18 sty 2018

Sowia Poczta




Cześć! Mam nadzieję, że święta minęły w dobrej atmosferze, a Nowy Rok przygotowaliście z hukiem! 

Ktoś tu jeszcze jest, zagląda, czeka na jakąś nowość? Jeśli tak to super, i kłaniam się nisko przepraszając, ale to chyba tradycja będzie, że po wrześniu łapię takie wielkie przerwy w publikowaniu! Ale mam nadzieję, że jak już odetchnę po grudniu (tak jeszcze nie doszłam do siebie, ponad 120 godzin w dwa tygodnie! -never again) to wrócę ze zdwojoną siłą. Jestem na etapie, że dłonie wciąż mam tak... słabe, że bolą i trzęsą się, cierpię na jakąś bezsenność - kręcę się jak głupia i nie mogę znaleźć sobie miejsca w wielkim łóżku, a wieczorami mój mózg chyba zapomina do czego służy. Nie umiem sklecić nic sensownego do żadnych z opowiadań, ani tłumaczenia mi nie idą. 

Teoretycznie mam dla Was drugą część Niech stanie się cud, którą jestem mega podekscytowana, nawet jeśli nie dorasta nawet do pięt swojej poprzedniczce, ale nie zawaliłam jej! Z czego się mega cieszę, bo powiem wam, że ta Drastoria podniosła poprzeczkę nieźle. Macie może jakieś pomysły na podtytuł dla pierwszej części? Dajcie znać. 

Tymczasem pozdrawiam ;* 

21 wrz 2017

Sekretarka Diabła I

SEKRETARKA DIABŁA I 

Tytuł: The Devil's Secretary
Autor: frostykitten
Autor tłumaczenia: Vixen
Beta: Katja

Zgoda: Jest

Fandom: Harry Potter
Para: Dramione
Gatunek: Humor/Romance
Rating: T
Status: Zakończone
Rozdział: 1 z 7




Source: FanFiction.net
Cześć, Kochani! Przybywam do was po wakacjach, pełna teoretycznej energii (bo pracować to mi się nie chce) z nowym tłumaczeniem. Nie jest tak długie, jak TTN i... JEST ZAKOŃCZONE, a do tego jest śmieszne, a ostatnio właśnie mam ochotę popisać taki gatunek, ale sama specjalnie śmieszna nie jestem i raczej niemrawo mi idzie takie pisanie. Stąd tłumaczenie opowiadania, które wcale nie jest ambitne, ani żadnym odkryciem i nie ma w sobie nic nowego. Ale wciąż jest przyjemne. Wieczorem dodam podstronę z wszystkimi informacjami do niego, so stay tuned! : ) 


Betowała niezastąpiona Katja! 



Hermiona nie miała szczęścia. Magiczny Świat przechodził ostatnio ciężkie chwile, przez co została zwolniona ze swojej pracy w Ministerstwie. Ta strata zmusiła ją do poszukania nowego źródła utrzymania, zwłaszcza że w tej chwili rynek pracy był naprawdę ubogi. 

Percy Weasley przyszedł do niej osobiście, by dostarczyć złe wieści, zamiast wysłać zwykłą adnotację, którą dostała reszta pracująca w jej departamencie z powodu zatwierdzonych odgórnie cięć w budżecie. On sam był bardzo miły, położył dłoń na jej ramieniu w geście pocieszenia, co sprawiło, że chciała się odsunąć choć minimalnie. Percy nawet w swoich najlepszych momentach był dziwną osobą i pocieszanie nie należało do jego mocnych stron, jednak sam gest był niezmiernie słodki i to, że próbował, było po prostu miłe. 

Przyjaciele i rodzice zapraszali Hermionę do zamieszkania z nimi przy każdej okazji, jaka się nadarzyła, tak, by mogła wynająć swoje mieszkanie i mieć dzięki temu jakiś dochód. W tym czasie ona sama mogłaby spokojnie szukać nowej pracy. Jednakże byłej Gryfonce wydawało się to zbyt bliskie dobroczynności, a tego zaakceptować nie mogła. Najzwyczajniej w świecie była na to zbyt dumna. Może skorzystałaby z oferty, jeśli jej sytuacja by się znacznie pogorszyła, ale wierzyła i miała nadzieję, że do tego nie dojdzie. Hermiona Granger była samowystarczalna i nie chciała tego zmieniać. 

Zdawała sobie sprawę, że sięgnęła dna, kiedy ubrana na rozmowę kwalifikacyjną, znalazła się przed wejściem do wielkiego budynku Malfoy Industries. 

Z tydzień temu wysłała CV i w podejrzliwie krótkim czasie dostała entuzjastyczną odpowiedź. Gdyby Hermiona nie była tak bardzo zdesperowana, nawet przez myśl nie przeszłoby jej składać podanie w miejsce, gdzie istniało duże ryzyko spotkania twarzą w twarz z Malfoyem. 

Wzięła uspokajający wdech, nim otworzyła wielkie, szklane, złote drzwi ostentacyjnego budynku i weszła. Wnętrze było tak samo przesadzone, jak zewnętrzna część budynku. Wszystko marmurowe, a do tego wzdłuż ścian przez całą drogę do recepcji znajdowały się potężne filary. Będąc szczerą, to właśnie tego spodziewała się kobieta po budynku zarządzanego przez Malfoya. 

Pewna siebie, z uśmiechem na ustach podeszła do biurka, za którym siedziała kobieta. 

— Nazywam się Hermiona Granger i mam umówione spotkanie z panią Woods — powiedziała lakonicznie. 

Kobieta nawet nie zaszczyciła jej ani jednym spojrzeniem, wciąż wbijając swój wzrok w kiczowaty romans, który czytała. Również ledwo, jakby z łaską, wskazała w stronę windy pomalowanym na krzykliwy, czerwony kolor paznokciem. 

— Piąte piętro. 

Trochę zniechęcona przez niemiłe zachowanie recepcjonistki, Hermiona przeszła obok kobiety i weszła do wnętrza windy. Tak jak wcześniej się nie martwiła, teraz przez rozmach z jakim był urządzony budynek, Hermiona zaczęła czuć iż może być źle ubrana przez praktyczne czółenka na niskim obcasie i konserwatywną spódnicę do kolan. 

To poczucie powiększyło się jeszcze bardziej, gdy po wyjściu z windy zobaczyła czekającą na nią kobietę. Swoje lśniące, czarne niczym heban włosy miała elegancko zaczesane do tyłu za pomocą ozdobnego grzebienia wypełnionego kryształkami. Czarna, krótka sukienka miała wyraziste linie, które wręcz krzyczały “droga i od projektanta”. I nikt nigdy nie użyłby słowa praktyczne do opisania jej szpilek, które idealnie eksponowały pedicure na stopach.

