Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Friendship. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Friendship. Pokaż wszystkie posty

18 cze 2018

DLA WIĘKSZEGO DOBRA - NADZIEJA W PRZEKLEŃSTWIE

DLA WIĘKSZEGO DOBRA -
nadzieja w przekleństwie. 






Gorzki posmak. 

Skrzywienie ust i opadająca ręka z pustą fiolką. 

Kiedy ponownie otworzył oczy, w odbiciu lustra zobaczył swoją najlepszą przyjaciółkę z szerokim uśmiechem na ustach i łzami w oczach. Chwyciła go za ramię i pociągnęła tak, by mógł objąć ją w pasie, po czym oparła się na jego ciele – już z ulgą wypisaną na twarzy.

Tuż obok wciąż stał jego wróg ze szkolnych lat, z którym publicznie witał się skinieniem głowy, ale nigdy nie wymieniali miłych słówek. Woleli się zwyczajnie ignorować. Teraz stali ramię w ramię. Na ustach Malfoya błąkał się drwiący uśmieszek, a połyskującymi stalą oczami wpatrywał się w odbicie kobiety w ramionach Harry’ego. 

Kiedy w końcu zwrócił oczy ku swojemu odbiciu, zauważył zmianę. Wyglądał, jakby przez te sekundy, gdy przełykał okropny w smaku eliksir, postarzał się o kilka lat. Mimo ciągłego braku zmarszczek można było zobaczyć, że skóra na twarzy straciła ten blask i świeżość. Koszula, która wcześniej była idealna, zrobiła się lekko przyciasna w barkach i torsie, podczas gdy jego ciało straciło chłopięcy urok. 

— Eliksir postarzający? — zapytał.

— Możesz tak powiedzieć, Potter — mruknął Malfoy. — Dobra, Granger, będę się już zbierał, wiesz, gdzie mnie znaleźć. 

— Odprowadzę cię. 



Przez kolejne pół roku raz na miesiąc dostawał nową fiolkę z eliksirem postarzającym. Hermiona powiedziała mu, że jest to ulepszona wersja tego samego eliksiru, którego użyli bliźniacy, by dostać się do turnieju trójmagicznego. Różnica była taka, że Malfoy zmienił go w ten sposób, żeby byli w stanie kontrolować, o ile z każdym tygodniem go postarzają. 

Teraz, kiedy spoglądał w lustro, widział płytkie zmarszczki, które pojawiały się wraz ze śmiechem przy oczach. W idealnie czarnych do tej pory włosach, jak u Śnieżki z bajki, znalazł już trzy razy siwy włos. Trzy siwe włosy! 

Nie wiedział, jak miał jej dziękować, ale za każdym razem, gdy próbował, odpowiadała tylko, że to „genialny mózg Malfoya zasługuje na docenienie”, nie ona. Harry wiedział, że przyjaciółka miała rację, ale nie mógł się zmusić do skontaktowania z byłym wrogiem. Od ostatniego razu, gdy spotkali się u Hermiony po balu, nie spotkał byłego Ślizgona nawet przypadkiem w Ministerstwie. 

Wypłukał maszynkę pod ciepłą wodą, wklepał w policzki i szyję krem chłodzący po czym owinięty tylko w ręcznik wszedł do sypialni. Przeczesując palcami włosy, podszedł do okien i odsunął zasłony, pozwalając, by promienie słoneczne oświeciły pomieszczenie. 

Kiedy z łóżka usłyszał zbolały jęk Ginny, spojrzał w tamtą stronę i zdziwił się, widząc swoją żonę wciąż zakopaną w pościeli. Normalnie była pierwszą osobą, która wstawała w ich domu. Była rannym ptaszkiem. Uwielbiała mieć wszystko przygotowane i zrobione z rana, by po południu poświęcić się dzieciakom i odpoczynkowi. Odkąd mieli Jamesa, na palcach jednej ręki mógł zliczyć te razy, gdy nie wstała punkt siódma. 

— Ginny? — zapytał, zaciągając z powrotem zasłony. Podszedł do łóżka, usiadł na jego skraju i powoli ściągnął kołdrę z twarzy żony. — Lisico… — 

Odgarnął ze spoconej twarzy lepkie rude włosy, przez które właśnie tak ją nazywał, i ucałował ją w czoło. 

Przez ostatnie kilka dni Ginny czuła się średnio, z czego zdawał sobie sprawię, ale dziś wyglądała naprawdę kiepsko. 

— Głowa mi pęka… — szepnęła zachrypniętym głosem. 

