29 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 1
It may get worse, before it gets better, but it will get better.


— Kochanie, jesteś pewna, że musisz wracać? — zapytała ją kobieta. Hermiona spojrzała na swoją mamę. Widziała w jej zielonych oczach smutek, a na twarzy zmartwienie. — Wiem, że tam masz Harry’ego, ale to my jesteśmy twoją rodziną. My ci pomożemy.

Hermiona zaśmiała się, kręcąc głową. Odkąd poinformowała rodziców, że kupiła bilety powrotne do Anglii, nie podobał im się ten pomysł. Jednak tak jak tata rozumiał jej powody i wierzył, że da sobie radę, bo w ich rodzinnym kraju miała wiele bliskich osób, tak mama nie umiała się pogodzić z jej decyzją.

— Harry jest moją rodziną, mamo — odpowiedziała, po czym spoglądając na swój brzuch, który przykryła drżącymi dłońmi, dodała: — Zresztą… Draco dalej jest moją rodziną, czy tego chcemy, czy też nie.

— On jest tylko byłym mężem, a tutaj masz swoich rodziców, naprawdę nie rozumiem, po co…

— Przestań, mamo! — powiedziała, lekko podniesionym głosem. — Anglia jest moim domem. Dziękuję, że mogłam się u was zatrzymać na te kilka miesięcy, ale Draco nie jest tylko moim byłym mężem. Po rozwodzie mieliśmy zdecydować, co z nami, a ja zniknęłam. Zostawiłam wszystko za sobą, choć nic nie zostało zamknięte.

Hermiona była pewna, że powrót do domu będzie trudny. Zaraz po tym, jak wypuścili ją ze szpitala, pojechała do wynajętego mieszkania, gdzie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i udała się do Ministerstwa. Stamtąd, dzięki swojemu stanowisku i sieci Fiuu, przeniosła się do australijskiego Ministerstwa, skąd odebrał ją tata. Minęły niecałe cztery miesiące, w ciągu których nie odpowiedziała na telefony Dracona ani na żaden z dwóch listów, które jej wysłał. W pierwszym swoim do Harry’ego poprosiła go, by przekazał Draconowi, że nic jej nie jest i odezwie się, gdy będzie gotowa. 

Drzwi do domu otworzyły się, a do środka wszedł ojciec Hermiony. Widząc go, uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą. Odkąd zwróciła im pamięć, to właśnie z nim miała lepsze kontakty. Mimo że minęły już lata, Jean wciąż nie akceptowała i nie zgadzała się z decyzjami córki. Hermiona wiedziała, że w ten sposób, matka nieświadomie wytykała jej, jak wielki popełniła błąd, odbierając im prawo wyboru.

— Gotowa do drogi? Jeśli mam zdążyć zawieźć cię do ministerstwa, a później wrócić do przychodni, to musimy się zbierać.

Richard pocałował żonę w policzek i ponownie wyszedł, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Wsiadł do samochodu i otworzył z przodu okna, bo tegoroczny marzec był niesamowicie gorący, nawet jak na Australię.

Hermiona sięgnęła po swoją torebkę wiszącą na wieszaku, która dzięki zaklęciom zmieściła wszystko, co potrzebowała, i była niesamowicie lekka. Podeszła do kobiety, która, nie licząc zielonych oczu, wyglądała jak ona, i przytuliła ją.

— Anglia to też wasz dom.



Lądując w ogrodzie Harry’ego, cieszyła się, że miała do pokonania tylko pięć kroków do drzwi. Marzec w Australii był tak gorący, że miała na sobie tylko krótkie szorty i za dużą, starą koszulkę, która nie lepiła się do skóry, gdy z nieba lał się żar. Marzec w Anglii przywitał ją prószącym śniegiem i silnym wiatrem. Pędząc do drzwi, w których stał już jej przyjaciel, dziękowała Merlinowi, że zdecydowała się na trampki, a nie japonki, nad którymi się zastanawiała.

— Hermiona! — wykrzyknął Harry, biorąc ją w objęcia. Na zmarzniętych ramionach poczuła miękki, ciepły koc.

