18 cze 2018

DLA WIĘKSZEGO DOBRA - NADZIEJA W PRZEKLEŃSTWIE

DLA WIĘKSZEGO DOBRA -
nadzieja w przekleństwie. 






Gorzki posmak. 

Skrzywienie ust i opadająca ręka z pustą fiolką. 

Kiedy ponownie otworzył oczy, w odbiciu lustra zobaczył swoją najlepszą przyjaciółkę z szerokim uśmiechem na ustach i łzami w oczach. Chwyciła go za ramię i pociągnęła tak, by mógł objąć ją w pasie, po czym oparła się na jego ciele – już z ulgą wypisaną na twarzy.

Tuż obok wciąż stał jego wróg ze szkolnych lat, z którym publicznie witał się skinieniem głowy, ale nigdy nie wymieniali miłych słówek. Woleli się zwyczajnie ignorować. Teraz stali ramię w ramię. Na ustach Malfoya błąkał się drwiący uśmieszek, a połyskującymi stalą oczami wpatrywał się w odbicie kobiety w ramionach Harry’ego. 

Kiedy w końcu zwrócił oczy ku swojemu odbiciu, zauważył zmianę. Wyglądał, jakby przez te sekundy, gdy przełykał okropny w smaku eliksir, postarzał się o kilka lat. Mimo ciągłego braku zmarszczek można było zobaczyć, że skóra na twarzy straciła ten blask i świeżość. Koszula, która wcześniej była idealna, zrobiła się lekko przyciasna w barkach i torsie, podczas gdy jego ciało straciło chłopięcy urok. 

— Eliksir postarzający? — zapytał.

— Możesz tak powiedzieć, Potter — mruknął Malfoy. — Dobra, Granger, będę się już zbierał, wiesz, gdzie mnie znaleźć. 

— Odprowadzę cię. 



Przez kolejne pół roku raz na miesiąc dostawał nową fiolkę z eliksirem postarzającym. Hermiona powiedziała mu, że jest to ulepszona wersja tego samego eliksiru, którego użyli bliźniacy, by dostać się do turnieju trójmagicznego. Różnica była taka, że Malfoy zmienił go w ten sposób, żeby byli w stanie kontrolować, o ile z każdym tygodniem go postarzają. 

Teraz, kiedy spoglądał w lustro, widział płytkie zmarszczki, które pojawiały się wraz ze śmiechem przy oczach. W idealnie czarnych do tej pory włosach, jak u Śnieżki z bajki, znalazł już trzy razy siwy włos. Trzy siwe włosy! 

Nie wiedział, jak miał jej dziękować, ale za każdym razem, gdy próbował, odpowiadała tylko, że to „genialny mózg Malfoya zasługuje na docenienie”, nie ona. Harry wiedział, że przyjaciółka miała rację, ale nie mógł się zmusić do skontaktowania z byłym wrogiem. Od ostatniego razu, gdy spotkali się u Hermiony po balu, nie spotkał byłego Ślizgona nawet przypadkiem w Ministerstwie. 

Wypłukał maszynkę pod ciepłą wodą, wklepał w policzki i szyję krem chłodzący po czym owinięty tylko w ręcznik wszedł do sypialni. Przeczesując palcami włosy, podszedł do okien i odsunął zasłony, pozwalając, by promienie słoneczne oświeciły pomieszczenie. 

Kiedy z łóżka usłyszał zbolały jęk Ginny, spojrzał w tamtą stronę i zdziwił się, widząc swoją żonę wciąż zakopaną w pościeli. Normalnie była pierwszą osobą, która wstawała w ich domu. Była rannym ptaszkiem. Uwielbiała mieć wszystko przygotowane i zrobione z rana, by po południu poświęcić się dzieciakom i odpoczynkowi. Odkąd mieli Jamesa, na palcach jednej ręki mógł zliczyć te razy, gdy nie wstała punkt siódma. 

— Ginny? — zapytał, zaciągając z powrotem zasłony. Podszedł do łóżka, usiadł na jego skraju i powoli ściągnął kołdrę z twarzy żony. — Lisico… — 

Odgarnął ze spoconej twarzy lepkie rude włosy, przez które właśnie tak ją nazywał, i ucałował ją w czoło. 

Przez ostatnie kilka dni Ginny czuła się średnio, z czego zdawał sobie sprawię, ale dziś wyglądała naprawdę kiepsko. 

— Głowa mi pęka… — szepnęła zachrypniętym głosem. 

— Przyniosę ci eliksir i wodę — powiedział, zsuwając się z łóżka. 