Była Gryfonka czuła się kompletnie nie na miejscu, porównując siebie do kobiety przed sobą. Do tego oceniające spojrzenie, którym przywitała Hermionę kobieta, nie zmniejszyło niezręczności sytuacji. Dezaprobata wręcz wylewała się w stronę byłej Gryfonki. 

— Dzień dobry, jestem Hermiona Granger i miałam się spotkać… 

— Ze mną — przerwała jej kobieta. Ponownie Hermiona poczuła na sobie oceniające spojrzenie, po czym kobieta wymamrotała cicho: — Wolałabym kogoś z poczuciem stylu, ale będziesz musiała wystarczyć. Przejdźmy do rzeczy. Twoimi obowiązkami będą... 

Hermiona była zmieszana. Miała wrażenie, że przyszła na rozmowę kwalifikacyjną, a nie żeby słuchać jakiś obelg pod swoim adresem. 

— Emm, przepraszam, ale nie przyszłam tutaj dziś na rozmowę? 

Pani Wood obdarzyła ją dzikim uśmiechem, który ukazał wszystkie zęby. 

— Jeśli przeżyjesz do końca dnia bez beczenia i rzucania zaklęciami w kogoś — będziesz zatrudniona. 

Wydawało się, że ludzie w Malfoy Industries byli tak samo zachęcający jak i mili. Hermiona nawet nie wiedziała, czemu tak bardzo dziwiło ją, że ludzie tutaj pracujący nie byli wcale przyjaznymi pracownikami — w końcu spójrzmy, dla kogo pracowali. To samo w sobie było wytłumaczeniem. 

Zatrzymały się naprzeciw ciemnobrązowych drzwi z wygrawerowaną, złotą plakietką, która informowała, iż jest to biuro Draco Malfoya, CEO*. Hermiona przeniosła nagle swoje przerażone oczy w stronę kobiety obok niej. 

— Opis pracy nie mówił nic o bezpośredniej współpracy z żadnym z Malfoyów! Założyłam, że będę odbierać wiadomości, zajmować się ksero, a nie mieć jakąkolwiek styczność z CEO!

— Gdybyśmy mówili osobom aplikującym, co będzie ich prawdziwym zadaniem, nie mielibyśmy żadnych chętnych na to stanowisko. A to jest coś, na co nie możemy sobie pozwolić, ponieważ jeśli nikt się nie pojawi, ta robota spadnie na mnie. 

Hermiona była pewna, że istnieje prawo, które zajmowało się kłamaniem w sprawie obowiązków w pracy tylko po to, by zdobyć chętnych na stanowisko, jednak tak długo, jak wypłata będzie się zgadzała, będzie musiała sobie poradzić. 

— Więc czym dokładnie będę się zajmować? — zapytała przerażonym głosem. Nie podobało jej się, że została zrobiona w balona, ale w końcu firma należała do Malfoya, więc czego ona się spodziewała?

— Generalnie będziesz zajmować się naszym kochanym szefem i trzymać go w ryzach. — To zdanie zawierało więcej sarkazmu, niż Hermiona kiedykolwiek słyszała. Nikt nigdy nie włożył przy niej tyle jadu w jedno zdanie. — Jesteś bohaterką wojenną, więc powinno to być jak spacer po parku w porównaniu do pokonania Czarnego Pana. 

Wcale, a wcale nie uszło uwagi pannie Granger, że kobieta użyła zwrotu Czarny Pan, zamiast Voldemort. 

Powiedziawszy to, kobieta otworzyła drzwi i wepchnęła Hermionę do środka i nim była Gryfonka była w stanie wyrazić swój sprzeciw, zatrzasnęła drzwi prawie przed jej nosem. Co dokładnie miała na myśli mówiąc “trzymać w ryzach”? Z tego, co czytała w gazetach, Draco Malfoy był nikim innym jak osobą profesjonalną i przestrzegającą prawa od samego zakończenia wojny. 

Z chwilą, gdy jej oczy spoczęły na postaci znajdującej się za potężnym biurkiem, Hermiona wiedziała, że publiczny image Malfoya istniał tylko dzięki osobie, której miejsce zajęła była Gryfonka. Co więcej, była ona w niej cholernie dobra. 

Garnitur, który miał na sobie, był odpowiedni do pracy, jednak pod marynarką brakowało koszuli, a do tego zauważyła, że nie miał założonych skarpetek do swoich drogich mokasynów. Głowę miał ułożoną na biurku, uniósł ją jednak na dźwięk zamykanych drzwi. Wyglądał tak, jakby ten jeden ruch kosztował go wiele wysiłku.

W taki sam sposób, jak pani Woods, Malfoy zmierzył ją od stóp po czubek głowy z grymasem na twarzy. 

— Przecież mówiłem jej: duże piersi — wymamrotał zirytowany, po czym z powrotem przykleił policzek do blatu biurka, wyglądając na kompletnie niezainteresowanego. 

Hermiona dodała molestowanie do listy rzeczy, które już miała przeciwko niemu.

Z tęsknym spojrzeniem w stronę drzwi, powtórzyła sobie w myślach, dlaczego tutaj stała. Potrzebowała pieniędzy, i to desperacko, a to była najlepiej płatna praca, jaką mogła znaleźć — w sumie to jedyna praca, jaką była w stanie znaleźć. Więc jeśli chciała zatrzymać swoje mieszkanie, musiała dać sobie radę i stać się sekretarką Diabła — czy jak tam oficjalnie nazywała się jej posada.

— A ja nie miałam w opisie pracy nic o niańczeniu dwudziestopięcioletniego dziecka — warknęła w jego stronę. Rozmiar jej stanika nie miał nic wspólnego z tym, jak wykonywała pracę i nie zamierzała pozwolić mu, by sprawił, że będzie źle się czuła z powodu tego, co miała.

Skoro byli na tyle zdesperowani, by zatrudniać ludzi, którym kłamali na temat tego, co będą robić, to ona zdecydowanie mogła pozwolić sobie na wiele, nim ją zwolnią. Przynajmniej miała taką nadzieję. 

— Może i mam w tej chwili gigantycznego kaca, ale nie oznacza to, że możesz odpowiadać mi w taki sposób już pierwszego dnia. 

Nawet nie uniósł głowy z biurka, gdy do niej mówił!

Hermiona oparła dłonie na biodrach i odezwała się głosem, który używała zazwyczaj tylko w stosunku do Rona, gdy zachowywał się kompletnie idiotycznie — nawet jak na niego. 

— Będę traktować cię z szacunkiem, kiedy sobie na niego zasłużysz. Do tego czasu będę mówić do ciebie jak do dziecka, którym stwierdzam, że jesteś. 

— Oficjalnie zabraniam ci używać tego przemądrzałego tonu względem mojej osoby. Znowu zaczynasz przypominać tę hogwarcką, nieznośną dziewczynę, która brzmiała jak...