— Cześć — szepnęła, uśmiechając się niepewnie. Odkąd uciekła do Australii, by pogodzić się z rozwodem i oczyścić umysł, Hermiona skontaktowała się z Harrym tylko kilka razy: zaraz po wylądowaniu w Sydney, by powiedzieć, gdzie jest i by nikt się nie martwił, na święta Bożego Narodzenia, w połowie lutego i w marcu kilka dni przed dniem dzisiejszym.

— Jestem tak zły, że mógłbym cię udusić — powiedział poważnie, a Hermiona wyraźnie słyszała złość w jego głosie, ale również zawiedzenie.

— Wiem, ale pewnie będziesz musiał ustawić się w kolejce. Pierwszeństwo powinien mieć ktoś inny — rzekła, wydostając się z jego uścisku.

— A już zwątpiłem w twoją mądrość — usłyszała, a kiedy spojrzała do salonu, zauważyła tam Teodora Notta ze szklanką whisky w dłoni. Powiedzieć, że się cieszył na jej widok, to wielkie nieporozumienie. Od lat nie pamiętała, by jego twarz wyrażała zero emocji. 

— Teddy — szepnęła, a jej przyjaciel warknął coś pod nosem, obrócił się na pięcie i wszedł do kuchni.

— Nie przej…

— Mogłeś powiedzieć, że Teo jest zły, wzięłabym Świstoklik do domu rodziców.

— Przejdzie mu, kiedy spotkasz się z Draconem. Ciężko było nam nie powiedzieć mu prawdy, zwłaszcza Teodorowi, w końcu przyjaźnią się od dziecka.

Oczywiście, że to wiedziała. I doskonale rozumiała. Sama byłaby wściekła, gdyby musiała ukrywać coś tak wielkiego przed Harrym albo Ronem.



„O 13.30 mam piętnaście minut, jeśli tak bardzo chcesz, jest twoje. Chyba pamiętasz, gdzie jest firma?”

— Jeśli tak bardzo chcesz… — powtórzyła głucho i nawet fakt, że mogła się tego spodziewać, nie znaczył, że nie czuła smutku na obojętność zawartą w tej krótkiej wiadomości. Podsunęła ich rodzinnej sowie, Felix — od eliksiru szczęścia (zdecydowali się na to imię, bo był to pierwszy eliksir, w którym kiedykolwiek pokonał ich Harry i nigdy się z tym nie pogodzili) — miseczkę wypełnioną wodą i przekąskę położyła na parapecie. Pogłaskała ptaka po piórach, a on wtulił główkę w jej ramię. Hermiona westchnęła.

„Chcę, bardzo.”

Przywiązała swoją jeszcze krótszą odpowiedzieć do nóżki Felixa i szepcząc, że wie, gdzie ma lecieć, wypuściła ptaka przez okno.

Odwróciła się i podskoczyła przestraszona, widząc w drzwiach jej tymczasowej sypialni Teo.

— Nie bierz tego do siebie. Myślę, że twoja ucieczka zabolała go bardziej niż sam rozwód.

Hermiona zacisnęła ręce w pięści, wiedząc, że to wszystko to jej wina. Od miesięcy nie musiała myśleć, że nie ma już męża, nie posiada żadnej rzeczy, bo wszystko mieli wspólne, a na dodatek została sama. Teraz, kiedy wróciła, musiała w końcu zmierzyć się ze swoimi problemami, wziąć w garść i naprostować wiele spraw.

Tylko dlaczego łatwiej było planować niż zrobić? Dlaczego życie musiało być tak trudne?

— Dlaczego, dlaczego, dlaczego… — szepnęła, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz po dreszczu. Naciągnęła rękawy swetra i wytarła nim łzy, które zaczęły spływać po zaróżowionych policzkach. Pierwszy raz, od kiedy podjęli decyzję o rozwodzie, z jej gardła wydobył się szloch, a ramiona oplatające ją nie były tymi, które chciała poczuć. Nie otoczył jej zapach słodkiej świeżości jabłka z tytoniem i drzewa ambrowego ani zawsze towarzyszącej im ledwo wyczuwalnej lawendy z zieloną mandarynką. Płakała głośno i brzydko, zanosząc się szlochem i smarkając, a po włosach głaskał ją najlepszy przyjaciel jej byłego męża, narzeczony jej najlepszego przyjaciela.

