Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romance. Pokaż wszystkie posty

8 cze 2018

Osiem nóg, trzy serca, jedna rodzina [T][M]




Osiem nóg, trzy serca, jedna rodzina [T][M]




Tytuł: Eight legs, Three hearts, One family
Autor: LightofEvolution Autor tłumaczenia: Vixen
Beta: Agatte/Rzan <3
Zgoda: Jest
Fandom: Harry Potter
Para: Dramionarry
Gatunek: Humor/Romance
Rating: M
Status: Zakończone
Opis: Krótki i słodki one shot — Dramionarry — o przynajmniej ośmiu nogach i Wybrańcu, który ratuje noc!




Hermiona dopiero co znalazła idealną pozycję do zaśnięcia, gdy otworzyły się drzwi do sypialni. Usłyszała tupot małych stóp na ciemnej drewnianej podłodze i… 

— W moim pokoju coś jest. Coś obrzydliwego. 

Kobieta uniosła głowę z poduszki i spojrzała na dziecko. Po pomieszczeniu rozniósł się cichy głos drobnego chłopca o jasnych włosach, a dłońmi miał on materiał swojej quidditchowej koszulki od piżamki. 

— W porządku, Scorp — uspokoiła syna. — Ile ma nóg? 

Sześciolatek wyszczerzył zęby w uśmiechu, bardzo przypominając przy tym swojego ojca, i wybiegł z powrotem do pokoju. 

— Osiem! — wykrzyknął z dwadzieścia sekund później. 

— Osiem oznacza, że to pająk — odkrzyknęła, ignorując jęk obok niej. Szturchnęła na wpół śpiącego mężczyznę i dodała: — Więc, Harry, twoja kolej. 

Brunet westchnął, ale wygrzebał się z pościeli, uprzednio całując Hermionę w policzek. 

— Idę! 

Po drugiej stronie Hermiony inny mężczyzna zaśmiał się i otworzył jedno zaspane oko, by popatrzeć na tyłek wychodzącego Harry’ego. 

Mieli prostą zasadę, kiedy chodziło o „coś” w pokoju Scorpiusa — do ośmiu nóg — zajmował się tym Draco; osiem nóg — Harry, ponieważ miał najwięcej doświadczenia z pająkami, a przynajmniej tak twierdził Scorp po wysłuchaniu (dziecięcej wersji) historii swoich rodziców z czasów Hogwartu; więcej niż osiem nóg — wkraczała Hermiona. Do ostatniej kategori zaliczały się gąsiennice, które tylko wyglądały, jakby miały więcej niż osiem nóg. 

Draco przyciągnął Hermionę bliżej siebie, dzięki czemu oparła się o jego tors i westchnęła zadowolona, zamknięta w ciepłych ramionach. 

— Twój syn to prawdziwy Puchon, wiesz o tym? — dogryzła mu rozbawiona. 

Delikatnie ugryzł ją w ucho, po czym odpowiedział: 

— Jest także twoim synem w każdym znaczeniu tego słowa, nawet jeśli nie łączą was więzy krwi. 

— To ty rozpieszczasz go najbardziej! Skończy się tym, że będzie tak samo rozpuszczonym dzieciakiem, jak ty! 

— Tak się nie stanie. A swoją drogą miotła była pomysłem Harry’ego, więc to jego obwiniaj. Zresztą sama rozpieszczasz go książkami i ciągłym czytaniem mu. 

— Wiesz, pomimo tego, że pięćdziesiąt procent genów dzieli z tobą, Scorpius jest dość inteligentnym dzieckiem. 

Hermiona nie wspomniała o drugich pięćdziesięciu procentach dziedzictwa Scorpiusa i to z dobrej przyczyny. To właśnie jeden z powodów, przez który Draco z Hermioną stali się sobie bliscy w pierwszej kolejności. 



Astoria podkuliła ogon i uciekła zaledwie kilka tygodni po narodzinach swojego syna, spełniwszy obowiązującą ją część umowy małżeńskiej, dając rodzinie Malfoyów nowego dziedzica. Zdesperowany Draco zgłosił się wtedy do współpracownika w MLE — Hermiony Granger — po radę. Serce czarownicy roztopiło się, widząc go z noworodkiem w ramionach. I mimo braku doświadczenia z dziećmi Hermiona wyszła z jego kominka ze stosem książek i Molly Weasley u boku. Kiedy Molly wróciła do domu, Hermiona postanowiła jeszcze chwilę zostać. Do jego uroku pełnego sarkastycznego humoru, doszła troskliwa i ładniejsza strona Draco, która przyciągała ją do siebie w niewytłumaczalny dla niej sposób. Jedna rzecz poprowadziła do drugiej i niedługo po tym Hermiona zaczęła spędzać noce w Malfoy Manor, pomagając mężczyźnie z synkiem i łatając jego rozbitą duszę. 

Sześć miesięcy później, w deszczową listopadową noc, Harry zapukał do drzwi dworu, cały przemoknięty, zapłakany i ogólnie nieszczęśliwy. Bez pytania Hermiona wciągnęła go do środka, posadziła przed kominkiem i wręczyła kubek gorącego kakao. Krótko po tym Draco, ubrany jedynie w spodnie do spania, przysiadł koło nich. Wymienił słodki napój na szklankę ognistej i zmusił Harry’ego do rozmowy. 

Okazało się, że Ginny zostawiła go po ostrej kłótni, gdy prawdziwość tego, czego oczekiwali od ich związku, niespodziewanie na nich runęła. Ginny chciała grać w Quidditcha i budować swoją karierę, Harry chciał — pragnął — własnej rodziny. 

Kiedy Hermiona wróciła z karmienia z niespokojnym niemowlakiem wciąż wtulonym w jej ramiona, przywitał ją niecodzienny widok. Draco trzymał Harry’ego w ciasnym uścisku, szepcząc mu ciche słowa pocieszenia w zagłębienie szyi. Harry z kolei, z ramionami zapleciony wokół chłopaka Hermiony, rozpaczliwie wczepiał się palcami jego nagą skórę.Spojrzenia Hermiony i Dracona spotkały się nad ramieniem Harry’ego i to, co zobaczyła w tej szarej głębi, sprawiło, że ciepło rozeszło się w jej sercu i gdzieś poniżej pępka: adoracja, miłość i nadzieja. 

Nie był dla niej tajemnicą fakt, że w młodych latach Draco cieszył się odkrywaniem swojej seksualności zarówno z kobietami, jak i mężczyznami. Zawsze mu dogryzała z powodu obsesji na punkcie Harry’ego w ich szkolnych czasach, ale ta sytuacja była inna. To było na wskroś realne, intensywne i nowe. Z wielkim uśmiechem na ustach Hermiona zostawiła samych sobie dwóch z trzech najważniejszych mężczyzn w jej życiu, by zabrać tego najmłodszego do sypialni. 

Oczywiście Harry potrzebował czasu, by podnieść się po rozstaniu. Spędził go, wyprowadzając się z Grimmauld Place i wprowadzając do Malfoy Manor, bo potrzebował ucieczki od wspomnień z Ginny. Miesiące mijały, a relacje pomiędzy ich trójką powoli zamieniała się w coś innego. 

I choć ironią było to, jak proste okazało się dla Harry’ego i Dracona przedłużanie dotyku, zmiana westchnienia na jęki pożądania podczas uścisków, tak pomiędzy Harrym a Hermioną było całkowicie inaczej.To nie tak, że możliwość, by przekształcili się z przyjaciół do kochanków, nigdy się nie pojawiła. To oni uczepili się swojej przyjaźni, wznieśli ściany pomiędzy tym, co było a tym, co mogłoby być. 

