Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tying the Nott. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tying the Nott. Pokaż wszystkie posty

2 maj 2017

Tying The Nott Chapter III





Oryginalny tytuł: Tying the Nott
Autor: ShayaLonnieBeta: Katja
Zgoda: Jest




Wiem, wiem. Miał być 30 Kwietnia! Ale jeśli przeczytaliście tłumaczenie Black Rose, to bardzo dobrze wiecie z czego wynikało te dwu dniowe opóźnienie, jeśli nie, to serdecznie na tą miniaturkę zapraszam. Jednak nic już na to nie poradzę, nie będę przepraszać jeszcze raz, ale za to od razu zapraszam Was na tak długo wyczekiwana trzecią część! Ciekawi, co postanowi Panna Granger?:> 

5 Marca 2004

Hermiona odeszła od Malfoya i wybiegła z kawiarni najszybciej, jak tylko mogła. Obietnica, że jeszcze rozważy ślub z jego przyjacielem — z kompletnym nieznajomym — wisiała w powietrzu. Miała zamiar iść cieszyć się przyjemnym, tradycyjnym już obiadem w weekendy z rodzicami w ich domu, a później wrócić do domu, by zastanowić się nad sposobem wyjaśnienia Draconowi, że prędzej piekło zamarznie niż zwiąże swoje życie z Theodorem Nottem. Złączyć siebie i swój rdzeń z jego osobą... 

Może powinna się skontaktować z Billem i zobaczyć, czy istniał lepszy Łamacz Klątw niż Nott, by sprawdzić klątwę Mrocznego Znaku. Ciepła herbata, ciasteczka i wieczór z książkami oraz poszukiwaniami — to właśnie coś, co pomoże jej odwrócić uwagę od poczucia winy, w które wpędził ją Malfoy. 

Problemem był fakt… że wcale się nie pomylił — czego nienawidziła — co do jej tendencji do poświęcania siebie. 

Praca z Draconem, nie mówiąc już o uczęszczaniu do tej samej szkoły przez siedem lat, nauczyła Ślizgona, że Hermiona była gotowa zaryzykować własne życie, by ocalić inne. Jej krucjata, by uwolnić Skrzaty domowe w czasie czwartego roku, nigdy tak naprawdę nie dała o sobie zapomnieć. Tak naprawdę stoczyła publiczny pojedynek z czarodziejem znęcającym się nad skrzatem, rok temu, przez co Draco musiał śpieszyć z nią do Świętego Munga po tym, jak oberwała wyjątkowo paskudnym zaklęciem tnącym, a Harry aresztować jej przeciwnika. 

— Jesteś idiotką — powiedział wtedy Draco, kiedy uzdrowiciel magią zszywał jej skórę ramienia. 

Ron, który już był w szpitalu z Artiem, który dostał łagodnej smoczej ospy, skrzywił się w stronę Ślizgona. 

— Odwal się, Malfoy. 

— Odwal się, Mowfoy — powtórzył Artie i zachichotał. 

— Cholera — mruknął Ron. — Nie mów tak przy mamusi — dodał, na co chłopiec wybuchnął śmiechem, by następnie kichnąć i wydmuchać iskry z nosa, które poleciały na szaty jego taty, podpalając je.

— Kurwa, kurwa! — krzyknął. — Pieprzona smocza ospa! Artie, weź eliksir! 

— Nie! — wykrzyknął histerycznie. 

Hermiona zaśmiała się, krzywiąc się lekko, gdy uzdrowiciel zakończył pracę nad jej ramieniem. — Chodź do cioci Hermiony — powiedziała i rozłożyła ramiona dla chłopca z pozieleniałą twarzą. 

— Tatuś powiedział cholera — szepnął Artie Hermionie na ucho i ponownie zachichotał. — Mamusia się wścieknie!

— Właśnie tak. — Hermiona z uśmiechem sięgnęła po eliksir znajdujący się w dłoniach Rona, po czym podała go dziecku, które wzięło go od niej bez żadnego marudzenia, co wywołało niedowierzenie na twarzy Rona. 

Draco przewrócił oczami. 

— Ratowanie skrzatów domowych, wilkołaków, a teraz jeszcze przytulasz się z gryzącym kostki nosicielem Smoczej Ospy. Na Merlina, Granger, czy ty nie masz żadnego instynktu samozachowawczego?

Była w stanie zrobić prawie wszystko, by ocalić czyjeś życie. Ale małżeństwo? Po tym wszystkim, co przeszła w czasie wojny, nie zasługiwała przynajmniej na coś romantycznie normalnego? Nie mogła mieć oddania jak Draco z Luną? Pasji jak Blaise i Ginny? Miłości Harry’ego i Dafne? I czegokolwiek, co mieli Ron z Pansy? 

Harry. Boże. Draco powiedział, że Dafne była skłonna zerwać zaręczyny, żeby tylko ocalić Theo poprzez ślub z nim. Było to okrutne dla Malfoya, by rzucić tę kartę przetargową na stolik. Hermiona niemal czuła się szantażowana; miłosne życie Harry’ego za jej własne. Merlinie, dopomóż jej, wiedziała, że zrobi to, jeśli do tego miało dojść. Harry Potter zasłużył na szczęśliwe zakończenie po tym wszystkim, a Hermiona rozprawi się z każdym, kto wejdzie w drogę temu szczęściu. 

Zepchnęła swoje problemy na bok, kiedy pojawiła się w domu rodziców, teleportując się na końcu ulicy, by przejść resztę drogi. Mimo zapewnień, że ciągle czuli się swobodnie wokół magii — nawet kiedy zostali dzięki niej zmanipulowani przez ich własną córkę — Hermiona zdawała sobie sprawę, że czasami odczuwali niepokój. Raz teleportowała się prosto do ich salonu i przestraszyła matkę tak mocno, że obie kobiety skończyły na płakaniu. 

