6 lut 2017

Lady Ambrossia - Rozdział 2



The first to apologize is the bravest. 
The first to forgive is the strongest. 

The first to forget is the happiest. 


To czas na drugą część Lady Ambrossi, wciąż krótka, może następna część będzie dłuższa. Nie wiem kiedy ona także się pojawi, ale będę informować w zakładce nowe notki. Nie długo też powinno się pojawić tłumaczenie Dramione, mini, a także kolejna część Tying the Nott! : )
Pozdrawiam i zapraszam do lektury.
Bety: Weronika, Koneko, Rzan i Katja z betowanie




Po dużej, otwartej kuchni rozchodził się dźwięk stukających o blat paznokci i tykanie zegara. Wskazówki pokazywały kilka minut po dziewiątej rano, kiedy w szybę zapukała mała, szara sówka. Draco rozsunął tiulową firankę i otworzył okno, wpuszczając ptaka do środka. Poklepał ją po łebku, przesunął w jej stronę po parapecie stojak z ziarnami oraz wodą, po czym sięgnął po list. 


„Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że chcesz wolne. Weź nawet i cały tydzień, a jak będzie trzeba, to wiesz, że przez ostatnie miesiące wypracowałeś sobie dobrych kilka tygodni. 

Scorpius… jest dzisiaj cichy. Pansy zabrała dzieciaki do zoo, może to go trochę rozrusza. Wiesz, że nam on nie przeszkadza i możecie go zabrać kiedy chcecie, ale… Draco, w stu procentach musisz być pewny, że Hermiona go nie odtrąci, a Ty nie zaczniesz znowu uciekać z domu. 

Harry”
Złożony list wrzucił do szuflady z mugolskimi rachunkami za dom i samochody. Złapał za tacę, na której znalazło się przygotowane przez niego lekkostrawne śniadanie dla Hermiony. Wstyd było mu się przyznać, nawet samemu przed sobą, że oddalili się bardzo od siebie jako małżeństwo. Mijali się aż tak, że dopiero wczoraj pierwszy raz zdał sobie sprawę, do jakiego stanu doprowadziła się jego żona. Była tak chuda, że po ostatnim agresywnym i wściekłym seksie, gdy emocje już opadły, bał się ją wziąć na ręce, by przenieść do sypialni (w której, swoją drogą, spali razem pierwszy raz od pół roku). Dlatego zaraz po przebudzeniu sięgnął po laptopa i zaczął czytać artykuły o osobach z problemami żywieniowymi oraz o sposobach, jak im pomóc z tego wyjść. Zadzwonił także do ich rodzinnego uzdrowiciela i umówił się z nim na jutrzejszy dzień. 

Przymknął drzwi, postawił tacę na szafce nocnej i rozejrzał się po sypialni. Garderoba była otwarta, a na ciemnozielonym dywanie siedziała w prostej bieliźnie Hermiona. Była tak przeraźliwie blada, że barwa jej skóry kontrastowała z dywanem, tak jak czarny z białym, a po rękach i nogach biegły mocno widoczne niebieskie linie. Widząc trzęsące się ramiona, z których zjechały cienkie ramiączka stanika, Draco wszedł do pomieszczenia, stopą przesuwając rozwalone gdzieniegdzie kobiece ubrania. 

Siedziała po turecku, pochylając się do przodu, przez co doskonale widział pojedyncze kręgi kręgosłupa i żebra. Skrzywił się mimowolnie na ten widok. Usiadł koło niej, łapiąc byłą Gryfonkę za podbródek. Po zapadniętych policzkach spływały powoli słone łzy, a z ust wydobywał się cichy płacz. 

— Cii… — szepnął, przyciągając do siebie kobietę, która wpełzła na jego kolana i zacisnęła palce na ciemnej koszuli. — Co się stało? 

— Wszy...stko jest za...duże. Wszys...stko — wyjąkała łamiącym się głosem. — Na Merli...na, jestem obrzy...dliwa. 