Tak było, dopóki Hermiona nie otworzyła drzwi do sypialni i nie znalazła Dracona na kolanach przed Harrym. Brunet siedział na łóżku z głową odrzuconą do tyłu w ekstazie, a jej chłopak miał usta zaciśnięte wokół jego penisa. Hermiona nie czuła się zdradzona, wraz z Draconem rozmawiali o wszystkim i wiedziała, że mieli wystarczająco miłości, by wszystko ze sobą współgrało, by zmienić ich parę w trójkąt. Jednak dopiero ta sytuacja sprawiła, że coś w niej pękło i uznała swoje własne seksualne pragnienia wobec Harry’ego. Ogarnęło ją pożądanie i odważyła się podejść, wplątać palce w nieuporządkowane, czarne włosy mężczyzny i namiętnie pocałować. Powieki Harry’ego uniosły się w zaskoczeniu, ukazując zielone oczy, ale kiedy zrozumiał, kto go całował, jęknął głęboko. Oddawał pocałunek, jakby jutra miało już nie być, z jedną ręką na szyi Hermiony, a drugą wplątaną w jasne włosy, ponaglając Dracona. Doszedł kilka sekund później z dzikim, próbując zahamować w sobie wyzwalający jęk.

Od tamtego czasu minęło już pięć lat. Naturalnie było wiele szeptów i plotek na ich temat, ale zwyczajnie je ignorowali. Ludzie mogli myśleć, co chcieli i plotkować, ile chcieli, tak długo jak ich trójka była szczęśliwa. Oczywiście zdarzało się im kłócić. Zazwyczaj o zwykłe rzeczy — czy było faktycznie konieczne zabranie Scorpiusa do rezerwatu smoków w wieku trzech lat (Draco i Harry wygrali z Hermioną) albo czy było stosowne, aby wysłać Lucjuszowi do Azkabanu świąteczną kartkę ze zdjęciem ich czwórki (Draco zdecydował, że tak) albo czy Hermiona naprawdę potrzebowała kolejnej starożytnej edycji książki „Historia Hogwartu” (no oczywiście, że tak). 

Scorpius nazywał Dracona „tatą”, Harry’ego wołał po imieniu, a do Hermiony zwracał się „mama”, nawet jeśli wiedział, że nie była kobietą, która go urodziła. To ona zawsze przy nim była i dlatego została jego matką. Pewnego razu w napadzie złości zadeklarował nawet, że to Harry musiał być jego biologicznym ojcem, ponieważ nigdy nie skarciłby go za potrącenie Rose Weasley, gdy nazwała go kujonem. 



Harry wrócił do sypialni z uśmiechem na ustach. 

— Poszedł z powrotem spać? — zapytała Hermiona. 

— Tak, zabraliśmy pająka do ogrodu, a kiedy spytałem, czy chce, żebym z nim został, powiedział, że nie.

— Naprawdę? — zapytał Draco, a w jego głosie można było usłyszeć zaskoczenie. 

Harry wyszczerzył zęby i uniósł dramatycznie brwi, nim odpowiedział: 

— Tak, ponieważ najwyraźniej szykuje się wkrótce do bycia starszym bratem, a starsi bracia śpią sami. 

Draconowi zaparło dech w piersi, a Hermiona stęknęła. 

— Czy jest coś, co chcesz nam powiedzieć? 

Blondyn nie mógł powstrzymać ekscytacji w swoim głosie. 

— Nie — powiedziała, potrząsając gwałtownie głową, a jej loki aż podskoczyły... — Ale Scorpius musiał podsłuchać moją rozmowę z Pansy. Rose przyłapała Pansy i Rona w sypialni. Podczas gdy Pansy miała ubaw, Ron próbował wytłumaczyć córce, że ćwiczyli na Mistrzostwa Świata w Quidditchu dla dorosłych, a nagrodą ma być rodzeństwo dla Rose. 

Draco zaczął się śmiać, ale Harry tylko wzmocnił humor sytuacji, dodając: 

— Scorpius oznajmił mi, że jego tatowie byli najlepszymi zawodnikami na świecie, więc w dwójkę wygrają puchar i rodzeństwo dla niego. 

— Dziecięca logika — skomentował Draco, a Harry w tym czasie wszedł na łóżko, naprzeciw ich dwójki. Kiedy mimochodem przejechał opuszkami palców po udzie Hermiony, jej serce znacznie przyspieszyło. Draco dołączył po drugiej stronie i nie była już tylko pobudzona, ale też kompletnie podniecona. Troszkę bezróżdżkowej magii (jednostronne zaklęcie wyciszające), by zapobiec takiemu wypadkowi, jak w domu Weasleyów i mogła się skoncentrować na tym, co czuła dzięki tym dwóm mężczyznom. 

— Więc jak, Księżniczko, weźmiemy udział w Pucharze Świata? — zapytał Draco, pocierając palcami o już mokre i śliskie wargi w jej majtkach. Hermiona mogła tylko słabo kiwnąć głową. Czasami, sporadycznie rozmawiali o kolejnym dziecku i jak nie miałoby znaczenia, czy biologicznym ojcem byłby Draco czy Harry. Może faktycznie był to dobry czas, aby zacząć już przygotowywać się. Takie ćwiczenia w końcu są najlepsze! 

Harry uniósł wzrok, a jego język wciąż drażnił Hermiony sutek przez cieniutką koszulkę. Oparł się ciężarem na łokciu i powiedział:

— Wiesz, że zawsze cię pokonuje w łapaniu znicza, Malfoy — powiedział, a głos miał zachrypnięty i uwodzicielski. Hermiona kochała tę barwę dźwięku. 

Draco, bez przerywania w dotykaniu jej wrażliwej łechtaczki, zakończył droczenie się i pochylił nad ramieniem Hermiony, by zamknąć Harry’ego pocałunkiem.




Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że Agatte i Rzan miały czas, by sprawdzić mi ną mini miniaurkę! Czekała ona na swój czas już dość długo, więc kurzyła się biedna w google doc, ale już jest! Cieplutka, dopieszczona i od razu wstawiona i opublikowana!

Mam nadzieję, że ta słodycz się podobała, a nikt nie zwymiotował tą słodkością i docenił tą małą ilość erotyki! Nie chce by moja prośba brzmiała, jak żebranie, ale wasze komentarze, opinie, nawet krytyka wiele znaczy, motywuje i daje kopa do dalszej pracy. Dlatego jeśli możesz poświęcić dziesięć minut na przeczytanie tej perełki, nad którą z dziewczynami spędziłyśmy godziny, dajcie od siebie dwie minutki :)

Wiem, że miał się pojawić nowy rozdział NWSDRDTSR [sobie kurna tytuł wymyśliłam...], ale miałam kompletną pustkę dla tej całej dramy, za to skończyłam kolejną część Dla Większego Dobra, a nawet zaczęłam następną, ale... beta, beta, beta! Jest problem z czasem chyba u wszystkich, więc te minimalnie miesięczne publikowanie czegokolwiek chyba nie wypali. A chciałam, bardzo!

xoxo

21 wrz 2017

Sekretarka Diabła I

SEKRETARKA DIABŁA I 

Tytuł: The Devil's Secretary
Autor: frostykitten
Autor tłumaczenia: Vixen
Beta: Katja

Zgoda: Jest

Fandom: Harry Potter
Para: Dramione
Gatunek: Humor/Romance
Rating: T
Status: Zakończone
Rozdział: 1 z 7




Source: FanFiction.net
Cześć, Kochani! Przybywam do was po wakacjach, pełna teoretycznej energii (bo pracować to mi się nie chce) z nowym tłumaczeniem. Nie jest tak długie, jak TTN i... JEST ZAKOŃCZONE, a do tego jest śmieszne, a ostatnio właśnie mam ochotę popisać taki gatunek, ale sama specjalnie śmieszna nie jestem i raczej niemrawo mi idzie takie pisanie. Stąd tłumaczenie opowiadania, które wcale nie jest ambitne, ani żadnym odkryciem i nie ma w sobie nic nowego. Ale wciąż jest przyjemne. Wieczorem dodam podstronę z wszystkimi informacjami do niego, so stay tuned! : ) 


Betowała niezastąpiona Katja! 