— Jak praca, kochanie? — zapytał ją ojciec przy obiedzie. Brązowy ryż i warzywa na parze zajmowały większą część ich talerzy, zamiast tradycyjnej już przepysznej lasagne jej mamy czy ulubionego chińskiego żarcia na wynos, które zdecydowanie wolał jej tata. 

— Jesteście na diecie? — zapytała w zamian, wskazując na sałatę, która zdawała się nie mieć nawet sosu. Spojrzała na mamę, która była zdecydowanie zbyt szczupła, by nawet myśleć o zmiejszeniu swojej wagi, a jej tata też wyglądał, jakby zgubił z sześć albo i dwanaście kilogramów przez ostatnie lata. Hermionac zrzucała to na stres związany ze wszystkimi informacjami o czarodziejskiej wojnie — przynajmniej tymi, o których chciała im powiedzieć. 

Jej mama, Helen, zmusiła się do sztucznego uśmiechu. 

— Nie bądź głupia, moja droga — powiedziała, zaczynając przesuwać warzywa po talerzu, wcale ich nie jedząc. — Po prostu staramy się być bardziej świadomi tego, co jemy. 

Kłamstwo. Hermiona rozpoznała je od razu. Praca z Draconem Malfoyem miała wiele negatywnych aspektów, ale jednym z plusów był fakt, że nauczyła się spostrzegać nieprawdę dzięki mistrzowi w tym fachu. Tylko dlaczego jej mama miałaby kłamać na temat jedzenia?

— Co się dzieje? — zapytała.

— Jak tam praca? — Jej ojciec, Richard, powtórzył swoje pytanie. — Wciąż się dogadujesz z tym małym zepsutym terrosystą ze szkoły? — zapytał ze śmiechem. 

— Co ukrywacie? 

Helen uśmiechnęła się i odchrząknęła. 


— Czy żona Rona doczekała się już rozwiązanie? Czy nie miała daty na wiosnę? 

Hermiona zmrużyła oczy. 

— W następnym miesiącu. Dlaczego mnie okłamujecie?

Richard westchnął głośno, wstał od stołu, by skierować się do kuchni i wrócić chwilę później z butelką starej szkockiej oraz dwoma szklankami w dłoni. Rozlał drinki, wręczył jeden Hermionie, a drugi postawił przed sobą. Helen stuknęła palcem w powierzchnię stołu koło siebie i uniosła wyzywająco brew w stronę swojego męża. Richard spojrzał na nią z nachmurzoną miną, bezgłośnie błagając ją, ale zastukała w stół mocniej i mocniej, aż westchnął pokonany i popchnął szklankę w stronę żony. Sam wstał i wrócił z nową szklanką dla siebie. 

Hermiona wychyliła drink na raz, domyślając się, że będzie go potrzebowała. 

I to jak. 

— … nie czuję się dobrze od jakiegoś czasu… lekarze nie wiedzieli, co to jes

Czuła się, jakby ściany jadalni zamykały się i zaciskały wokół niej. 

— … nie chcieliśmy cię martwić… ból nie jest już tak zły w ostatnich dniach, chociaż nigdy nie wiesz, czy to dobry znak, a tak przynajmniej mówią… 

Serce mocno łomotało jej w piersi i czuła rwący puls z jednej strony głowy, zagłuszający większość słów rodziców. Jedne słowa i zdania była wstanie wyłapać pomiędzy uderzeniami serca i spanikowanymi oddechami, ale tylko jedno dźwięczało najgłośniej spomiędzy ich wszystkich.

Śmiertelny. 

— Czy to przeze mnie? — Hermiona przerwała niezręczną ciszę, gdy jej rodzice w końcu zamilknęli. — Czy to dlatego, że… — zadławiła się płaczem, nie będąc w stanie dalej mówić. 

— Nie — zapewniła córkę Helen. — Jest to rzadkie i oni… nie wiedzą, co mają jeszcze z tym zrobić. To nie ma nic wspólnego z twoją zmianą naszych wspomnień. To nie ma nic wspólnego z magią. 

Hermiona spojrzała w dół, na dłonie, które trzymała jej mama, siedząc obok niej na kanapie. Kiedy przenieśli się do innego pokoju? Czy dłonie jej mamy zawsze były takie małe? Dlaczego ją pocieszała? Nie ona powinna pocieszać mamę? Czy nie powinna była robić coś, by to naprawić? Była czarownicą, na gacie Merlina! 

— Może magia… Powinniśmy iść do Św. Munga i… 

— Nie. 

Hermiony rozmazany wzrok uniósł się, a ona zamrugała kilka razy, by pozbyć się łez i móc zobaczyć jej zdecydowanego tatę, stojącego obok końca kanapy. 

— To nie to, że nie ufamy magii, raczej to… że już próbowaliśmy tej opcji — przyznał. — Przez lata utrzymujemy kontakt z Minerwą i Poppy. To one robiły nam wizyty kontrolne po tym, jak zwróciłaś nam nasze wspomnienia. Więc kiedy twoja mama zachorowała, a mugolscy lekarze nie mogli już pomóc, poprosiliśmy ich o pomoc. Chociaż może jakiś z tych twoich Uzdrowicieli mógłby coś zrobić. 

— I? 

Potrząsnął głową. 

Wzięła głęboki wdech i wytarła wierzchem dłoni oczy. 

— Więc co robimy teraz? — zapytała, przygotowując się na walkę. Jej rodzice się nie odezwali. — Co robimy teraz? — zapytała ponownie, tym razem unosząc głos. 