— Przyniosę ci eliksir i wodę — powiedział, zsuwając się z łóżka. 



Po dwóch dniach Ginny wcale nie poczuła się lepiej. Leżeli na łóżku przy świetle wpadającym z przedpokoju przez lekko uchylone drzwi. Dzieci zostały tego wieczoru u babci, by Ginny mogła wypocząć w ciszy. Ostatnie dwa dni spędziła w łóżku, w otaczającej ją ciemności, z pulsującym bólem głowy. Na zmianę się budziła i zasypiała. A eliksiry zdawały się nie działać. 

— Zimno mi… — wyszeptała. 

Okrył ją dodatkowym kocem, po czym położył się ponownie obok niej. Przyciągnął drżące ciało do siebie i przymknął oczy. 

Kiedy na nowo je otworzył, aura Ginny iskrzyła się jaskrawożółtym kolorem. 

Nigdy nie cieszył się, że ma ten dar, ale pierwszy raz przestraszył się tego, co był w stanie zobaczyć. Dlatego kiedy tylko Ginny zasnęła, Harry rzucił czar na śpiącą kobietę. Gdyby coś się działo, obudziła się albo jej stan znacznie pogorszył, różdżka miała go o tym poinformować. Zazwyczaj używał tego na Teddym albo swoich dzieciach. 

Teleportował się w ciemnej uliczce przy budynku, w którym mieszkała Hermiona. Ominąwszy kosze ze śmieciami, skierował się w stronę wejścia i pokonując schody po cztery stopnie, dostał się na trzecie piętro. 

Zapukał do drzwi, a kiedy chwilę później zostały one otwarte, stanął twarzą w twarz z osobą, której starał się unikać i do tej pory wychodziło mu to znakomicie. Chociaż dałby uciąć sobie palec, że sam Malfoy robił wszystko, by na siebie nie wpadli w Ministerstwie, a odkąd były Ślizgon związał się z Hermioną, blondyn przebywał w budynku znacznie częściej niż wcześniej. 

— Malfoy — powiedział, patrząc w szare oczy mężczyzny, czego normalnie unikał, ale tym razem wolał to od wpatrywania się wpatrywania się w ciało, którego jedynie dolna część była owinięta ręcznikiem, który miał owinięty na biodrach. — Khym… — chrząknął, próbując spojrzeć w głąb mieszkania. — Zastałem Hermionę? 

— Nie — odpowiedział, a Harry westchnął, kiwnął głową i rozejrzał się po klatce. Już miał podziękować i teleportować się z powrotem do domu, gdy Malfoy znowu się odezwał: — Poszła odebrać pizzę. Starczy i dla ciebie, jeśli obiecujesz nie komentować naszego związku. 

Harry spojrzał na niego zaskoczony, słysząc napięcie w głosie byłego Ślizgona. Kto by pomyślał, że Malfoy będzie się przejmował tym, czy bliscy Hermiony akceptowali jej decyzje. I pewnie miał on rację, zdając sobie sprawę, że nie wszystkim podobał się nowy partner ich Hermiony. Ale Harry nie zamierzał być jedną z tych osób. Jakim musiałby być hipokrytą, by odwdzięczyć się jej w taki sposób, kiedy ona zawsze stała za nim murem? 

Zresztą, choć z trudem się mógł do tego przyznać, Harry widział, że Malfoy był dla Hermiony dobry. Mimo zmartwień kobiety o Harry’ego przez tą całą przepowiednię, widział uśmiech, który nareszcie sięgał jej oczu. 

— Już dawno przestałem kwestionować wybory Hermiony… W końcu sam nie byłem tym najlepszym — powiedział, myśląc o tym, jak o wiele łatwiejsze mogłoby być jej życie, gdyby nie był jego częścią. 

Draco zniknął za drzwiami sypialni, a Harry przysiadł na skraju kanapy, na której spał Blackie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, zauważając niewielkie zmiany, których jeszcze niedawno tu nie było. Nowy regał z książkami, które, jak mógł stwierdzić po tytułach nie należały do Hermiony. Niektóre grzbiety były zasłonięte ramkami na zdjęcia, między innymi w jednym wyraźnie widział małego, blondwłosego chłopca, który ze śmiechem wdrapywał się na kolana elegancko wyglądającej kobiety, by dać jej z zaskoczenia soczystego buziaka, na co stojący za nimi Lucjusz Malfoy unosił tylko brew i kręcił głową. Kiedy tak przypatrywał się człowiekowi, którego nienawidził, zauważył, że mimo niezadowolenia widocznego na twarzy, kącik jego ust unosi się w rozbawieniu. 