Nagle przerwał i uniósł głowę na tyle wysoko, by spojrzeć na nią jednym, przekrwionym okiem. To jedno oko obejrzało ją jeszcze raz, by zatrzymać się na wciąż lekko nieokiełznanych lokach, nim rozszerzyło się w szoku. 

— Kurwa, to nie jest mój dzień — powiedział depresyjnym głosem. 

— Malfoy, posłuchaj… — zaczęła, by przerwać, gdy tylko podniósł głowę całkowicie z biurka, wyglądając po raz pierwszy na pobudzonego, odkąd weszła do gabinetu. 

— Nie, to ty posłuchaj, Granger. Pracujesz dla mnie i jako mój pracownik będziesz odnosić się do mnie z szacunkiem, jeśli chcesz dostać wypłatę. Także za godzinę mam spotkanie. Potrzebuję eliksiru pieprzowego* i nowej koszuli. 

O wiele bardziej podobało jej się, gdy był zbyt zmizerniały, by się nią zająć. Ten chwilowy przebłysk, w którym zobaczyła, jakim szefem mógłby być Malfoy, napawał ją przerażeniem odnośnie tego, z czym przyjdzie jej się zmierzyć, skoro kazał jej załatwiać eliksir pieprzowy, ale dało jej też iskierkę wiary w niego jako pracodawcę. 

Spojrzała na niego zaciekle, ale w głębi wiedziała, że nie pozostało jej nic innego, niż zrobić to, co powiedział kretyn. 



— Zero łez! Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem — powiedziała czekająca na zewnątrz gabinetu pani Woods, wyglądając na nieco rozczarowaną. — Masz, to jest twoja karta firmy, by zdobyć cokolwiek będzie chciał. Wystarczy, że pokażesz to sprzedawcy, a będą wiedzieć, by dodać rachunek na konto firmy. 

Hermiona zabrała małą, sztywną kartę, użyła windy i wyszła z budynku. Zdała sobie sprawę, że nawet nie zna rozmiaru tego idioty, więc jak mógł oczekiwać, że kupi mu ubrania?

Po krótkim namyśle kobieta zdecydowała, że musi udać się do najdroższego krawca w mieście. Miała duże szanse, że właśnie tam Malfoy robił swoje zakupy, więc krawiec powinien znać jego rozmiar. Miała taką nadzieję. W innym wypadku przejdzie się do najtańszego sklepu, jaki będzie w stanie znaleźć, i kupi mu coś z hawajskim nadrukiem. 



Kiedy do umówionego spotkania Malfoya zostało zaledwie dziesięć minut, Hermiona wbiegła do gabinetu. Włosy miała potargane, a policzki pokrywał najprawdopodobniej wielki, czerwony rumieniec od tego szaleńczego biegu, na który się zdecydowała, żeby tylko zdążyć na czas. 

— Spóźniłaś się. 

Kobieta przewróciła oczami i położyła koszule na blacie biurka. Kupiła kilka, na wypadek gdyby miała jeszcze zdarzyć się podobna sytuacja. Gadka pani Woods pozwoliła jej wierzyć, że nie jest to pierwszy raz, gdy blondyn stawił się w pracy w mniej odpowiednim stanie. 

— Wcale nie. Wciąż masz kilka minut do spotkania. 

Nie mogła nic poradzić na to, że zauważyła twarde mięśnie pleców i torsu, gdy ściągnął marynarkę, w ogóle nie przejmując się, że była obecna w pomieszczeniu razem z nim. Gdyby nie Mroczny Znak ozdabiający jego ramię, na widok którego poczuła chłód, kobieta mogłaby dokonać karygodnej rzeczy i obślinić się na widok dobrze zbudowanego ciała swojego szefa. 

Skończył zapinać guziki koszuli i wyciągnął w jej stronę dłoń po eliksir, który pozbawi go większości objawów kaca. 

Hermiona była ostrożna, by ich dłonie nie zetknęły się ze sobą, gdy podawała mu małą buteleczkę. Nie chciała, by jego wężowata skóra dotknęła jej; dałaby sobie uciąć rękę, że równałoby to się z jakimś Ślizgońskimi bakteriami. 

— Ogarnij gabinet czy coś, jak mnie nie będzie — zawołał, obracając się do niej przez ramię, po czym wyszedł przez drzwi, narzucając marynarkę na ramiona.

— Dowodziłam całym departamentem w Ministerstwie, a jestem zmuszona do pracy sprzątaczki — marudziła. 

Na pierwszy rzut oka gabinet wyglądał całkiem czysto, niestety to spostrzeżenie znikło tak szybko jak się pojawiło, gdy zajrzała pod biurko. 

Znajdowały się tam zwitki papieru, coś, co wyglądało jak niedojedzona kanapka, oraz skórzana aktówka. Zaintrygowana, wsadziła głowę w miejsce pod biurkiem, gdzie zazwyczaj stało wsunięte krzesło i z bliska przyjrzała się teczce. 

Była ona otwarta, więc nie miała problemu z zobaczeniem jej zawartości. Znajdowały się w niej wielka butelka Ognistej Whisky — trzy czwarte wypite, para kajdanek, ananas i stanik, który zdecydowanie był przeznaczony dla piersi dużo większych niż Hermiony. Ani jednego papieru czy dokumentu w tym bałaganie, co powiedziało jej, że Malfoy wcale nie wierzył w przynoszenie pracy do domu. Za to nie miał żadnego problemu z przynoszeniem akcesori po imprezie następnego dnia do pracy. 

Zamknęła aktówkę z odrazą, wyrzuciła papiery z kanapką do śmietnika i rozejrzała po pomieszczeniu, by sprawdzić, czy coś jeszcze mogła uprzątnąć. Po krótkiej inspekcji doszła do wniosku, że reszta gabinetu wyglądała w porządku. Sprzątanie nie widniało w opisie pracy, więc Hermiona nie miała zamiaru udawać zapracowanej, czekając na Malfoya.

Wyślizgnęła się z gabinetu na poszukiwania pani Woods. Niestety kobiety nigdzie nie było, ale w czasie poszukiwań znalazła się przy sali konferencyjnej. Wyglądało na to, że Malfoy robił jakąś prezentację. Mogła to wszystko widzieć dzięki wielkiemu oknu, które zajęło większą część ściany. 

Nie wydawało się, by kac jeszcze go męczył, a gdy zwracał się do ludzi go obserwujących, otaczał się charyzmą i wdziękiem, które sprawiały, że nie sposób było oderwać od niego oczu. Widząc tę scenę na własne oczy, Hermionie było łatwiej zrozumieć, dlaczego był dyrektorem firmy — nawet jeśli należała ona do jego rodziny — skoro był tak nieodpowiedzialną i lekkomyślną osobą.