— Nic — odpowiedziała miękko Helen. — Richard, przynieś książkę. Będzie chciała zobaczyć. 

Richard opuścił pokój ponownie, by wrócić chwilę później z wielkim trzykołowym segregatorem, wypchanym papierami. 

— Tu jest wszystko, co dotyczy choroby twojej mamy. Każda jedna recepta, opinie każdego lekarza i specjalistów, których widzieliśmy, dodatkowe poszukiwania, które zrobiliśmy sami z różnymi dziennikami czy ze znajomymi z uniwersytetu — powiedział, wręczając jej książkę. — Wiemy, że chciałbyś przeszukać to wszystko sama, ale… księżniczko, nie licz na wiele — dodał łamiącym się głosem. 

Helen się uśmiechnęła. 

— Nie powiedzieli, jak wiele czasu mi zostało, ale szczerze, wolę nie wiedzieć. Wolę żyć przez resztę dni, najbardziej normalnie, jak się da. To jest moja decyzja i chciałabym, żeby wszyscy ją uszanowali. Teraz… Powiedz nam, co słychać w pracy — powiedziała, a w głosie pobrzmiewała prośba. 

Hermiona zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć wszystko, czego się dowiedziała. Przywołała swoją gryfońską odwagę, jeszcze bardziej pewna niż kiedykolwiek wcześniej, że gdyby jej mama była czarownicą, należałaby do domu Godryka. Hermiona wzięła jeszcze jeden, powolny wdech, by się uspokoić i odchrząknęła. 

— Ja… Wreszcie udało mi się nakłonić Wizengamot do obniżenia kosztów wywaru Tojadowego. 

— Och! — Helen wykrzyknęła radośnie. Zachowanie to zszokowało córkę, która wciąż się zastanawiała, jak jej mama mogła być tak spokojna w perspektywie umierania. — Czy to pomoże, och… Lupin, prawda? — zapytała. — Był zawsze takim miłym mężczyzną. 

Hermiona powoli pokiwała głową. 

— Tak, on… umm… To właśnie z nim pracowałam i… Przepraszam, nie mogę… Nie mogę tego zrobić. 

Helen złapała Hermionę za dłoń. 

— Potrzebuję normalności — powiedziała córce. — Nie chcę być smutna albo przerażona. Pragnę kontynuować relację z moją córką, dowiadując się o jej życiu jak najbardziej regularnie się da. Dorosłaś za szybko przez okoliczności, nad którymi nie miałaś kontroli, i nie chcę, żebyś wypełniła teraz swoje życie zajmowaniem się mną. Masz dopiero dwadzieścia pięć lat i musisz robić normalne rzeczy. Nie chcę niczego żałować. Ja… ja już mam ich za dużo. 

Kobieta spojrzała na mamę, wreszcie widząc pęknięcia w fasadzie, która ukazywała się w jej zmęczonych oczach. 

— Nie będziesz niczego żałować — przyrzekła. — Obiecuję ci to. 

Helen poklepała dłoń Hermiony. 

— Och, będę miała i się pogodzę z… z tym, że nigdy… Nigdy nie zobaczę… Jak będziesz miała swoje własne dzieci, jak weźmiesz ślub albo… — I w końcu polały się łzy.

Hermiona usunęła się z kanapy, gdy jej ojciec podszedł, by zająć miejsce przy boku matki i zamknąć w ramionach żonę, a ona stała tam z otwartymi ustami, jej mózg przetwarzał miliony pomysłów na sekundę, gdy ona próbowała się skupić na jednym sposobie, by wszystko naprawić. Jej mama umierała, a ona nic nie mogła zrobić, by ją ocalić, do tego sprawiła, że chora kobieta się rozpłakała. Ale musiała być odważna. Gryfoni byli odważni. Odważni, rycerscy, umyślni, brawurowi i… Lekkomyślni.

Och, to był tak bardzo zły pomysł. Myśl przeleciała przez jej umysł, gdy z jej ust wydobyły się te trzy słowa: 

 Właściwie to jestem zaręczona. 

Jej rodzice odwrócili się i wpatrzyli w nią z szeroko otwartymi oczami. Jej mama przestała płakać. No cóż, przynajmniej to zadziałało, pomyślała Hermiona, gdy zasypali ją stertą pytań. 

— On, umm… To stało się całkiem szybko. Bardzo nie jak ja, wiem — powiedziała, czując się sfrustrowana. — Nazywa się Theodore Nott. Tak, byliśmy razem w Hogwarcie, ale w innych domach. Słucham? — zapytała i chrząknęła. — Ummm… Ślizgon. Nie, nie był jednym z tych niemiłych dla mnie chłopców. Tak naprawdę to się… nie znaliśmy… wtedy. Tatuś, mogłabym dostać jeszcze jeden drink? — Hermiona zaczęła się nerwowo śmiać. — Umm… Draco, tak naprawdę… Draco nas umówił. Umówił mnie — powiedziała przez zaciśnięte zęby. — Och, dzięki ci, Merlinie — powiedziała, gdy jej tata wręczył jej kolejny drink, który szybko wypiła. 




Hermiona przełknęła głośno, jak wypadła z wyznaczonego na sieć Fiuu kominka w Malfoy Manor, zielone płomienie zniknęły za nią. Jej włosy były w nieładzie, maskara rozmazana na twarzy, a szminka, która ozdabiała jej usta, zniknęła, odbijając się na postawionych przed nią przeróżnych drinkach w Dziurawym Kotle, do którego poszła po odwiedzeniu rodziców.

— Wychodzę za mąż! — wykrzyknęła Hermiona do zatłoczonego pubu, unosząc szklankę ognistej w geście toastu. Okrzyki uniosły się wokół niej, a kilka osób kupiło jej nawet gratulacyjny napitek.