— Widzisz coś, co ci się podoba? — zapytał go Draco, a jego głos ociekał sarkazmem, który był tak bardzo charakterystyczny dla blondyna. Harry omiótł jeszcze raz jednym spojrzeniem cały regał i spojrzał w stronę drugiego mężczyzny. 

— Chciałbym powiedzieć, że podziwiałem twoje nagrody zdobyte za czasów twojej świetlanej kariery w quidditcha, ale byłoby to kłamstwo. 

— Moja kariera wciąż ma się dobrze — odparł rozbawiony Malfoy, kierując się do kuchni. — Piwa? 

— Jasne. 

Po chwili Harry trzymał już schłodzone mugolskie piwo w dłoni, zdumiony wpatrując się w byłego Ślizgona. Z zainteresowaniem oglądał on mecz o Puchar Niemiec w piłce nożnej. Chyba za bardzo się w niego wpatrywał, oczekując zniesmaczenia albo chociaż niezrozumienia na jego twarzy, bo po kilku minutach z westchnieniem Draco wyłączył telewizor. Malfoy spojrzał na niego z uniesioną brwią. 

— Dobra, widzę, że to, z czymkolwiek przyszedłeś do Hermiony, cię zżera, a w pizzerii najwidoczniej mają poślizg. 

— Słucham? — zapytał Harry głupio. 

— Jeśli chcesz, to… możesz powiedzieć, co się dzieje. Nie eliksir mam nadzieję? 

— Nie, nie… — odpowiedział zdziwiony. Spojrzał na zieloną butelkę w dłoni i westchnął, przechylając ją. Poczuł przyjemne ochłodzenie w gardle, ściśniętym wskutek niepewnego pytania Malfoya.

— Chciałbym, żeby to było coś nie tak z eliksirem, ale nie… Działa on rewelacyjnie, jak widzisz, za co… dziękuję. 

Odstawił prawie pustą już butelkę na ławę i ukrył głowę w dłoniach. 

— Hermiona ci mówiła, że widzę aurę i magię każdej osoby, istoty, magicznej, czy też nie? — Kiedy Malfoy pokręcił głową, kontynuował: — Więc widzę. Nawet teraz. Twoja jest jasno szara, wręcz się iskrzy. Hermiony jest jasna, ciepła, przyjemnie żółta, aż chce się do niej podejść i ją objąć, by poczuć to ciepło. Ginny do tej pory była rudawa, jak u lisów. Hermiona stwierdziła, że kolory bazują na moich odczuciach względem danej osoby i tym co o niej wiem. Zazwyczaj. Jeśli ją znam. 

— Okej… 

— Ginny od kilku dni czuje się źle. Bóle głowy, światłowstręt, zmęczenie, dziś nawet wymiotowała… 

— Zaryzykuję, że uznasz mnie za głupiego i zwątpisz w moją pomoc, ale nie rozumiem co ma jedno do drugiego? 

— Jej aura się zmieniła… — szepnął Harry, i choć nie rozumiał, co zmieniona aura mogła oznaczać, czuł, że było to coś złego, dlatego też jego głos załamał się na końcu. 

— Och, Harry — usłyszał kobiecy, zmartwiony głos i nagle poczuł, jak bańka pęka. Spojrzał w przerażone, szare oczy. Po pomieszczeniu rozniósł się zapach pizzy, z regału dobiegało tykanie zegara, a ciepłe ramiona zamknęły go w ciepłym uścisku. 



Za namową Hermiony Ginny zgodziła się na wizytę w Świętym Mungu, a kiedy Uzdrowiciele niczego nie wykryli, zabrali ją do świata mugoli. Malfoy za ich plecami, z błogosławieństwem Hermiony, znalazł najlepszego lekarza ogólnego. Podobno od samego początku nie wierzyli, że magia pomoże jego Ginny. Dlatego dziś dzieci zostały z Malfoyem i Hermioną, gdy wraz z Ginny przemierzali uliczki Londynu prowadzące do prywatnej kliniki nijakiej Dr. Karper. 