W tej samej chwili, gdy miała się odwrócić na pięcie i znaleźć sobie coś produktywnego do zrobienia w czasie czekania, szare oczy przyłapały ją na staniu i obserwowaniu ich właściciela. Szybko spojrzała w inną stronę i zawróciła do jego gabinetu, tak szybko jak tylko się dało bez biegu. Sposób, w jaki na nią spojrzał, sprawił, że po jej plecach przeszły dreszcze niepokoju. Zbyt dużo czasu poświęcił przez lata na nauczenie się zakładania na twarz bezemocjonalnej maski, która była nie do rozszyfrowania. Przez to nie była w stanie określić, co w tym spojrzeniu ją niepokoiło, ale w oczach miał błysk czegoś, co wytrąciło ją z równowagi. 

Niedługo po tym Malfoy wrócił ze spotkania. Były Ślizgon przeszedł prawie przez nią, bez żadnego zbędnego komentarza i zatrzymał się przy biurku. Dalej ją ignorując, schylił się po teczkę i wyjął z niej butelkę z bursztynowym alkoholem. 

— Na Merlina, jak ja nienawidzę spotkań.

Z niedowierzaniem i dezaprobatą, kobieta patrzyła, jak nalewa sobie dużą szklankę whisky i wypija ją w kilku szybkich łykach. 

— Nie patrz na mnie tym swoim dezaprobującym spojrzeniem, Granger — powiedział, równocześnie odstawiając szkło z łoskotem na blat. 

Skąd on w ogóle wytrzasnął tę szklankę? Musiał mieć je ukryte w szufladzie na takie okazje.

— Nie patrzeć na ciebie tak, jakbyś właśnie nie wytrzasnął całej prezentacji z tyłka i chodził dumny, jakbyś znał odpowiedzi na wszystkie odpowiedzi, mając na sobie, jak myślę wczorajsze ubranie, do tego bez skarpetek? 

Malfoy skrzywił się i nalał sobie drugą szklankę trunku, tym razem zatrzymując się dopiero, gdy whisky sięgała brzegu szkła. 

— Jeśli chcesz wiedzieć, nie wyciągnąłem jej całej z tyłka, małą jej część przygotowałem, idąc do konferencyjnej. 

Tym razem bursztynowy alkohol zniknął w jego gardle za jednym razem, tak jakby ścigał się sam ze sobą, by sprawdzić, czy uda mu się drugą skończyć szybciej niż pierwszą. 

— Malfoy, jak ty w ogóle funkcjonujesz? — zapytała, czując się sfrustrowana jego monumentalną nieodpowiedzialnością. Przyjście do pracy na kacu było jedną rzeczą, ale picie alkoholu w czasie niej jak zdesperowana ryba potrzebująca wody było czymś całkowicie innym. 

— Wystarczająca ilość Ognistej. Oraz zatrudnianie tak nudnych kujonic jak ty, które używają swoich naturalnych pruderyjnych zdolności do zabicia zabawy i odwalenia roboty. 

Gdy Draco sięgnął ponownie po butelkę, by nalać sobie trzecią szklaneczkę, Hermiona przesunęła się w jego stronę i wyrwała mu ją z dłoni. 

— Oho, obawiam się, że właśnie obudziłeś moje “pruderyjne zdolności” — powiedziała. — Nie powinieneś pić w godzinach pracy, a już nie tak dużo i nie tak szybko. 

— Jaki diabeł wykurzył cię z dziury w Ministerstwie, którą sobie sama wykopałaś? Dlaczego nie mogłaś tam po prostu zostać zamiast zjawiać się tutaj, by być moją osobistą panią męki i nieszczęścia? — zapytał żądającym głosem, do tego brzmiał, jakby był zły. Jednak spojrzenie szarych oczu, utkwione w butelce było bliskie bycia płaczliwym.

— Ministerstwo miało cięcia. Zamknęli mój departament — odpowiedziała szybko, nie chcą pokazać jak wielki smutek czuła, opuszczając jej stare miejsce pracy, by znaleźć się na każde skinienie palca jej prywatnego, dziecięcego wroga, który był dla niej okrutny. 

— Nic straconego. Awansowałaś z żałosnego Ministerskiego drona na osobistą asystentkę dyrektora Malfoy Incorporated. 

— Szczęściara ze mnie — powiedziała z przyklejonym sztucznym uśmiechem do twarzy. 

Zrelaksowana postawa Malfoya powoli znikała, aż pozostawiła za sobą poważnego mężczyznę. 

— Żebyś wiedziała, Granger, że cholerna z ciebie szczęściara. Przypuszczam, że pani Woods musiała być naprawdę zdesperowana, że ciebie wzięła, biorąc pod uwagę listy wysłane przez twoje kochane Ministerstwo, by nikt cię nie zatrudniał. 

Nie czekał na jej reakcję i zaczął grzebać w szufladach. 

— O czym ty mówisz, Malfoy? 

Blondyn zignorował ją na chwilę, ciągle grzebiąc w biurku. Hermiona zaczynała odczuwać frustrację na tyle silną, że miała już go zapytać o to samo po raz drugi, gdy rozciągnął usta w zwycięskim uśmieszku i wciągnął kolejną butelkę Ognistej whisky. 

— Mówię, że mimo tego, iż składałaś dużo aplikacji na różne stanowiska pracy, nie miałaś żadnego szczęścia w zdobyciu ani jednej, mimo tego, że jesteś Hermioną Granger, tak? — Nalał do szkła alkoholu, a ona pokiwała głową. — Dwa tygodnie temu wysłali sowę z rozkazem do Departamentu Zasobów Ludzkich. Wygląda na to, że moi podwładni zatrudnili cię mimo tego, a ja zamierzam na to pozwolić, ponieważ nie byłbym sobą, gdybym odrzucił okazję sprzeciwienia się Ministerstwu w granicach prawa. 

Przez chwilę Malfoy zapatrzył się w szklankę, z której wziął łyka, a kiedy na nią spojrzał z powrotem, zniknął względnie niebezpieczny alkoholik. Hermiona widziała w szarych oczach ślady groźby, która przypomniała jej, że mężczyzna przed nią kiedyś był śmierciożercą. 

— Jednakże, jeśli twoje problemy z ministerstwem w jakiś sposób sprawią kłopot mojej firmie, nie tylko zostaniesz zwolniona. Osobiście dopilnuję, byś nigdy więcej nie dostała żadnej pracy w tym kraju, rozumiemy się? 

Hermiona nie była potulna, ale mając do czynienia z taką intensywnością Malfoya, mogła tylko skinąć głową. 

Usta wykrzywił mu uśmiech, który nie miał nic wspólnego z radością. 

— Dobrze. Oddaj mi whisky i idź do domu. Zostałaś zatrudniona. Widzimy się jutro. 