Pewien czarodziej wyszczerzył się do niej od ucha do ucha. 

— Kim jest ten farciarz, piękna pani? — zapytał, a ona parsknęła śmiechem. 

— Nie mam, kurwa, zielonego pojęcia. Nawet nie pamiętam, bym spotkała tego drania — powiedziała i osuszyła pokal piwa do dna, nie zdając sobie nawet sprawy, że należał on do kogoś innego.

Hannah ostatecznie popchnęła ją do kominka, przez sieć Fiiu, przerywając jej rozmowę, sama z niedowierzeniem wpatrując się w kobietę, gdyż Hermiona wykrzyknęła: Malfoy Manor nim zniknęła. 

— Granger? Kurwa mać, odbiło ci? — wykrzyknął Draco, kiedy do niej podszedł, z oświetlającą mu drogę różdżką w dłoni. — Czy ty wiesz, która, do cholery, jest godzina?! 

— Myślę, że ona jest pijana, Draco — powiedziała cicho Luna, przechodząc koło swojego męża. — Rozumiem, że powiedziałeś jej o Theo? 

Draco niechętnie potwierdził ruchem głowy, wyglądając, jakby poczucie winy trochę go męczył pod czujnym spojrzeniem blondynki. Najwidoczniej mieli plan, jak rozegrać całą sytuację, ale Draco się go nie trzymał. 

Hermiona zachichotała na zimnej, marmurowej podłodze, miejsca, w którym właśnie się znajdowała. 

— Będziesz moją druhną, Luna? — wybełkotała. — Nie wydaje mi się, by Ron i Harry wyglądali dobrze w tafcie. 


*tafta — materiał jedwabny.




Pamiętaj, że Twoja opinia wiele dla mnie znaczy, jedno małe słowo, świadomość ile z osób, z których wchodzi na bloga, nie zamyka od razu strony, a faktycznie czyta to co piszę, tłumaczę. Dlatego będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad: jedno słowo, emotka, czy nawet oznaczenie nad etykietami, jaki twoim zdaniem był tekst. 

17 kwi 2017

Tying the Nott



Tytuł: Tying the Nott
Autor: ShayaLonnie
Rodzaj: Romance/Hurt/Comfort
Rating: M
Status: Aktualne
Rozdziałów: 2/37 napisanych
Zgoda: Jest
Ostrzeżenie: wulgaryzmy/mogą być sceny seksu
Summary: 


Tying The Nott jest tłumaczeniem. Bohaterowie i świat z Harry'ego Pottera kompletnie należą do JK Rowling, fabuła do wspaniałej ShayaLonnie! Serdecznie zapraszam Was wszystkich na jej inne historie, które są tak samo wciągające jak historia o Theo i Hermionie : )

Rozdział I  // Rozdział II // Rozdział III



Tying the Nott - Rozdział I

Oryginalny tytuł: Tying the Nott
Autor: ShayaLonnie


5 marca, 2004


— Granger. 

Hermiona uniosła wzrok na jasnowłosego Ślizgona, siedzącego po drugiej stronie stolika, zauważając, jak się prostuje i zmienia swoją postawę. To było coś, na robieniu czego przyłapała go na spotkaniach w Ministerstwie, kiedy wiedział, że musi przygotować się na spór, zwłaszcza ciężki. Taka postura obliczona specjalnie dla niej nigdy nie wróżyła niczego dobrego, jednak postanowiła powstrzymać się od komentarza i poczekać aż sam powie, co potrzebuje. 

— Pamiętasz dług życia, który u mnie masz? — zapytał. — Właśnie go odbieram. 

Powoli przekrzywiła głowę, wpatrując się w niego z niedowierzaniem wypisanym na twarzy i zastanawiała się, o czym, do cholery, on gada. 

— Nie mam żadnego długu u ciebie, Malfoy — zapewniła, ani na chwilę nie zrywając z nim kontaktu wzrokowego. Wspomniał jej raz, kilka lat temu, że robienie tego było oznaką słabości. 

Dopiero od sześciu miesięcy pracowali w Departamencie. On w wydziale Bestii, a ona w dziale Stworzeń — gdzie Remus, nowy szef DKNMZ*, połączył ich w parę do sprawy dotyczącej wilkołaka, który był podejrzany o trzymanie Chimery jako zwierzątka domowego. Malfoy uparł się, że utrzymanie kontaktu wzrokowego i pozerstwo było drogą do rozmowy z mężczyzną, a jedyne, co to wskórało, to zatrzaśnięcie drzwi przed jego twarzą i zagrożenie z powodu nadchodzącej pełni księżyca.. Natomiast kiedy wilkołak otworzył jej drzwi Hermiona opuściła spojrzenie i przekrzywiła głowę w bok, tak, by ukazać mu szyję, dając mu do zrozumienia, że są na jego terytorium. I ot tak, zostali wpuszczeniu do wnętrza budynku. 

Stworzenia były jej specjalnością.

Z drugiej strony, chimery… wzdrygnęła się na samo wspomnienie, które nigdy nie było przypominane przy Malfoyu — miał on brzydki nawyk napuszania się niczym paw. Faktem jednak było, że wtedy po raz pierwszy ją uratował, ale nie ostatni, nawet jeśli ona zrobiła to tyle samo razy. Przez lata stało się to ich własną grą. Taką, która dostarczała Harry’emu i Ginny rozrywki. Ron za to nie rozumiał, dlaczego Hermiona nie wykorzystuje długów od razu i nie każe Draconowi zrobić czegoś upokarzającego. Tak trudno było wytłumaczyć facetowi, który ożenił się z Pansy Parkinson, że wkurzanie Ślizgona nie było czymś, czego Hermiona pragnęła, a czymś, na co on widocznie zobojętniał przez lata małżeństwa. 