Budynek, w którym się znaleźli, wyglądał czysto i nowocześnie. Ginny kurczowo trzymała go za rękę i rozglądała się z przerażeniem dokoła.To była kolejna rzecz, którą bliscy zauważyli w jego żonie. Zazwyczaj spokojna, nawet mimo Weasleyowskiego temperamentu, przez ostatnie dni stała się nerwowa. Nawet bardzo. Najmniejsze błahostki potrafiły wyprowadzić ją z równowagi, a dzieci, jak nigdy, doprowadzały ją do szewskiej pasji z niebywałą łatwością. Kiedy nie krzyczała, nie przeklinała, a nawet nie rzucała naczyniami (co zdarzyło się dwa razy), to milczała, zamknięta w sobie, albo płakała w zamkniętej sypialni Lily (ale tylko, gdy ich córki tam nie było). 

— Wszystko będzie okej — szepnął, gdy miła pani w recepcji pokierowała ich na trzecie piętro. 

Ginny nie rozluźniła się, a pół godziny, przez które wciąż musieli czekać na wizytę, ciągnęło się niemiłosiernie. Harry miał wrażenie, że szum rozmów zanikł, a jedynymi dźwiękami, jakie słyszał, pozostało tykanie wielkiego zegara na przeciwległej ścianie i momentami nerwowe mamrotanie Ginny pod nosem. 

Uścisnął jej dłoń i z odetchnął z ulgą, gdy drzwi ze złotą tabliczką z imieniem Dr. April Kepner* się otworzyły. Stała w nich kobieta mniej więcej w ich wieku, z delikatnym uśmiechem na ustach, w rozpiętym białych fartuchu lekarskim, który skrywał czarne eleganckie spodnie i zwykłą błękitną bluzkę. 

Chociaż jej nie znał, to wyraźnie widział otaczającą ją czystą aurę, która wręcz oślepiała. Nie wątpił w słowo Malfoya, ale świadomość, że lekarka, do której ich pokierował, miała aurę taką, a nie inną, świadczyło o tym, że mógł jej w stu procentach zaufać. 

— Pani Potter? — zawołała, a jego Ginny podskoczyła. 

Po zamknięciu się za nimi drzwi usiedli, a Kepner spojrzała na nich uważnie. 

— Witajcie. Od razu przejdziemy do rzeczy. Wasz przyjaciel, który swoją drogą potrafi być przekonujący, przedstawił mi powodu waszej wizyty. Czy coś się zmieniło od tego czasu, gdy ze mną rozmawiał? 

Harry spojrzał niepewnie na Ginny, ale widząc jej puste spojrzenie utkwione w punkcie na biurku i nerwowe palce mnące skrawek swetra, wrócił wzrokiem do zachęcającej twarzy lekarki. 

— Do symptomów, które pani poznała, doszły huśtawki nastrojów… — Zamilkł na chwilę, by uspokoić nerwy, wdychając powietrze, po czym ciągnął dalej — Bardzo łatwo się denerwuje. — Zacisnął dłoń na rozszalałych palcach żony. — Wyprowadzają ją z równowagi rzeczy, które normalnie by ją rozbawiły. Krzyczy… na ludzi, których kocha, na nasze dzieci, podczas gdy sama stworzyła zasadę, żeby nigdy nie podnosić na nie głosu. Potr… — zamilkł, czując, jak głos utkwił mu w gardle, a łzy zbierają się za zamkniętymi powiekami. Wiedzieć to wszystko, ale powiedzieć na głos, do obcej osoby, było tak ciężko. 

— Potrafię być w takim stanie, że rzucam rzeczami — usłyszał słodki głos jego żony i ulgą przyjął fakt, że brzmiał on normalnie. — Innym razem… jestem zamknięta w sobie albo płaczę w sypialni córki… Czuję, jakbym straciła kontrolę… nad własnym ciałem i umysłem… i… i nie wiem, jak ją odzyskać. 


* Pewnie wiele osób zna April Kepner z Greys Anatomy.
- Betowała wspaniała Katja. 

17 kwi 2017

Tying the Nott - Rozdział I

Oryginalny tytuł: Tying the Nott
Autor: ShayaLonnie


5 marca, 2004


— Granger. 

Hermiona uniosła wzrok na jasnowłosego Ślizgona, siedzącego po drugiej stronie stolika, zauważając, jak się prostuje i zmienia swoją postawę. To było coś, na robieniu czego przyłapała go na spotkaniach w Ministerstwie, kiedy wiedział, że musi przygotować się na spór, zwłaszcza ciężki. Taka postura obliczona specjalnie dla niej nigdy nie wróżyła niczego dobrego, jednak postanowiła powstrzymać się od komentarza i poczekać aż sam powie, co potrzebuje. 

— Pamiętasz dług życia, który u mnie masz? — zapytał. — Właśnie go odbieram. 