Hermiona nie miała szczęścia. Magiczny Świat przechodził ostatnio ciężkie chwile, przez co została zwolniona ze swojej pracy w Ministerstwie. Ta strata zmusiła ją do poszukania nowego źródła utrzymania, zwłaszcza że w tej chwili rynek pracy był naprawdę ubogi. 

Percy Weasley przyszedł do niej osobiście, by dostarczyć złe wieści, zamiast wysłać zwykłą adnotację, którą dostała reszta pracująca w jej departamencie z powodu zatwierdzonych odgórnie cięć w budżecie. On sam był bardzo miły, położył dłoń na jej ramieniu w geście pocieszenia, co sprawiło, że chciała się odsunąć choć minimalnie. Percy nawet w swoich najlepszych momentach był dziwną osobą i pocieszanie nie należało do jego mocnych stron, jednak sam gest był niezmiernie słodki i to, że próbował, było po prostu miłe. 

Przyjaciele i rodzice zapraszali Hermionę do zamieszkania z nimi przy każdej okazji, jaka się nadarzyła, tak, by mogła wynająć swoje mieszkanie i mieć dzięki temu jakiś dochód. W tym czasie ona sama mogłaby spokojnie szukać nowej pracy. Jednakże byłej Gryfonce wydawało się to zbyt bliskie dobroczynności, a tego zaakceptować nie mogła. Najzwyczajniej w świecie była na to zbyt dumna. Może skorzystałaby z oferty, jeśli jej sytuacja by się znacznie pogorszyła, ale wierzyła i miała nadzieję, że do tego nie dojdzie. Hermiona Granger była samowystarczalna i nie chciała tego zmieniać. 

Zdawała sobie sprawę, że sięgnęła dna, kiedy ubrana na rozmowę kwalifikacyjną, znalazła się przed wejściem do wielkiego budynku Malfoy Industries. 

Z tydzień temu wysłała CV i w podejrzliwie krótkim czasie dostała entuzjastyczną odpowiedź. Gdyby Hermiona nie była tak bardzo zdesperowana, nawet przez myśl nie przeszłoby jej składać podanie w miejsce, gdzie istniało duże ryzyko spotkania twarzą w twarz z Malfoyem. 

Wzięła uspokajający wdech, nim otworzyła wielkie, szklane, złote drzwi ostentacyjnego budynku i weszła. Wnętrze było tak samo przesadzone, jak zewnętrzna część budynku. Wszystko marmurowe, a do tego wzdłuż ścian przez całą drogę do recepcji znajdowały się potężne filary. Będąc szczerą, to właśnie tego spodziewała się kobieta po budynku zarządzanego przez Malfoya. 

Pewna siebie, z uśmiechem na ustach podeszła do biurka, za którym siedziała kobieta. 

— Nazywam się Hermiona Granger i mam umówione spotkanie z panią Woods — powiedziała lakonicznie. 

Kobieta nawet nie zaszczyciła jej ani jednym spojrzeniem, wciąż wbijając swój wzrok w kiczowaty romans, który czytała. Również ledwo, jakby z łaską, wskazała w stronę windy pomalowanym na krzykliwy, czerwony kolor paznokciem. 

— Piąte piętro. 

Trochę zniechęcona przez niemiłe zachowanie recepcjonistki, Hermiona przeszła obok kobiety i weszła do wnętrza windy. Tak jak wcześniej się nie martwiła, teraz przez rozmach z jakim był urządzony budynek, Hermiona zaczęła czuć iż może być źle ubrana przez praktyczne czółenka na niskim obcasie i konserwatywną spódnicę do kolan. 

To poczucie powiększyło się jeszcze bardziej, gdy po wyjściu z windy zobaczyła czekającą na nią kobietę. Swoje lśniące, czarne niczym heban włosy miała elegancko zaczesane do tyłu za pomocą ozdobnego grzebienia wypełnionego kryształkami. Czarna, krótka sukienka miała wyraziste linie, które wręcz krzyczały “droga i od projektanta”. I nikt nigdy nie użyłby słowa praktyczne do opisania jej szpilek, które idealnie eksponowały pedicure na stopach.

Była Gryfonka czuła się kompletnie nie na miejscu, porównując siebie do kobiety przed sobą. Do tego oceniające spojrzenie, którym przywitała Hermionę kobieta, nie zmniejszyło niezręczności sytuacji. Dezaprobata wręcz wylewała się w stronę byłej Gryfonki. 

— Dzień dobry, jestem Hermiona Granger i miałam się spotkać… 

— Ze mną — przerwała jej kobieta. Ponownie Hermiona poczuła na sobie oceniające spojrzenie, po czym kobieta wymamrotała cicho: — Wolałabym kogoś z poczuciem stylu, ale będziesz musiała wystarczyć. Przejdźmy do rzeczy. Twoimi obowiązkami będą... 

Hermiona była zmieszana. Miała wrażenie, że przyszła na rozmowę kwalifikacyjną, a nie żeby słuchać jakiś obelg pod swoim adresem. 

— Emm, przepraszam, ale nie przyszłam tutaj dziś na rozmowę? 

Pani Wood obdarzyła ją dzikim uśmiechem, który ukazał wszystkie zęby. 

— Jeśli przeżyjesz do końca dnia bez beczenia i rzucania zaklęciami w kogoś — będziesz zatrudniona. 

Wydawało się, że ludzie w Malfoy Industries byli tak samo zachęcający jak i mili. Hermiona nawet nie wiedziała, czemu tak bardzo dziwiło ją, że ludzie tutaj pracujący nie byli wcale przyjaznymi pracownikami — w końcu spójrzmy, dla kogo pracowali. To samo w sobie było wytłumaczeniem. 

Zatrzymały się naprzeciw ciemnobrązowych drzwi z wygrawerowaną, złotą plakietką, która informowała, iż jest to biuro Draco Malfoya, CEO*. Hermiona przeniosła nagle swoje przerażone oczy w stronę kobiety obok niej. 

— Opis pracy nie mówił nic o bezpośredniej współpracy z żadnym z Malfoyów! Założyłam, że będę odbierać wiadomości, zajmować się ksero, a nie mieć jakąkolwiek styczność z CEO!

— Gdybyśmy mówili osobom aplikującym, co będzie ich prawdziwym zadaniem, nie mielibyśmy żadnych chętnych na to stanowisko. A to jest coś, na co nie możemy sobie pozwolić, ponieważ jeśli nikt się nie pojawi, ta robota spadnie na mnie. 

Hermiona była pewna, że istnieje prawo, które zajmowało się kłamaniem w sprawie obowiązków w pracy tylko po to, by zdobyć chętnych na stanowisko, jednak tak długo, jak wypłata będzie się zgadzała, będzie musiała sobie poradzić. 

