27 kwi 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 2

If two past lovers can remain friends,
either they never were in love or they still are. 


Wzdrygnęła się, słysząc trzaśnięcie drzwi, gdy Draco bez słowa zostawił ją w gabinecie. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, obeszła biurko i usiadła na jego fotelu. Prostym machnięciem różdżki pozbyła się niedojedzonej panini i sięgnęła po niedopitą kawę. Podgrzała ją lekko, i przesuwając się krzesłem bliżej blatu biurka, sięgnęła po plan raportu, który został skrupulatnie napisany idealnym pismem Dracona. Później przejrzała, co już miał napisane, a następnie spojrzała na mini raporty, które tak naprawdę zawierały po dwa, trzy zdania napisane przez Pansy odnośnie projektów, w które pieniądze wsadził jeden z ich ważniejszych klientów. Miała cichą nadzieję, że Draco nie chciał się kłócić i wyszedł tylko dlatego, że potrzebował czasu na ochłonięcie. Dlatego w oczekiwaniu na jego powrót i na trudną rozmowę Hermiona zabrała się za dalsze pisanie raportu kwartalnego. 

Po niecałych dwóch godzinach doszła do końca dokumentu. Była już przy omawianiu planów na następne miesiące, w czasie których mieli zająć się ostatnim etapem udoskonalania zaklęcia. Zaklęcia, dzięki któremu za pomocą różdżki będzie można dzwonić jak mugolskim telefonem komórkowym*, gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzała znad papierów w stronę wejścia i odetchnęła, dostrzegając Dracona. 

— Pozwoliłam sobie dokończyć twój raport, powinno być okej, musisz jedynie dopisać, jaki jest plan na trzy kolejne miesiące. 

— Nie było mnie tylko dwie godziny — powiedział z zachwytem, podchodząc szybkim krokiem do biurka i zabrał jej folder spod nosa. 

— Zawsze byłam dobra jeśli chodzi o słowa — odparła, ciesząc się w duchu, że chociaż tym wywołała uśmiech na jego ustach. 

— Chyba tymi pisanymi — zakpił, ale lekko unoszący się lewy kącik ust dał jej do zrozumienia, że nie była to oschła czy kpiąca uwaga. 

Hermiona wzruszyła ramionami, odsuwając się lekko fotelem do tyłu, a wzrok Dracona automatycznie powędrował do jej brzuszka. Uśmiechając się niepewnie do mężczyzny, zabrała mu najpierw folder, a później łapiąc go za nadgarstek, pokierowała jego dłoń na jej brzuch. 

— Jeszcze nie czuć ruchów, ale w kolejnych trzech tygodniach powinna to być norma dla mnie, a kolejnych dwóch, trzech i dla ciebie. 

— Wiesz, co… 

— Jeszcze nie — przerwała mu, nakładając swoją dłoń na jego. — Przez te kilka miesięcy zabrałam ci tak dużo, Draco — szepnęła. — Nie chciałam zabierać i tego. Chciałam, żebyśmy razem dowiedzieli się, co dobrego wyszło z naszego nieudanego małżeństwa i separacji, która ewidentnie nie wyszła jak powinna — zakończyła z uśmiechem na ustach. Draco, rozumiejąc, że pije do jednej z trzech nocy spędzonych razem w czasie sześciu miesięcy separacji, zaśmiał się cicho i pokręcił głową. 

— To… który to miesiąc? 

— Prawie piąty. 

— Już? — zapytał zdziwiony, na co mogła tylko pokiwać głową, bo głos uwiązł jej w gardle z powodu poczucia winy. — Jeśli nie masz z tym problemu, chciałbym, żeby Ann Marie umówiła cię na domową wizytę. — Widząc niezadowoloną minę Hermiony, dodał: — Chciałbym go zobaczyć – albo ją – i dowiedzieć się, co nam rośnie. 

— To nie to… Miałyśmy małe spięcie, gdy przyszłam. Jestem pewna, że gdyby nie Theo, który uparł się, że mnie odprowadzi, to byśmy ze sobą nie rozmawiali. Sama się umówię — Widząc jego minę, przewróciła oczami — do najlepszego uzdrowiciela, jaki jest w Londynie.

Draco pokiwał z zadowoleniem głową i sięgnął po kalendarz. 

