiedział, zabierając od niej dziecko, które od razu ułożyło główkę na jego ramieniu. — Położę go do spania.

— Rozumiem. To ja wracam do kuchni — mruknęła, po czym spojrzała na śpiące już dziecko i pokiwała tylko głową.

Odwrócił się w stronę schodów i gestem głowy nakazał Hermionie iść za nim. Gdy znaleźli się na piętrze, na chwilę weszli do pokoju z dwoma łóżeczkami. Hermiona nie mogła się napatrzeć na byłego Ślizgona, gdy tak delikatnie układał małe ciałko w ciepłej pościeli. Nie raz widziała, jak robił to ze Słodyczką, ale ona była jego córka, jego krwią. Inne dzieci działały na niego zazwyczaj jak płachta na byka. Chyba że znajdowały się metr od niego, nie krzyczały i nie śliniły się. Wtedy dzieci tolerował.

— Po trzecim poronieniu zacząłem rozważać inne opcje. Astoria nie wie. Nie chciałem, by myślała, że sam uważam ją niezdolną do dania mi wymarzonego „dziedzica” — powiedział, robiąc palcami znak cudzysłowu. — Zacząłem szukać w sierocińcach magicznego dziecka, które potrzebowałoby nas tak samo, jak my jego. — Draco zamilkł i położył dłoń na dole jej pleców. Delikatnie popchnął ją do wyjścia i poprowadził do innych zamkniętych drzwi znajdujących się na piętrze. — I znalazłem, ale ty zgodziłaś się nam pomóc. A Margareth została adoptowana. Mimo tego wciąż szukałem dzieci obdarzonych magicznymi zdolnościami. Spodobał mi się pomysł adopcji. Ale… ale Astoria znowu jest w ciąży i po rozmowie z Potterem doznałem olśnienia.

— Brzmisz jak Trelawney — odparła, starając się złamać tę nutkę nostalgii, którą wyczuła w słowach przyjaciela. Wiedziała, że właśnie podzielił się jednym z największych sekretów, jakie skrywał. Nie żadnym z ciemnej przeszłości, ale tym najbardziej prywatnym, skrywanym przed światem, najbliższym jego sercu, tym, którego mógł się wstydzić i obawiać.

— Zawsze jest wyjątek od reguły. Może tak jest i teraz. Może mamy swoje przeznaczenia. Może Tori miała zajść w ciąże. Może to przeznaczenie próbuje powiedzieć nam, że to nie my mamy zmienić czyjś świat. Może jakaś inna siła w ten sposób pokazuje, że to właśnie ty, ty i Potter macie zmienić ich życie.

— Ich?

— Ich — powiedział i otworzył drzwi.



Po cichu weszła do domu, a słysząc śmiech dzieciaków, przystanęła w progu salonu. Słodka Lily siedziała po turecku przed ławą, bawiąc się konikami pony, a jej bracia siedzieli na kanapie. Zamiast z uwagą oglądać Avatara, którego widzieli dziesiątki razy, śmiali się i rzucali w siebie popcornem — coś, czego nienawidziła, bo sól rozsypywała się wtedy po całej kanapie.

— Chłopaki, uspokójcie się, Nia się spóźnia, ale jak wpadnie i zobaczy ten latający popcorn, to będziecie odkurzać cały salon — usłyszała pouczający, a przy tym pobłażliwy głos Harry’ego.

— Wystarczy, że użyjesz różdżki jak ostatnioooo, tato! — krzyknął, przeciągając samogłoskę James, po czym rzucił poduszką w głowę młodszego brata.

— No ładnie, ładnie — zacmokała, a cztery pary oczu zwróciły się w jej kierunku. — Szybko sprzątać mi ten popcorn — powiedziała rozbawiona, wchodząc do salonu. Przechodząc koło szczerzących do niej zęby chłopców, pochyliła się nad nimi i wycałowała w policzki. — Jak ci minął dzień u taty w pracy, kwiatuszku? — zwróciła się do Lily.

Usiadła za dziewczynką na dywanie, oplatając jej małe ciałko rękoma i mimowolnie się uśmiechnęła, czując jak Lily rozluźnia się w jej ramionach. Od ostatniej próby zajścia w ciążę minęły ponad dwa lata. Myślała, że oswoiła się już z myślą bycia tą „drugą” mamą, a lepszych dzieci, niż swojego męża, nie mogła dostać.