— Więc czym dokładnie będę się zajmować? — zapytała przerażonym głosem. Nie podobało jej się, że została zrobiona w balona, ale w końcu firma należała do Malfoya, więc czego ona się spodziewała?

— Generalnie będziesz zajmować się naszym kochanym szefem i trzymać go w ryzach. — To zdanie zawierało więcej sarkazmu, niż Hermiona kiedykolwiek słyszała. Nikt nigdy nie włożył przy niej tyle jadu w jedno zdanie. — Jesteś bohaterką wojenną, więc powinno to być jak spacer po parku w porównaniu do pokonania Czarnego Pana. 

Wcale, a wcale nie uszło uwagi pannie Granger, że kobieta użyła zwrotu Czarny Pan, zamiast Voldemort. 

Powiedziawszy to, kobieta otworzyła drzwi i wepchnęła Hermionę do środka i nim była Gryfonka była w stanie wyrazić swój sprzeciw, zatrzasnęła drzwi prawie przed jej nosem. Co dokładnie miała na myśli mówiąc “trzymać w ryzach”? Z tego, co czytała w gazetach, Draco Malfoy był nikim innym jak osobą profesjonalną i przestrzegającą prawa od samego zakończenia wojny. 

Z chwilą, gdy jej oczy spoczęły na postaci znajdującej się za potężnym biurkiem, Hermiona wiedziała, że publiczny image Malfoya istniał tylko dzięki osobie, której miejsce zajęła była Gryfonka. Co więcej, była ona w niej cholernie dobra. 

Garnitur, który miał na sobie, był odpowiedni do pracy, jednak pod marynarką brakowało koszuli, a do tego zauważyła, że nie miał założonych skarpetek do swoich drogich mokasynów. Głowę miał ułożoną na biurku, uniósł ją jednak na dźwięk zamykanych drzwi. Wyglądał tak, jakby ten jeden ruch kosztował go wiele wysiłku.

W taki sam sposób, jak pani Woods, Malfoy zmierzył ją od stóp po czubek głowy z grymasem na twarzy. 

— Przecież mówiłem jej: duże piersi — wymamrotał zirytowany, po czym z powrotem przykleił policzek do blatu biurka, wyglądając na kompletnie niezainteresowanego. 

Hermiona dodała molestowanie do listy rzeczy, które już miała przeciwko niemu.

Z tęsknym spojrzeniem w stronę drzwi, powtórzyła sobie w myślach, dlaczego tutaj stała. Potrzebowała pieniędzy, i to desperacko, a to była najlepiej płatna praca, jaką mogła znaleźć — w sumie to jedyna praca, jaką była w stanie znaleźć. Więc jeśli chciała zatrzymać swoje mieszkanie, musiała dać sobie radę i stać się sekretarką Diabła — czy jak tam oficjalnie nazywała się jej posada.

— A ja nie miałam w opisie pracy nic o niańczeniu dwudziestopięcioletniego dziecka — warknęła w jego stronę. Rozmiar jej stanika nie miał nic wspólnego z tym, jak wykonywała pracę i nie zamierzała pozwolić mu, by sprawił, że będzie źle się czuła z powodu tego, co miała.

Skoro byli na tyle zdesperowani, by zatrudniać ludzi, którym kłamali na temat tego, co będą robić, to ona zdecydowanie mogła pozwolić sobie na wiele, nim ją zwolnią. Przynajmniej miała taką nadzieję. 

— Może i mam w tej chwili gigantycznego kaca, ale nie oznacza to, że możesz odpowiadać mi w taki sposób już pierwszego dnia. 

Nawet nie uniósł głowy z biurka, gdy do niej mówił!

Hermiona oparła dłonie na biodrach i odezwała się głosem, który używała zazwyczaj tylko w stosunku do Rona, gdy zachowywał się kompletnie idiotycznie — nawet jak na niego. 

— Będę traktować cię z szacunkiem, kiedy sobie na niego zasłużysz. Do tego czasu będę mówić do ciebie jak do dziecka, którym stwierdzam, że jesteś. 

— Oficjalnie zabraniam ci używać tego przemądrzałego tonu względem mojej osoby. Znowu zaczynasz przypominać tę hogwarcką, nieznośną dziewczynę, która brzmiała jak...

Nagle przerwał i uniósł głowę na tyle wysoko, by spojrzeć na nią jednym, przekrwionym okiem. To jedno oko obejrzało ją jeszcze raz, by zatrzymać się na wciąż lekko nieokiełznanych lokach, nim rozszerzyło się w szoku. 

— Kurwa, to nie jest mój dzień — powiedział depresyjnym głosem. 

— Malfoy, posłuchaj… — zaczęła, by przerwać, gdy tylko podniósł głowę całkowicie z biurka, wyglądając po raz pierwszy na pobudzonego, odkąd weszła do gabinetu. 

— Nie, to ty posłuchaj, Granger. Pracujesz dla mnie i jako mój pracownik będziesz odnosić się do mnie z szacunkiem, jeśli chcesz dostać wypłatę. Także za godzinę mam spotkanie. Potrzebuję eliksiru pieprzowego* i nowej koszuli. 

O wiele bardziej podobało jej się, gdy był zbyt zmizerniały, by się nią zająć. Ten chwilowy przebłysk, w którym zobaczyła, jakim szefem mógłby być Malfoy, napawał ją przerażeniem odnośnie tego, z czym przyjdzie jej się zmierzyć, skoro kazał jej załatwiać eliksir pieprzowy, ale dało jej też iskierkę wiary w niego jako pracodawcę. 

Spojrzała na niego zaciekle, ale w głębi wiedziała, że nie pozostało jej nic innego, niż zrobić to, co powiedział kretyn. 



— Zero łez! Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem — powiedziała czekająca na zewnątrz gabinetu pani Woods, wyglądając na nieco rozczarowaną. — Masz, to jest twoja karta firmy, by zdobyć cokolwiek będzie chciał. Wystarczy, że pokażesz to sprzedawcy, a będą wiedzieć, by dodać rachunek na konto firmy. 

Hermiona zabrała małą, sztywną kartę, użyła windy i wyszła z budynku. Zdała sobie sprawę, że nawet nie zna rozmiaru tego idioty, więc jak mógł oczekiwać, że kupi mu ubrania?

Po krótkim namyśle kobieta zdecydowała, że musi udać się do najdroższego krawca w mieście. Miała duże szanse, że właśnie tam Malfoy robił swoje zakupy, więc krawiec powinien znać jego rozmiar. Miała taką nadzieję. W innym wypadku przejdzie się do najtańszego sklepu, jaki będzie w stanie znaleźć, i kupi mu coś z hawajskim nadrukiem. 



Kiedy do umówionego spotkania Malfoya zostało zaledwie dziesięć minut, Hermiona wbiegła do gabinetu. Włosy miała potargane, a policzki pokrywał najprawdopodobniej wielki, czerwony rumieniec od tego szaleńczego biegu, na który się zdecydowała, żeby tylko zdążyć na czas. 

— Spóźniłaś się. 

Kobieta przewróciła oczami i położyła koszule na blacie biurka. Kupiła kilka, na wypadek gdyby miała jeszcze zdarzyć się podobna sytuacja. Gadka pani Woods pozwoliła jej wierzyć, że nie jest to pierwszy raz, gdy blondyn stawił się w pracy w mniej odpowiednim stanie. 

— Wcale nie. Wciąż masz kilka minut do spotkania. 