Po dwóch dniach Ginny wcale nie poczuła się lepiej. Leżeli na łóżku przy świetle wpadającym z przedpokoju przez lekko uchylone drzwi. Dzieci zostały tego wieczoru u babci, by Ginny mogła wypocząć w ciszy. Ostatnie dwa dni spędziła w łóżku, w otaczającej ją ciemności, z pulsującym bólem głowy. Na zmianę się budziła i zasypiała. A eliksiry zdawały się nie działać. 

— Zimno mi… — wyszeptała. 

Okrył ją dodatkowym kocem, po czym położył się ponownie obok niej. Przyciągnął drżące ciało do siebie i przymknął oczy. 

Kiedy na nowo je otworzył, aura Ginny iskrzyła się jaskrawożółtym kolorem. 

Nigdy nie cieszył się, że ma ten dar, ale pierwszy raz przestraszył się tego, co był w stanie zobaczyć. Dlatego kiedy tylko Ginny zasnęła, Harry rzucił czar na śpiącą kobietę. Gdyby coś się działo, obudziła się albo jej stan znacznie pogorszył, różdżka miała go o tym poinformować. Zazwyczaj używał tego na Teddym albo swoich dzieciach. 

Teleportował się w ciemnej uliczce przy budynku, w którym mieszkała Hermiona. Ominąwszy kosze ze śmieciami, skierował się w stronę wejścia i pokonując schody po cztery stopnie, dostał się na trzecie piętro. 

Zapukał do drzwi, a kiedy chwilę później zostały one otwarte, stanął twarzą w twarz z osobą, której starał się unikać i do tej pory wychodziło mu to znakomicie. Chociaż dałby uciąć sobie palec, że sam Malfoy robił wszystko, by na siebie nie wpadli w Ministerstwie, a odkąd były Ślizgon związał się z Hermioną, blondyn przebywał w budynku znacznie częściej niż wcześniej. 

— Malfoy — powiedział, patrząc w szare oczy mężczyzny, czego normalnie unikał, ale tym razem wolał to od wpatrywania się wpatrywania się w ciało, którego jedynie dolna część była owinięta ręcznikiem, który miał owinięty na biodrach. — Khym… — chrząknął, próbując spojrzeć w głąb mieszkania. — Zastałem Hermionę? 

— Nie — odpowiedział, a Harry westchnął, kiwnął głową i rozejrzał się po klatce. Już miał podziękować i teleportować się z powrotem do domu, gdy Malfoy znowu się odezwał: — Poszła odebrać pizzę. Starczy i dla ciebie, jeśli obiecujesz nie komentować naszego związku. 

Harry spojrzał na niego zaskoczony, słysząc napięcie w głosie byłego Ślizgona. Kto by pomyślał, że Malfoy będzie się przejmował tym, czy bliscy Hermiony akceptowali jej decyzje. I pewnie miał on rację, zdając sobie sprawę, że nie wszystkim podobał się nowy partner ich Hermiony. Ale Harry nie zamierzał być jedną z tych osób. Jakim musiałby być hipokrytą, by odwdzięczyć się jej w taki sposób, kiedy ona zawsze stała za nim murem? 

Zresztą, choć z trudem się mógł do tego przyznać, Harry widział, że Malfoy był dla Hermiony dobry. Mimo zmartwień kobiety o Harry’ego przez tą całą przepowiednię, widział uśmiech, który nareszcie sięgał jej oczu. 

— Już dawno przestałem kwestionować wybory Hermiony… W końcu sam nie byłem tym najlepszym — powiedział, myśląc o tym, jak o wiele łatwiejsze mogłoby być jej życie, gdyby nie był jego częścią. 

Draco zniknął za drzwiami sypialni, a Harry przysiadł na skraju kanapy, na której spał Blackie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, zauważając niewielkie zmiany, których jeszcze niedawno tu nie było. Nowy regał z książkami, które, jak mógł stwierdzić po tytułach nie należały do Hermiony. Niektóre grzbiety były zasłonięte ramkami na zdjęcia, między innymi w jednym wyraźnie widział małego, blondwłosego chłopca, który ze śmiechem wdrapywał się na kolana elegancko wyglądającej kobiety, by dać jej z zaskoczenia soczystego buziaka, na co stojący za nimi Lucjusz Malfoy unosił tylko brew i kręcił głową. Kiedy tak przypatrywał się człowiekowi, którego nienawidził, zauważył, że mimo niezadowolenia widocznego na twarzy, kącik jego ust unosi się w rozbawieniu. 

— Widzisz coś, co ci się podoba? — zapytał go Draco, a jego głos ociekał sarkazmem, który był tak bardzo charakterystyczny dla blondyna. Harry omiótł jeszcze raz jednym spojrzeniem cały regał i spojrzał w stronę drugiego mężczyzny. 

— Chciałbym powiedzieć, że podziwiałem twoje nagrody zdobyte za czasów twojej świetlanej kariery w quidditcha, ale byłoby to kłamstwo. 