Urwisy niesamowite.

Psotny James, który zdecydowanie odzwierciedlał swoich imienników, wygłupiał się, emanował pewnością siebie i sprytnie wykaraskał z nie jednych kłopotów. Albus, który po rozwodzie swoich rodziców przylgnął do niej, godzinami mógł się z nią przytulać i czytać. I słodka Lily — oczko w głowie ojca, roztaczała wokół siebie aurę szczęścia, nie dało się być z nią smutnym.

Mimo że nie byli jej, to kochała je całym sercem i nie wyobrażała sobie, by Ginny zabrała je do siebie, tak jak tego chciała przy rozwodzie. Kiedy bardzo rzadko – przez ciągłą grę Ginny w Quidditcha – weekendy spędzali u matki, robili to bardzo niechętnie. Dom wydawał się bez nich pusty, a Harry i Hermiona, zamiast cieszyć się ciszą oraz chwilą wytchnienia, snuli się po kątach. Uwielbiała, że to w niej szukali ciepła i oparcia, chociaż często czuła się winna, zwłaszcza gdy w trudnych chwilach dzieciaki potrafiły nazwać ją mamą. Harry powtarzał jej, że jest głupia, bo każde z nich doskonale wiedziało, kto jest ich biologiczną matką, ale z bycia mamy Ginny zrezygnowała dawno. I to nie była wina Hermiony, że uważali właśnie ją za tę upragnioną mamę. 

— Super! Dziś miałam bardzo, bardzo ważne zadanie! — wykrzyknęła podekscytowana siedmiolatka.

— Tak? A cóż to takiego ważnego robiłaś?

— Przybijałam stemple do wosku na listach! Zrobiłam super robotę, prawda, tatuś?

— Super robotę — potwierdził Harry, śmiejąc się. Hermiona przewróciła oczami i nachyliła się w jego stronę, by pocałować go w usta.

Czy potrzebowali więcej, niż mieli?

A może powinna na to spojrzeć inaczej. 

Może oni wcale nie potrzebowali więcej. Bo pogodzili się z myślą, że nie dane jest im mieć dziecka zrodzonej z ich dwójki. Wciąż mieli trójkę najlepszych dzieciaków, jakich można było chcieć.

Ale co jeśli ktoś potrzebował ich?

Posiadanie większej ilości dzieci nie było problemem, w końcu zdecydowali się wcześniej na powiększenie rodziny. A mieli sposobność. Oboje byli na takim etapie swoich karier, że były to pewne i stabilne pozycje. Harry od dwóch lat zarządzał Biurem Aurorów, dzięki czemu więcej czasu mógł spędzać w domu i często nie musiał brać udziału w misjach, a ona nie drżała już ze strachu za każdym razem, gdy wychodził do pracy. Jej klinika, którą otworzyła z pomocą Dracona – prezent, jak to lubił powtarzać – miała się dobrze. Pieniędzy im nie brakowało, Harry wręcz marudził czasami, że ze skrytki, zamiast ubywać, to tylko przybywa i w życiu tego nie wydadzą.

Mogli to zrobić, prawda?

„Może to przeznaczenie próbuje powiedzieć nam, że to nie my mamy zmienić czyjś świat. Może jakaś inna siła w ten sposób pokazuje, że to właśnie ty, ty i Potter macie zmienić ich życie”.

W głowie zabrzmiał jej głos przyjaciela. To, z jaką pewnością i przekonaniem to powiedział. Jak bardzo wierzył w to, co mówił.

— Hermiona? — usłyszała z oddali głos męża, a kiedy potrząsnęła głową i spojrzała w jego szmaragdowe oczy, zrozumiała, wiedziała.

W ich życiu było wystarczająco dużo ciepła i miłości, by obdarzyć nimi jeszcze więcej osób. Zrozumiała też, że z nim u swego boku była gotowa na wszystko. Bo był jej przyjacielem, mężem, oparciem, najlepszym tatą dla ich dzieci.

— Adoptujmy — powiedziała i nie musiała długo czekać, by zaskoczenie ustąpiło miejsca szerokiemu uśmiechowi.