Nie mogła nic poradzić na to, że zauważyła twarde mięśnie pleców i torsu, gdy ściągnął marynarkę, w ogóle nie przejmując się, że była obecna w pomieszczeniu razem z nim. Gdyby nie Mroczny Znak ozdabiający jego ramię, na widok którego poczuła chłód, kobieta mogłaby dokonać karygodnej rzeczy i obślinić się na widok dobrze zbudowanego ciała swojego szefa. 

Skończył zapinać guziki koszuli i wyciągnął w jej stronę dłoń po eliksir, który pozbawi go większości objawów kaca. 

Hermiona była ostrożna, by ich dłonie nie zetknęły się ze sobą, gdy podawała mu małą buteleczkę. Nie chciała, by jego wężowata skóra dotknęła jej; dałaby sobie uciąć rękę, że równałoby to się z jakimś Ślizgońskimi bakteriami. 

— Ogarnij gabinet czy coś, jak mnie nie będzie — zawołał, obracając się do niej przez ramię, po czym wyszedł przez drzwi, narzucając marynarkę na ramiona.

— Dowodziłam całym departamentem w Ministerstwie, a jestem zmuszona do pracy sprzątaczki — marudziła. 

Na pierwszy rzut oka gabinet wyglądał całkiem czysto, niestety to spostrzeżenie znikło tak szybko jak się pojawiło, gdy zajrzała pod biurko. 

Znajdowały się tam zwitki papieru, coś, co wyglądało jak niedojedzona kanapka, oraz skórzana aktówka. Zaintrygowana, wsadziła głowę w miejsce pod biurkiem, gdzie zazwyczaj stało wsunięte krzesło i z bliska przyjrzała się teczce. 

Była ona otwarta, więc nie miała problemu z zobaczeniem jej zawartości. Znajdowały się w niej wielka butelka Ognistej Whisky — trzy czwarte wypite, para kajdanek, ananas i stanik, który zdecydowanie był przeznaczony dla piersi dużo większych niż Hermiony. Ani jednego papieru czy dokumentu w tym bałaganie, co powiedziało jej, że Malfoy wcale nie wierzył w przynoszenie pracy do domu. Za to nie miał żadnego problemu z przynoszeniem akcesori po imprezie następnego dnia do pracy. 

Zamknęła aktówkę z odrazą, wyrzuciła papiery z kanapką do śmietnika i rozejrzała po pomieszczeniu, by sprawdzić, czy coś jeszcze mogła uprzątnąć. Po krótkiej inspekcji doszła do wniosku, że reszta gabinetu wyglądała w porządku. Sprzątanie nie widniało w opisie pracy, więc Hermiona nie miała zamiaru udawać zapracowanej, czekając na Malfoya.

Wyślizgnęła się z gabinetu na poszukiwania pani Woods. Niestety kobiety nigdzie nie było, ale w czasie poszukiwań znalazła się przy sali konferencyjnej. Wyglądało na to, że Malfoy robił jakąś prezentację. Mogła to wszystko widzieć dzięki wielkiemu oknu, które zajęło większą część ściany. 

Nie wydawało się, by kac jeszcze go męczył, a gdy zwracał się do ludzi go obserwujących, otaczał się charyzmą i wdziękiem, które sprawiały, że nie sposób było oderwać od niego oczu. Widząc tę scenę na własne oczy, Hermionie było łatwiej zrozumieć, dlaczego był dyrektorem firmy — nawet jeśli należała ona do jego rodziny — skoro był tak nieodpowiedzialną i lekkomyślną osobą.

W tej samej chwili, gdy miała się odwrócić na pięcie i znaleźć sobie coś produktywnego do zrobienia w czasie czekania, szare oczy przyłapały ją na staniu i obserwowaniu ich właściciela. Szybko spojrzała w inną stronę i zawróciła do jego gabinetu, tak szybko jak tylko się dało bez biegu. Sposób, w jaki na nią spojrzał, sprawił, że po jej plecach przeszły dreszcze niepokoju. Zbyt dużo czasu poświęcił przez lata na nauczenie się zakładania na twarz bezemocjonalnej maski, która była nie do rozszyfrowania. Przez to nie była w stanie określić, co w tym spojrzeniu ją niepokoiło, ale w oczach miał błysk czegoś, co wytrąciło ją z równowagi. 

Niedługo po tym Malfoy wrócił ze spotkania. Były Ślizgon przeszedł prawie przez nią, bez żadnego zbędnego komentarza i zatrzymał się przy biurku. Dalej ją ignorując, schylił się po teczkę i wyjął z niej butelkę z bursztynowym alkoholem. 

— Na Merlina, jak ja nienawidzę spotkań.

Z niedowierzaniem i dezaprobatą, kobieta patrzyła, jak nalewa sobie dużą szklankę whisky i wypija ją w kilku szybkich łykach. 

— Nie patrz na mnie tym swoim dezaprobującym spojrzeniem, Granger — powiedział, równocześnie odstawiając szkło z łoskotem na blat. 

Skąd on w ogóle wytrzasnął tę szklankę? Musiał mieć je ukryte w szufladzie na takie okazje.

— Nie patrzeć na ciebie tak, jakbyś właśnie nie wytrzasnął całej prezentacji z tyłka i chodził dumny, jakbyś znał odpowiedzi na wszystkie odpowiedzi, mając na sobie, jak myślę wczorajsze ubranie, do tego bez skarpetek? 

Malfoy skrzywił się i nalał sobie drugą szklankę trunku, tym razem zatrzymując się dopiero, gdy whisky sięgała brzegu szkła. 

— Jeśli chcesz wiedzieć, nie wyciągnąłem jej całej z tyłka, małą jej część przygotowałem, idąc do konferencyjnej. 

Tym razem bursztynowy alkohol zniknął w jego gardle za jednym razem, tak jakby ścigał się sam ze sobą, by sprawdzić, czy uda mu się drugą skończyć szybciej niż pierwszą. 

— Malfoy, jak ty w ogóle funkcjonujesz? — zapytała, czując się sfrustrowana jego monumentalną nieodpowiedzialnością. Przyjście do pracy na kacu było jedną rzeczą, ale picie alkoholu w czasie niej jak zdesperowana ryba potrzebująca wody było czymś całkowicie innym. 

— Wystarczająca ilość Ognistej. Oraz zatrudnianie tak nudnych kujonic jak ty, które używają swoich naturalnych pruderyjnych zdolności do zabicia zabawy i odwalenia roboty. 

Gdy Draco sięgnął ponownie po butelkę, by nalać sobie trzecią szklaneczkę, Hermiona przesunęła się w jego stronę i wyrwała mu ją z dłoni. 

— Oho, obawiam się, że właśnie obudziłeś moje “pruderyjne zdolności” — powiedziała. — Nie powinieneś pić w godzinach pracy, a już nie tak dużo i nie tak szybko. 

— Jaki diabeł wykurzył cię z dziury w Ministerstwie, którą sobie sama wykopałaś? Dlaczego nie mogłaś tam po prostu zostać zamiast zjawiać się tutaj, by być moją osobistą panią męki i nieszczęścia? — zapytał żądającym głosem, do tego brzmiał, jakby był zły. Jednak spojrzenie szarych oczu, utkwione w butelce było bliskie bycia płaczliwym.

— Ministerstwo miało cięcia. Zamknęli mój departament — odpowiedziała szybko, nie chcą pokazać jak wielki smutek czuła, opuszczając jej stare miejsce pracy, by znaleźć się na każde skinienie palca jej prywatnego, dziecięcego wroga, który był dla niej okrutny. 