— Moja kariera wciąż ma się dobrze — odparł rozbawiony Malfoy, kierując się do kuchni. — Piwa? 

— Jasne. 

Po chwili Harry trzymał już schłodzone mugolskie piwo w dłoni, zdumiony wpatrując się w byłego Ślizgona. Z zainteresowaniem oglądał on mecz o Puchar Niemiec w piłce nożnej. Chyba za bardzo się w niego wpatrywał, oczekując zniesmaczenia albo chociaż niezrozumienia na jego twarzy, bo po kilku minutach z westchnieniem Draco wyłączył telewizor. Malfoy spojrzał na niego z uniesioną brwią. 

— Dobra, widzę, że to, z czymkolwiek przyszedłeś do Hermiony, cię zżera, a w pizzerii najwidoczniej mają poślizg. 

— Słucham? — zapytał Harry głupio. 

— Jeśli chcesz, to… możesz powiedzieć, co się dzieje. Nie eliksir mam nadzieję? 

— Nie, nie… — odpowiedział zdziwiony. Spojrzał na zieloną butelkę w dłoni i westchnął, przechylając ją. Poczuł przyjemne ochłodzenie w gardle, ściśniętym wskutek niepewnego pytania Malfoya.

— Chciałbym, żeby to było coś nie tak z eliksirem, ale nie… Działa on rewelacyjnie, jak widzisz, za co… dziękuję. 

Odstawił prawie pustą już butelkę na ławę i ukrył głowę w dłoniach. 

— Hermiona ci mówiła, że widzę aurę i magię każdej osoby, istoty, magicznej, czy też nie? — Kiedy Malfoy pokręcił głową, kontynuował: — Więc widzę. Nawet teraz. Twoja jest jasno szara, wręcz się iskrzy. Hermiony jest jasna, ciepła, przyjemnie żółta, aż chce się do niej podejść i ją objąć, by poczuć to ciepło. Ginny do tej pory była rudawa, jak u lisów. Hermiona stwierdziła, że kolory bazują na moich odczuciach względem danej osoby i tym co o niej wiem. Zazwyczaj. Jeśli ją znam. 

— Okej… 

— Ginny od kilku dni czuje się źle. Bóle głowy, światłowstręt, zmęczenie, dziś nawet wymiotowała… 

— Zaryzykuję, że uznasz mnie za głupiego i zwątpisz w moją pomoc, ale nie rozumiem co ma jedno do drugiego? 

— Jej aura się zmieniła… — szepnął Harry, i choć nie rozumiał, co zmieniona aura mogła oznaczać, czuł, że było to coś złego, dlatego też jego głos załamał się na końcu. 

— Och, Harry — usłyszał kobiecy, zmartwiony głos i nagle poczuł, jak bańka pęka. Spojrzał w przerażone, szare oczy. Po pomieszczeniu rozniósł się zapach pizzy, z regału dobiegało tykanie zegara, a ciepłe ramiona zamknęły go w ciepłym uścisku. 



Za namową Hermiony Ginny zgodziła się na wizytę w Świętym Mungu, a kiedy Uzdrowiciele niczego nie wykryli, zabrali ją do świata mugoli. Malfoy za ich plecami, z błogosławieństwem Hermiony, znalazł najlepszego lekarza ogólnego. Podobno od samego początku nie wierzyli, że magia pomoże jego Ginny. Dlatego dziś dzieci zostały z Malfoyem i Hermioną, gdy wraz z Ginny przemierzali uliczki Londynu prowadzące do prywatnej kliniki nijakiej Dr. Karper. 

Budynek, w którym się znaleźli, wyglądał czysto i nowocześnie. Ginny kurczowo trzymała go za rękę i rozglądała się z przerażeniem dokoła.To była kolejna rzecz, którą bliscy zauważyli w jego żonie. Zazwyczaj spokojna, nawet mimo Weasleyowskiego temperamentu, przez ostatnie dni stała się nerwowa. Nawet bardzo. Najmniejsze błahostki potrafiły wyprowadzić ją z równowagi, a dzieci, jak nigdy, doprowadzały ją do szewskiej pasji z niebywałą łatwością. Kiedy nie krzyczała, nie przeklinała, a nawet nie rzucała naczyniami (co zdarzyło się dwa razy), to milczała, zamknięta w sobie, albo płakała w zamkniętej sypialni Lily (ale tylko, gdy ich córki tam nie było). 

— Wszystko będzie okej — szepnął, gdy miła pani w recepcji pokierowała ich na trzecie piętro. 

Ginny nie rozluźniła się, a pół godziny, przez które wciąż musieli czekać na wizytę, ciągnęło się niemiłosiernie. Harry miał wrażenie, że szum rozmów zanikł, a jedynymi dźwiękami, jakie słyszał, pozostało tykanie wielkiego zegara na przeciwległej ścianie i momentami nerwowe mamrotanie Ginny pod nosem. 