— Wyrzuć to z siebie, no dalej, płacz — powiedział jej, a ona zawyła, uderzając w niego pięściami z bezsilności, którą ciągle czuła, która nie opuszczała jej od dwudziestego ósmego listopada.



Kiedy weszła na główne piętro firmy, w recepcji przywitała ją nowa sekretarka, która na widok Hermiony zwęziła oczy, mierząc ją spojrzeniem od góry do dołu. Na początku Hermiona myślała, że nie dostanie się do gabinetu, gdy ta poinformowała ją, że Draco jest bardzo zajęty. Dlatego niezmiernie się ucieszyła, gdy zobaczyła Teodora wychodzącego z windy. Mężczyzna rzucił w stronę sekretarki groźne spojrzenie, na co ta posłusznie wskazała im ręką gabinet Dracona, nie omieszkając jednak burknąć pod nosem czegoś o szlamach.

— Boże, gdzie się podziała Nancy? — zapytała szeptem Teo, który mroził spojrzeniem sekretarkę.

— Musiała wziąć bezterminowy urlop z powodów rodzinnych. Jak do tej pory Ann Marie — powiedział, a jego głos wzrastał z każdym kolejnym słowem, tak by kobieta go usłyszała — była uroczą, pomocną sekretarką, ale Malfoy Enterprises nie toleruje takiego słownictwa, a do tego wymaga szacunku dla każdego Malfoya i właściciela, którym wciąż jesteś — zakończył, zamykając drzwi.

— Co? — zapytała zaskoczona, a on się zaśmiał, widząc, jak głupią minę musiała zrobić.

— Niespodzianka! Twoja ucieczka sprawiła, że nie mogliście podzielić się waszym majątkiem. Z tego, co wiem, Wizengamot stwierdził, że będziecie w stanie to sami zrobić.

— Cholera — szepnęła, siadając przed biurkiem, które oprócz papierów i kolorowych teczek wyglądało tak samo, jak ostatnim razem widziała. Sięgnęła po obróconą tyłem do niej ramkę, a jej oczy momentalnie się zaszkliły, gdy zobaczyła ich pierwsze zdjęcie, jeszcze z czasów ósmego roku w Hogwarcie. — Wszystko skomplikowałam, co?

— Delikatnie mówiąc, ale teraz, jak mam pewność, że tu jesteś, to pójdę i odwiedzę Pansy. Jak skończycie, to zadzwoń.



Do pierwszej piętnaście siedziała niczym jak na szpilkach. Ręce pociły jej się ze zdenerwowania, a usta były całe pogryzione. Spojrzała w okno, w którego szybie odbijała się ona i drzwi wejściowe. Wyglądała okropnie. Długie dwie godziny płaczu w ramionach Teo skończyły się tym, że nawet makijaż i magia nie potrafiły ukryć, że płakała.

Westchnęła, a drzwi się otworzyły. Wstrzymała oddech, widząc, jak Draco stoi tyłem. Rozmawiał z Ann Marie, która przesłodko się uśmiechała, trzymając poufale dłoń na jego ramieniu. Hermiona odetchnęła głęboko i spuściła wzrok na swoje dłonie, które trzymały dwa kubki kawy z ich ulubionej kawiarni i papierową torbę z panini z kurczakiem i sałatką.

Podskoczyła, kiedy z jej torebki wydobył się dźwięk wiadomości i szybko spojrzała w szybę. Doskonale widziała, jak Draco najpierw spogląda zaskoczony w jej stronę, a później kieruje wściekłe spojrzenie na sekretarkę i zdejmuje jej rękę, wciąż spoczywającą na jego ramieniu.

— Miałaś mnie zaraz poinformować, gdy pojawi się pani Malfoy.

— Ale to pani Granger, myślałam, że chodziło o twoją mamę — odpowiedziała, a Hermiona aż się wzdrygnęła, słysząc ten słodki przepraszający głos.

