29 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

PROLOG
You may not believe me, but I gave all I had. 



Hermiona wsunęła dół bluzki w ołówkową spódnicę, a na koniec założyła czarną marynarkę. Wskakując w szpilki, szybko wzięła z szafy czarodziejską szatę, modląc się o to, by zdążyć przerwać spotkanie Wizengamotu, który miał zatwierdzić jej rozwód.

Dlaczego, dlaczego nie domagała się tego, by byli razem z Draconem przy tym obecni? Tylko zgodziła się na propozycję jej jeszcze, miała nadzieję, męża, by zrezygnować z tej opcji i zaczekać na przesłanie dokumentów rozwodowych.

Idiotka z niej.



Przecież ten rozwód był dla nich największą krzywdą.

Zwłaszcza teraz.



Wybiegła z windy i nie bacząc na aurorów stojących pod salą zebrań, wbiegła do środka. Drzwi obiły się od framugi, a głowy zgromadzonych poderwały się do góry. Spojrzeli na nią zdziwieni, a szare spojrzenie jej teścia, a może byłego już teścia, paliło.

— Hermiona? — zapytał Kingsley, który siedział u szczytu.

— Rozwód? — zapytała pogryzionymi ze zdenerwowania ustami.

— Gratuluję, złamaliście kolejną tradycję z moim synem — wysyczał Lucjusz, a jej zrobiło się niedobrze. Inni członkowie Wizengamotu spojrzeli zdziwieni na patriarchę Mafoyów. W końcu prawie wszystkie gazety rozpisywały się o tym, jaki będzie szczęśliwy, gdy rozpad związku dojdzie do skutku. Mało ludzi wiedziało, że mimo ich całej wspólnej historii Lucjusz i Hermiona potrafili zakopać topór wojenny i współpracować.

Dzięki niej nazwisko Malfoyów zaczęło wygrzebywać się z dołu, który wykopał dla nich Lucjusz, a ona dzięki niemu miała większe pole manewru wśród czystokrwistych rodzin i spory wpływ na sprawy polityczne.

— Ale… nie, nie, nie! Spotkanie zaczęliście kwadrans temu! — krzyknęła zdenerwowana, czując gorzką żółć podchodzącą do gardła. — Na pewno możecie to jeszcze cofnąć, prawda? — zapytała z nadzieją w głosie, patrząc na zmartwioną twarz ministra.

— Niestety — odezwał się czarodziej, którego imienia nie znała. — Od ponad sześciu minut jesteś ponownie Hermioną Gran…

Więcej nie słuchała. Poczuła palący ból gardła, a po chwili wpatrywała się w żółte wymiociny na zimnej posadzce pomieszczenia.

— Hermiona… Hermiona, kurwa! — usłyszała jeszcze niewyraźny krzyk byłego śmierciożercy, nim poczuła, że świat pogrąża się w ciemności, a silne ramiona łapią ją w locie.



Do sali wszedł uzdrowiciel, a Harry i Draco zerwali się ze swoich krzeseł.

— Co z nią? — zapytał, a uzdrowiciel westchnął i spojrzał niepewnie na blondwłosego mężczyznę, modląc się, by ten nie rozszarpał go na strzępy.

— Przykro mi, panie Malfoy, ale tych informacji mogę udzielić tylko rodzinie pannie Granger albo osobie, którą wyznaczyła sama pacjentka w dokumentach.

— Słucham? — wyszeptał Draco, a jego myśli zaczęły szaleć. — Przecież to jest moja… — zaczął i przerwał, rozumiejąc, co uzdrowiciel miał na myśli, mówiąc o rodzinie — była żona…



Patrzcie jak się złożyło, Katja i Hope i troszkę Rzan, postarały się ze sprawdzaniem, bym tuż przed świętami mogła dać Wam nowe mini opowiadanie! Jestem podekscytowana, bo sama sobie nakazałam bawić się tym opowiadaniem, więc jeśli znajdzie się coś, co nie zgadza się z prawdziwym życiem, proszę byście przymknęli na to oko. 

Wesołych Świąt Wielkanocnych, byście wygrywali w zbijaniu jajka, a zając przyniósł Wam coś dobrego : ) 

I od razu zapraszam na pierwszy rozdział! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz