Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mini opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mini opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

18 cze 2018

DLA WIĘKSZEGO DOBRA - NADZIEJA W PRZEKLEŃSTWIE

DLA WIĘKSZEGO DOBRA -
nadzieja w przekleństwie. 






Gorzki posmak. 

Skrzywienie ust i opadająca ręka z pustą fiolką. 

Kiedy ponownie otworzył oczy, w odbiciu lustra zobaczył swoją najlepszą przyjaciółkę z szerokim uśmiechem na ustach i łzami w oczach. Chwyciła go za ramię i pociągnęła tak, by mógł objąć ją w pasie, po czym oparła się na jego ciele – już z ulgą wypisaną na twarzy.

Tuż obok wciąż stał jego wróg ze szkolnych lat, z którym publicznie witał się skinieniem głowy, ale nigdy nie wymieniali miłych słówek. Woleli się zwyczajnie ignorować. Teraz stali ramię w ramię. Na ustach Malfoya błąkał się drwiący uśmieszek, a połyskującymi stalą oczami wpatrywał się w odbicie kobiety w ramionach Harry’ego. 

Kiedy w końcu zwrócił oczy ku swojemu odbiciu, zauważył zmianę. Wyglądał, jakby przez te sekundy, gdy przełykał okropny w smaku eliksir, postarzał się o kilka lat. Mimo ciągłego braku zmarszczek można było zobaczyć, że skóra na twarzy straciła ten blask i świeżość. Koszula, która wcześniej była idealna, zrobiła się lekko przyciasna w barkach i torsie, podczas gdy jego ciało straciło chłopięcy urok. 

— Eliksir postarzający? — zapytał.

— Możesz tak powiedzieć, Potter — mruknął Malfoy. — Dobra, Granger, będę się już zbierał, wiesz, gdzie mnie znaleźć. 

— Odprowadzę cię. 



Przez kolejne pół roku raz na miesiąc dostawał nową fiolkę z eliksirem postarzającym. Hermiona powiedziała mu, że jest to ulepszona wersja tego samego eliksiru, którego użyli bliźniacy, by dostać się do turnieju trójmagicznego. Różnica była taka, że Malfoy zmienił go w ten sposób, żeby byli w stanie kontrolować, o ile z każdym tygodniem go postarzają. 

Teraz, kiedy spoglądał w lustro, widział płytkie zmarszczki, które pojawiały się wraz ze śmiechem przy oczach. W idealnie czarnych do tej pory włosach, jak u Śnieżki z bajki, znalazł już trzy razy siwy włos. Trzy siwe włosy! 

Nie wiedział, jak miał jej dziękować, ale za każdym razem, gdy próbował, odpowiadała tylko, że to „genialny mózg Malfoya zasługuje na docenienie”, nie ona. Harry wiedział, że przyjaciółka miała rację, ale nie mógł się zmusić do skontaktowania z byłym wrogiem. Od ostatniego razu, gdy spotkali się u Hermiony po balu, nie spotkał byłego Ślizgona nawet przypadkiem w Ministerstwie. 

Wypłukał maszynkę pod ciepłą wodą, wklepał w policzki i szyję krem chłodzący po czym owinięty tylko w ręcznik wszedł do sypialni. Przeczesując palcami włosy, podszedł do okien i odsunął zasłony, pozwalając, by promienie słoneczne oświeciły pomieszczenie. 

Kiedy z łóżka usłyszał zbolały jęk Ginny, spojrzał w tamtą stronę i zdziwił się, widząc swoją żonę wciąż zakopaną w pościeli. Normalnie była pierwszą osobą, która wstawała w ich domu. Była rannym ptaszkiem. Uwielbiała mieć wszystko przygotowane i zrobione z rana, by po południu poświęcić się dzieciakom i odpoczynkowi. Odkąd mieli Jamesa, na palcach jednej ręki mógł zliczyć te razy, gdy nie wstała punkt siódma. 

— Ginny? — zapytał, zaciągając z powrotem zasłony. Podszedł do łóżka, usiadł na jego skraju i powoli ściągnął kołdrę z twarzy żony. — Lisico… — 

Odgarnął ze spoconej twarzy lepkie rude włosy, przez które właśnie tak ją nazywał, i ucałował ją w czoło. 

Przez ostatnie kilka dni Ginny czuła się średnio, z czego zdawał sobie sprawię, ale dziś wyglądała naprawdę kiepsko. 

— Głowa mi pęka… — szepnęła zachrypniętym głosem. 

— Przyniosę ci eliksir i wodę — powiedział, zsuwając się z łóżka. 



Po dwóch dniach Ginny wcale nie poczuła się lepiej. Leżeli na łóżku przy świetle wpadającym z przedpokoju przez lekko uchylone drzwi. Dzieci zostały tego wieczoru u babci, by Ginny mogła wypocząć w ciszy. Ostatnie dwa dni spędziła w łóżku, w otaczającej ją ciemności, z pulsującym bólem głowy. Na zmianę się budziła i zasypiała. A eliksiry zdawały się nie działać. 

— Zimno mi… — wyszeptała. 

Okrył ją dodatkowym kocem, po czym położył się ponownie obok niej. Przyciągnął drżące ciało do siebie i przymknął oczy. 

Kiedy na nowo je otworzył, aura Ginny iskrzyła się jaskrawożółtym kolorem. 

Nigdy nie cieszył się, że ma ten dar, ale pierwszy raz przestraszył się tego, co był w stanie zobaczyć. Dlatego kiedy tylko Ginny zasnęła, Harry rzucił czar na śpiącą kobietę. Gdyby coś się działo, obudziła się albo jej stan znacznie pogorszył, różdżka miała go o tym poinformować. Zazwyczaj używał tego na Teddym albo swoich dzieciach. 

Teleportował się w ciemnej uliczce przy budynku, w którym mieszkała Hermiona. Ominąwszy kosze ze śmieciami, skierował się w stronę wejścia i pokonując schody po cztery stopnie, dostał się na trzecie piętro. 

Zapukał do drzwi, a kiedy chwilę później zostały one otwarte, stanął twarzą w twarz z osobą, której starał się unikać i do tej pory wychodziło mu to znakomicie. Chociaż dałby uciąć sobie palec, że sam Malfoy robił wszystko, by na siebie nie wpadli w Ministerstwie, a odkąd były Ślizgon związał się z Hermioną, blondyn przebywał w budynku znacznie częściej niż wcześniej. 

— Malfoy — powiedział, patrząc w szare oczy mężczyzny, czego normalnie unikał, ale tym razem wolał to od wpatrywania się wpatrywania się w ciało, którego jedynie dolna część była owinięta ręcznikiem, który miał owinięty na biodrach. — Khym… — chrząknął, próbując spojrzeć w głąb mieszkania. — Zastałem Hermionę? 

— Nie — odpowiedział, a Harry westchnął, kiwnął głową i rozejrzał się po klatce. Już miał podziękować i teleportować się z powrotem do domu, gdy Malfoy znowu się odezwał: — Poszła odebrać pizzę. Starczy i dla ciebie, jeśli obiecujesz nie komentować naszego związku. 