Powoli przekrzywiła głowę, wpatrując się w niego z niedowierzaniem wypisanym na twarzy i zastanawiała się, o czym, do cholery, on gada. 

— Nie mam żadnego długu u ciebie, Malfoy — zapewniła, ani na chwilę nie zrywając z nim kontaktu wzrokowego. Wspomniał jej raz, kilka lat temu, że robienie tego było oznaką słabości. 

Dopiero od sześciu miesięcy pracowali w Departamencie. On w wydziale Bestii, a ona w dziale Stworzeń — gdzie Remus, nowy szef DKNMZ*, połączył ich w parę do sprawy dotyczącej wilkołaka, który był podejrzany o trzymanie Chimery jako zwierzątka domowego. Malfoy uparł się, że utrzymanie kontaktu wzrokowego i pozerstwo było drogą do rozmowy z mężczyzną, a jedyne, co to wskórało, to zatrzaśnięcie drzwi przed jego twarzą i zagrożenie z powodu nadchodzącej pełni księżyca.. Natomiast kiedy wilkołak otworzył jej drzwi Hermiona opuściła spojrzenie i przekrzywiła głowę w bok, tak, by ukazać mu szyję, dając mu do zrozumienia, że są na jego terytorium. I ot tak, zostali wpuszczeniu do wnętrza budynku. 

Stworzenia były jej specjalnością.

Z drugiej strony, chimery… wzdrygnęła się na samo wspomnienie, które nigdy nie było przypominane przy Malfoyu — miał on brzydki nawyk napuszania się niczym paw. Faktem jednak było, że wtedy po raz pierwszy ją uratował, ale nie ostatni, nawet jeśli ona zrobiła to tyle samo razy. Przez lata stało się to ich własną grą. Taką, która dostarczała Harry’emu i Ginny rozrywki. Ron za to nie rozumiał, dlaczego Hermiona nie wykorzystuje długów od razu i nie każe Draconowi zrobić czegoś upokarzającego. Tak trudno było wytłumaczyć facetowi, który ożenił się z Pansy Parkinson, że wkurzanie Ślizgona nie było czymś, czego Hermiona pragnęła, a czymś, na co on widocznie zobojętniał przez lata małżeństwa. 

Kobieta przez chwilę stukała palcem wskazującym w papierowy kubek z kawą, tam, gdzie barista błędnie napisał czarnym markerem jej imię. 

— Ostatni raz, gdy uratowałeś mi życie, był trzy lata temu, gdy spadłam z miotły. Pracowaliśmy wtedy nad sprawą smoka w Berwickshire i odpłaciłam ci się miesiąc później, kiedy Dołohow uciekł z Azkabanu i pokazał się w twoim domu — przypomniała mu. 

Mężczyzna zamachał ręką w powietrzu, udając spadającą Hermionę, z zadowoleniem, które sprawiało, że nos zawsze jej drgał. Przy tym wcale nie przejął się słowami, wypływającymi z ust kobiety. 

— Naprawdę, jaka czarownica nie potrafi latać na miotle? — zapytał, kręcąc głową z niedowierzaniem. 

Wiedząc, że to jego sposób, by ją sprowokować, Hermiona zdusiła w sobie chęć warknięcia, które usiłowało wydostać się z jej gardła. 

— Nie wiem, jak możesz się z nim przyjaźnić — mówił Ron nie raz. 

— Przynajmniej życie nie jest nudne  — odpowiadała zawsze. 

Te pięć słów wystarczyło, by rozśmieszyć jej dwóch przyjaciół, a Harry dodatkowo pytał z błyskiem w zielonych oczach:

— Hermiona, kiedy nasze życie było choć trochę nudne? 

Gryfonka była zadowolona, że jej przygody w tych dniach składały się z okazjonalnych spotkaniach na kawie z byłymi śmierciożercami w przeciwieństwie do zwalczania ich w środku bitwy. Nawet jeśli raz na jakiś czas, któryś z pozostałych złoczyńców się pokazywał, tak jak Dołohow to zrobił trzy lata wcześniej, kiedy Hermiona musiała zająć się sprawą w Malfoy Manor, którą znalazła wcześniej na swoim biurku w Ministerstwie.

— Nie pamiętasz? — zapytała blondyna. — Byłam tam na śledztwie w sprawie zaginięcia kolejnego niewidzialnego zwierzęcia twojej żony, ponieważ ty, będąc gigantycznym wrzodem na tyłku, wypełniłeś raport! — powiedziała, a Malfoy przewrócił oczami. 