Była Gryfonka powinna się cieszyć z tego, że zdobyła pracę, ale jedynie co czuła, to ulgę, że nie straci mieszkania. Malfoy najwyraźniej puścił ją wcześniej do domu, więc odwróciła się na pięcie i opuściła gabinet z butelką alkoholu w dłoni. Kretyn mógł rozkazać jej by ją zostawiła, ale jeśli oczekiwał produktywnie pracować, musiała zacząć trzymać go z daleka od procentów. To, i nie chciała by od początku myślał, że będzie jego popychadłem. 


*eliksir pieprzowy - w ang opowiadaniach często jest mowa o eliksirze na kaca, polskiej wersji go nie ma, ale dużo autorów używa także eliksiru pieprzowego na tą dolegliwość.
*CEO - dyrektor generalny. 

3 wrz 2017

NOWE SZANSE | ROZDZIAŁ 13



if you cannot find peace within yourself you will never find it anywhere else.



Szkolne korytarze świeciły pustkami tego wczesnego sobotniego poranka. Głośne szuranie papci odbijało się od ścian, a Lyra ubrana w legginsy i gruby sweter, splatała długie włosy w warkocz. Przystanęła dopiero przed dobrze znanymi sobie drzwiami. Nie siląc się nawet na pukanie, naparła na klamkę i weszła do środka.

W gabinecie panowały taki sam spokój i cisza jak za jego ścianami. Lyra, widząc, że jej mama jeszcze się nie krzątała po pomieszczeniu, westchnęła, po czym skierowała się w stronę sypialni.

Po raz pierwszy widziała, by jej śpiąca matka wyglądała tak spokojnie. Dziewczyna wyszła ze swoich różowych, włochatych papci (które wciąż wywoływały uśmiech u jej Ślizgona) i wślizgnęła się pod kołdrę, dalej wpatrując się w wolną od trosk twarz. Uniosła dłoń i przygładziła niesforne, brązowe loki, mimowolnie się uśmiechając.

Brakowało jej tego. Od tak dawna z własnej woli nie spędzała czasu ze swoją mamą, próbując się pozbyć palącej złości i gorzkiego smaku, które pozostawiły w niej kłamstwa. Wstyd jej było się do tego przyznać, ale nawet by nie wiedziała, że kobieta próbuje poskładać swoje miłosne życie, gdyby nie Hugo. To jej młodszy brat wbił się na imprezę, którą Ślizgoni urządzili, by świętować zwycięstwo ich drużyny z Krukonami — chociaż wbicie się to za dużo powiedziane, bowiem zaproszone były wszystkie domy — żeby odciągnąć ją na bok. Przyciszonym, dosadnym głosem powiedział jej, co myśli o cichych dniach (chociaż to bardziej były już tygodnie, a nie dni) w relacji z ich rodzicielką. Lyra zdawała sobie sprawę z tego, że ignorowanie ich mamy, sprawiało kobiecie wielki ból, wiedziała o tym od samego początku. Jednak w tym całym rozżaleniu, bólu i wściekłości bała się, co mogłaby powiedzieć swojej rodzicielce. Po pierwszym tygodniu doszła do wniosku, że traktowanie jej jak powietrze jest lepsze, niż gdyby miała wybuchnąć i dać się ponieść emocjom. Czasem łatwiej wybaczyć ignorowanie niż ostre słowa, które ciągle pchały jej się na język.

Ale Hugo miał rację. Potrzebowały siebie nawzajem, a kobieta i tak nacierpiała się wystarczająco.

Dlatego próbowała pogrzebać swoje wciąż buzujące emocje, zacisnąć zęby, by wrócić do relacji, jakie miały te kilka tygodni temu.

Czekając, aż powieki uniosą się, ukazując brązowe oczy, Lyra zasnęła, ukołysana cichym tykaniem zegara. Wybudziło ją delikatne głaskanie po głowie i cichy głos, co nucił jej ulubioną kołysankę.

Spojrzała na Hermionę, która była ubrana w mugolskie ciuchy i leżała na boku, podpierając się na łokciu.

— Cześć — wychrypiała blondynka, czując suchość w gardle.

Kobieta stuknęła różdżką w szklankę na szafce nocnej, która napełniła się wodą.

— Hej — odpowiedziała niepewnie, wręczając jej napój. Lyra przyjęła je z wdzięcznością, czując ulgę, gdy popękane usta dotknęły zimnej, orzeźwiającej wody. Kiedy dziewczyna odstawiła szklankę, wciąż się nie odzywając, Hermiona przypominając sobie w myślach, że jest matką i Gryfonką, odezwała się pierwsza. — Więc… Ty i Scorpius?

Lyra parsknęła śmiechem.

— Tak. — Hermiona widziała, jak jej córka marszczy brwi, zastanawiając się nad czymś, po czym siada po turecku w jej stronę. — Prawdę mówiąc, coś pomiędzy nami się stało …

— Coś? — zapytała retorycznie rozbawiona Hermiona, przerywając córce w pół zdania, doskonale zdając sobie sprawę, co kryję się pod słowem „coś”.

— Coś. W dzień, kiedy pozwoliłaś nam użyć swojego gabinetu.

— To ja powinnam ci powiedzieć, że ja byłam tamtego dnia na randce i…

— Iiii? — przerwała jej Lyra, podekscytowanym głosem.

— I „coś” się nie wydarzyło — dokończyła i zaśmiała się, widząc, jak jej córka przewraca oczami. — Ale jest to poważne, jestem szczęśliwa, próbuję wszystko naprostować i mam nadzieję, że z nim u mojego boku mi się uda.



Hermiona tego dnia promieniała. Dawno nie czuła się tak szczęśliwa, co zauważali wszyscy. Zaczynając od uczniów, którzy przyjęli zmianę w ich nauczycielce z ulgą, bo klasy ponownie były ciekawe, na współpracownikach i Draconie kończąc

Podekscytowanym głosem opowiadała mu, jak to Lyra sama do niej przyszła i się pogodziły. Co prawda nie wyjawiła powodu rozżalenia córki, ale zdawał sobie sprawę, że musiało to być coś naprawdę wielkiego. Z różnych opowiedzianych historii wiedział, że jest ona raczej racjonalną dziewczyną, więc przez byle głupotę nie odcięłaby się na tak długi okres od swojej matki, którą, jak doskonale widział, bardzo kochała.

Cieszył się, że pomiędzy nimi wszystko powoli się układało, bo po raz kolejny mógł obserwować, jak cholernie mocno musiało to wszystko ciążyć na Hermionie. Nawet kiedy uśmiechała się i śmiała na randkach, to wciąż mógł ujrzeć ten cień smutku chowający się w jej pięknej twarzy.

Dziś on zniknął. Rozdawała uśmiechy każdej obcej osobie, jaką napotkali. Zadziornie patrzyła mu w oczy, z wyprostowanymi ramionami szła u jego boku i pierwszy raz bez niepewności całowała go w usta.