Kobieta przez chwilę stukała palcem wskazującym w papierowy kubek z kawą, tam, gdzie barista błędnie napisał czarnym markerem jej imię. 

— Ostatni raz, gdy uratowałeś mi życie, był trzy lata temu, gdy spadłam z miotły. Pracowaliśmy wtedy nad sprawą smoka w Berwickshire i odpłaciłam ci się miesiąc później, kiedy Dołohow uciekł z Azkabanu i pokazał się w twoim domu — przypomniała mu. 

Mężczyzna zamachał ręką w powietrzu, udając spadającą Hermionę, z zadowoleniem, które sprawiało, że nos zawsze jej drgał. Przy tym wcale nie przejął się słowami, wypływającymi z ust kobiety. 

— Naprawdę, jaka czarownica nie potrafi latać na miotle? — zapytał, kręcąc głową z niedowierzaniem. 

Wiedząc, że to jego sposób, by ją sprowokować, Hermiona zdusiła w sobie chęć warknięcia, które usiłowało wydostać się z jej gardła. 

— Nie wiem, jak możesz się z nim przyjaźnić — mówił Ron nie raz. 

— Przynajmniej życie nie jest nudne  — odpowiadała zawsze. 

Te pięć słów wystarczyło, by rozśmieszyć jej dwóch przyjaciół, a Harry dodatkowo pytał z błyskiem w zielonych oczach:

— Hermiona, kiedy nasze życie było choć trochę nudne? 

Gryfonka była zadowolona, że jej przygody w tych dniach składały się z okazjonalnych spotkaniach na kawie z byłymi śmierciożercami w przeciwieństwie do zwalczania ich w środku bitwy. Nawet jeśli raz na jakiś czas, któryś z pozostałych złoczyńców się pokazywał, tak jak Dołohow to zrobił trzy lata wcześniej, kiedy Hermiona musiała zająć się sprawą w Malfoy Manor, którą znalazła wcześniej na swoim biurku w Ministerstwie.

— Nie pamiętasz? — zapytała blondyna. — Byłam tam na śledztwie w sprawie zaginięcia kolejnego niewidzialnego zwierzęcia twojej żony, ponieważ ty, będąc gigantycznym wrzodem na tyłku, wypełniłeś raport! — powiedziała, a Malfoy przewrócił oczami. 

— Po prostu byłem kochającym i wspierającym mężem, a śledztwa w swoim domu sam przeprowadzić nie mogłem. 

— Twoja żona jest psychiczna w takich sprawach i dobrze o tym wiesz! Diggory nawet nie wiedział, co to są nargle, a że to był twój cholerny dom, wysłał mnie! Wyjaśnienie tego tak, by żadne z nas nie wyglądało, jakbyśmy stracili rozum, było żenujące i krępujące. 


— Umawiasz się z Malfoyem?! krzyknęła Ginny, kiedy przyłapali Krukonkę na zewnątrz Miodowego Królestwa trzymającą dłoń Księcia Slytherinu już podczas pierwszej wycieczki do Hogsmeade po powrocie do Hogwartu. Większość, jak Harry czy Ron, zdecydowali się odpuścić sobie edukację, ale Hermiona była nieugięta w swoim postanowieniu, zwłaszcza, że Profesor McGonagall zrobiła z niej Prefekt Naczelną. 

Na jej nieszczęście Pokój Wspólny musiała dzielić z drugim Prefektem Naczelnym — Draconem Malfoyem — który zaczął spotykać się z jej przyjaciółką dwa tygodnie po rozpoczęciu pierwszego semestru. 

Luna, jego rodzina więziła cię w ich własnym domu! — powiedziała zawzięcie Ginny, próbując rozgryźć, kiedy tak właściwie para miała możliwość pozbyć się oczywistych różnic, a znaleźć wystarczającą liczbę podobieństw, by zbudować swój związek. 

Luna — cała ona — uśmiechnęła się do Ginny i Hermiony, po czym oznajmiła im, że kiedy przebywała w lochach Malfoy Manor, Draco przyniósł jej ciasto. Ciasto! 

— Co to za ciasto musiało być mruknęła cicho pod nosem Hermiona, na co oboje — Draco i Luna — uśmiechnęli się w taki sposób, że jeszcze wtedy nastolatka modliła się do bogów, by nie był to jakiś seksualny żart, który znali tylko oni

— Ona jest ekscentryczna — powiedział Draco, broniąc żony od dwóch lat. — I tak, pamiętam, jak uratowałaś moje cholerne życie wtedy, dziękuję. 

Mężczyzna skrzywił się na wspomnienie, gdy to Hermiona pojawiła się w Malfoy Manor. Widział ją wtedy idącą od salonu do miejsca, gdzie Luna ostatni raz widziała nargle, kiedy to osłony* zaalarmowały go, że ktoś jeszcze zjawił się w jego domu. Mimo tego, że Draco próbował naprawić osłony* tuż po zesłaniu Lucjusza do Azkabanu i wyprowadzce Narcyzy do Francji, Antonin Dołohow, zbiegły śmierciożerca, bez problemu dostał się do Malfoy Manor. Co prawda tylko po to, żeby zostać pokonanym przez Hermionę przy użyciu zaklęcia oszałamiającego w czasie, gdy stał odwrócony plecami - zbyt skupiony na próbie rzucenia zaklęcia Cruciatus na Dracona. 