— Po prostu byłem kochającym i wspierającym mężem, a śledztwa w swoim domu sam przeprowadzić nie mogłem. 

— Twoja żona jest psychiczna w takich sprawach i dobrze o tym wiesz! Diggory nawet nie wiedział, co to są nargle, a że to był twój cholerny dom, wysłał mnie! Wyjaśnienie tego tak, by żadne z nas nie wyglądało, jakbyśmy stracili rozum, było żenujące i krępujące. 


— Umawiasz się z Malfoyem?! krzyknęła Ginny, kiedy przyłapali Krukonkę na zewnątrz Miodowego Królestwa trzymającą dłoń Księcia Slytherinu już podczas pierwszej wycieczki do Hogsmeade po powrocie do Hogwartu. Większość, jak Harry czy Ron, zdecydowali się odpuścić sobie edukację, ale Hermiona była nieugięta w swoim postanowieniu, zwłaszcza, że Profesor McGonagall zrobiła z niej Prefekt Naczelną. 

Na jej nieszczęście Pokój Wspólny musiała dzielić z drugim Prefektem Naczelnym — Draconem Malfoyem — który zaczął spotykać się z jej przyjaciółką dwa tygodnie po rozpoczęciu pierwszego semestru. 

Luna, jego rodzina więziła cię w ich własnym domu! — powiedziała zawzięcie Ginny, próbując rozgryźć, kiedy tak właściwie para miała możliwość pozbyć się oczywistych różnic, a znaleźć wystarczającą liczbę podobieństw, by zbudować swój związek. 

Luna — cała ona — uśmiechnęła się do Ginny i Hermiony, po czym oznajmiła im, że kiedy przebywała w lochach Malfoy Manor, Draco przyniósł jej ciasto. Ciasto! 

— Co to za ciasto musiało być mruknęła cicho pod nosem Hermiona, na co oboje — Draco i Luna — uśmiechnęli się w taki sposób, że jeszcze wtedy nastolatka modliła się do bogów, by nie był to jakiś seksualny żart, który znali tylko oni

— Ona jest ekscentryczna — powiedział Draco, broniąc żony od dwóch lat. — I tak, pamiętam, jak uratowałaś moje cholerne życie wtedy, dziękuję. 

Mężczyzna skrzywił się na wspomnienie, gdy to Hermiona pojawiła się w Malfoy Manor. Widział ją wtedy idącą od salonu do miejsca, gdzie Luna ostatni raz widziała nargle, kiedy to osłony* zaalarmowały go, że ktoś jeszcze zjawił się w jego domu. Mimo tego, że Draco próbował naprawić osłony* tuż po zesłaniu Lucjusza do Azkabanu i wyprowadzce Narcyzy do Francji, Antonin Dołohow, zbiegły śmierciożerca, bez problemu dostał się do Malfoy Manor. Co prawda tylko po to, żeby zostać pokonanym przez Hermionę przy użyciu zaklęcia oszałamiającego w czasie, gdy stał odwrócony plecami - zbyt skupiony na próbie rzucenia zaklęcia Cruciatus na Dracona. 

— Potrzebowałem Łamacza Klątw do zresetowania osłon wokół domu po tym zajściu — powiedział Draco. — O wilku mowa… ale wracając do głównego i ważniejszego punktu, ocaliłem cię sześć miesięcy temu, kiedy mieliśmy wezwanie do tego czegoś z mugolami w Londynie. Zostałaś zaatakowana i cię uratowałem — dopowiedział, dając duży nacisk na “i cię uratowałem”, a kobieta zmarszczyła brwi. 

— Tego czegoś w Londynie? Mówisz o Hyde Parku? — zapytała, po czym zaśmiała na wspomnienie przerażonego mężczyzny. — Gdzie wydarłeś się na widok kaczek, które dopiero co przypłynęły, i wepchnąłeś mnie do stawu? 

— Kaczkołaki.* — Draco zacisnął szczęki. 

Hermiona, nie mogąc się powstrzymać, odchyliła głowę do tyłu i wybuchnęła perlistym śmiechem. 

— Nie ma czegoś takiego jak kaczkołaki. Po prostu boisz się kwaczących ptaków, durniu. — Zachichotała. Nawet jeśli wówczas skończyła do kolana w brudnym, małym stawie, było to warte zobaczenia Dracona Malfoya uciekającego od kilku małych ptaków, które patrzyły za kawałkami chleba. To wspomnienie zostało od razu zakorkowane w fiolce i było zawsze gotowe do użycia w myślodsiewni, kiedykolwiek miała zły dzień i potrzebowała rozbawienia. 