Draco spojrzał jeszcze raz na nią, a ich spojrzenia, choć tylko w odbiciu szyby, spotkały się. Hermiona poczuła ucisk w podbrzuszu, gdy wpatrywała się w te piękne oczy. Wciąż wyglądał idealnie. Wciąż sprawiał, że odczuwała szalejące stado bizonów w brzuchu, a wszystko, co chciała zrobić, to podejść do niego, odepchnąć tę głupią dziewuchę i pocałować.

Chrząknął, po czym obrócił się na pięcie i sam wyprosił Ann Marie z gabinetu, mówiąc, by więcej nie myślała, po czym zatrzasnął drzwi.

— Przepraszam, zdaje się, że z piętnastu obiecanych minut mamy tylko — przerwał, spoglądając na zegarek, równocześnie idąc za biurko — niecałe dziesięć.

Usiadł, a ona pokiwała głową.

— Szczerze mówiąc, to niczego nie zmienia, bo… bo nasza rozmowa zajmie o wiele więcej niż czas, który dziś mogłeś poświęcić mnie — powiedziała i drżącą dłonią postawiła przed nim kubek kawy. — Ale zdaje się, że wstąpienie do kawiarni to był dobry pomysł. Znając ciebie, ta mała przerwa jest twoim lunchem.

— Wszystko wiedząca — mruknął, sięgając po kubek, który otworzył, by sprawdzić, co w nim jest. — Moja ulubiona… — dodał, jakby do siebie, po czym twardo na nią spojrzał. — Skoro ci nie odpowiadał ten czas, dlaczego się zgodziłaś?

— Szczerze? — zapytała, a widząc, jak unosi tę idealną brew do góry, miała ochotę zapaść się pod ziemię. — Głupie pytanie… więc tak naprawdę bałam się, że jeśli powiem nie, nie zgodzisz się spotkać wcale, a naprawdę musimy porozmawiać.

Draco odłożył panini, które właśnie ugryzł, a z szuflady wyjął serwetkę, którą wytarł tłuste usta.

— Nie wiem, czy mamy o czym. Teraz, kiedy wróciłaś, sprawy majątku możemy, możemy załatwić z naszym prawnikiem.

Hermiona przymknęła oczy, czując, jak wzbierają się w nich łzy. Tyle już tego dnia płakała, że miała nadzieję już więcej tego nie robić. Jak bardzo się myliła. Wierzchem dłoni starła te, które zdążyły już wypłynąć, i wzięła głęboki oddech, by uspokoić szloch, który kumulował się już w jej gardle gotowy, by wybuchnąć.

— Pr...proszę, Draco — wyszeptała drżącym głosem, a on wzdrygnął się, wiedząc, jak blisko jego była żona jest płaczu. Nigdy nie lubił, gdy płakała, bo nie umiał wtedy myśleć.

— Wyjechałaś, Hermiono. To chyba było dla nas wystarczającą odpowiedzią, czy rozwód był dobry pomysłem.

Teraz to ona się wzdrygnęła się i poczuła, jakby ją uderzył. Zacisnęła dłonie na rąbku sukienki i spod mokrych rzęs spojrzała na jego twarz. Widziała tyle sprzecznych emocji, od złości, zmartwienia, zawodu i smutku. Wszystko, co chciała, to podejść do niego i przytulić z całych sił.

— To nie tak. Chcia...chciałam to zatrzymać…

— Yhym, wiem, Lucjusz mi powiedział. Szkoda, że moja była żona nie pofatygowała się, żeby zdradzić mi dlaczego, chciała to zrobić, skoro jasno ustaliliśmy, że właśnie to robimy. Mieliśmy zacząć od nowa, mieliśmy wziąć rozwód, bo ślub był ewidentną pomyłką. Mieliśmy po wszystkim zdecydować, co z nami.

Z każdym słowem ucisk w jej klatce się zwiększał, a łzy spływały po jej policzkach tak szybko, że nie była wstanie ich wytrzeć. I nic przez nie nie widziała.

— To skom…. plikowane, Draco! Gdybyś… tylko wiedział, to sam… sam byś chciał przerwać ten choler… ny rozwód!