Odnalazła na nowo tę słodką pewność sprzed lat.

Z rozbawieniem przyglądał się, jak kręciła się w kółko w kolorowych światłach karuzel i wesołego miasteczka. Włosy rozprostowały się od ciężaru padającego deszczu, przed którym on krył się pod daszkiem jednej z wielu budek z szybkim jedzeniem. Kącik ust drgał mu w górę w odpowiedzi na kobiecy śmiech wydobywający się spomiędzy czerwonych warg.

Odebrał zamówienie, które pachniało całkiem nieźle, i skierował się w jej stronę. Kiedy był już przy niej, złapał ją z zaskoczenia i nie przejmując się deszczem, złączył ich usta w powolnym, słodkim pocałunku. Puścił ją, dopiero gdy zabrakło mu tchu, i spojrzał w te bursztynowe oczy, w których płonął ogień, choć Potter mówił, że ostatnimi latami ledwo się tylko tlił.

Dziś się jarzył.

— Chodźmy do parku to zjeść, a później odprowadzę cię do bram — zdecydował, ale w jego głosie dało się usłyszeć pytanie, więc wiedziała, że gdyby tylko chciała, mogła zaproponować coś innego.

Z papierowej reklamówki wyjęła butelkę soku pomarańczowego i słomkę, a Dracon sięgnął swoją ulubioną colę. Chowając resztę do jej torebki, ruszyli do wyjścia z wesołego miasteczka, by po krótkim spacerze znaleźć się w parku.

— Minerwa ostatnio opowiadała uczniom o praktykach — poinformowała go, chwytając za słomkę wystająca z szyjki butelki. — Zastanawiam się, co wybierze Lyra. Boję się, że zdecyduje się na to, na co liczy Harry, i spróbuje załatwić sobie miejsce w Harpiach.

— Nie najgorszy zawód świata. Właściwie całkiem dobry i liczę, że Scorpius też pójdzie tą drogą. Zresztą dobrze wiesz, że sam, jak byłem dzieckiem, też chciałem być zawodowcem. Niestety, poznałem Pottera i stwierdziłem, że jeśli nie mogę pokonać dzieciaka, który na miotle lata o siedem lat krócej ode mnie, to nie jestem tak dobry, jak myślałem — odparł, wyjmując burgera z torebki.

Hermiona parsknęła śmiechem i spojrzała na mężczyznę z pobłażaniem.

— Mam nadzieję, że nie czekasz na zapewnienia, jak dobry jesteś, bo ich nie dostaniesz — powiedziała, a widząc, jak wywraca oczami i wgryza się w bułkę, ignorując ją, szybko dodała: — To, że nie jestem tak dobra, jak Snape w eliksirach, nie znaczy, że nie zdobędę tytułu mistrza, zwłaszcza że już dawno zostawiłam starego, dobrego Horacego w tyle. Tak samo jest z tobą i byciem ścigającym. To, że nie mogłeś pobić Harry’ego, nie znaczyło, że nie mógłbyś być wtedy zawodowcem i pokonać go teraz. Przecież nigdy nie miałeś problemu z Krukonami i Puchonami. — Złapała jego dłoń i rozluźniła palce, pochylając się, by pocałować go w policzek. — Zresztą teraz, kiedy nie jesteś zapatrzonym w siebie narcyzem, który chce pokazać ojcu, że wszystko ma pod kontrolą i jest najlepszy, masz szansę. W końcu miałbyś czysty umysł, będąc na miotle, i mógłbyś skupić na grze i złapaniu znicza.

Z bijącym sercem patrzyła, jak wąskie usta powoli rozciągają się w małym uśmiechu. Znowu poczuła szalejące bizony w podbrzuszu i po raz kolejny zastanawiała się, co ten jeden mężczyzna potrafił jej zrobić.

— Jeśli Lyra do ciebie przyjdzie, powiedz jej, że powinna rozważyć uzdrowicielstwo. Musi to wystarczająco lubić, skoro jest na tyle zainteresowana, by się tego uczyć, gdy nie jest to wymagane w programie nauczania.

— Myślisz, że ma do tego powołanie? — zapytała zaciekawiona, zwłaszcza że jeszcze chwilę wcześniej upierał się, że granie dla kariery nie jest złym sposobem na zarabianie na życie.

— Szczerze? Nie znam jej na tyle, Hermiono — kontynuował i tylko dzięki temu, że spojrzał na nią w tamtej chwili, wychwycił smutek, który szybko zamaskowała przed jego czujnym spojrzeniem. Uniósł w niemym pytaniu brew, ale postanowił jeszcze nic nie mówić. — Wiem, że bez problemu po części uzdrowiła moją dłoń i zrobiła to dobrze, ale też wychwyciła, co będzie musiał sprawdzić uzdrowiciel, bo zdawała sobie sprawę, że sama nie da rady. Mimo ambicji nie ryzykowała. Myślę, że gdyby chciała, to mogłaby być dobra, ale po ostatnim meczu Ślizgonów z Krukonami już wiem, że jest znakomita w quidditchu.

Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to trzęsące się ramiona jej kuzynki, które pocierał Corbin. Widząc wielkie, spływające po piegowatych policzkach grochy łez, rzuciła torbę z książkami i w kilku krokach pokonała dzielącą ją odległość od kanap przy kominku.

— Lily? Słońce, co się stało? — zapytała, a Corbin ustąpił jej miejsca.

Ostatnimi czasy jej przyjaciel i kuzynka byli do siebie praktycznie przyklejeni. Zdziwiła się, kiedy zamiast zatrzymać Corbina przy sobie, Lily rzuciła jej się na szyję. Głośno zapłakała, a męskie dłonie zacisnęły się w pięści z palącej złości i bezradności. Dlatego oplotła swoje ramiona wokół trzęsącego się ciała i cicho zaczęła nucić piosenkę.

— Nie… nienawidzę… jej! Nienawidzę! — wyszeptała zapłakanym głosem, a Lyrę aż ścisnęło, bo doskonale wiedziała, o kim kuzynka mówiła. I nawet, teraz gdy sama przez tak długi czas była pokłócona ze swoją mamą, to wiedziała, że wciąż ją kocha.

— Szzz… No już. Nie może być tak źle — zawołała, ale tak, by tylko oni ją usłyszeli. Kątem oka zauważyła Corbina zaprzeczającego jej ruchem głowy i zrozumiała

Było gorzej niż źle.

Jej przyjaciel był jedną z bardziej realistycznych, a przy tym nieoderwanych od ziemi, osób, jakie znała. Nie znosił dram, zawsze mówił, co sądził bez owijania w bawełnę, więc skoro twierdził, że jest źle, to tak musiało być.

— Powiesz, co się stało?