Harry spojrzał na niego zaskoczony, słysząc napięcie w głosie byłego Ślizgona. Kto by pomyślał, że Malfoy będzie się przejmował tym, czy bliscy Hermiony akceptowali jej decyzje. I pewnie miał on rację, zdając sobie sprawę, że nie wszystkim podobał się nowy partner ich Hermiony. Ale Harry nie zamierzał być jedną z tych osób. Jakim musiałby być hipokrytą, by odwdzięczyć się jej w taki sposób, kiedy ona zawsze stała za nim murem? 

Zresztą, choć z trudem się mógł do tego przyznać, Harry widział, że Malfoy był dla Hermiony dobry. Mimo zmartwień kobiety o Harry’ego przez tą całą przepowiednię, widział uśmiech, który nareszcie sięgał jej oczu. 

— Już dawno przestałem kwestionować wybory Hermiony… W końcu sam nie byłem tym najlepszym — powiedział, myśląc o tym, jak o wiele łatwiejsze mogłoby być jej życie, gdyby nie był jego częścią. 

Draco zniknął za drzwiami sypialni, a Harry przysiadł na skraju kanapy, na której spał Blackie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, zauważając niewielkie zmiany, których jeszcze niedawno tu nie było. Nowy regał z książkami, które, jak mógł stwierdzić po tytułach nie należały do Hermiony. Niektóre grzbiety były zasłonięte ramkami na zdjęcia, między innymi w jednym wyraźnie widział małego, blondwłosego chłopca, który ze śmiechem wdrapywał się na kolana elegancko wyglądającej kobiety, by dać jej z zaskoczenia soczystego buziaka, na co stojący za nimi Lucjusz Malfoy unosił tylko brew i kręcił głową. Kiedy tak przypatrywał się człowiekowi, którego nienawidził, zauważył, że mimo niezadowolenia widocznego na twarzy, kącik jego ust unosi się w rozbawieniu. 

— Widzisz coś, co ci się podoba? — zapytał go Draco, a jego głos ociekał sarkazmem, który był tak bardzo charakterystyczny dla blondyna. Harry omiótł jeszcze raz jednym spojrzeniem cały regał i spojrzał w stronę drugiego mężczyzny. 

— Chciałbym powiedzieć, że podziwiałem twoje nagrody zdobyte za czasów twojej świetlanej kariery w quidditcha, ale byłoby to kłamstwo. 

— Moja kariera wciąż ma się dobrze — odparł rozbawiony Malfoy, kierując się do kuchni. — Piwa? 

— Jasne. 

Po chwili Harry trzymał już schłodzone mugolskie piwo w dłoni, zdumiony wpatrując się w byłego Ślizgona. Z zainteresowaniem oglądał on mecz o Puchar Niemiec w piłce nożnej. Chyba za bardzo się w niego wpatrywał, oczekując zniesmaczenia albo chociaż niezrozumienia na jego twarzy, bo po kilku minutach z westchnieniem Draco wyłączył telewizor. Malfoy spojrzał na niego z uniesioną brwią. 

— Dobra, widzę, że to, z czymkolwiek przyszedłeś do Hermiony, cię zżera, a w pizzerii najwidoczniej mają poślizg. 

— Słucham? — zapytał Harry głupio. 

— Jeśli chcesz, to… możesz powiedzieć, co się dzieje. Nie eliksir mam nadzieję? 

— Nie, nie… — odpowiedział zdziwiony. Spojrzał na zieloną butelkę w dłoni i westchnął, przechylając ją. Poczuł przyjemne ochłodzenie w gardle, ściśniętym wskutek niepewnego pytania Malfoya.

— Chciałbym, żeby to było coś nie tak z eliksirem, ale nie… Działa on rewelacyjnie, jak widzisz, za co… dziękuję. 

Odstawił prawie pustą już butelkę na ławę i ukrył głowę w dłoniach. 

— Hermiona ci mówiła, że widzę aurę i magię każdej osoby, istoty, magicznej, czy też nie? — Kiedy Malfoy pokręcił głową, kontynuował: — Więc widzę. Nawet teraz. Twoja jest jasno szara, wręcz się iskrzy. Hermiony jest jasna, ciepła, przyjemnie żółta, aż chce się do niej podejść i ją objąć, by poczuć to ciepło. Ginny do tej pory była rudawa, jak u lisów. Hermiona stwierdziła, że kolory bazują na moich odczuciach względem danej osoby i tym co o niej wiem. Zazwyczaj. Jeśli ją znam. 

— Okej… 

— Ginny od kilku dni czuje się źle. Bóle głowy, światłowstręt, zmęczenie, dziś nawet wymiotowała… 

— Zaryzykuję, że uznasz mnie za głupiego i zwątpisz w moją pomoc, ale nie rozumiem co ma jedno do drugiego? 

— Jej aura się zmieniła… — szepnął Harry, i choć nie rozumiał, co zmieniona aura mogła oznaczać, czuł, że było to coś złego, dlatego też jego głos załamał się na końcu. 

— Och, Harry — usłyszał kobiecy, zmartwiony głos i nagle poczuł, jak bańka pęka. Spojrzał w przerażone, szare oczy. Po pomieszczeniu rozniósł się zapach pizzy, z regału dobiegało tykanie zegara, a ciepłe ramiona zamknęły go w ciepłym uścisku. 



Za namową Hermiony Ginny zgodziła się na wizytę w Świętym Mungu, a kiedy Uzdrowiciele niczego nie wykryli, zabrali ją do świata mugoli. Malfoy za ich plecami, z błogosławieństwem Hermiony, znalazł najlepszego lekarza ogólnego. Podobno od samego początku nie wierzyli, że magia pomoże jego Ginny. Dlatego dziś dzieci zostały z Malfoyem i Hermioną, gdy wraz z Ginny przemierzali uliczki Londynu prowadzące do prywatnej kliniki nijakiej Dr. Karper. 

Budynek, w którym się znaleźli, wyglądał czysto i nowocześnie. Ginny kurczowo trzymała go za rękę i rozglądała się z przerażeniem dokoła.To była kolejna rzecz, którą bliscy zauważyli w jego żonie. Zazwyczaj spokojna, nawet mimo Weasleyowskiego temperamentu, przez ostatnie dni stała się nerwowa. Nawet bardzo. Najmniejsze błahostki potrafiły wyprowadzić ją z równowagi, a dzieci, jak nigdy, doprowadzały ją do szewskiej pasji z niebywałą łatwością. Kiedy nie krzyczała, nie przeklinała, a nawet nie rzucała naczyniami (co zdarzyło się dwa razy), to milczała, zamknięta w sobie, albo płakała w zamkniętej sypialni Lily (ale tylko, gdy ich córki tam nie było). 

— Wszystko będzie okej — szepnął, gdy miła pani w recepcji pokierowała ich na trzecie piętro. 

Ginny nie rozluźniła się, a pół godziny, przez które wciąż musieli czekać na wizytę, ciągnęło się niemiłosiernie. Harry miał wrażenie, że szum rozmów zanikł, a jedynymi dźwiękami, jakie słyszał, pozostało tykanie wielkiego zegara na przeciwległej ścianie i momentami nerwowe mamrotanie Ginny pod nosem. 