— Jakie spięcie? — zapytał, udając obojętnego, ale Hermiona znała go za dobrze, dlatego też tylko wzruszyła ramionami. Nie będzie się wtrącała w sprawy firmy, jeśli nie będzie musiała. Theo sam powiedział, że do tej pory Ann Marie była dobrą sekretarką, a o takie ciężko. — No dobrze, nie chcesz, nie mów. Myślę, że dzisiejszy dzień i tak był pełen emocji, po którym oboje musimy ochłonąć. Ja muszę skończyć raport, za który dziękuję, a ty powinnaś wrócić do Harry’ego i odpocząć. Za dużo stresu nie jest dobre, ani dla ciebie, ani dziecka, a my… spotkamy się… — Przekartkował kilka stron w kalendarzu i popukał palcem w daną stronę. — Za dwa dni? Moglibyśmy zjeść w domu kolację — dodał. 

Hermiona zagryzła dolną wargę. W domu. Ona już nie miała domu. Jednak pokiwała głową i wstała z krzesła, sięgając do guzików płaszcza. Draco w tym czasie zduplikował kalendarz, który wsadził do jej torebki. 

— Jest połączony z moim, żebyś nie miała problemu z datą badania. Możesz sprawdzić, kiedy jestem wolny, a kiedy nie. Jak już ją będziesz miała ustaloną, zapisz w kalendarzu, od razu pojawi się w moim. 

Przytaknęła i starła z policzków nowe łzy. 

— Cholerne hormony, tak dużo płaczę, nawet na głupich reklamach, że mogłabym już pewnie zapełnić basen — powiedziała, a Draco się cicho zaśmiał. 

Spojrzała mu w oczy i robiąc krok w jego stronę, znalazła się niebezpiecznie blisko niego. Wyciągnęła dłoń i dotknęła nią lekko zarośniętego policzka, a Draco z westchnieniem przymknął oczy i wtulił się wewnętrzną stronę ręki. 

Hermiona poczuła ulgę. 

— Tak bardzo, bardzo przepraszam, Draco. 

Nie powiedział już nic. Ułożył swoją dłoń na jej, i zauważyła, że tak samo jak ona dalej nie ściągnął obrączki. Ucałował jej palce, tam gdzie wciąż znajdowała się obrączka z zaręczynowym pierścionkiem, i przyciągnął do siebie, by zamknąć w swoich objęciach. 

Czując jabłko, tytoń, drzewo ambrowe, a także zawsze towarzyszącą im nutkę lawendy z mandarynką, załkała cicho szczęśliwa. Zrozumiała, że nie straciła na zawsze jednej z najważniejszych osób w jej życiu. 



Mogąc już zapisać datę pierwszej wizyty lekarskiej w Anglii, na której dodatkowo będzie towarzyszył Draco, a nie mama, poczuła, że będzie dobrze. Takie małe światełko w tunelu, które rozpalił dwa dni temu jej były mąż. Spodziewała się większej walki z jego strony, większego dystansu, nawet małej ilości nienawiści. Była wdzięczna, że w porównaniu do niej zachował się racjonalnie.

Miała już zamknąć kalendarz, w którym zapisała wizytę, kiedy dostrzegła, że Draco zakreślił tę datę na czerwono i odwołał dwa spotkania. Zaśmiała się też, gdy na chwilę też pojawiła się krótka notatka „Dziś o ósmej”, która zaraz także zniknęła. Zamknęła notes i wrzuciła go do szuflady szafki nocnej. 

— Masz dziś dobry humor. 

Usłyszała znajomy głos, a po obróceniu się w stronę drzwi zobaczyła w nich przyjaciela z czarną czupryną na głowie. 

— Yhm. Udało mi się umówić na wizytę domową, tylko jeszcze nie wiem, gdzie i… Mamy obiad z Draconem w naszym domu. 

— W waszym domu, serio? — Widząc jej nie rozumiejącą minę, dodał: — Nie postawił tam nogi, odkąd uciekłaś. 

Hermiona przymknęła oczy i zaklęła siarczyście pod nosem. 

— Naprawdę nie wiem, jak to wszystko naprawić. 

— Możesz zacząć od przygotowania się. 

Tak też zrobiła. Zrelaksowała się w wannie pełnej bąbelków i z dobrą książką. Tak się wciągnęła w historię Kinga, że z wody wyszła dopiero, gdy zrobiła się zimna, a jej dłonie i stopy były pomarszczone. Wkładając zakładkę pomiędzy kartki, skierowała swoje kroki do garderoby, gdzie długo zastanawiała się nad odpowiednim ubiorem. 