— Ale nie wiem! — krzyknął, po czym spojrzał na zegarek. — Czas się skończył — dodał obojętnie, ale Hermiona wiedziała, że to udawana obojętność.

— Z kim masz spotkanie? — zapytała, biorąc głębokie oddechy, by się uspokoić. 

— Co? Z nikim, mam papiery do zdania na jutro rano, raport do jednej z firm.

— Zostaw to, jeśli trzeba, to pomogę ci to... później ogarnąć, w końcu dalej to też moja firma, a my musimy porozmawiać.

— Umówimy się na w…

— Nie! — krzyknęła, czując wzbierającą w niej panikę. — Nie, nie. Musisz wiedzieć dziś, teraz. I tak… i tak dużo straciłeś, ale spanikowałam tego dnia. Draco, proszę.

Spojrzał na nią, później do swojego kalendarza i ponownie na nią. Westchnął, widząc, jak z oczu wciąż wypływały jej nowe łzy, a do tego dostała czkawki. Wyglądała źle, gdy ją zobaczył, co już świadczyło o tym, że płakała.

Sięgnął po krystaliczną kulę z szuflady biurka, która po potrząśnięciu zapaliła się na niebiesko.

— Ann Marie, odwołaj moje dwa spotkania po południu, biorę wolne na resztę dnia i proszę mi nie przeszkadzać pod żadnym pozorem.

Kula zaświeciła się na czerwono i zniknęła przez drzwi.

— Więc co takiego musisz mi powiedzieć?

— Ni...nie wiem, od czego zacząć — szepnęła, odpinając płaszcz, który miała do tej pory zapięty po samą brodę. — Musisz wiedzieć, że nie tego chciałam. Zgodziłam się na ten rozwód, bo miałam nadzieję, że nam pomoże. Jednak tego samego dnia coś jeszcze się stało, pamiętasz?

— Wylądowałaś w Św. Mungu, ale nic mi nie chcieli powiedzieć.

— Tak bardzo chciałam to przerwać, tak bardzo — szepnęła, a on pokręcił głową.

— Uwierzyłbym, gdybyś od razu nie uciekła i nie kazała Potterowi i Nottowi kłamać w żywe oczy.

— Nie planowałam tego, Draco! Spanikowałam! Okej? Spanikowałam. Dowiedziałam się, że… A do tego ten cholerny rozwód, którego nie mogli cofnąć! Nie wiedziałam, co robić, spanikowałam… Spanikowałam.

W gabinecie zapanowała cisza, której Hermiona w tej chwili szczerze nienawidziła.

— Dlaczego spanikowałaś? — zapytał cicho, jakby obawiając się tego, co może mu odpowiedzieć.

Hermiona wzięła głęboki oddech. Wytarła policzki rękawem płaszcza, po czym, zagryzając wargę, wstała. Spojrzała, miała nadzieję, że z siłą i pewnością siebie na Dracona, ale wiedziała, że to złudne marzenie. Była niepewna, bała się, co Draco może zrobić, czy zabiła w nich tę cząstkę, dzięki której byli właśnie dla siebie najlepsi; czy to jako przyjaciele, kochankowie, czy rodzina.

— Dlatego — szepnęła, pozwalając by poły płaszcza opadły po bokach, a jej dłonie automatycznie znalazły się na lekko zarysowanym już brzuszku pod materiałem zwiewnej sukienki.

Spojrzała w te ukochane szare oczy - i jeszcze nigdy nie widziała w nich takiego zranienia - a kiedy skryły się pod powiekami z długimi rzęsami rzucającymi cień na policzki, wypłynęły z nich słone łzy.



Rozdział sprawdzała Katja, Hope i Rzan. 

Wesołych Świąt jeszcze raz! 