Uścisnął jej dłoń i z odetchnął z ulgą, gdy drzwi ze złotą tabliczką z imieniem Dr. April Kepner* się otworzyły. Stała w nich kobieta mniej więcej w ich wieku, z delikatnym uśmiechem na ustach, w rozpiętym białych fartuchu lekarskim, który skrywał czarne eleganckie spodnie i zwykłą błękitną bluzkę. 

Chociaż jej nie znał, to wyraźnie widział otaczającą ją czystą aurę, która wręcz oślepiała. Nie wątpił w słowo Malfoya, ale świadomość, że lekarka, do której ich pokierował, miała aurę taką, a nie inną, świadczyło o tym, że mógł jej w stu procentach zaufać. 

— Pani Potter? — zawołała, a jego Ginny podskoczyła. 

Po zamknięciu się za nimi drzwi usiedli, a Kepner spojrzała na nich uważnie. 

— Witajcie. Od razu przejdziemy do rzeczy. Wasz przyjaciel, który swoją drogą potrafi być przekonujący, przedstawił mi powodu waszej wizyty. Czy coś się zmieniło od tego czasu, gdy ze mną rozmawiał? 

Harry spojrzał niepewnie na Ginny, ale widząc jej puste spojrzenie utkwione w punkcie na biurku i nerwowe palce mnące skrawek swetra, wrócił wzrokiem do zachęcającej twarzy lekarki. 

— Do symptomów, które pani poznała, doszły huśtawki nastrojów… — Zamilkł na chwilę, by uspokoić nerwy, wdychając powietrze, po czym ciągnął dalej — Bardzo łatwo się denerwuje. — Zacisnął dłoń na rozszalałych palcach żony. — Wyprowadzają ją z równowagi rzeczy, które normalnie by ją rozbawiły. Krzyczy… na ludzi, których kocha, na nasze dzieci, podczas gdy sama stworzyła zasadę, żeby nigdy nie podnosić na nie głosu. Potr… — zamilkł, czując, jak głos utkwił mu w gardle, a łzy zbierają się za zamkniętymi powiekami. Wiedzieć to wszystko, ale powiedzieć na głos, do obcej osoby, było tak ciężko. 

— Potrafię być w takim stanie, że rzucam rzeczami — usłyszał słodki głos jego żony i ulgą przyjął fakt, że brzmiał on normalnie. — Innym razem… jestem zamknięta w sobie albo płaczę w sypialni córki… Czuję, jakbym straciła kontrolę… nad własnym ciałem i umysłem… i… i nie wiem, jak ją odzyskać. 


* Pewnie wiele osób zna April Kepner z Greys Anatomy.
- Betowała wspaniała Katja. 

29 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 1
It may get worse, before it gets better, but it will get better.


— Kochanie, jesteś pewna, że musisz wracać? — zapytała ją kobieta. Hermiona spojrzała na swoją mamę. Widziała w jej zielonych oczach smutek, a na twarzy zmartwienie. — Wiem, że tam masz Harry’ego, ale to my jesteśmy twoją rodziną. My ci pomożemy.

Hermiona zaśmiała się, kręcąc głową. Odkąd poinformowała rodziców, że kupiła bilety powrotne do Anglii, nie podobał im się ten pomysł. Jednak tak jak tata rozumiał jej powody i wierzył, że da sobie radę, bo w ich rodzinnym kraju miała wiele bliskich osób, tak mama nie umiała się pogodzić z jej decyzją.

— Harry jest moją rodziną, mamo — odpowiedziała, po czym spoglądając na swój brzuch, który przykryła drżącymi dłońmi, dodała: — Zresztą… Draco dalej jest moją rodziną, czy tego chcemy, czy też nie.

— On jest tylko byłym mężem, a tutaj masz swoich rodziców, naprawdę nie rozumiem, po co…

— Przestań, mamo! — powiedziała, lekko podniesionym głosem. — Anglia jest moim domem. Dziękuję, że mogłam się u was zatrzymać na te kilka miesięcy, ale Draco nie jest tylko moim byłym mężem. Po rozwodzie mieliśmy zdecydować, co z nami, a ja zniknęłam. Zostawiłam wszystko za sobą, choć nic nie zostało zamknięte.

Hermiona była pewna, że powrót do domu będzie trudny. Zaraz po tym, jak wypuścili ją ze szpitala, pojechała do wynajętego mieszkania, gdzie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i udała się do Ministerstwa. Stamtąd, dzięki swojemu stanowisku i sieci Fiuu, przeniosła się do australijskiego Ministerstwa, skąd odebrał ją tata. Minęły niecałe cztery miesiące, w ciągu których nie odpowiedziała na telefony Dracona ani na żaden z dwóch listów, które jej wysłał. W pierwszym swoim do Harry’ego poprosiła go, by przekazał Draconowi, że nic jej nie jest i odezwie się, gdy będzie gotowa. 

Drzwi do domu otworzyły się, a do środka wszedł ojciec Hermiony. Widząc go, uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą. Odkąd zwróciła im pamięć, to właśnie z nim miała lepsze kontakty. Mimo że minęły już lata, Jean wciąż nie akceptowała i nie zgadzała się z decyzjami córki. Hermiona wiedziała, że w ten sposób, matka nieświadomie wytykała jej, jak wielki popełniła błąd, odbierając im prawo wyboru.

— Gotowa do drogi? Jeśli mam zdążyć zawieźć cię do ministerstwa, a później wrócić do przychodni, to musimy się zbierać.

Richard pocałował żonę w policzek i ponownie wyszedł, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Wsiadł do samochodu i otworzył z przodu okna, bo tegoroczny marzec był niesamowicie gorący, nawet jak na Australię.

Hermiona sięgnęła po swoją torebkę wiszącą na wieszaku, która dzięki zaklęciom zmieściła wszystko, co potrzebowała, i była niesamowicie lekka. Podeszła do kobiety, która, nie licząc zielonych oczu, wyglądała jak ona, i przytuliła ją.

— Anglia to też wasz dom.



Lądując w ogrodzie Harry’ego, cieszyła się, że miała do pokonania tylko pięć kroków do drzwi. Marzec w Australii był tak gorący, że miała na sobie tylko krótkie szorty i za dużą, starą koszulkę, która nie lepiła się do skóry, gdy z nieba lał się żar. Marzec w Anglii przywitał ją prószącym śniegiem i silnym wiatrem. Pędząc do drzwi, w których stał już jej przyjaciel, dziękowała Merlinowi, że zdecydowała się na trampki, a nie japonki, nad którymi się zastanawiała.

— Hermiona! — wykrzyknął Harry, biorąc ją w objęcia. Na zmarzniętych ramionach poczuła miękki, ciepły koc.