Powinna wybrać coś, co w jakimś stopniu pozwoli jej zatuszować brzuszek, by nie przypominał on swoją wielkością, jak dużo Draco przez nią stracił; czy może właśnie coś, co ładnie podkreśli jej małą piłkę? 

W końcu po setnym westchnieniu i przejrzeniu po raz dziesiąty wieszaków zdecydowała się na małą czarną, która ładnie się opinała i odkrywała ramiona, które, jak Draco zawsze powtarzał, miała idealne — cokolwiek to miało znaczyć. A na górę wybrała granatową za dużą marynarkę, co pozwoli na schowanie brzuszka, jeśli będzie trzeba.

Najwięcej czasu spędziła nad włosami, ale czy to coś nowego? Na szczęście od czasów szkolnych nauczyła się kilku magicznych sztuczek i po niecałej godzinie cieszyła się całkiem ładnymi lokami opadającymi za łopatki. Po czterech godzinach była gotowa. Harry nawet skomentował, że na swój ślub szykowała się krócej. Jednak wtedy wiedziała, że nawet gdyby pokazała się w worku po ziemniakach i kołtunach Draco powiedziałby wciąż tak. 



Wytarła spocone ze zdenerwowania dłonie o sukienkę. Wzięła garść proszku Fiuu i uśmiechając się niepewnie do Harry’ego, rzuciła proszek do kominka po czym zniknęła w zielonych płomieniach. Gdy wylądowała w ich rodzinnym domu, przywitał ją Płomyk z wielkim uśmiechem na skrzaciej twarzy. Wyprostowany jak struna, prezentował swój kolorowy, najprawdopodobniej nowy uniform, bo nigdy wcześniej go nie widziała. 

— Pani Hermiono! — wykrzyknął, podskakując na krótkich nóżkach z podekscytowania, a ona uśmiechnęła się, widząc, że na stopach ma jedną z wielu par grubych skarpet zrobionych przez nią na drutach. — Pan Draco powiedział, że w domu pojawi się dzidzia! Płomyk się bardzo cieszy! 

Decydując się nie poprawiać Płomyka odnośnie dziecka w ich rodzinnym domu, bo jeszcze nie poruszyli z Draconem tego tematu, Hermiona kucnęła przy skrzacie i przytuliła go. 

— Ależ ja za tobą tęskniłam, Płomyku! — powiedziała wesoło, a na twarzy jej towarzysza pojawił się rumieniec. — Bardzo podoba mi się twój nowy strój. Pasuje do ciebie. 

Płomyk schylił głowę w zawstydzeniu, a Hermiona zaśmiała się, wstając. 

— Pan Draco przeprasza, ale został zatrzymany w pracy i dopiero bierze prysznic. 

— No nic! — zawołała, kładąc dłoń na ramieniu Płomyka. — Chodźmy do kuchni. 

Hermiona siedziała przy małym i okrągłym stoliczku, przy którym stały cztery niskie, kolorowe krzesełka dla ich pary skrzatów i ich dwójki dzieci. Pamiętała, że Draco zrobił ten komplet samodzielnie, bez użycia magii, po jednej z wielu kłótni, która po tygodniu wydawała się mało ważna i nieistotna. Pamiętała też, że była tak zauroczona jego gestem, że przez dwa dni nie wyszli z sypialni. 

Za każdym razem, kiedy wspominała ich małżeństwo, nie potrafiła zrozumieć, co się z nimi stało, że byli na tyle zdesperowani, by się rozwieść, uważając to za ostatnią deskę ratunku dla ich miłości. 

Czy strata, jaką przeżyli kilka miesięcy po ślubie, była tak trudna? 

Obserwowała Płomyka i jego ukochaną Panią Imbryk, gdy tak krzątali się po wielkiej kuchni, ich królestwie, rozmyślając i wspominając. 

Z tym zamyślonym wyrazem twarzy znalazł ją Draco. Pokręcił głową, widząc, że nawet nie zauważyła, jak siada na przeciwko niej. 

— Tak myślałem, że cię tutaj znajdę — powiedział, próbując wybudzić ją z zamyślenia, a ona podskoczyła na krzesełku. 

— Na Morganę, przeraziłeś mnie! — zawołała. 