— Jest okej. Naprawimy cię. Naprawimy nas. I naszą rodzinę. 



Pierwszy dzień urlopu Draco spędził na zakupach. Brzmiało to głupio, biorąc pod uwagę problemy jego żony, fakt, że ich syn wolał mieszkać u ojca chrzestnego, oraz to, że rocznica najgorszego dnia jego życia zbliżała się szybkimi krokami. Brzmiało to jeszcze głupiej, gdy zwróciło się uwagę, że w torbach mężczyzny znajdowały się dziewczęce ubrania. 

Po tym, jak Hermiona uspokoiła się na tyle, by zjeść kromkę suchego chleba i wypić herbatę z eliksirami, o których wiedział, że jej nie zaszkodzą, Draco skontaktował się z Theo. Używając sieci Fiuu, poprosił przyjaciela, by przypilnował byłą Gryfonkę, kiedy on wybierze się do mugolskich sieciówek. Nie chciał żeby pływała w swoich ciuchach, dopóki nie wróci do swojej wagi. Pragnął tylko, żeby czuła się dobrze — na tyle, na ile to możliwe — i nie wstydziła się tego jak wyglądała. 

W sklepie, po podaniu wymiarów Hermiony, dowiedział się, że powinien udać się do działu dziecięcego. Ekspedientka pokierowała go do właściwych półek, gdzie Draco sięgnął po pierwszą lepszą bluzę. Poczuł, jak robi mu się słabo, zdając sobie sprawę, że taki rozmiar Hermiona miała najprawdopodobniej wtedy, gdy on był zajęty rozkazami Umbridge, a ona pomaganiem Potterowi w prowadzeniu Gwardii Dumbledore’a. 

Drugi dzień spędził z Hermioną rozhisteryzowaną po wizycie u lekarza. Dowiedzieli się, że przez ostatnie pół roku straciła dwadzieścia jeden kilogramów, gdzie przy jej wzroście była to duża niedowaga. Przez niedobór witaminy B12 i jeszcze większy niedobór żelaza nabawiła się anemii. Usłyszał, że przez osłabienie organizmu przestała miesiączkować, o czym poinformowała lekarza ściszonym głosem, ze spuszczoną głową. Nie skomentował tego w żaden sposób, tylko ścisnął jej dłoń swoją.

Trzeci dzień spędził na załatwianiu najlepszego psychologa, jaki był w Anglii. Znalezienie go nie było trudne, bo wszyscy kierowali go do wychwalanego profesora Lucasa Morana z Birmingham. O wiele cięższe okazało się umówienie z nim spotkania dla Hermiony. Jednak mężczyzna musiał usłyszeć desperację w głosie Dracona, ponieważ zgodził się na poświęcenie dwóch godzin każdej niedzieli miesiąca — jedynego swojego wolnego dnia. Ktoś mógł nazwać to próżnością, ale jedyny syn Lucjusza postanowił zapłacić podwójną stawkę, by pokazać swoją wdzięczność oraz jak bardzo to doceniał. 

Czwarty dzień spędził na całodniowym zabawianiu Hermiony. Robił wszystko, by tylko odwrócić jej uwagę od chęci sięgnięcia po butelkę wina. Wrócili do ulubionego przez całą rodzinę mugolskiego serialu Gry o Tron, układali puzzle, piekli ciasto i zajęli się rodzinną księgowością, co zazwyczaj robiła jego asystentka. Jednak Granger potrzebowała się na czymś skupić, wszczepić szpony i myśleć, a liczby nadawały się do tego idealnie. 

Piąty dzień spędził nie odzywając się do żony ani jednym słowem. Po załatwieniu fizjologicznych potrzeb po późnym obiedzie, przyłapał Hermionę z piersiówką po jego ojcu, wypełnioną Ognistą Whisky. Zamiast krzyczeć, podszedł, wyrwał z kobiecej dłoni małą, srebrną butelkę i zawiedziony westchnął. 