— Cześć — szepnęła, uśmiechając się niepewnie. Odkąd uciekła do Australii, by pogodzić się z rozwodem i oczyścić umysł, Hermiona skontaktowała się z Harrym tylko kilka razy: zaraz po wylądowaniu w Sydney, by powiedzieć, gdzie jest i by nikt się nie martwił, na święta Bożego Narodzenia, w połowie lutego i w marcu kilka dni przed dniem dzisiejszym.

— Jestem tak zły, że mógłbym cię udusić — powiedział poważnie, a Hermiona wyraźnie słyszała złość w jego głosie, ale również zawiedzenie.

— Wiem, ale pewnie będziesz musiał ustawić się w kolejce. Pierwszeństwo powinien mieć ktoś inny — rzekła, wydostając się z jego uścisku.

— A już zwątpiłem w twoją mądrość — usłyszała, a kiedy spojrzała do salonu, zauważyła tam Teodora Notta ze szklanką whisky w dłoni. Powiedzieć, że się cieszył na jej widok, to wielkie nieporozumienie. Od lat nie pamiętała, by jego twarz wyrażała zero emocji. 

— Teddy — szepnęła, a jej przyjaciel warknął coś pod nosem, obrócił się na pięcie i wszedł do kuchni.

— Nie przej…

— Mogłeś powiedzieć, że Teo jest zły, wzięłabym Świstoklik do domu rodziców.

— Przejdzie mu, kiedy spotkasz się z Draconem. Ciężko było nam nie powiedzieć mu prawdy, zwłaszcza Teodorowi, w końcu przyjaźnią się od dziecka.

Oczywiście, że to wiedziała. I doskonale rozumiała. Sama byłaby wściekła, gdyby musiała ukrywać coś tak wielkiego przed Harrym albo Ronem.



„O 13.30 mam piętnaście minut, jeśli tak bardzo chcesz, jest twoje. Chyba pamiętasz, gdzie jest firma?”

— Jeśli tak bardzo chcesz… — powtórzyła głucho i nawet fakt, że mogła się tego spodziewać, nie znaczył, że nie czuła smutku na obojętność zawartą w tej krótkiej wiadomości. Podsunęła ich rodzinnej sowie, Felix — od eliksiru szczęścia (zdecydowali się na to imię, bo był to pierwszy eliksir, w którym kiedykolwiek pokonał ich Harry i nigdy się z tym nie pogodzili) — miseczkę wypełnioną wodą i przekąskę położyła na parapecie. Pogłaskała ptaka po piórach, a on wtulił główkę w jej ramię. Hermiona westchnęła.

„Chcę, bardzo.”

Przywiązała swoją jeszcze krótszą odpowiedzieć do nóżki Felixa i szepcząc, że wie, gdzie ma lecieć, wypuściła ptaka przez okno.

Odwróciła się i podskoczyła przestraszona, widząc w drzwiach jej tymczasowej sypialni Teo.

— Nie bierz tego do siebie. Myślę, że twoja ucieczka zabolała go bardziej niż sam rozwód.

Hermiona zacisnęła ręce w pięści, wiedząc, że to wszystko to jej wina. Od miesięcy nie musiała myśleć, że nie ma już męża, nie posiada żadnej rzeczy, bo wszystko mieli wspólne, a na dodatek została sama. Teraz, kiedy wróciła, musiała w końcu zmierzyć się ze swoimi problemami, wziąć w garść i naprostować wiele spraw.

Tylko dlaczego łatwiej było planować niż zrobić? Dlaczego życie musiało być tak trudne?

— Dlaczego, dlaczego, dlaczego… — szepnęła, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz po dreszczu. Naciągnęła rękawy swetra i wytarła nim łzy, które zaczęły spływać po zaróżowionych policzkach. Pierwszy raz, od kiedy podjęli decyzję o rozwodzie, z jej gardła wydobył się szloch, a ramiona oplatające ją nie były tymi, które chciała poczuć. Nie otoczył jej zapach słodkiej świeżości jabłka z tytoniem i drzewa ambrowego ani zawsze towarzyszącej im ledwo wyczuwalnej lawendy z zieloną mandarynką. Płakała głośno i brzydko, zanosząc się szlochem i smarkając, a po włosach głaskał ją najlepszy przyjaciel jej byłego męża, narzeczony jej najlepszego przyjaciela.

— Wyrzuć to z siebie, no dalej, płacz — powiedział jej, a ona zawyła, uderzając w niego pięściami z bezsilności, którą ciągle czuła, która nie opuszczała jej od dwudziestego ósmego listopada.



Kiedy weszła na główne piętro firmy, w recepcji przywitała ją nowa sekretarka, która na widok Hermiony zwęziła oczy, mierząc ją spojrzeniem od góry do dołu. Na początku Hermiona myślała, że nie dostanie się do gabinetu, gdy ta poinformowała ją, że Draco jest bardzo zajęty. Dlatego niezmiernie się ucieszyła, gdy zobaczyła Teodora wychodzącego z windy. Mężczyzna rzucił w stronę sekretarki groźne spojrzenie, na co ta posłusznie wskazała im ręką gabinet Dracona, nie omieszkając jednak burknąć pod nosem czegoś o szlamach.

— Boże, gdzie się podziała Nancy? — zapytała szeptem Teo, który mroził spojrzeniem sekretarkę.

— Musiała wziąć bezterminowy urlop z powodów rodzinnych. Jak do tej pory Ann Marie — powiedział, a jego głos wzrastał z każdym kolejnym słowem, tak by kobieta go usłyszała — była uroczą, pomocną sekretarką, ale Malfoy Enterprises nie toleruje takiego słownictwa, a do tego wymaga szacunku dla każdego Malfoya i właściciela, którym wciąż jesteś — zakończył, zamykając drzwi.

— Co? — zapytała zaskoczona, a on się zaśmiał, widząc, jak głupią minę musiała zrobić.

— Niespodzianka! Twoja ucieczka sprawiła, że nie mogliście podzielić się waszym majątkiem. Z tego, co wiem, Wizengamot stwierdził, że będziecie w stanie to sami zrobić.

— Cholera — szepnęła, siadając przed biurkiem, które oprócz papierów i kolorowych teczek wyglądało tak samo, jak ostatnim razem widziała. Sięgnęła po obróconą tyłem do niej ramkę, a jej oczy momentalnie się zaszkliły, gdy zobaczyła ich pierwsze zdjęcie, jeszcze z czasów ósmego roku w Hogwarcie. — Wszystko skomplikowałam, co?

— Delikatnie mówiąc, ale teraz, jak mam pewność, że tu jesteś, to pójdę i odwiedzę Pansy. Jak skończycie, to zadzwoń.



Do pierwszej piętnaście siedziała niczym jak na szpilkach. Ręce pociły jej się ze zdenerwowania, a usta były całe pogryzione. Spojrzała w okno, w którego szybie odbijała się ona i drzwi wejściowe. Wyglądała okropnie. Długie dwie godziny płaczu w ramionach Teo skończyły się tym, że nawet makijaż i magia nie potrafiły ukryć, że płakała.