— Potrzebowałem Łamacza Klątw do zresetowania osłon wokół domu po tym zajściu — powiedział Draco. — O wilku mowa… ale wracając do głównego i ważniejszego punktu, ocaliłem cię sześć miesięcy temu, kiedy mieliśmy wezwanie do tego czegoś z mugolami w Londynie. Zostałaś zaatakowana i cię uratowałem — dopowiedział, dając duży nacisk na “i cię uratowałem”, a kobieta zmarszczyła brwi. 

— Tego czegoś w Londynie? Mówisz o Hyde Parku? — zapytała, po czym zaśmiała na wspomnienie przerażonego mężczyzny. — Gdzie wydarłeś się na widok kaczek, które dopiero co przypłynęły, i wepchnąłeś mnie do stawu? 

— Kaczkołaki.* — Draco zacisnął szczęki. 

Hermiona, nie mogąc się powstrzymać, odchyliła głowę do tyłu i wybuchnęła perlistym śmiechem. 

— Nie ma czegoś takiego jak kaczkołaki. Po prostu boisz się kwaczących ptaków, durniu. — Zachichotała. Nawet jeśli wówczas skończyła do kolana w brudnym, małym stawie, było to warte zobaczenia Dracona Malfoya uciekającego od kilku małych ptaków, które patrzyły za kawałkami chleba. To wspomnienie zostało od razu zakorkowane w fiolce i było zawsze gotowe do użycia w myślodsiewni, kiedykolwiek miała zły dzień i potrzebowała rozbawienia. 

— Jak możesz się bać nieszkodliwych ptaków? — zapytała, kiedy przestała się śmiać. — Znalazłam zawieruszoną skargę na swoim biurku o twoim nieszczęsnym puchaczu, co próbował polować na hipogryfy, których również się obawiasz i… 

— Po pierwsze — przerwał jej niezadowolony — Malfoyowie się takich rzeczy nie boją. Po drugie, zostaw Bubo w spokoju. Po trzecie, oboje wiemy, że gdyby Malfoyowie obawiali się różnych rzeczy — a nie boimy się — to miałbym zajebiście dobry powód, by obawiać się hipogryfów. — Świadomie dotknął małej blizny na ramieniu, gdzie Hardodziob zaatakował go na trzecim roku. — Więc mój lojalny kompan ma wszelkie prawa, by na nie polować i… zmieniasz temat. A faktem jest, że kaczkołaki istnieją, jeden próbował cię zaatakować, uratowałem cię, a teraz mi wisisz. 

Wypowiedź Dracona sprawiła, że kobieta przewróciła oczami, a na jej ustach zagościł uśmiech i na twarzy szczere zaciekawienie.

— Cóż, mimo że jesteś typowym, irytującym sobą, naprawdę mnie zaintrygowało to, że wkładasz tak dużo wysiłku, by wyłudzić ode mnie przysługę. Nawet jeśli naprawdę nie możesz nazwać tego przysługą.

Spiorunował ją spojrzeniem. Spojrzeniem, które nie było onieśmielające w szkole i wcale nie zmieniło się to na przestrzeni lat. 

— Bo nią nie jest. 

Wzięła łyk napoju i skrzywiła się na smak zimnej kawy na języku. Szybko ją przełknęła, gdy dotarł do niej sens słów wcześniej wypowiedzianych przez blondyna. 

— Czekaj, co miałeś na myśli mówiąc “o wilku mowa”?

— “O wilku mowa”?

— Powiedziałeś “o wilku mowa”, kiedy rozmawialiśmy o Dołohowie. Powiedziałeś “o wilku mowa” i zacząłeś bablać o fałszywym długu życia, który ci niby wiszę. 

— Jest prawdziwy. 

Hermiona jęknęła, czując, jak opuszcza ją cierpliwość. Powoli zaczynała żałować, że zdecydowała się na długi lunch, ale poprosił o niego po raz pierwszy, co powinno już jej uświadomić, że czegoś od niej chce. Mała część jej zastanawiała się, czy planował poprosić ją o zostanie matką chrzestną dla Luny i jego pierwszego, jeszcze nienarodzonego dziecka. Sam pomysł, że zostałaby wybrana ona, nie Pansy, był na tyle oszałamiający, że zgodziłaby się na taką ideę przywiązującą siebie na zawsze do Malfoya w taki sposób. 

— Co to ma wspólnego z Dołohowem? — zapytała. 

— Nic — odpowiedział i spojrzał na nią tak, jakby była głupia z powodu nienadążania za nim. — Ma za to coś wspólnego z Łamaczem Klątw. 

— Bill?

— Weasley? — zadrwił. — Dlaczego miałbym zatrudnić Weasleya do spieprzenia moich osłon? Były zepsute wystarczająco, nie potrzebuję ich w jeszcze gorszym stanie. Weasleyowie są kiepscy praktycznie we wszystkim, co robią — powiedział, co wywołało prychnięcie Gryfonki.

— Powinnam powiedzieć to Ginny. 

Draco, będąc mądrym mężczyzną, rozpoznał groźbę ukrytą w jej słowach. 

— W porządku, nie we wszystkim. Ruda jest zdolna, jeśli chodzi o kafle i kawałek drewna pomiędzy udami, dzięki czemu wzbogaciłem się o niezłą sumę galeonów przez lata — powiedział, po czym zadowolony się uśmiechnął. — Słyszałem także, że gra w quidditcha.

Hermiona zakrztusiła się kawą. 

— Zdecydowanie powinnam powiedzieć to Blaise’owi. 

— Proszę bardzo. — Draco wzruszył ramionami. — Jest to pożyczony żart z jego repertuaru. Chodzi o to, że Ruda gra w quidditcha jak zawodowiec, co na pewno jest pomocne, patrząc na to, że nim jest. Jednak Blaise mówi, że nie zje nic ugotowanego przez nią, bo obawia się zatrucia. Weasleyowie są naturalnie dobrzy w jednej rzeczy, a cała reszta jest nie dla nich. 