Szósty dzień spędził na poznawaniu Birmingham. Kiedy Hermiona siedziała w gabinecie profesora, on zjadł szybki lunch, wypił czarną kawę i ruszył chodnikiem, poszukując księgarni. Kupił kolejne książki serii Cherub dla syna, o które prosił ich już długi czas, dla siebie jakiś bestsellerowy kryminał, a dla Hermiony poradnik o kwiatach i ogrodzie. 

Wieczór tego dnia spędzili na dawaniu sobie wzajemnie komfortu i wsparcia. Przede wszystkim Draco Hermionie. Gdy przytulał ją od tyłu w ich wielkim łóżku, trzymał jej drobne ciało w mocnym uścisku, głaskał opuszkami palców napiętą skórę na wystającym obojczyku i z pamięci recytował jej ulubione wiersze. 

Siódmy dzień spędził tak samo jak poprzedni wieczór. Hermiona nie czuła się na tyle dobrze psychicznie, by wstać i udawać, że funkcjonuje, o czym mu powiedziała. Trzymali się nawzajem, zmieniając tylko co jakiś czas pozycję. Raz to on leżał z twarzą schowaną w jej piersiach, i mimowolnie mruczał, czując szczupłe palce bawiące się jasnymi włosami. Inny razem to kobieta zwinięta w kłębek cała ułożyła się na jego wielkim ciele. Rysował wtedy różne głupie bzdety na jej plecach, a Hermiona próbowała za każdym razem odgadnąć co tam stworzył. Udało jej się tylko trzy razy, bo tylko tyle razy faktycznie „coś” narysował, a nie wodził zwykłe esy floresy na jasnej skórze. 

Zjedli rosół, który został przygotowany przez mamę Hermiony, a dostarczony przez ich skrzata — Bryczka. Wzięli lekarstwa, Hermiona przepisane witaminy z żelazem, a on przeciwbólowe od migreny, która ćmiła mu pół dnia w tyle głowy, a miał jej już dość. 

I kiedy zegarek pokazywał już wieczór, Draco usłyszał dwa słowa, na które czekał od tygodnia: 

— Chcę Scorpiusa — szepnęła. — Chcę mojego chłopca, tutaj Draco, z nami. 






Draco objął kobietę i teleportował ich pod same drzwi Pottera. Czuł szczęście mieszające się z niepewnością. Naprawdę nie mógł się doczekać, aż zobaczy Scorpiusa i usłyszy, że… mu wybacza. Z drugiej strony martwił się, czy Hermiona jest na sto procent gotowa zabrać ich syna do domu. Ściskało go, gdy widział jej trzęsące się dłonie, wiedząc, jak bardzo chce sięgnąć po butelkę wina. Wciąż czuł rozczarowanie, gdy dwa dni temu zastał ją z alkoholem. Wiedział, że walka z takim uzależnieniem nie trwa tydzień, a nawet dwa. Trwa długie miesiące, ale cholera, miał nadzieję, że wytrzyma dłużej, że będzie walczyła mocniej. 


Złapał Hermionę za dłoń, próbując dodać jej otuchy, bo widział, jak bardzo się denerwowała. 

Hermiona poczuła jak żołądek jej się skręca ze zdenerwowania, a dłonie pocą. Spojrzała nerwowo na Dracona, czując na sobie jego zmartwiony wzrok. Uśmiechnął się nikło i ścisnął mocniej jej dłoń. Wiedział, że musiał ją wspierać, powiedzieć, że nie była sama. 

Skinęła głową i zapukała w czerwone drzwi. Przestąpiła z nogi na nogę, a Draco kojącym głosem powiedział, że będzie dobrze. Odetchnęła, myśląc, że musi tak być. Inaczej nie pozostało nic innego jak strzelić sobie w łeb, bo drugiej straty dziecka by nie zniosła. Zwłaszcza, że tym razem byłaby to naprawdę jej wina. Wiedziała też, że tego Draco nigdy by jej nie wybaczył. 