Westchnęła, a drzwi się otworzyły. Wstrzymała oddech, widząc, jak Draco stoi tyłem. Rozmawiał z Ann Marie, która przesłodko się uśmiechała, trzymając poufale dłoń na jego ramieniu. Hermiona odetchnęła głęboko i spuściła wzrok na swoje dłonie, które trzymały dwa kubki kawy z ich ulubionej kawiarni i papierową torbę z panini z kurczakiem i sałatką.

Podskoczyła, kiedy z jej torebki wydobył się dźwięk wiadomości i szybko spojrzała w szybę. Doskonale widziała, jak Draco najpierw spogląda zaskoczony w jej stronę, a później kieruje wściekłe spojrzenie na sekretarkę i zdejmuje jej rękę, wciąż spoczywającą na jego ramieniu.

— Miałaś mnie zaraz poinformować, gdy pojawi się pani Malfoy.

— Ale to pani Granger, myślałam, że chodziło o twoją mamę — odpowiedziała, a Hermiona aż się wzdrygnęła, słysząc ten słodki przepraszający głos.

Draco spojrzał jeszcze raz na nią, a ich spojrzenia, choć tylko w odbiciu szyby, spotkały się. Hermiona poczuła ucisk w podbrzuszu, gdy wpatrywała się w te piękne oczy. Wciąż wyglądał idealnie. Wciąż sprawiał, że odczuwała szalejące stado bizonów w brzuchu, a wszystko, co chciała zrobić, to podejść do niego, odepchnąć tę głupią dziewuchę i pocałować.

Chrząknął, po czym obrócił się na pięcie i sam wyprosił Ann Marie z gabinetu, mówiąc, by więcej nie myślała, po czym zatrzasnął drzwi.

— Przepraszam, zdaje się, że z piętnastu obiecanych minut mamy tylko — przerwał, spoglądając na zegarek, równocześnie idąc za biurko — niecałe dziesięć.

Usiadł, a ona pokiwała głową.

— Szczerze mówiąc, to niczego nie zmienia, bo… bo nasza rozmowa zajmie o wiele więcej niż czas, który dziś mogłeś poświęcić mnie — powiedziała i drżącą dłonią postawiła przed nim kubek kawy. — Ale zdaje się, że wstąpienie do kawiarni to był dobry pomysł. Znając ciebie, ta mała przerwa jest twoim lunchem.

— Wszystko wiedząca — mruknął, sięgając po kubek, który otworzył, by sprawdzić, co w nim jest. — Moja ulubiona… — dodał, jakby do siebie, po czym twardo na nią spojrzał. — Skoro ci nie odpowiadał ten czas, dlaczego się zgodziłaś?

— Szczerze? — zapytała, a widząc, jak unosi tę idealną brew do góry, miała ochotę zapaść się pod ziemię. — Głupie pytanie… więc tak naprawdę bałam się, że jeśli powiem nie, nie zgodzisz się spotkać wcale, a naprawdę musimy porozmawiać.

Draco odłożył panini, które właśnie ugryzł, a z szuflady wyjął serwetkę, którą wytarł tłuste usta.

— Nie wiem, czy mamy o czym. Teraz, kiedy wróciłaś, sprawy majątku możemy, możemy załatwić z naszym prawnikiem.

Hermiona przymknęła oczy, czując, jak wzbierają się w nich łzy. Tyle już tego dnia płakała, że miała nadzieję już więcej tego nie robić. Jak bardzo się myliła. Wierzchem dłoni starła te, które zdążyły już wypłynąć, i wzięła głęboki oddech, by uspokoić szloch, który kumulował się już w jej gardle gotowy, by wybuchnąć.

— Pr...proszę, Draco — wyszeptała drżącym głosem, a on wzdrygnął się, wiedząc, jak blisko jego była żona jest płaczu. Nigdy nie lubił, gdy płakała, bo nie umiał wtedy myśleć.

— Wyjechałaś, Hermiono. To chyba było dla nas wystarczającą odpowiedzią, czy rozwód był dobry pomysłem.

Teraz to ona się wzdrygnęła się i poczuła, jakby ją uderzył. Zacisnęła dłonie na rąbku sukienki i spod mokrych rzęs spojrzała na jego twarz. Widziała tyle sprzecznych emocji, od złości, zmartwienia, zawodu i smutku. Wszystko, co chciała, to podejść do niego i przytulić z całych sił.

— To nie tak. Chcia...chciałam to zatrzymać…

— Yhym, wiem, Lucjusz mi powiedział. Szkoda, że moja była żona nie pofatygowała się, żeby zdradzić mi dlaczego, chciała to zrobić, skoro jasno ustaliliśmy, że właśnie to robimy. Mieliśmy zacząć od nowa, mieliśmy wziąć rozwód, bo ślub był ewidentną pomyłką. Mieliśmy po wszystkim zdecydować, co z nami.

Z każdym słowem ucisk w jej klatce się zwiększał, a łzy spływały po jej policzkach tak szybko, że nie była wstanie ich wytrzeć. I nic przez nie nie widziała.

— To skom…. plikowane, Draco! Gdybyś… tylko wiedział, to sam… sam byś chciał przerwać ten choler… ny rozwód!

— Ale nie wiem! — krzyknął, po czym spojrzał na zegarek. — Czas się skończył — dodał obojętnie, ale Hermiona wiedziała, że to udawana obojętność.

— Z kim masz spotkanie? — zapytała, biorąc głębokie oddechy, by się uspokoić. 

— Co? Z nikim, mam papiery do zdania na jutro rano, raport do jednej z firm.

— Zostaw to, jeśli trzeba, to pomogę ci to... później ogarnąć, w końcu dalej to też moja firma, a my musimy porozmawiać.

— Umówimy się na w…

— Nie! — krzyknęła, czując wzbierającą w niej panikę. — Nie, nie. Musisz wiedzieć dziś, teraz. I tak… i tak dużo straciłeś, ale spanikowałam tego dnia. Draco, proszę.

Spojrzał na nią, później do swojego kalendarza i ponownie na nią. Westchnął, widząc, jak z oczu wciąż wypływały jej nowe łzy, a do tego dostała czkawki. Wyglądała źle, gdy ją zobaczył, co już świadczyło o tym, że płakała.

Sięgnął po krystaliczną kulę z szuflady biurka, która po potrząśnięciu zapaliła się na niebiesko.

— Ann Marie, odwołaj moje dwa spotkania po południu, biorę wolne na resztę dnia i proszę mi nie przeszkadzać pod żadnym pozorem.

Kula zaświeciła się na czerwono i zniknęła przez drzwi.

— Więc co takiego musisz mi powiedzieć?

— Ni...nie wiem, od czego zacząć — szepnęła, odpinając płaszcz, który miała do tej pory zapięty po samą brodę. — Musisz wiedzieć, że nie tego chciałam. Zgodziłam się na ten rozwód, bo miałam nadzieję, że nam pomoże. Jednak tego samego dnia coś jeszcze się stało, pamiętasz?

— Wylądowałaś w Św. Mungu, ale nic mi nie chcieli powiedzieć.

— Tak bardzo chciałam to przerwać, tak bardzo — szepnęła, a on pokręcił głową.

— Uwierzyłbym, gdybyś od razu nie uciekła i nie kazała Potterowi i Nottowi kłamać w żywe oczy.