— Przyznajesz, że Ron jest dobry w czymś? — zapytała Hermiona z uśmieszkiem na ustach. 

— Jasne. — Kiwnął głową. — Wydaje się, że nabrał wprawy w zaciążaniu Pansy. 

Na słowa mężczyzny zaśmiali się oboje, niekomfortowo, ale jednak. Gdy wojna się zakończyła, Hermiona z Ronem zdecydowali się spróbować stworzyć związek. Nie minęły nawet dwa miesiące, kiedy postanowili się rozstać, by ratować wieloletnią przyjaźń. Trzy miesiące i pełną butelkę Ognistej Whisky później Ron obudził się w jednym z pokoi w Dziurawym Kotle z nagą Pansy Parkinson obok siebie. Blisko grudnia, gdy czarnowłosa czarownica pojawiła się w Norze z prenatalnym raportem ze Św. Munga, Molly uderzyła swojego najmłodszego syna porannym wydaniem Proroka Codziennego, które miała pod ręką, a Pansy zaprosiła na lunch, gdzie zaplanowały ślub. 

— Wracając do sedna sprawy — powiedziała Hermiona, zdając sobie sprawę, że już zdążyła zapomnieć, o czym rozmawiali. — Bill jest najlepszym Łamaczem Klątw, jakiego posiada Gringott. To on stworzył osłony wokół mojego mieszkania! I w Norze! A także u Rona i Pansy czy Harry’ego i Dafne! 

Wiedziałeś, że Blaise chodził z Drafne w Hogwarcie?  — Ginny zapytała Harry’ego jednego wieczoru, gdy jego dziewczyna przeprowadzała się do Grimmauld Place. Wszyscy zebrali się, by im pomóc. Większość mężczyzn zrobiło sobie przerwę z butelką kremowego piwa na tyłach domu, Dafne pokazywała Pansy, jak planowała przedekorować sypialnię, kiedy Hermiona i Ginny usiadły z Harrym w jadalni, by sprawdzić czy w antycznej szafce na porcelanę znajdzie się jeszcze miejsce na pamiątki starszej Greengrass. 

Serio? — zapytał Harry, po czym po namyśle ironicznie dodał: —  Wcale nie jest to dziwne.


Że nasze połówki sypiały ze sobą prawdopodobnie tego samego roku co my? — zapytała Ginny z uśmieszkiem. — Yhm… troszkę dziwne. 

Dziwniejsze jest to, że tak otwarcie o tym mówicie przy mnie — skomentowała Hermiona, wyrzucając w powietrze stary talerz, który miał wygrawerowane słowa rodziny Blacków na środku, i z zadowoleniem obserwowała, jak rozbija się w metalowym kuble. 

Jednak tak naprawdę wcale nie było to dziwne. Godzinę później, kiedy wszystkie pudła zostały rozpakowane, Bill wpadł, by ustawić osłony wokół domu, a kiedy ponownie ich opuścił, wszyscy usiedli w jadalni do obiadu. Wszyscy, czyli Draco z Luną, która usiadła na jego kolanach, Blaise z Ginny w takiej samej pozycji po drugiej stronie stołu, Ron próbujący usadowić czteroletniego syna, Artie'ego, w jego krzesełku pomiędzy sobą a ciężarną Pansy, Harry z Daphne na końcu stołu, wyglądających pozytywnie ogłupionych sobą. 

I Hermiona. Ona też tam zawsze była.

— Jeśli kiedykolwiek sprawię sobie piękną ruderę, to zatrudnię Weasleya bez zastanowienia — oznajmił Draco, unosząc w zadowoleniu kącik ust. — Jednak mam dwór oraz bardzo ładną i ciężarną żonę do ochrony. Kiedy osłony zawiodą, mogę naprawdę coś stracić, ponieważ, jak to słodko ujęłaś, Luna jest psychiczna i jej niewidoczni przyjaciele nie będą stać na straży, gdy Śmierciożercy zapukają — przyznał. — Nikt nie chce się włamać do gigantycznej dziury Łasicy*, Dafne ma ze sobą Wybrańca dla ochrony, do tego głos Pansy jest lepszy niż jakikolwiek zaklęcie hałasujące, o jakim dotąd słyszałem. Kurwa… — warknął zniecierpliwiony. — O czym mówiłem?

— “O wilku mowa”.

— Tak! — Draco strzelił palcami w geście triumfu. — “O wilku mowa”! Łamacz Klątw. Tak, tak. Zatrudniłem Theo, by naprawił moje zaklęcia obronne. 
Hermiona wpatrywała się w niego, nie rozumiejąc, do czego prowadziła ta rozmowa. 

— Theo? — zapytała, nie od razu rozpoznając imię. — Theodor Nott? Nie miałam zielonego pojęcia, że jest on Łamaczem Klątw — powiedziała z namysłem. — Szczerze, nawet nie wiedziałam, czy on dalej… — Kobieta uniosła głowę i przerwała, widząc, jak Draco spiął się nagle cały na jej słowa. — Coś się stało? 

Draco odchrząknął, by oczyścić gardło. Jednak mimo zaprzeczenia skinieniem głowy wcale się nie rozluźnił. 

— Theo nie jest tylko jakimś tam łamaczem. Jest najlepszy. Pracuje bez etatu i niezależnie, ponieważ jest tak bardzo drogi. Nawet Gringott go nie zatrudni, chyba że jego pracownicy, jak Weasley, nie mogą złamać kodu. 

— A co to wszystko ma wspólnego z moim fałszywym długiem życia?

— Jest prawdziwy. 