— Jak możesz się bać nieszkodliwych ptaków? — zapytała, kiedy przestała się śmiać. — Znalazłam zawieruszoną skargę na swoim biurku o twoim nieszczęsnym puchaczu, co próbował polować na hipogryfy, których również się obawiasz i… 

— Po pierwsze — przerwał jej niezadowolony — Malfoyowie się takich rzeczy nie boją. Po drugie, zostaw Bubo w spokoju. Po trzecie, oboje wiemy, że gdyby Malfoyowie obawiali się różnych rzeczy — a nie boimy się — to miałbym zajebiście dobry powód, by obawiać się hipogryfów. — Świadomie dotknął małej blizny na ramieniu, gdzie Hardodziob zaatakował go na trzecim roku. — Więc mój lojalny kompan ma wszelkie prawa, by na nie polować i… zmieniasz temat. A faktem jest, że kaczkołaki istnieją, jeden próbował cię zaatakować, uratowałem cię, a teraz mi wisisz. 

Wypowiedź Dracona sprawiła, że kobieta przewróciła oczami, a na jej ustach zagościł uśmiech i na twarzy szczere zaciekawienie.

— Cóż, mimo że jesteś typowym, irytującym sobą, naprawdę mnie zaintrygowało to, że wkładasz tak dużo wysiłku, by wyłudzić ode mnie przysługę. Nawet jeśli naprawdę nie możesz nazwać tego przysługą.

Spiorunował ją spojrzeniem. Spojrzeniem, które nie było onieśmielające w szkole i wcale nie zmieniło się to na przestrzeni lat. 

— Bo nią nie jest. 

Wzięła łyk napoju i skrzywiła się na smak zimnej kawy na języku. Szybko ją przełknęła, gdy dotarł do niej sens słów wcześniej wypowiedzianych przez blondyna. 

— Czekaj, co miałeś na myśli mówiąc “o wilku mowa”?

— “O wilku mowa”?

— Powiedziałeś “o wilku mowa”, kiedy rozmawialiśmy o Dołohowie. Powiedziałeś “o wilku mowa” i zacząłeś bablać o fałszywym długu życia, który ci niby wiszę. 

— Jest prawdziwy. 

Hermiona jęknęła, czując, jak opuszcza ją cierpliwość. Powoli zaczynała żałować, że zdecydowała się na długi lunch, ale poprosił o niego po raz pierwszy, co powinno już jej uświadomić, że czegoś od niej chce. Mała część jej zastanawiała się, czy planował poprosić ją o zostanie matką chrzestną dla Luny i jego pierwszego, jeszcze nienarodzonego dziecka. Sam pomysł, że zostałaby wybrana ona, nie Pansy, był na tyle oszałamiający, że zgodziłaby się na taką ideę przywiązującą siebie na zawsze do Malfoya w taki sposób. 

— Co to ma wspólnego z Dołohowem? — zapytała. 

— Nic — odpowiedział i spojrzał na nią tak, jakby była głupia z powodu nienadążania za nim. — Ma za to coś wspólnego z Łamaczem Klątw. 

— Bill?

— Weasley? — zadrwił. — Dlaczego miałbym zatrudnić Weasleya do spieprzenia moich osłon? Były zepsute wystarczająco, nie potrzebuję ich w jeszcze gorszym stanie. Weasleyowie są kiepscy praktycznie we wszystkim, co robią — powiedział, co wywołało prychnięcie Gryfonki.

— Powinnam powiedzieć to Ginny. 

Draco, będąc mądrym mężczyzną, rozpoznał groźbę ukrytą w jej słowach. 

— W porządku, nie we wszystkim. Ruda jest zdolna, jeśli chodzi o kafle i kawałek drewna pomiędzy udami, dzięki czemu wzbogaciłem się o niezłą sumę galeonów przez lata — powiedział, po czym zadowolony się uśmiechnął. — Słyszałem także, że gra w quidditcha.

Hermiona zakrztusiła się kawą. 

— Zdecydowanie powinnam powiedzieć to Blaise’owi. 

— Proszę bardzo. — Draco wzruszył ramionami. — Jest to pożyczony żart z jego repertuaru. Chodzi o to, że Ruda gra w quidditcha jak zawodowiec, co na pewno jest pomocne, patrząc na to, że nim jest. Jednak Blaise mówi, że nie zje nic ugotowanego przez nią, bo obawia się zatrucia. Weasleyowie są naturalnie dobrzy w jednej rzeczy, a cała reszta jest nie dla nich. 