— Nie planowałam tego, Draco! Spanikowałam! Okej? Spanikowałam. Dowiedziałam się, że… A do tego ten cholerny rozwód, którego nie mogli cofnąć! Nie wiedziałam, co robić, spanikowałam… Spanikowałam.

W gabinecie zapanowała cisza, której Hermiona w tej chwili szczerze nienawidziła.

— Dlaczego spanikowałaś? — zapytał cicho, jakby obawiając się tego, co może mu odpowiedzieć.

Hermiona wzięła głęboki oddech. Wytarła policzki rękawem płaszcza, po czym, zagryzając wargę, wstała. Spojrzała, miała nadzieję, że z siłą i pewnością siebie na Dracona, ale wiedziała, że to złudne marzenie. Była niepewna, bała się, co Draco może zrobić, czy zabiła w nich tę cząstkę, dzięki której byli właśnie dla siebie najlepsi; czy to jako przyjaciele, kochankowie, czy rodzina.

— Dlatego — szepnęła, pozwalając by poły płaszcza opadły po bokach, a jej dłonie automatycznie znalazły się na lekko zarysowanym już brzuszku pod materiałem zwiewnej sukienki.

Spojrzała w te ukochane szare oczy - i jeszcze nigdy nie widziała w nich takiego zranienia - a kiedy skryły się pod powiekami z długimi rzęsami rzucającymi cień na policzki, wypłynęły z nich słone łzy.



Rozdział sprawdzała Katja, Hope i Rzan. 

Wesołych Świąt jeszcze raz! 

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

PROLOG
You may not believe me, but I gave all I had. 



Hermiona wsunęła dół bluzki w ołówkową spódnicę, a na koniec założyła czarną marynarkę. Wskakując w szpilki, szybko wzięła z szafy czarodziejską szatę, modląc się o to, by zdążyć przerwać spotkanie Wizengamotu, który miał zatwierdzić jej rozwód.

Dlaczego, dlaczego nie domagała się tego, by byli razem z Draconem przy tym obecni? Tylko zgodziła się na propozycję jej jeszcze, miała nadzieję, męża, by zrezygnować z tej opcji i zaczekać na przesłanie dokumentów rozwodowych.

Idiotka z niej.



Przecież ten rozwód był dla nich największą krzywdą.

Zwłaszcza teraz.



Wybiegła z windy i nie bacząc na aurorów stojących pod salą zebrań, wbiegła do środka. Drzwi obiły się od framugi, a głowy zgromadzonych poderwały się do góry. Spojrzeli na nią zdziwieni, a szare spojrzenie jej teścia, a może byłego już teścia, paliło.

— Hermiona? — zapytał Kingsley, który siedział u szczytu.

— Rozwód? — zapytała pogryzionymi ze zdenerwowania ustami.

— Gratuluję, złamaliście kolejną tradycję z moim synem — wysyczał Lucjusz, a jej zrobiło się niedobrze. Inni członkowie Wizengamotu spojrzeli zdziwieni na patriarchę Mafoyów. W końcu prawie wszystkie gazety rozpisywały się o tym, jaki będzie szczęśliwy, gdy rozpad związku dojdzie do skutku. Mało ludzi wiedziało, że mimo ich całej wspólnej historii Lucjusz i Hermiona potrafili zakopać topór wojenny i współpracować.

Dzięki niej nazwisko Malfoyów zaczęło wygrzebywać się z dołu, który wykopał dla nich Lucjusz, a ona dzięki niemu miała większe pole manewru wśród czystokrwistych rodzin i spory wpływ na sprawy polityczne.

— Ale… nie, nie, nie! Spotkanie zaczęliście kwadrans temu! — krzyknęła zdenerwowana, czując gorzką żółć podchodzącą do gardła. — Na pewno możecie to jeszcze cofnąć, prawda? — zapytała z nadzieją w głosie, patrząc na zmartwioną twarz ministra.

— Niestety — odezwał się czarodziej, którego imienia nie znała. — Od ponad sześciu minut jesteś ponownie Hermioną Gran…

Więcej nie słuchała. Poczuła palący ból gardła, a po chwili wpatrywała się w żółte wymiociny na zimnej posadzce pomieszczenia.

— Hermiona… Hermiona, kurwa! — usłyszała jeszcze niewyraźny krzyk byłego śmierciożercy, nim poczuła, że świat pogrąża się w ciemności, a silne ramiona łapią ją w locie.



Do sali wszedł uzdrowiciel, a Harry i Draco zerwali się ze swoich krzeseł.

— Co z nią? — zapytał, a uzdrowiciel westchnął i spojrzał niepewnie na blondwłosego mężczyznę, modląc się, by ten nie rozszarpał go na strzępy.

— Przykro mi, panie Malfoy, ale tych informacji mogę udzielić tylko rodzinie pannie Granger albo osobie, którą wyznaczyła sama pacjentka w dokumentach.

— Słucham? — wyszeptał Draco, a jego myśli zaczęły szaleć. — Przecież to jest moja… — zaczął i przerwał, rozumiejąc, co uzdrowiciel miał na myśli, mówiąc o rodzinie — była żona…



Patrzcie jak się złożyło, Katja i Hope i troszkę Rzan, postarały się ze sprawdzaniem, bym tuż przed świętami mogła dać Wam nowe mini opowiadanie! Jestem podekscytowana, bo sama sobie nakazałam bawić się tym opowiadaniem, więc jeśli znajdzie się coś, co nie zgadza się z prawdziwym życiem, proszę byście przymknęli na to oko. 

Wesołych Świąt Wielkanocnych, byście wygrywali w zbijaniu jajka, a zając przyniósł Wam coś dobrego : ) 

I od razu zapraszam na pierwszy rozdział! 

21 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki


NIE WCHODZI SIĘ DWA RAZY DO TEJ SAMEJ RZEKI 






Fandom: Harry Potter

Pairing: Dramione
Rozdziały: 3/?
Gatunek: angst/family/hurt/comfort/fluff
Dodatkowe tagi: czasy dorosłe
Ostrzeżenia: zapewne pojawią się wulgaryzmy
Klasyfikacja: M

Opis: "Po ośmiu latach związku, w tym dwóch latach powoli wyniszczającego ich małżeństwa, Hermiona i Draco decydują się na rozwód. Nie spodziewają się jednak, że los spłata im po drodze takiego figla. Chcąc uratować miłość, która wciąż się w nich tli, dostają od życia coś niespodziewanego. Czy odnajdą się w nowej roli i mimo trudnych chwil, które na nich czyhają, pozwolą sobie na drugą szansę?