— Draco! — warknęła na niego. 

Na ustach mężczyzny zagościł uśmieszek, który ukazał, jak bardzo był z siebie zadowolony, że w końcu udało mu się ją poruszyć. 

— Wiedziałaś, że Theo ukończył szkołę z najlepszymi wynikami w naszej klasie? — spytał niby to od niechcenia, spoglądając w połowie wypity napój, po czym zamieszał go cienką, plastikową rurką. — Skubany, jest niezwykle inteligentny. 

— To ja... — zaczęła Hermiona, a jej brązowe oczy zwęziły się niebezpiecznie — ukończyłam szkołę z najlepszymi wynikami — skończyła poprawiając go, i dodała: — Zresztą, Nott nawet nie wrócił na ósmy rok. 

— Zdał Owutemy poprzez korespondencję — poinformował ją, wzruszając przy tym ramionami. — Do tego jest obrzydliwie bogaty. I przystojny. Tak przynajmniej mówią. Luna oznajmiła mi, że jej się podoba. Ma ciemne włosy, niebieskie oczy, powiedziała także, że jest wyższy niż ja i… — Hermiona wybuchnęła chichotem, słysząc, jak Draco naśladuje swoją żonę. Ślizgon na nią spojrzał i ponownie chrząknął oczyszczając gardło. — Nie mam na tym punkcie żadnych kompleksów. Serio. On po prostu podoba się czarownicom i na tym zakończmy. 

Hermiona westchnęła, po czym, pochylając się do przodu, położyła łokcie na stoliku i złączyła palce. 

— Co ty robisz? — zapytała. — Dlaczego czuję się, jakbyś ustawiał mnie do randki w ciemno? Dlaczego mam wrażenie, że zamieniasz się w Pansy?

— Wyzywam cię na twój dług życia — powiedział tonem, znów brzmiącym zupełnie poważnie. 

— Nie wiszę ci żadnego cholernego długu, Malfoy!

— Chciałbym, byś wyszła za Theo — wypalił. 

Usta Hermiony uchyliły się w szoku. Do tego nie była pewna, czy usłyszała poprawnie, co przed chwilą jej wyznał. 

— Co? — zapytała, wpatrując się w niego bez mruknięcia okiem, żałując — i to nie po raz pierwszy! — zakopania toporu wojennego ze Ślizgonem, kiedy wojna się skończyła. Na pewno mogła przyjaźnić się z ludźmi, którzy byli mniej wymagający i o wiele bardziej stabilni niż Draco Malfoy. - Czy ktoś cię skonfundował? A może Luna warzyła znowu tę dziwną, sfermentowaną herbatkę? Bardzo dobrze wiesz, że nie powinna ona być dopuszczana do kotła, zwłaszcza gdy jest w ciąży. Draco, opary same w sobie mogą spowodować poważne problemy....

— Granger — powtórzył, sięgając nad stołem i naprawdę chwytając ją za rękę, by zwrócić jej uwagę, co faktycznie sprawiło, że się zamknęła. Nawet nie chciała udawać, że ten jeden gest jej nie zdenerwował. Draco nie dotykał ludzi. Poprawka, Draco dotykał z czułością Lunę, swoich ślizgońskich przyjaciół poklepywał po plecach albo walił w ramię, a kiedy to denerwowało Rona, przytulał Artiego. Jednak nie ją, chyba, że właśnie ratował jej życie poprzez łapanie jej z miotły, z której właśnie spadła. 

Spojrzała w dół, w miejsce, gdzie jego dłoń dotykała jej. Była pewna, że jeszcze nie zauważył, ale jego długie palce przez przypadek dotknęły blizny na jej przedramieniu. Widziała, jak spiął mięśnie, gdy sam zauważył, gdzie ją złapał. To właśnie dlatego Draco nigdy jej nie dotykał. Przez bliznę przypominała mu wszystko, sprawiała, że panikował. Teraz też tak było, ponieważ szybko się odsunął. 

— Zaczynasz mnie przerażać, Malfoy — szepnęła Hermiona, widząc, jak szare oczy wypełniają się szczerym zmartwieniem. Draco wziął głęboki wdech i dopiero wtedy wyraźnie powiedział: 

— Musisz wyjść za mojego przyjaciela, ponieważ jeśli tego nie zrobisz, to Theo umrze. 



DKNMZ - Departament Kontroli Nad Magicznymi Zwierzętami.
Osłony - są to niewidoczne bariery, które czarodzieje zakładają wokół swoich mieszkań/domów/budynków/ważnych rzeczy (taka osłona była ustawiona wokół Hogwartu przez Dumbledora).
Kaczkołaki - po ang to jest wereduck, taki początek jest używany przy werewolf i oznacza to wilkołak, więc Draco bał się kaczek, bo jego zdaniem były jak wilkołaki : ) mam nadzieję, że ma to sens dla Was! : * 
"Ruda jest zdolna jeśli chodzi o kafle i kawałek drewna pomiędzy udami" nie wiem czy to zrozumieliście, ale na wypadek jeśli nie, to śpieszę z wyjaśnieniami! Jest to głupi, niedojrzały, ale w sumie śmieszny żart i gra słów! Ginny jest zawodową zawodniczką quidditcha, jest szukającą więc doskonale zna się na kaflach i doskonale "ujeżdża" miotłę, jednak Draco odnosił się także do męskiej części ciała. 
Łasicy - ponownie pojawia nam się gra słów. Łasica po angielsku znaczy weasel. Draco czesto uzywał tego określenia względem Rona, by go obrazić. Nie wiem jak to jest w polskich opowiadaniach, ale słyszałam, że pojawia się to określenie rzadko.

Tying the Nott - Postacie