Uścisnął jej dłoń i z odetchnął z ulgą, gdy drzwi ze złotą tabliczką z imieniem Dr. April Kepner* się otworzyły. Stała w nich kobieta mniej więcej w ich wieku, z delikatnym uśmiechem na ustach, w rozpiętym białych fartuchu lekarskim, który skrywał czarne eleganckie spodnie i zwykłą błękitną bluzkę. 

Chociaż jej nie znał, to wyraźnie widział otaczającą ją czystą aurę, która wręcz oślepiała. Nie wątpił w słowo Malfoya, ale świadomość, że lekarka, do której ich pokierował, miała aurę taką, a nie inną, świadczyło o tym, że mógł jej w stu procentach zaufać. 

— Pani Potter? — zawołała, a jego Ginny podskoczyła. 

Po zamknięciu się za nimi drzwi usiedli, a Kepner spojrzała na nich uważnie. 

— Witajcie. Od razu przejdziemy do rzeczy. Wasz przyjaciel, który swoją drogą potrafi być przekonujący, przedstawił mi powodu waszej wizyty. Czy coś się zmieniło od tego czasu, gdy ze mną rozmawiał? 

Harry spojrzał niepewnie na Ginny, ale widząc jej puste spojrzenie utkwione w punkcie na biurku i nerwowe palce mnące skrawek swetra, wrócił wzrokiem do zachęcającej twarzy lekarki. 

— Do symptomów, które pani poznała, doszły huśtawki nastrojów… — Zamilkł na chwilę, by uspokoić nerwy, wdychając powietrze, po czym ciągnął dalej — Bardzo łatwo się denerwuje. — Zacisnął dłoń na rozszalałych palcach żony. — Wyprowadzają ją z równowagi rzeczy, które normalnie by ją rozbawiły. Krzyczy… na ludzi, których kocha, na nasze dzieci, podczas gdy sama stworzyła zasadę, żeby nigdy nie podnosić na nie głosu. Potr… — zamilkł, czując, jak głos utkwił mu w gardle, a łzy zbierają się za zamkniętymi powiekami. Wiedzieć to wszystko, ale powiedzieć na głos, do obcej osoby, było tak ciężko. 

— Potrafię być w takim stanie, że rzucam rzeczami — usłyszał słodki głos jego żony i ulgą przyjął fakt, że brzmiał on normalnie. — Innym razem… jestem zamknięta w sobie albo płaczę w sypialni córki… Czuję, jakbym straciła kontrolę… nad własnym ciałem i umysłem… i… i nie wiem, jak ją odzyskać. 


* Pewnie wiele osób zna April Kepner z Greys Anatomy.
- Betowała wspaniała Katja. 

5 komentarzy:

  1. Wiesz, lubię Twoje tłumaczenia, ale jednak Twoje opowiadania to jest level wyżej, taki mały majstersztyk, który mnie porywa i zachwyca, i chwyta za serce. *-* Bo serio, ten rozdział chwycił mnie gdzieś tam w środku, i kurczę, to było idealne. Nawet fabularnie nie miałabym się do czego przyczepić. Od samego początku, od postarzania, przez rozmowę Harry'ego z Draco, aż po stan Ginny, wszystko w tym rozdziale było w punkt i czytałam zafascynowana, co jeszcze odkryję. Nawet nie potrafię wybrać, co mi się najbardziej podobało. Zaintrygowałaś mnie totalnie! *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. A będzie kontynuacja? Bo jest to naprawdę super i chciałabym wiedzieć co dolega Ginny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, przecież to nie miniaturka i ma części poprzednie i części, które zostaną dodane. Ta niedawno została dodana, więc nie wiem kiedy dokładnie będzie nowa część.

      Usuń
  3. ŚwieżakiKG
    Nigdy nie lubiłam Ginny. Zawsze opowiadania kreowały ją jako płytki dodatek do Harry'ego. Zresztą Rowling także ewidentnie coś do niej miała. Jednak tutaj jestem zaintrygowana jej chorobą i tym jak to przedstawisz.
    Poza tym wielki plus za April, którą uwielbiałam w GA!
    Oczywiście ukryty związek Draco z Hermioną przebija wszystko. Podobało mi się, jak blondyn rozgościł się w jej domu :D I ta pewność siebie. Dobra robota!
    Czekam na kontynuację, życzę weny
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jej nie lubię, co widać w innych moich opowiadaniach! Ale tutaj postanowiłam być dla niej miła ;)

      Też płakałas jak Avery modlił się do Boga? Ja ryczalam ale może to ciążowe hormony xd

      Dziękuję i również pozdrawiam !

      Usuń