Skrzypnięcie drzwi.

Draco usłyszał, jak wstrzymuje oddech, wpatrując się w tak dawno nie widzianą twarz. Do tego na trzeźwo. Szlachetna zieleń oczu kryła w sobie ból, który przez długi czas się w nich nie palił. Oczy i usta ozdabiały nowe linie wyżłobione w jasnej skórze przez stres ostatnich miesięcy.Włosy, które były zaczesane do tyłu za pomocą okularów, miejscami przyprószyła siwizna. 

Hermiona miała się odezwać, ale Harry zrobił dwa kroki do niej i zamknął w niedźwiedzim uścisku. Nie chciała przyznać sama przed sobą, ale czuła się tak krucha w jego ramionach, jakby miała się zaraz rozsypać. Ale też jakby powietrze, które długo wstrzymywała, mogła w końcu wypuścić. 

— Na Merlina, jak ty schudłaś! — wyszeptał rozgorączkowanym głosem. — Boże, też nie miałem jak cię przywitać — zganił się zaraz Harry, a ona chciała powiedzieć, by się nie przejmował. 

Nie mogła.

— Wiem — odpowiedziała.

Doskonale wiedziała, że najmniejsze rozmiary ubrań jakie miała — XS — były na nią przyduże i musiała nosić ciuchy jak dla nastolatki. Nie mogła na siebie patrzeć w lustrze. Nie dowierzała, że twarz z zapadniętymi policzkami, sińcami pod oczami i to naprawdę, naprawdę wychudzone ciało należało do niej. Brzydziła się samą sobą nie rozumiejąc, jak mogła doprowadzić się do takiego stanu. Dzisiejszego ranka nawet się popłakała, gdy przechodząc w samej bieliźnie po miękkim dywanie w sypialni, kątem oka zauważyła swoje odbicie w lustrze. Stanęła przed lustrzaną taflą, i czym dłużej wpatrywała się w wystającej kości obojczykowe, biodrowe i kolana, tym bardziej płakała. Draco mógł policzyć jej żebra, złapać dwie dłonie w swoją jedną i wciąż mieć luz, a jej ubrania wyglądały jak o trzy, cztery rozmiary za duże. 

— Tęskniłem za tobą — powiedział Harry, wypuszczając ją z objęć. — Wchodźcie… — dodał. 



Razem skierowali się do pokoju, w którym zadomowił się ich syn. Z każdym kolejnym krokiem widział, jak bardzo się denerwowała. 

On sam się denerwował. 

Hermiona zapukała do drzwi, a kiedy usłyszeli głos Scorpiusa, naparła na klamkę i pchnęła drzwi. Chłopak siedział po turecku na łóżku z książką z numerologii. Kiedy weszli, uniósł wzrok znad tekstu, a na jego twarzy odmalowały się mieszane uczucia. Największym z nich było zdziwienie. 

— Mama? — zapytał niepewnie, jakby nie wierzył własnym oczom. 

Zamknął książkę i powoli zsunął się z łóżka, nie spuszczając z niej wzroku. Wyglądał jak zwierzę, które właściciel odbierał od znajomych po długiej rozłące. Nie wiedział czy ma się cieszyć, czy zabiorą go wreszcie do domu, a w głowie kiełkował strach, że jeśli tylko na moment się spuści wzrok, ukochany właściciel zniknie. To wszystko można było wyczytać z jego postawy i brązowych oczu. 