19 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz, jaki mam uśmiech na twarzy i jak bardzo się cieszę, że pojawiło się tutaj nowe opowiadanie.
    I już czuję w kościach, że stanie się ono jednym z moich najbardziej ulubionych i polecanych!
    Uwielbiam Dramione osadzone w czasach dorosłych. Uwielbiam patrzeć na zmiany, jakie zachodzą w bohaterach. I wiem, że ta historia będzie interesująca.
    Bardzo jestem ciekawa, jak to byłe małżeństwo poradzi sobie w zaistniałej sytuacji. Jak Draco będzie się zachowywał. I ciekawi mnie, czy w tym opowiadaniu pojawią retrospekcje. Bo czemu akurat rozwód miał być najlepszym rozwiązaniem na to, by mogli być razem?
    Cierpliwie będę wyczekiwała kolejnej części!
    Iluvia
    PS. sekretarki już nie lubię i mam nadzieję, że nie zagrzeje długo tutaj miejsca. ;)
    A i oczywiście - plus za postać Teo! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie cieszyła byś się jeszcze bardziej gdybyś zobaczyła kolejna część LA! XD
      Ojej, dopiero początek, a już takie pochwały! Iluvia, bo jeszcze woda sodowa mi do głowy uderzy i co? XD
      Co do retrospekcji, to powiem ci, ze nie wiem, bo... Po mojej ulubionej parze japril z GA zainspirowalam się samym pomysłem rozwodu, gdzie Hermiona w tym samym czasie dowiaduje się, ze jest w ciąży. I na t chce się skupić. Odnośnie ich małżeństwa to mam to, że może wymagali po nim od siebie za dużo, albo ná rzucili na siebie zbyt duża presję, albo zniknęła w nich tá cząstka lekkości, która wciąż mieli jako para bez tego ważnego papierka. Skupie się bardziej na tym jak odnajdą się w nowej sytuacji i jak mimo wszystko dalej się kochają ;) ma to być wielki fluff z małą ilością angst, więc nie chce rozdrapywac nieudanego małżeństwa naszej ulubionej dwójki ;)
      Czy draco pozwoliłby kiedykolwiek, by ktoś obrażal kogokolwiek na kim mu zależy? Zwłaszcza, gdy ma moc, by taka osobę nawet jakby chciał, zniszczyć jednym skinieniem palca? XD I właśnie zdradzę, że to Teo bd maczal palce w życiu sekretarki, a nie Hermiona <3

      Buziaki za ten piękny komentarz, uwielbiam je czytać!

      Usuń
  2. Hermiona w ogóle nie przypomina tej Hermiony, na której była wzorowana. Telefony w świecie magicznym nie działają, Draco nawet by ich nie używał. W Hogwarcie było 7 klas, nie 8. Wyłapałam kilka drobnych błędów, powtarzające się słowa albo zdanie sformułowane tak, że nie od razu oczywiste jest to, co chciałaś przekazać. Momentami nie wiadomo co się dzieje, bo akcja zmienia się dziwnym tempem. Generalnie miło się czyta, ale popracuj nad charakterem postaci i ścisłością z kanonem, skoro już na nim się wzorujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtrącę się, bo nie wszystko to prawda.
      Telefony nie działają w Hogwarcie, a nie w całym świecie magicznym. Jakby to miało funkcjonować? W ręku czarodzieja telefon nie działa, a jak weźmie go mugol to już wszystk ok? Bo nie wiem, gdzie Twoim zdaniem kończy się magiczny świat, gdzie ten telefon nie działa, a zaczyna mugolski.
      W Hogwarcie było 7 klas, ale ich rocznik był wyjątkiem i wrócili do szkoły na ostatni rok. Tak się przyjęło, że to 8 klasa.
      Co do charakteru postaci można by się było spierać - minęło 8 lat od końca szkoły (jakoś tak o ile się nie mylę), ludzie się zmieniają. No i bez przesady, Hermiona nie jest aż tak niekanoniczna jak tu podkreślasz.
      Na koniec dodam, że krytyczny komentarz jest dużo bardziej wiarygodny, gdy mamy odwagę się pod nim podpisać ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Dodam też, że pod prologiem autorka zaznaczyła, że będzie "bawić się" tym opowiadaniem więc nie wszystko musi się zgadzać z rzeczywistością ;)
      Pozdrawiam i życzę Wesołych świąt!