Tak bardzo chciała, by Lily wszystko jej powiedziała. Wtedy mogłaby jej jakoś pomóc, coś doradzić, ale odpowiedziała jej głucha cisza przerywana płaczem. Lyra naprawdę nie znosiła płaczu, widziała go za dużo jak na swoje osiemnastoletnie życie i miała nadzieję długo nie usłyszeć tak rozdzierającego serce dźwięku.

— Na...napisała mi list… Nie...nie wiem, o co chodzi. Nic nie ma sensu… Coś, że tata ciągle pracuje, że Rose je...jej powiedziała o…o Corbinie. O tobie…

— O mnie? — mruknęła, a Lily wzruszyła ramionami.

— Nic. Nie...nie ma sensu! Rozpisała się...się o cioci, coś znowu o… o tacie i… i stwierdziła… zakazała mi z tobą przebywać! — Z każdym kolejnym słowem płacz i niepewność Lily ustępowały, a w głos wkradały się wyraźna złość i pogarda. — Rozumiesz? I… i powiedziała, że mam darować… sobie Corbina, bo… bo jestem gówniarą i mam… się skupić na nauce! Jakbym tego nie robiła! — wykrzyknęła, a Lyra nie wiedziała, co bardziej ją zszokowało. Fakt, że Ginny z jakiegoś powodu postanowiła tupnąć nogą i zrobić to, o czym pewnie od dawna marzyła, czyli spróbować się pozbyć Lyry z jej życia, czy to, że nazwała Lily gówniarą. Nie było nowością, że Lily miała lepszy kontakt z tatą niż z mamą, ale do tej pory kłóciły się jak każda mama z córką, a to, że kobieta była zazdrosną o córkę, zawsze ukrywała i maskowała. Zazwyczaj się to udało.

Coś się zmieniło.

— Nienawidzę jej — wyznała, a Lyra aż poczuła ciarki z powodu bólu, który można było usłyszeć w tych dwóch słowach. Odsunęła się i spojrzała jej w twarz.

— Lily, co jeszcze ci napisała?

— Nienawidzę jej — powtórzyła, kręcąc głową, a z zaczerwienionych oczu znowu poleciały łzy.

Lyra westchnęła, rozumiejąc, że Gryfonka już nic więcej jej nie powie. Zamiast naciskać, by dojść do tego, co tak mocno w nią uderzyło, przyciągnęła Lily do siebie, by ponownie głaskać ją po włosach i śpiewać.



Zakradła się po cichu do gabinetu jej mamy. Słysząc, jak bierze prysznic, przebiegła przez pomieszczenie i nie oglądając się za siebie, rzuciła proszek Fiuu do kominka.

— Gabinet Harry’ego Pottera — mruknęła, by w zielonych płomieniach pojawić się w gabinecie Harry’ego w Dolinie Godryka. Wyszła z kominka, otrzepała się z popiołu i ruszyła.

Znalazła Ginny w kuchni. Siedziała tyłem do niej przy stole, była z Jamesem, który jako pierwszy ją zauważył.

— Lyra? — zawołał zdziwiony, a na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech. Odpowiedziała mu skinieniem głowy i zauważyła, jak ramiona jej przekochanej cioci spinają się na dźwięk jej imienia.

— Lyra — powiedziała, podnosząc się z krzesła i odwracając w jej stronę. — Nie powinno cię tu być — dodała sucho.

— James — mruknęła ostrzegawczo, by tylko się nie wtrącał, po czym spojrzała zimno na rudowłosą kobietę. — Powinnam, dziękuję bardzo.

— Tak? Umieram z ciekawości, powiedz, co mogę dla ciebie zrobić? — zapytała, a Lyra wywróciła oczami i przelotnie spojrzała na swojego kuzyna. Siedział z wysoko uniesionymi brwiami, ciągle wodząc wzrokiem to od swojej matki, to do Ślizgonki.

— Powiedzieć, co z tobą jest nie tak! — wykrzyknęła. — Co takiego zrobiła Lily, że tak ją potraktowałaś!

— Biedna Lily, już się poskarżyła, że nie podoba mi się jej towarzystwo? — zapytała słodko, a Lyra nie po raz pierwszy zastanawiała się, jak to możliwe, że ta kobieta była młodsza od jej mamy tylko o rok!

— Żartujesz sobie? — zapytała i nie czekając na odpowiedź, kontynuowała. — Nie rób ze mnie idiotki, Lily nie chciała powiedzieć, co jej wypisałaś poza jakimiś swoimi żalami i niby rozkazami, ale obie wiemy, że to nie wszystko.

— Nic nie wiesz, a Lily dramatyzuje, jak zawsze — powiedziała Ginny, a Lyra zacisnęła ze złości usta.

— Wiem, że przez ostatnie trzy godziny płakała mi w ramionach - przez ciebie! Lily jest twoim dzieckiem i nie wiem, co jej wyznałaś, ale własna córka cię nienawidzi!

Lyra nie wierzyła, jak można być tak nieczułą żmiją, i to dla własnego dziecka. Zawsze wydawało jej się, że matki w porównaniu do mężczyzn otaczają swoje dzieci miłością od samego poczęcia. W końcu w odróżnieniu od nich miały one połączenie z dzieckiem od zarodka. Nosiły je pod sercem, by później nosić w swoich ramionach i kochać bezgraniczną miłością.

W kuchni zapanowała cisza. Mama jej kuzynostwa spoglądała na nią z nienawiścią w oczach, a z twarzy Jamesa zniknęły jakiekolwiek oznaki dobrego humoru, który jeszcze widziała kilka minut wcześniej.

— Jesteś jeszcze gorsza niż twoja matka! Wpychacie swoje nosy, tam, gdzie was nie chcą.

Blondynka parsknęła śmiechem. Jeśli miała to być obelga, to bardzo nietrafna. Hermiona Granger, mimo że daleko jej było do wyglądu Ginny albo nawet mamy Scorpiusa, bo miała swoją własną nietuzinkową urodę, była sto razy lepszą kobietą, niż była Gryfonka kiedykolwiek mogłaby być.

— Dziękuję, uznam to za komplement, ale skoro tak bardzo tego chcesz, to dam ci radę, tak jak zrobiłaby to moja mama. Obudź się, spójrz w lustro i zapytaj się, co wyprawiasz. Odepchnęłaś od siebie córkę, która chciała twojej miłości, ale przez swoją obsesję do wujka, bo to nawet nie jest miłość, i zazdrość, sprawiłaś, że do końca życia będzie myślała, że coś z nią jest nie tak! Twój mąż ma dość, a tak bardzo cię kocha, wiesz? Dałby ci cały świat, gdybyś tylko chciała, ale i tak byłoby to za mało — rzekła z palącym przejęciem.

Ile by dała, by Ron był takim mężem dla jej mamy. Ile by dała, by to właśnie w ramiona Harry’ego jej mama wpadła i w nim się zakochała!