Hermiona poczuła ukłucie bólu, wiedząc, że to wina ich, a przede wszystkim jej. Kiedy Draco tydzień temu w złości wykrzyczał jej co powiedziała swojemu kochanemu synkowi, bo przyłapał ją z nową butelką wina, przez kilka godzin płakała z nienawiści do samej siebie na zimnych kafelkach w kuchni. Draco, będąc najlepszym mężem jakiego mogła sobie wymarzyć, siedział obok niej i w ciszy pozwolił się wypalić wszystkim złym emocjom, które w niej buzowały. 

Widząc odwracającego od niej wzrok Scorpiusa, by ukryć drżenie warg, kobieta nie mogła dłużej wytrzymać. Zapomniała o „małych kroczkach” Pansy. Z szybkością błyskawicy pokonała dzielącą ich odległość i z kręcącymi się łzami w oczach, przycisnęła drżące od płaczu ciało. 

— Tak bardzo, bardzo cię przepraszam synku — wyszeptała pobladłymi ustami. 

A Draco stał oparty o framugę i z ulgą przyjął fakt, że Scorpius nie odtrącił swojej mamy tak, jak ona to robiła przez ostatnie miesiące, nie uciekł z pokoju, tak jak robił to ostatnio Draco i nie wykrzyczał, że ich nienawidzi. 

Poczuł, że jeszcze będzie dobrze.

{ PS! Pamiętaj, że jeśli nie masz ochoty pisać komentarza, który naprawdę sprawi mi przyjemność, możesz ocenić rozdział. Ocenę znajdziesz nad etykietami posta. <3 blockqote="">

8 komentarzy:

  1. Coś mnie tknęło, by zajrzeć na bloga o tak później porze. Z uśmiechem na twarzy zobaczyłam na bocznym pasku informację, że pojawiło się tutaj coś nowego.
    Ok, to nie jest coś - to tak wyczekiwany przeze mnie drugi rozdział LA!
    Uwielbiam tą wyliczankę - pierwszych dni trzeźwości, pierwszych dni nauki na nowo wspólnego życia. To w jaki sposób pokazujesz przemianę Hermiony i akceptację Draco. Zazwyczaj to Malfoy jest ukazywany jako wrak człowieka, a panna Granger staje się jego wybawicielką. Tu te role zostały kompletnie odwrócone - i to chyba podoba mi się najbardziej.
    Z resztą ja mogłabym mówić samymi zachwytami nad tym, co tutaj publikujesz. Każda kreacja bohatera jest przemyślana i to widać. Gratuluję. :)
    A teraz trochę ponarzekam - bo rozdziały są zdecydowanie za rzadko! Rozumiem jednak brak czasu, łączenie pracy, zajęć i bycie mamą, dlatego wybaczam i życzę Ci więcej chwil wolnego czasu.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym skupiała się tylko na jednym opowiadaniu, to pewnie raz na miesiąc na banka coś by się pojawiało, niestety, albo stety, wciągnęłam się w tłumaczenia i inne projekty :D

      Cieszę sie, czuję, że ten rozdział był takim lekkim zapychaczem i nie jestem zadowolona z jego długości, ale tak długa jak jestem w 80-90 % jego pewna, to jest dobrze.

      Jeszcze kilka razy Hermiona zrani Dracona nie będą teraz same puchate chmurki, kwatki i tęcza. Jak to mówią, przez ciernie do nieba : )

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ojej... Nie wiem od czego zacząć ^^ przed chwilą pochłonęłam te dwa rozdziały i prolog, który bardzo mnie zaintrygował. Córeczka Draco i Hermiony nie żyje, to musi być dla rodziców ból nie do opisania. Bardzo realnie przedstawiłaś załamanie Hermiony po stracie, to jak upada na dno i z pomocą męża wychodzi na prostą. Najbardziej szkoda mi Scorpiusa, doświadczył tragedii podwójnie - strata siostry, a do tego brak wsparcia najbliższych osób, które powinny się nim opiekować. Najważniejsze, że Malfoyowie chcą wszystko naprawić. Skończyłaś w takim momencie... Czekam na więcej!
    Masz nową czytelniczkę ^^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miód na moje serce <3 witam cię w moich skromnych progach <3