      Usuń
    3. "Generalnie miło się czyta, ale popracuj nad charakterem postaci i ścisłością z kanonem, skoro już na nim się wzorujesz." jeśli chcesz postacie jak z książki, I kanon to polecam przestać czytać Fanfiction, który jak sama nazwa wskazuje jest fikcja fana i wrócić do serii jk Rowling.
      Dziękuję za komentarz mimi wszystko, wszak krytyka zawsze jest mile widziana, ale poza błędami, które możliwe że faktycznie dalej tam są, to się z nim nie zgadzam. A dlaczego? Po pierwsze, jak Hope wspomniała, łatwo jest krytykować, gdy piszę się spod anonima, ale wtedy niestety, ów krytyka traci na jakości. Po drugie, ponownie jak Hope już pięknie wyjaśniła, te wytkane twoim zdaniem błędy są po prostu... Bezsensu. I po trzecie tak jak koko.book wtrąciła, w notce prologa dałam informacje, że to opowiadanie ma mnie bawić, więc głęboko gdzieś mam czy jest coś realne, trzymające się kanonu I cholera co jeszcze ;)
      Pozdrawiam I wesołych świąt.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. O nie o nie o nie! Nie wolno tak ranić Draco, matko bosko mam łzy w oczach a kac mi wcale nie pomaga czuć się lepiej. Co żeś uczyniła zła kobieto! Sekretarki już nie lubię, niechaj fałszywa kukla spłonie w czeluściach piekielnych. Co do "niekanonicznosci" Hermione jako osoby dorosłej, zawsze będzie mnie to mega bawić - ludzie to są dorośli ludzie którzy w bardzo młodym wieku przeżyli piekło wojny, wiadomo że po czymś takim nie jest się już sobą. Co więcej, to kobieta w ciąży, targaja nią hormony i ma prawo zachowywać się jak ktoś, kto nie jest sobą. No i nie ma w książce ani słowa o tym jak Hermiona czy Draco zachowywali się jako dorosłe osoby także argument jest inwalida, i rest my case dziękuję.

    Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały, już mi się mega podoba. Wybacz jeśli komentarz jest nieskładny ale troszkę cierpię ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czasem I jego trzeba zranić! No powiedz, czyż jego oczy nie są jeszcze piękniejsze? <3
      Sekretarki widzę nikt nie lubi! To przynajmniej nikt nie będzie za nią tęsknić, jeśli kiedyś zdecyduje się ją zabić śmiercią tragiczna. Nie no joke, nikt nie bd umierać... Chyba xd
      A mnie zawsze bawi kanonicznksc postaci i fabuły, bo kurde... To nie książka i nie zawsze wszystko musi się że sobą nakrywac, ale cóż ^^

      Nie przejmuj się, wyszedł ci pięknie, a jest doceniony jeszcze bardziej, tym bardziej, że napisany w cierpieniach! Biedna!

      Usuń
  5. Och super. Bardzo fajnie się zaczyna. Czytając czuć te emocje które targają bohaterami!
    Proszę Cię dokończę to opowiadanie. Moja główna zasada brzmi: "Nie zaczynaj nieskończonego opowiadania!" I właśnie ją złamałam 😂 będę czekać na dalsze części. Jak to dodać do obserwowanych?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej no, to ja síe tymbardziej cieszę, jeśli to dla mnie złamałas swoją złota zasadę!

      Prawdopodobnie w linkach gdzieś po prawej musisz poszukać, ale najlepiej zaobserwować mój fanpage na fejsie, zawsze informuje tam o nowościach ;)

      Usuń
  6. Nooo! Pierwsze koty za płoty ;) oryginalna historia, wątki których jeszcze nie czytałam, a juz kilka dramione mam za sobą. Nienawidzę powtarzalności i zbliżonych fabułą do siebie opowiadań, więc tak jestem totalnie na tak.

    Co do samego rozdziału to tak: Harry i Teo? Whaaaaat? Dobrze zrozumiałam? Kolejne zaskoczenie i kolejny plus dla Ciebie.
    Postać Hermiony zagubiona i w tym momencie taka delikatna, ale mam nadzieje że pokaże jeszcze jaką jest super silną kobietą.
    Draco, mój absolitny faworyt każdego opowiadania, czy dalej będzie chociaż w jakimś stopniu zimnym i "brutalnym" Malfoyem? Obyyyyy!
    Wątki Hermiona - Lucjusz to to o czym marze.