— Wybacz — odparł, ale wcale nie wyglądał, jakby mówił poważnie. Zwłaszcza z tym jego rozbawionym uśmieszkiem. — Powinniśmy przejść do jadalni. Promyk i Pani Imbryk zaszaleli, gdy usłyszeli, że zjemy razem kolację. Cały klan Weasleyów by się najadł i by zostało — dodał, a ona się zaśmiała, widząc, z jaką dumą Promyk wypiął pierś, a Pani Imbryk zawstydzona spuściła głowę. 

— Nie mogę się doczekać, aż spróbuję tych wszystkich pyszności — odpowiedziała z uśmiechem na ustach.

Zagryzając wargę, niepewnie chwyciła zaoferowane ramię Dracona. Czując się jak zawsze bezpiecznie w jego towarzystwie, pozwoliła sobie na odprężenie. Pomyślała, że może dzisiejszy wieczór wcale nie będzie taką katastrofą, gdy Draco odsunął jej krzesło. Uśmiechnęła się, widząc na jednym krańcu stolika wazon ze słodko pachnącymi konwaliami. Jej ulubione o tej porze roku. 

Będzie dobrze, powiedziała sobie w myślach.


* Pomysł na zaklęcie został wymyślony na grupie Dramione PL - dziękuję! 
* Konwalie kwitną w maju, ale znalazłam informację, że można przyspieszyć ich kwitnienie nawet w zimę (tzw. pędzenie kłączy konwalii). Więc powiedzmy, że Malfoyowie mają swój własny zimowy ogród, a dzięki magii kwiaty kwitną cały rok. 


Betowała: Katja.
Pozdrawiam! : ) 

6 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział. Wspaniale czytało się w ciepły rozpoczęty weekend. Życzę weny i pozdrawiam cieplutko😁🌞🌻😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i również pozdrawiam ; )

      Usuń
  2. Nadeszła majówka i w końcu mogę w spokoju wszystko nadrobić.
    To opowiadanie zapowiada się świetnie, porwałaś mnie już prologiem i rozdziałem pierwszym, ale dwójeczką to po prostu kupiłaś mnie do końca. Przede wszystkim jest słodko, ale też trochę gorzko, połączenie idealne. Już niecierpliwie czekam na kolejny rozdział, bo naprawdę się wciągnęłam! <3
    Pozdrawiam serdecznie,
    Charlotte Petrova

    wschod-slonca-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dochodzę do wniosku, że po pierwszych dwóch rozdziałam dostaję jakiejś zawiechy, więc dziękuję za poświęcony czas na napisanie komentarza, bo ponowne ich czytanie pomaga z weną!

      Usuń
  3. Mogłabym czytać i czytać!
    Tak mi się ciepło zrobiło na serduchu pod koniec ich pierwszej rozmowy w tym rozdziale. Bałam się, że Draco ją odrąci, co zresztą totalnie bym zrozumiała, ale mimo wszystko… Gdy okazało się jednak, że nadal żywi do niej uczucia i nie chce jej zranić, to normalnie w myślach zrobiłam „awwww”. :D
    Poza tym Płomyk i pani Imbryk, powiadasz? :D Fajne, urocze wstawienie, urozmaicenie.
    I wiesz… Czytałam ten rozdział i z jednej strony było mi ciepło na duchu, bo Draco nie okazał się skończonym dupkiem, który by ją zranił, to jednak cały czas miałam w głowie dzwonki alarmowe, że tak pięknie nie będzie. Bo przecież z jakiegoś powodu się rozstali (strata dziecka?) i przecież Hermiona jednak postąpiła idiotycznie, uciekając. Mam wrażenie, że chociaż Hermiona myśli, że wszystko będzie dobrze, to zaraz coś się posypie i będzie płacz. Trzymasz mnie na krawędzi tą historią! Ale i tak chcę więcej <3

    PS Przepiękny obrazek! *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. czekałam, czekałam, czekałam... i się doczekałam, ALE! (zawsze jest jakieś ale)
    czemu tak KRÓTKO?! ledwo wczułam się w klimat, akcja się powoli zaczęła rozkręcać i nagle... BACH! koniec :( nie powiem, zasmuciło mnie to :( ale! ale! mam nadzieję, że niedługo będę czekać na nowy rozdział ;)
    jak zwykle życzę powodzenia i dużo weny!
    Pozdrawiam, Klaudia

    OdpowiedzUsuń