Tak, tak, wiem! Kolejne opowiadanie! Ale co ja poradzę, gdy w głowie rodzi mi się kolejny pomysł, a reszty opowiadań nie ważne jak bardzo chcę, nie mogę ruszyć! Także chciałabym Was zaprosić na trochę angstu, trochę fluffu z nasza ulubioną parą. Akcja toczy się dziesięć lat po Wielkiej Bitwie o Hogwart, to taka mała informacja, żeby orientować się choć trochę  w czasie. Oprócz Hermiony i Dracona pojawią się inne osoby ze świata HP, ale raczej będę starać się skupić na tej dwójce. Więc jeśli chcecie się dowiedzieć co los rzuca pod nogi naszym bohaterom, zapraszam! :) 

Z racji tego, że nie planuję by rozdziały były długie, postanawiam dodawać nową część raz w miesiącu. Myślę, że będzie około dziecięciu rozdziałów, ale to się okaże w praniu ; )

SPIS ROZDZIAŁÓW



Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

6 mar 2017

DLA WIĘKSZEGO DOBRA - NIESPODZIEWANY SOJUSZNIK

DLA WIĘKSZEGO DOBRA 
niespodziewany sojusznik.



And when your hope crashes down
Shattering to the ground
You'll, you'll feel all alone
When you don't know which way to go
And there's no signs leading you home
You're not alone


Miałeś zginąć z Voldemortem, Harry.

Te słowa były ostatnimi, jakie Hermiona wypowiedziała do niego przez ostatni tydzień. Z chwilą, gdy jego imię opuściło jej malinowe usta, teleportował się do Grimmauld Place. Dom po chrzestnym stał się dla niego oazą w ostatnich latach. Praktycznie nikt go nie używał, chyba że po jakiejś ciężkiej misji Harry chciał odreagować albo ochłonąć po kłótni z Ginny, to zjawiał się w tym miejscu i niszczył wszystkie meble dookoła. Późniejsza naprawa wszystkiego była równie wyczerpująca, nawet gdy miał do pomocy starego już Stworka, przeszczęśliwego, że do czegoś się w końcu przydał. 

Później po zimnym prysznicu teleportował się przed wejście do Świętego Munga, by w poczekalni przywitać poranek i zabrać do domu najważniejsze — w jego życiu — kobiety. Kiedy wybiła już godzina dziewiąta rano, miał wszystkie papierki wypisane i z uśmiechem na ustach wszedł do sali, na której leżała tylko Ginny. Kobieta jeszcze spała, tak samo jak jego kochana teściowa. Podszedł do wielkiego, wygodnego fotela, wysunął ze starszych ramion zawiniątko, a jego uśmiech na nowo ozdobił zmęczoną twarz, widząc, że w końcu udało mu się, a raczej im, stworzyć małą kopię Ginny. Dwoje brązowych oczu wpatrywało się w niego z niebywałą bystrością, a spod czapeczki wystawały jasno marchewkowe włosy.

Przez chwilę zapomniał o przepowiedni i wiadomościach, jakie zrzuciła na niego Hermiona, nareszcie mógł się cieszyć z zostania tatą po raz trzeci.

I tak, wpatrując się w czekoladowe tęczówki swojej córki, przysiągł sobie, że nieważne co miałoby się dziać, nie poświęci się już więcej dla przepowiedni.

Będzie żył jak do tej pory.


Z kolejnymi kilkoma latami po narodzinach jego córki zrozumiał, jak cholernie naiwny był. Teraz wiedząc już, co wypatrywała w nim Hermiona, sam to robił. Szykując się na kolejny, już trzynasty bankiet z okazji wygranej bitwy o Hogwart, boleśnie wyraźne teraz stało się dla niego, ile starzej wyglądała od niego Ginny. Przyglądał się ich odbiciu w tafli lustra, gdy tak stał za nią prawie ubrany w mugolski garnitur. I wciąż, wciąż wyglądał, jakby szykował się na ich wielki dzień — ślub. Jedyną różnicą była jej suknia, która nie lśniła bielą w ostatnich promieniach słonecznych padających przez otwarte okno, a iskrzyła się metaliczną czernią. Nawet włosy miała podobnie upięte, by ukazać swoją długą, łabędzią szyję, którą uwielbiał obdarowywać pocałunkami. Jednak kiedy skupił się bardziej, to widział różnicę.

Delikatne żłobienia czasu w porcelanowej skórze, siwą nitkę tu czy tam, gdy zdmuchiwała z oczu pasmo kręconych włosów.

Kobieta właśnie naciągała czarną pończochę zakończoną koronką, posyłając mu seksowny uśmiech w odbiciu lustra i uczucie, jakie to w nim wywoływało, było czymś czego czas nie mógł zmienić.

Mimo zmarszczek, siwych włosów tu i ówdzie, pięciu dodatkowych kilogramów (które, szczerze mówiąc, uwielbiał, bo pupa i cycki zrobiły się jeszcze bardziej obfite) wciąż była dla niego piekielne pociągająca.

— Nie patrz tak na mnie, bo zdecyduję, że wolę spędzić ten wieczór na ściąganiu tej niebotycznie drogiej sukienki — szepnął i pocałował ją w odkrytą szyję.

Zamknął swój umysł i skupił się na kobiecie przed sobą. Ignorując wszystkie widoczne już gołym okiem różnice między nimi, podciągnął czarny materiał do góry, wbił palce w jędrne pośladki i uniósł ją do góry, równocześnie przyciskając do powieszonego na ścianie lustra.

Na chwilę zapomniał o całym świecie, czując oplatające go w pasie długie nogi i warknął, wbijając się w nią jednym płynnym wejściem.


Na bankiet weszli spóźnieni i pierwsze co zobaczył to maszerującą w ich stronę Hermionę. Usta miała zaciśnięte w cienką linię, którą szybko zastąpiła szerokim uśmiechem, gdy spojrzała na jego szyję. Mimowolnie dotknął miejsca, w którym Ginny go ugryzła i zassała, zostawiając czerwoną malinkę, jakby wciąż mieli dwadzieścia lat.

— Ginny Potter! — zawołała rozbawiona Hermiona, na co jego żona wzruszyła ramionami.

— Nie moja wina, że nie mogę mu się oprzeć — powiedziała. — Widziałaś? Mam wrażenie, że nic się przez te wszystkie lata nie zmienia!

Zauważył delikatne drgnienie ust, gdy uśmiech Hermiony zrobił się nagle sztuczny i sekundowe rozszerzenie oczu. To spostrzeżenie dało mu do zrozumienia, że przez rok obserwowania swojej przyjaciółki nauczył się jej na pamięć. Znał każde drgnięcie, każdy uśmiech, widział, kiedy cała się spinała, a twarz przysłaniał cień. Nikt inny tego nie dostrzegał. Nie Ginny, która trajkotała wesoło o tegorocznych dekoracjach balu, nie Ron, który nigdy nie wiedział, kiedy ma się zamknąć, przez co zawsze ładował się w kłótnie ze swoją wtedy jeszcze narzeczoną.


Gdy bal dobiegł końca, a Ginny zasnęła po kolejnej dawce nieziemskiego seksu, teleportował się z trzaskiem w salonie Hermiony. Wciąż nie mógł przywyknąć do pustki po Ronie, ale nigdy nie powiedział tego na głos. Do tej pory nie rozumiał, dlaczego się rozstali, ale kiedy jego przyjaciel zdecydował się na dwuletni kontrakt z Chudley Cannons, zrozumiał, że Ron naprawdę zrezygnował z życia z Hermioną.