    Kibicuje i czekam na następny, choćby miesiąc.
    Weny :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak z tą oryginalnoscia zostanie, bo teraz to czysty fluff będzie! Ale m nadzieję, że mimo tego zostaniesz.
      Harry / Theo, Harry / Pansy to moje guilty pleasure<3 także tego, nie mogło któregoś z tych pairingow zabraknąć! XD
      Co do Dracona to ciężko stwierdzić, napewno nie dla bliskich mu osób ;)

      Za miesiąc!

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow... dziś zauważyłam te opowiadanie i dla odpoczynku po pracy przedświtątecznej przeczytałam. Po prostu gebialne. Lubię... Nie, wróć! Uwielbiam wręcz takie wątki. Już nie mogę doczekać się dalszych losów. Kolejne dramione w kolekcji najlepszych. Życzę Pięknych Wesoł Świąt w gronie najbliższych. Smacznego jajeczka i nie tylko😊 oraz mokrego dyngusa. Ach życzę jeszcze mnóstwo weny i pozdrawiam cieplutko😊

    OdpowiedzUsuń
  9. zmęczona po ciężkim tygodniu, lekko struta, niewyspana, włączam laptopa, wchodzę od tak na Twoją stronę, sprawdzić, czy coś nowego się nie pojawiło i... JEST!
    Zmęczenie nagle znika, niewyspanie odchodzi w dal, energia zaczyna krążyć w żyłach... ahahahaha, rozpisałam się :D w każdym razie ogromnie się cieszę, że wróciłaś, a prolog i pierwszy rozdział połknęłam w kilka minut :) i od razu wiedziałam, że jest w ciąży, ale miałam cichą nadzieję, że jednak nie zdążyli udzielić im rozwodu. no nic, nie mogę się doczekać kolejnej części ;)
    życzę Ci również wesołych i spokojnych świąt spędzonych w gronie rodzinnym, smacznego jajka i mokrego dyngusa! ;) i oczywiście WENY ;)
    pozdrawiam, Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  10. Yea czekam na kolejny! Super motyw:)

    OdpowiedzUsuń
  11. No takiego pomysłu na dramione to ja jeszcze nie widziałam! Przeczytałam prolog i ten rozdział jednym tchem, zaciekawiło mnie to opowiadanie bardzo. Generalnie nigdy nie zaczynam czytać niezakończonych opowiadań, bo zawsze jest obawa, że może zostać porzucone, zawieszone, cokolwiek. Ale tutaj zrobię wyjątek i mam nadzieję, że doprowadzisz je do końca :) Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O kurczę, te emocje! Jak Ty to robisz? Ma się wrażenie, że to przecież tylko zwykłe słowa, a potem na koniec ściska mnie w środku i muszę chwilę posiedzieć, pomyśleć, bo to jest takie dobre!
    Powiem Ci szczerze, że Hermiona mnie wkurzyła, oj wkurzyła dość mocno i w tej chwili ani trochę jej nie wybaczam i nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla tego, że uciekła. Dosłownie uciekła. Odeszła bez żadnego wyjaśnienia, kazała kryć siebie przez Harry'ego i Teo. No sorry, ale tak się nie robi, droga Hermiono! Reakcja Draco - kłaniam się w pas, doskonale opisana, czułam to wszystko razem z nim.
    Zastanawiam się, co się pomiędzy nimi wydarzyło, w sensie w małżeństwie. Może tam tkwi odpowiedź na to pytanie z ucieczką? ;>
    Poza tym - Harry i Teo. Brakowało mi tego <33
    Totalnie nie mogę się doczekać dalszych części tej historii. Chcę się dowiedzieć więcej o relacji Hermiony i Draco, ale równie mocno chciałabym poczytać trochę Harry'ego i Teo. :))
    Znów mnie wkręciłaś w swoją historię! <3

    OdpowiedzUsuń