— Nic straconego. Awansowałaś z żałosnego Ministerskiego drona na osobistą asystentkę dyrektora Malfoy Incorporated. 

— Szczęściara ze mnie — powiedziała z przyklejonym sztucznym uśmiechem do twarzy. 

Zrelaksowana postawa Malfoya powoli znikała, aż pozostawiła za sobą poważnego mężczyznę. 

— Żebyś wiedziała, Granger, że cholerna z ciebie szczęściara. Przypuszczam, że pani Woods musiała być naprawdę zdesperowana, że ciebie wzięła, biorąc pod uwagę listy wysłane przez twoje kochane Ministerstwo, by nikt cię nie zatrudniał. 

Nie czekał na jej reakcję i zaczął grzebać w szufladach. 

— O czym ty mówisz, Malfoy? 

Blondyn zignorował ją na chwilę, ciągle grzebiąc w biurku. Hermiona zaczynała odczuwać frustrację na tyle silną, że miała już go zapytać o to samo po raz drugi, gdy rozciągnął usta w zwycięskim uśmieszku i wciągnął kolejną butelkę Ognistej whisky. 

— Mówię, że mimo tego, iż składałaś dużo aplikacji na różne stanowiska pracy, nie miałaś żadnego szczęścia w zdobyciu ani jednej, mimo tego, że jesteś Hermioną Granger, tak? — Nalał do szkła alkoholu, a ona pokiwała głową. — Dwa tygodnie temu wysłali sowę z rozkazem do Departamentu Zasobów Ludzkich. Wygląda na to, że moi podwładni zatrudnili cię mimo tego, a ja zamierzam na to pozwolić, ponieważ nie byłbym sobą, gdybym odrzucił okazję sprzeciwienia się Ministerstwu w granicach prawa. 

Przez chwilę Malfoy zapatrzył się w szklankę, z której wziął łyka, a kiedy na nią spojrzał z powrotem, zniknął względnie niebezpieczny alkoholik. Hermiona widziała w szarych oczach ślady groźby, która przypomniała jej, że mężczyzna przed nią kiedyś był śmierciożercą. 

— Jednakże, jeśli twoje problemy z ministerstwem w jakiś sposób sprawią kłopot mojej firmie, nie tylko zostaniesz zwolniona. Osobiście dopilnuję, byś nigdy więcej nie dostała żadnej pracy w tym kraju, rozumiemy się? 

Hermiona nie była potulna, ale mając do czynienia z taką intensywnością Malfoya, mogła tylko skinąć głową. 

Usta wykrzywił mu uśmiech, który nie miał nic wspólnego z radością. 

— Dobrze. Oddaj mi whisky i idź do domu. Zostałaś zatrudniona. Widzimy się jutro. 

Była Gryfonka powinna się cieszyć z tego, że zdobyła pracę, ale jedynie co czuła, to ulgę, że nie straci mieszkania. Malfoy najwyraźniej puścił ją wcześniej do domu, więc odwróciła się na pięcie i opuściła gabinet z butelką alkoholu w dłoni. Kretyn mógł rozkazać jej by ją zostawiła, ale jeśli oczekiwał produktywnie pracować, musiała zacząć trzymać go z daleka od procentów. To, i nie chciała by od początku myślał, że będzie jego popychadłem. 


*eliksir pieprzowy - w ang opowiadaniach często jest mowa o eliksirze na kaca, polskiej wersji go nie ma, ale dużo autorów używa także eliksiru pieprzowego na tą dolegliwość.
*CEO - dyrektor generalny. 

2 maj 2017

Tying The Nott Chapter III





Oryginalny tytuł: Tying the Nott
Autor: ShayaLonnieBeta: Katja
Zgoda: Jest




Wiem, wiem. Miał być 30 Kwietnia! Ale jeśli przeczytaliście tłumaczenie Black Rose, to bardzo dobrze wiecie z czego wynikało te dwu dniowe opóźnienie, jeśli nie, to serdecznie na tą miniaturkę zapraszam. Jednak nic już na to nie poradzę, nie będę przepraszać jeszcze raz, ale za to od razu zapraszam Was na tak długo wyczekiwana trzecią część! Ciekawi, co postanowi Panna Granger?:> 

5 Marca 2004

Hermiona odeszła od Malfoya i wybiegła z kawiarni najszybciej, jak tylko mogła. Obietnica, że jeszcze rozważy ślub z jego przyjacielem — z kompletnym nieznajomym — wisiała w powietrzu. Miała zamiar iść cieszyć się przyjemnym, tradycyjnym już obiadem w weekendy z rodzicami w ich domu, a później wrócić do domu, by zastanowić się nad sposobem wyjaśnienia Draconowi, że prędzej piekło zamarznie niż zwiąże swoje życie z Theodorem Nottem. Złączyć siebie i swój rdzeń z jego osobą... 

Może powinna się skontaktować z Billem i zobaczyć, czy istniał lepszy Łamacz Klątw niż Nott, by sprawdzić klątwę Mrocznego Znaku. Ciepła herbata, ciasteczka i wieczór z książkami oraz poszukiwaniami — to właśnie coś, co pomoże jej odwrócić uwagę od poczucia winy, w które wpędził ją Malfoy. 

Problemem był fakt… że wcale się nie pomylił — czego nienawidziła — co do jej tendencji do poświęcania siebie. 

Praca z Draconem, nie mówiąc już o uczęszczaniu do tej samej szkoły przez siedem lat, nauczyła Ślizgona, że Hermiona była gotowa zaryzykować własne życie, by ocalić inne. Jej krucjata, by uwolnić Skrzaty domowe w czasie czwartego roku, nigdy tak naprawdę nie dała o sobie zapomnieć. Tak naprawdę stoczyła publiczny pojedynek z czarodziejem znęcającym się nad skrzatem, rok temu, przez co Draco musiał śpieszyć z nią do Świętego Munga po tym, jak oberwała wyjątkowo paskudnym zaklęciem tnącym, a Harry aresztować jej przeciwnika. 

— Jesteś idiotką — powiedział wtedy Draco, kiedy uzdrowiciel magią zszywał jej skórę ramienia. 

Ron, który już był w szpitalu z Artiem, który dostał łagodnej smoczej ospy, skrzywił się w stronę Ślizgona. 

— Odwal się, Malfoy. 

— Odwal się, Mowfoy — powtórzył Artie i zachichotał. 

— Cholera — mruknął Ron. — Nie mów tak przy mamusi — dodał, na co chłopiec wybuchnął śmiechem, by następnie kichnąć i wydmuchać iskry z nosa, które poleciały na szaty jego taty, podpalając je.

— Kurwa, kurwa! — krzyknął. — Pieprzona smocza ospa! Artie, weź eliksir! 

— Nie! — wykrzyknął histerycznie. 

Hermiona zaśmiała się, krzywiąc się lekko, gdy uzdrowiciel zakończył pracę nad jej ramieniem. — Chodź do cioci Hermiony — powiedziała i rozłożyła ramiona dla chłopca z pozieleniałą twarzą. 

— Tatuś powiedział cholera — szepnął Artie Hermionie na ucho i ponownie zachichotał. — Mamusia się wścieknie!

— Właśnie tak. — Hermiona z uśmiechem sięgnęła po eliksir znajdujący się w dłoniach Rona, po czym podała go dziecku, które wzięło go od niej bez żadnego marudzenia, co wywołało niedowierzenie na twarzy Rona. 

Draco przewrócił oczami. 