— Draco, przestań! — usłyszał zniecierpliwiony głos kobiety.

Ze wstrzymanym oddechem popchnął drzwi do sypialni, a jego oczom ukazał się obraz ich byłego wroga siedzącego w eleganckich szatach na zaścielonym łóżku, gdy Hermiona wciągała na siebie przy duży sweter.

— Malfoy? — zapytał niedowierzająco, a kobieta podskoczyła zaskoczona. W normalnej sytuacji parsknąłby śmiechem, ale nie potrafił, mimo że za kilka lat będzie to dla niego śmieszne. — Co ty tu robisz?

— Ja zostałem zaproszony, czego nie można powiedzieć o tobie, Potter — odpowiedział mu złośliwym, znudzonym głosem.

— Harry…

— Hermiona, zaprosiłaś go tutaj… tutaj?! — przerwał jej i powiódł spojrzeniem po ścianach, na których wciąż widniała oś czasu, słowa przepowiedni i zdjęcia. — Kiedy nie chciałaś powiedzieć nic Ronowi, zaprosiłaś go tutaj?

— Draco jest przyjacielem i mi pomaga w rozwiązaniu twojego problemu — powiedziała, a on prychnął, na co kobieta posłała mu wściekłe spojrzenie. Malfoy nic nie powiedział, obserwował ich tylko, przez co miał ochotę warknąć coś mało przyjemnego w jego stronę. — Nie patrz tak na mnie, Harry. Pomiędzy jego a moją inteligencją miałam nadzieję znaleźć rozwiązanie tego, co się stało, ale…

— Ale nie ma go, Potter. A patrząc na waszą dwójkę, widzę, że już niedługo ludzie zaczną zauważać, że coś jest z tobą nie tak. Jesteście w tym samym wieku, Granger wygląda rewelacyjnie w swoich latach, a przy tobie wydaje się, jakby była z sześć lat starsza.

Harry nic nie odpowiedział, bo też to widział. Tak samo jak Ginny, Hermiona z wiekiem stawała się piękniejsza. Pewnie duże znaczenie miał fakt, że była Gryfonka pokochała siebie, swoją inteligencję, tę niesforną szopę na głowie, stała się pewna i było to widać na każdym kroku. Zawsze uważał, że Ginny miała grono wielbicieli w Hogwarcie między innymi, dlatego że umiała o nie zabiegać i nie wstydziła się niczego w swojej osobie, bo znała swoją wartość. Hermiona potrzebowała czasu, by zaakceptować siebie taką, jaką była.

Malfoy zsunął się z łóżka i wyszedł z pokoju, nie zaszczycając ich nawet jednym spojrzeniem. Harry zwrócił uwagę, że blondyn czuł się w tym miejscu bardziej komfortowo niż on, od kiedy Ron przestał tutaj mieszkać. Od zawsze to było mieszkanie Rona i Hermiony, kupili je razem, urządzili je razem i mieli w nim mieszkać tak długo, aż nie będą gotowi na dziecko. Wtedy mieli je sprzedać i kupić dom.

Wszystko się zmieniło

Znowu.


I znowu przez niego, tak jak Ron powiedział.


Jak zawsze on.


Hermiona chrząknęła, a Harry powiódł spojrzeniem w jej stronę.


— Draco ma rację. Widać różnicę. Dla nas ona jest oślepiająca, ale jeśli komentarz Ginny cokolwiek znaczy, to to, że ludzie już widzą, choć nie wiedzą co. Nie możemy na to pozwolić.

Drugi raz znalazł się za kobietą tego wieczora. Złapał spojrzenie bursztynowych oczu w lustrze i skrzywił się, czując, jak bardzo przeszkadzało mu, że wyglądała starzej od niego. Z Ginny tak tego nie odczuwał, ale mógł to zrzucić na fakt, że swoją żonę kochał i tak długo, jak będzie miał to uczucie, mogłaby jego złośnica mieć twarz stuletniej czarownicy, przybrać dwadzieścia kilogramów i obwieścić miłość do kotów, on i tak będzie miał to pożądanie i śmieszną adorację w oczach.

Bo była jego dziewczyną, kobietą, żoną, matką jego dzieci.

Hermiona, była jego przyjaciółką i bolało go, jak wiele poświęciła, by mu pomóc, kiedy znaleźli się w punkcie, gdzie nic nie dało się zrobić.

Gdzie wszystko poszło na marne.

Przymknął oczy, opierając brodę na czubku głowy Hermiony i poczuł, jak rozluźniła się ona w jego objęciach. Kiedy je ponownie otworzył, dostrzegł w lustrze dodatkową osobę. Draco Malfoy stał tuż obok nich, trzymając fiolkę w wyciągniętej w jego stronę dłoni. Wręcz czuł wibrujące ciepło od jego ciała i poczuł, jak szara magia byłego Ślizgona nieświadomie stykała się z magią kobiety, którą sam obejmował.

Chyba nigdy wcześniej nie żałował tego, że mógł widzieć aurę każdej magicznej osoby i jej magię. W tej chwili ten dar wydawał mu się przekleństwem, bo jeśli faktycznie wszystko co ich łączyło, to przyjaźń, to byli na dobrej drodze by przekroczyć granicę tej relacji. I zdecydowanie była to ich prywatna sprawa. 

Malfoy ponaglająco machnął ręką z magiczną substancją. 

— Do dna, Potter.



Witajcie! Jak podoba się nowa szata bloga? Ja jestem w niej zakochana, zwłaszcza w tych obrazkach <3 Nie mogłam znaleźć pasującego obrazka ani cytatu, dlatego jeśli masz coś bardziej pasującego, to pisz!

PS: Cały tekst sprawdzała cudowna Hope! Miała kilka kwiatków, i problemy z wytłumaczeniem kilku rzeczy, ale to tylko i wyłączni wina mojego małego mózgu, on po prostu nie lubi poprawności języka polskiego. Dlatego WIELKIE brawa dla tej pani i podziękowania! <3

 { PS! Pamiętaj, że jeśli nie masz ochoty pisać komentarza, który naprawdę sprawi mi przyjemność, możesz ocenić rozdział. Ocenę znajdziesz nad etykietami posta. <3


4 lut 2017

Dla większego dobra

Tytuł: Dla większego dobra
Rodzaj: Romance/Hurt/Comfort/Mystery/Friendship/Angst
Rating: M
Status: Aktualne
Rozdziałów: 1/?
Ostrzeżenie: wulgaryzmy/mogą być sceny seksu/ lekkie AU
Summary: ... się pisze. 



Część 1.


And if the sky comes falling down, for you, there's nothing in the world I wouldn't do
— Avicii



Część 2. 
Dla większego dobra
And when your hope crashes down
Shattering to the ground
You'll, you'll feel all alone
When you don't know which way to go
And there's no signs leading you home
You're not alone

Część 3.
Dla większego dobra —


27 gru 2016

Dla większego dobra — czujne oczy


Dla większego dobra 
czujne oczy. 

And if the sky comes falling down, for you, there's nothing in the world I wouldn't do

— Avicii