— Zamknij się.

— Nie zamknę się! — krzyknęła rozjuszona widząc, że Ginny wcale nie wyglądała na przejętą swoją córką. Czując złość zbierającą się, zacisnęła dłonie w pięści. Wiedząc, że nie powinna, bo to zły pomysł, wzięła głęboki oddech i patrząc prosto w roziskrzone złością oczy, powiedziała to, co wiele osób myślało, ale bało się powiedzieć. Temperament Weasleyów był legendarny, zwłaszcza u Ginny, przez co większość ludzi obchodziła się z nią, jak z tykającą bombą. — Ktoś wreszcie musi ci powiedzieć tę bolącą prawdę. Musisz się obudzić, bo zostaniesz sama, zgorzkniała i nienawidząca całego świata. Lily już straciłaś, a nim się obejrzysz odejdzie James, Albus, a potem wujek. Musisz przestać być Molly Weasley, ponieważ jesteś Ginny Potter i nie jesteś tylko matką i kurą domową. Jesteś dziewczyną, którą ludzie uwielbiali oglądać, której zazdrościłam bycia w Harpiach i zawsze mówiłam, że będę tak dobra, jak ty. Jesteś bystra, towarzyska, z reguły dająca się lubić, więc wyjdź do ludzi i żyj i zrób coś dla siebie! Zrezygnowałaś z kariery ścigającej dla swoich dzieci, ale nie musiałaś rezygnować ze swojego życia! Quidditch nie kończy się na graniu, więc otwórz te cholerne oczy i zostań nawet cholerną dziennikarką sportową, jeśli cię to jara! Cokolwiek!



Wskazówki zegarka na nadgarstku wskazywały przed jedenastą, gdy wrócił do domu. Zdziwił się, widząc zapalone światła w każdym pomieszczeniu. Ginny zazwyczaj zamykała się w swojej sypialni. Wszedł do salonu i usłyszał śpiew dobiegający z kuchni. Im bliżej znajdował się do jej wejścia, tym bardziej marszczył brwi. Głos wydawał mu się dziwnie znajomy, ale był przy tym… dziwnie zagłuszony, przez co nie mógł dopasować do niego twarzy.

— Ochh, tatko! Lyra, ci.. ikk.. cicho! Ikk — zawołał jego syn z przerwami na czkawkę i Harry zrozumiał, dlaczego śpiewający głos wydawał mu się dziwny. Lyra była pijana, tak samo jak jego najstarszy syn. Siedzieli na zimnych, czarnych kafelkach z jedną pustą karafką whisky, a drugą rozpoczętą butelką polskiej wódki, którą dostał w prezencie. Jego chrześniaczka wciąż miała na sobie szkolny mundurek, a jego syn pogniecioną już teraz szatę aurorów.

— Co tu się dzieje? — zapytał, a Lyra pisnęła zaskoczona jego widokiem, po czym sięgnęła po przezroczystą butelkę i przyssała się do niej; aż zrobiło mu się niedobrze. James zaczął się śmiać i próbował wytrzeć kuchenną ściereczką wódkę spływającą po brodzie dziewczyny.

Harry nachylił się i wyrwał z małej dłoni butelkę, po czym z hukiem odstawił ją na blat stołu.

— Kurwa, ile wy macie lat?! — krzyknął, dziewczyna się wzdrygnęła, nieprzyzwyczajona do krzyczącego ojca chrzestnego, a Harry westchnął. James spojrzał na niego spod byka i zaczął coś po cichu szeptać, co częściowo słyszał, bo pijany James to głośny James. — Gdzie twoja mama, James? — zapytał — Jak was zobaczy, to chyba z domu mnie wyrzuci — dodał do siebie.

— Nie wyrzuci, bo odeszła — odpowiedział mu całkiem spokojnie syn, a Harry aż z wrażenia usiadł na krześle.

2 lip 2017

Odwieczne pytanie autorów!

Cześć Miśki kochane! <3 Nie przybywam do was z nowym rozdziałem albo tekstem. A pewnym problemem. Zauważyłam, że w ostatnich trzech postach nie było wcale tak dużo komentarzy, jak tego się spodziewałam, ale to nic, no bo w sumie ich zawsze
 jest mało. Jednak to co mnie niepokoi to malejąca liczba wyświetleń. Chciałabym wiedzieć co się dzieje, od czego to zależy.

Niby to nie powinno być ważne, wszak zawsze powtarzałam, że piszę dla siebie, ale od jakiegoś czasu tłumaczę, co już robię dla was jak i dla siebie. A tak naprawdę, kiedy zaczynamy publikować, coś co nawet piszemy dla siebie, to publikujemy dla Was i wszystko, zaczynając od pochwał, miłych słów, krytyki, dobrych rad, znaczy dla nas wiele.

Dlatego postanowiłam Was spytać, co sprawiłoby, że zaczęlibyście pokazywać się częściej, odzywać i pisać. Czy jest jakiś sposób, by Was do tego zachęcić, czy trzeba zagryźć zęby i nie dawać się demotywować brakiem komentarzy, zwłaszcza chyba w tych postach, gdzie widnieje po tysiące wyświetleń i dalej robić swoje?

I zadanie dla Was:

Co chcielibyście by się ukazało w następnej notce?

- miniaturka tłumaczenie?
- dziesięć dni na miłość 2?
- niech stanie się cud 2?
- lady ambrossia?
- dla większego dobra?
- nowe szanse (marne szanse, ale zawsze to jakaś opcja)?


Buziaki!

23 maj 2017

KG - BLOG MIESIĄCA - EDYCJA JUBILEUSZOWA

Cześć, Kochani! <3 Dziś przybywam do Was z krótką informacją i prośbą. Na Katalogu Granger, który bardzo lubię jest nowa edycja na BLOG MIESIĄCA, ale tym razem jego forma jest inna, wyjątkowa bym powiedziała na tą jubileuszową, dziesiątą edycję ; ) Otóż tym razem udział biorą wszystkie blogi, które zwyciężyły w poprzednich edycjach, w tym mój, który wygrał PIERWSZĄ edycję. Jak ekstra jest ten pomysł?

Kiedy patrzę na śmietankę towarzyską w tej edycji nie spodziewam się zwycięstwa, ale będzie mi niezmiernie miło, gdy  poświęcisz swój czas, wejdziesz na KG ---> TUTAJ <--- przeczytasz notkę dziewczyn i zagłosujesz na swój ulubiony blog ze wszystkich jakie są dostępne. Może będzie to phenylethylaminee, może twórczośc Kerci albo kompletnie co innego, nie ważne, ważne żebyś tylko poświęcił swój czas czytelniku i zagłosować na blog, który twoim zdaniem zasługuje na wygraną!

BUZIAKI DLA WAS :**