— Ratowanie skrzatów domowych, wilkołaków, a teraz jeszcze przytulasz się z gryzącym kostki nosicielem Smoczej Ospy. Na Merlina, Granger, czy ty nie masz żadnego instynktu samozachowawczego?

Była w stanie zrobić prawie wszystko, by ocalić czyjeś życie. Ale małżeństwo? Po tym wszystkim, co przeszła w czasie wojny, nie zasługiwała przynajmniej na coś romantycznie normalnego? Nie mogła mieć oddania jak Draco z Luną? Pasji jak Blaise i Ginny? Miłości Harry’ego i Dafne? I czegokolwiek, co mieli Ron z Pansy? 

Harry. Boże. Draco powiedział, że Dafne była skłonna zerwać zaręczyny, żeby tylko ocalić Theo poprzez ślub z nim. Było to okrutne dla Malfoya, by rzucić tę kartę przetargową na stolik. Hermiona niemal czuła się szantażowana; miłosne życie Harry’ego za jej własne. Merlinie, dopomóż jej, wiedziała, że zrobi to, jeśli do tego miało dojść. Harry Potter zasłużył na szczęśliwe zakończenie po tym wszystkim, a Hermiona rozprawi się z każdym, kto wejdzie w drogę temu szczęściu. 

Zepchnęła swoje problemy na bok, kiedy pojawiła się w domu rodziców, teleportując się na końcu ulicy, by przejść resztę drogi. Mimo zapewnień, że ciągle czuli się swobodnie wokół magii — nawet kiedy zostali dzięki niej zmanipulowani przez ich własną córkę — Hermiona zdawała sobie sprawę, że czasami odczuwali niepokój. Raz teleportowała się prosto do ich salonu i przestraszyła matkę tak mocno, że obie kobiety skończyły na płakaniu. 

— Jak praca, kochanie? — zapytał ją ojciec przy obiedzie. Brązowy ryż i warzywa na parze zajmowały większą część ich talerzy, zamiast tradycyjnej już przepysznej lasagne jej mamy czy ulubionego chińskiego żarcia na wynos, które zdecydowanie wolał jej tata. 

— Jesteście na diecie? — zapytała w zamian, wskazując na sałatę, która zdawała się nie mieć nawet sosu. Spojrzała na mamę, która była zdecydowanie zbyt szczupła, by nawet myśleć o zmiejszeniu swojej wagi, a jej tata też wyglądał, jakby zgubił z sześć albo i dwanaście kilogramów przez ostatnie lata. Hermionac zrzucała to na stres związany ze wszystkimi informacjami o czarodziejskiej wojnie — przynajmniej tymi, o których chciała im powiedzieć. 

Jej mama, Helen, zmusiła się do sztucznego uśmiechu. 

— Nie bądź głupia, moja droga — powiedziała, zaczynając przesuwać warzywa po talerzu, wcale ich nie jedząc. — Po prostu staramy się być bardziej świadomi tego, co jemy. 

Kłamstwo. Hermiona rozpoznała je od razu. Praca z Draconem Malfoyem miała wiele negatywnych aspektów, ale jednym z plusów był fakt, że nauczyła się spostrzegać nieprawdę dzięki mistrzowi w tym fachu. Tylko dlaczego jej mama miałaby kłamać na temat jedzenia?

— Co się dzieje? — zapytała.

— Jak tam praca? — Jej ojciec, Richard, powtórzył swoje pytanie. — Wciąż się dogadujesz z tym małym zepsutym terrosystą ze szkoły? — zapytał ze śmiechem. 

— Co ukrywacie? 

Helen uśmiechnęła się i odchrząknęła. 


— Czy żona Rona doczekała się już rozwiązanie? Czy nie miała daty na wiosnę? 

Hermiona zmrużyła oczy. 

— W następnym miesiącu. Dlaczego mnie okłamujecie?

Richard westchnął głośno, wstał od stołu, by skierować się do kuchni i wrócić chwilę później z butelką starej szkockiej oraz dwoma szklankami w dłoni. Rozlał drinki, wręczył jeden Hermionie, a drugi postawił przed sobą. Helen stuknęła palcem w powierzchnię stołu koło siebie i uniosła wyzywająco brew w stronę swojego męża. Richard spojrzał na nią z nachmurzoną miną, bezgłośnie błagając ją, ale zastukała w stół mocniej i mocniej, aż westchnął pokonany i popchnął szklankę w stronę żony. Sam wstał i wrócił z nową szklanką dla siebie. 

Hermiona wychyliła drink na raz, domyślając się, że będzie go potrzebowała. 

I to jak. 

— … nie czuję się dobrze od jakiegoś czasu… lekarze nie wiedzieli, co to jes

Czuła się, jakby ściany jadalni zamykały się i zaciskały wokół niej. 

— … nie chcieliśmy cię martwić… ból nie jest już tak zły w ostatnich dniach, chociaż nigdy nie wiesz, czy to dobry znak, a tak przynajmniej mówią… 

Serce mocno łomotało jej w piersi i czuła rwący puls z jednej strony głowy, zagłuszający większość słów rodziców. Jedne słowa i zdania była wstanie wyłapać pomiędzy uderzeniami serca i spanikowanymi oddechami, ale tylko jedno dźwięczało najgłośniej spomiędzy ich wszystkich.

Śmiertelny. 

— Czy to przeze mnie? — Hermiona przerwała niezręczną ciszę, gdy jej rodzice w końcu zamilknęli. — Czy to dlatego, że… — zadławiła się płaczem, nie będąc w stanie dalej mówić. 

— Nie — zapewniła córkę Helen. — Jest to rzadkie i oni… nie wiedzą, co mają jeszcze z tym zrobić. To nie ma nic wspólnego z twoją zmianą naszych wspomnień. To nie ma nic wspólnego z magią. 

Hermiona spojrzała w dół, na dłonie, które trzymała jej mama, siedząc obok niej na kanapie. Kiedy przenieśli się do innego pokoju? Czy dłonie jej mamy zawsze były takie małe? Dlaczego ją pocieszała? Nie ona powinna pocieszać mamę? Czy nie powinna była robić coś, by to naprawić? Była czarownicą, na gacie Merlina! 

— Może magia… Powinniśmy iść do Św. Munga i… 

— Nie. 

Hermiony rozmazany wzrok uniósł się, a ona zamrugała kilka razy, by pozbyć się łez i móc zobaczyć jej zdecydowanego tatę, stojącego obok końca kanapy. 

— To nie to, że nie ufamy magii, raczej to… że już próbowaliśmy tej opcji — przyznał. — Przez lata utrzymujemy kontakt z Minerwą i Poppy. To one robiły nam wizyty kontrolne po tym, jak zwróciłaś nam nasze wspomnienia. Więc kiedy twoja mama zachorowała, a mugolscy lekarze nie mogli już pomóc, poprosiliśmy ich o pomoc. Chociaż może jakiś z tych twoich Uzdrowicieli mógłby coś zrobić. 

— I? 

Potrząsnął głową. 

Wzięła głęboki wdech i wytarła wierzchem dłoni oczy. 

— Więc co robimy teraz? — zapytała, przygotowując się na walkę. Jej rodzice się nie odezwali. — Co robimy teraz? — zapytała ponownie, tym razem unosząc głos. 

— Nic — odpowiedziała miękko Helen. — Richard, przynieś książkę. Będzie chciała zobaczyć. 

Richard opuścił pokój ponownie, by wrócić chwilę później z wielkim trzykołowym segregatorem, wypchanym papierami. 