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Na końcówce się popłakałam. Jest w niej coś, co sprawia, że nie można odwrócić oczu od ekranu dopóki nie skończy się czytać i nie powoli, by tekst całkowicie zajął nasz umysł.
    Dawno nie byłam tak wzruszona i poruszona. Rozdział piękny i tylko w stu procentach potwierdziłaś, że warto było tak długo na niego czekać.
    To, co się stało z Hermioną i sposób w jaki to opisałaś - bardzo przemawia nam do wyobraźnie. Niemal czułam na sobie palący wzrok tej wychudzonej i pozbawionej chęci do życia Hermiony. Draco zachował się jak najcudowniejszy mężczyzna pod słońcem: jest przy niej cały czas, nieustannie.
    Nawet nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć, jakich słów użyć, by w pełni wyrazić swój zachwyt.
    Może poprzestanę tylko na tym, że rozdział wstrząsnął mną i poruszył moje serce.
    Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny, bo już nie mogę doczekać się tej kolejnej dawki tak wielu emocji.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytam asap, ale jedno: uaktualnij link do biblioteczki swojej! Bo chciałam wejść, a link nie działa ;-;

    A.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem, jestem! Obowiązkowo, cały czas myślałam o LA. :)

    Niby krótki, ale tak naprawdę to już duże pchnięcie tego opowiadania do przodu. Nie wiem, dlaczego uważasz go za zapychacz, dla mnie taki rozdział jest niezbędny, konieczny.

    Nie wiem, jak Ty to robisz, że tak ładnie przechodzisz przez te dni w fabule. Ja mam problem z fragmentarycznością, nie umiem jej zaradzić. A Ty tak pięknie tutaj operujesz tymi dniami, na spokojnie, po kolei opisujesz, co Draco robił, żeby pomóc Hermionie. Ślicznie to wyszło. :) Tak kojąco pomimo tematu. Bo jednak wychudzona Granger to nie jest miły temat i w mojej głowie wiją się okropne wizje i obrazy. A to znaczy, że opisy były faktycznie udane. Tak że chapeau bas!

    Na jeden moment poczułam lekki niesmak, czy słusznie - nie wiem, ale jakoś tak sprawiły to słowa Draco: "Naprawimy cię". Takie meh. Ale o to w opowiadaniach chodzi. Mają wzbudzać w nas różne emocje. :)

    Najlepszy fragment? Kiedy porównujesz Scorpiusa do psa, tzn. jego zachowanie. Może nie było to mocne, ale na moją wyobraźnię zdecydowanie podziałało.

    Zdecydowanie trzymasz ciągle poziom, jest dojrzale i przemyślanie. A te zapowiedzi kolejne - mmmm ^.^ :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałam ! :*

      Nie wiem czemu, ale mam takie odczucie, że to zapychacz. Podoba mi się, ale czegoś brakuje :<

      No temat nie fajny, ciężko mi się go pisało, zwłaszcza miałam problem z ukazaniem jej chudości i jak bardzo wyniszczyła się przez ostatnie miesiące Hermiona.

      Powiem tak jak Asi, Draco nie jest psychologiem i mówi jak czuje. A czuje, że przestali działaś, i przestali być rodzinom. To nie ma mieć negatywnego wydźwięku, po prostu użył takiego słowa, bo moim zdaniem Hermiona czuje się pokonana, zepsuta, bezsilna. I razem z Draconem to naprawią, ją siebie, ICH, co też w tekście było zawarte i ich rodzinę, bo wiedzą, że warto walczyć.

      Co do Scorpiusa! Zastanawiałam się, czy ktoś mi nie zarzuci jak można porównywać dziecko do zwierzęcia! Takze cieszę sie, że przypadł ci ten fragment <3


      Buziaki!

      Usuń