— Tu jest wszystko, co dotyczy choroby twojej mamy. Każda jedna recepta, opinie każdego lekarza i specjalistów, których widzieliśmy, dodatkowe poszukiwania, które zrobiliśmy sami z różnymi dziennikami czy ze znajomymi z uniwersytetu — powiedział, wręczając jej książkę. — Wiemy, że chciałbyś przeszukać to wszystko sama, ale… księżniczko, nie licz na wiele — dodał łamiącym się głosem. 

Helen się uśmiechnęła. 

— Nie powiedzieli, jak wiele czasu mi zostało, ale szczerze, wolę nie wiedzieć. Wolę żyć przez resztę dni, najbardziej normalnie, jak się da. To jest moja decyzja i chciałabym, żeby wszyscy ją uszanowali. Teraz… Powiedz nam, co słychać w pracy — powiedziała, a w głosie pobrzmiewała prośba. 

Hermiona zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć wszystko, czego się dowiedziała. Przywołała swoją gryfońską odwagę, jeszcze bardziej pewna niż kiedykolwiek wcześniej, że gdyby jej mama była czarownicą, należałaby do domu Godryka. Hermiona wzięła jeszcze jeden, powolny wdech, by się uspokoić i odchrząknęła. 

— Ja… Wreszcie udało mi się nakłonić Wizengamot do obniżenia kosztów wywaru Tojadowego. 

— Och! — Helen wykrzyknęła radośnie. Zachowanie to zszokowało córkę, która wciąż się zastanawiała, jak jej mama mogła być tak spokojna w perspektywie umierania. — Czy to pomoże, och… Lupin, prawda? — zapytała. — Był zawsze takim miłym mężczyzną. 

Hermiona powoli pokiwała głową. 

— Tak, on… umm… To właśnie z nim pracowałam i… Przepraszam, nie mogę… Nie mogę tego zrobić. 

Helen złapała Hermionę za dłoń. 

— Potrzebuję normalności — powiedziała córce. — Nie chcę być smutna albo przerażona. Pragnę kontynuować relację z moją córką, dowiadując się o jej życiu jak najbardziej regularnie się da. Dorosłaś za szybko przez okoliczności, nad którymi nie miałaś kontroli, i nie chcę, żebyś wypełniła teraz swoje życie zajmowaniem się mną. Masz dopiero dwadzieścia pięć lat i musisz robić normalne rzeczy. Nie chcę niczego żałować. Ja… ja już mam ich za dużo. 

Kobieta spojrzała na mamę, wreszcie widząc pęknięcia w fasadzie, która ukazywała się w jej zmęczonych oczach. 

— Nie będziesz niczego żałować — przyrzekła. — Obiecuję ci to. 

Helen poklepała dłoń Hermiony. 

— Och, będę miała i się pogodzę z… z tym, że nigdy… Nigdy nie zobaczę… Jak będziesz miała swoje własne dzieci, jak weźmiesz ślub albo… — I w końcu polały się łzy.

Hermiona usunęła się z kanapy, gdy jej ojciec podszedł, by zająć miejsce przy boku matki i zamknąć w ramionach żonę, a ona stała tam z otwartymi ustami, jej mózg przetwarzał miliony pomysłów na sekundę, gdy ona próbowała się skupić na jednym sposobie, by wszystko naprawić. Jej mama umierała, a ona nic nie mogła zrobić, by ją ocalić, do tego sprawiła, że chora kobieta się rozpłakała. Ale musiała być odważna. Gryfoni byli odważni. Odważni, rycerscy, umyślni, brawurowi i… Lekkomyślni.

Och, to był tak bardzo zły pomysł. Myśl przeleciała przez jej umysł, gdy z jej ust wydobyły się te trzy słowa: 

 Właściwie to jestem zaręczona. 

Jej rodzice odwrócili się i wpatrzyli w nią z szeroko otwartymi oczami. Jej mama przestała płakać. No cóż, przynajmniej to zadziałało, pomyślała Hermiona, gdy zasypali ją stertą pytań. 

— On, umm… To stało się całkiem szybko. Bardzo nie jak ja, wiem — powiedziała, czując się sfrustrowana. — Nazywa się Theodore Nott. Tak, byliśmy razem w Hogwarcie, ale w innych domach. Słucham? — zapytała i chrząknęła. — Ummm… Ślizgon. Nie, nie był jednym z tych niemiłych dla mnie chłopców. Tak naprawdę to się… nie znaliśmy… wtedy. Tatuś, mogłabym dostać jeszcze jeden drink? — Hermiona zaczęła się nerwowo śmiać. — Umm… Draco, tak naprawdę… Draco nas umówił. Umówił mnie — powiedziała przez zaciśnięte zęby. — Och, dzięki ci, Merlinie — powiedziała, gdy jej tata wręczył jej kolejny drink, który szybko wypiła. 




Hermiona przełknęła głośno, jak wypadła z wyznaczonego na sieć Fiuu kominka w Malfoy Manor, zielone płomienie zniknęły za nią. Jej włosy były w nieładzie, maskara rozmazana na twarzy, a szminka, która ozdabiała jej usta, zniknęła, odbijając się na postawionych przed nią przeróżnych drinkach w Dziurawym Kotle, do którego poszła po odwiedzeniu rodziców.

— Wychodzę za mąż! — wykrzyknęła Hermiona do zatłoczonego pubu, unosząc szklankę ognistej w geście toastu. Okrzyki uniosły się wokół niej, a kilka osób kupiło jej nawet gratulacyjny napitek.

Pewien czarodziej wyszczerzył się do niej od ucha do ucha. 

— Kim jest ten farciarz, piękna pani? — zapytał, a ona parsknęła śmiechem. 

— Nie mam, kurwa, zielonego pojęcia. Nawet nie pamiętam, bym spotkała tego drania — powiedziała i osuszyła pokal piwa do dna, nie zdając sobie nawet sprawy, że należał on do kogoś innego.

Hannah ostatecznie popchnęła ją do kominka, przez sieć Fiiu, przerywając jej rozmowę, sama z niedowierzeniem wpatrując się w kobietę, gdyż Hermiona wykrzyknęła: Malfoy Manor nim zniknęła. 

— Granger? Kurwa mać, odbiło ci? — wykrzyknął Draco, kiedy do niej podszedł, z oświetlającą mu drogę różdżką w dłoni. — Czy ty wiesz, która, do cholery, jest godzina?! 

— Myślę, że ona jest pijana, Draco — powiedziała cicho Luna, przechodząc koło swojego męża. — Rozumiem, że powiedziałeś jej o Theo? 

Draco niechętnie potwierdził ruchem głowy, wyglądając, jakby poczucie winy trochę go męczył pod czujnym spojrzeniem blondynki. Najwidoczniej mieli plan, jak rozegrać całą sytuację, ale Draco się go nie trzymał. 

Hermiona zachichotała na zimnej, marmurowej podłodze, miejsca, w którym właśnie się znajdowała. 

— Będziesz moją druhną, Luna? — wybełkotała. — Nie wydaje mi się, by Ron i Harry wyglądali dobrze w tafcie. 


*tafta — materiał jedwabny.




Pamiętaj, że Twoja opinia wiele dla mnie znaczy, jedno małe słowo, świadomość ile z osób, z których wchodzi na bloga, nie zamyka od razu strony, a faktycznie czyta to co piszę, tłumaczę. Dlatego będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad: jedno słowo, emotka, czy nawet oznaczenie nad etykietami, jaki twoim zdaniem był tekst.