— Przyznajesz, że Ron jest dobry w czymś? — zapytała Hermiona z uśmieszkiem na ustach. 

— Jasne. — Kiwnął głową. — Wydaje się, że nabrał wprawy w zaciążaniu Pansy. 

Na słowa mężczyzny zaśmiali się oboje, niekomfortowo, ale jednak. Gdy wojna się zakończyła, Hermiona z Ronem zdecydowali się spróbować stworzyć związek. Nie minęły nawet dwa miesiące, kiedy postanowili się rozstać, by ratować wieloletnią przyjaźń. Trzy miesiące i pełną butelkę Ognistej Whisky później Ron obudził się w jednym z pokoi w Dziurawym Kotle z nagą Pansy Parkinson obok siebie. Blisko grudnia, gdy czarnowłosa czarownica pojawiła się w Norze z prenatalnym raportem ze Św. Munga, Molly uderzyła swojego najmłodszego syna porannym wydaniem Proroka Codziennego, które miała pod ręką, a Pansy zaprosiła na lunch, gdzie zaplanowały ślub. 

— Wracając do sedna sprawy — powiedziała Hermiona, zdając sobie sprawę, że już zdążyła zapomnieć, o czym rozmawiali. — Bill jest najlepszym Łamaczem Klątw, jakiego posiada Gringott. To on stworzył osłony wokół mojego mieszkania! I w Norze! A także u Rona i Pansy czy Harry’ego i Dafne! 

Wiedziałeś, że Blaise chodził z Drafne w Hogwarcie?  — Ginny zapytała Harry’ego jednego wieczoru, gdy jego dziewczyna przeprowadzała się do Grimmauld Place. Wszyscy zebrali się, by im pomóc. Większość mężczyzn zrobiło sobie przerwę z butelką kremowego piwa na tyłach domu, Dafne pokazywała Pansy, jak planowała przedekorować sypialnię, kiedy Hermiona i Ginny usiadły z Harrym w jadalni, by sprawdzić czy w antycznej szafce na porcelanę znajdzie się jeszcze miejsce na pamiątki starszej Greengrass. 

Serio? — zapytał Harry, po czym po namyśle ironicznie dodał: —  Wcale nie jest to dziwne.


Że nasze połówki sypiały ze sobą prawdopodobnie tego samego roku co my? — zapytała Ginny z uśmieszkiem. — Yhm… troszkę dziwne. 

Dziwniejsze jest to, że tak otwarcie o tym mówicie przy mnie — skomentowała Hermiona, wyrzucając w powietrze stary talerz, który miał wygrawerowane słowa rodziny Blacków na środku, i z zadowoleniem obserwowała, jak rozbija się w metalowym kuble. 

Jednak tak naprawdę wcale nie było to dziwne. Godzinę później, kiedy wszystkie pudła zostały rozpakowane, Bill wpadł, by ustawić osłony wokół domu, a kiedy ponownie ich opuścił, wszyscy usiedli w jadalni do obiadu. Wszyscy, czyli Draco z Luną, która usiadła na jego kolanach, Blaise z Ginny w takiej samej pozycji po drugiej stronie stołu, Ron próbujący usadowić czteroletniego syna, Artie'ego, w jego krzesełku pomiędzy sobą a ciężarną Pansy, Harry z Daphne na końcu stołu, wyglądających pozytywnie ogłupionych sobą. 

I Hermiona. Ona też tam zawsze była.

— Jeśli kiedykolwiek sprawię sobie piękną ruderę, to zatrudnię Weasleya bez zastanowienia — oznajmił Draco, unosząc w zadowoleniu kącik ust. — Jednak mam dwór oraz bardzo ładną i ciężarną żonę do ochrony. Kiedy osłony zawiodą, mogę naprawdę coś stracić, ponieważ, jak to słodko ujęłaś, Luna jest psychiczna i jej niewidoczni przyjaciele nie będą stać na straży, gdy Śmierciożercy zapukają — przyznał. — Nikt nie chce się włamać do gigantycznej dziury Łasicy*, Dafne ma ze sobą Wybrańca dla ochrony, do tego głos Pansy jest lepszy niż jakikolwiek zaklęcie hałasujące, o jakim dotąd słyszałem. Kurwa… — warknął zniecierpliwiony. — O czym mówiłem?

— “O wilku mowa”.

— Tak! — Draco strzelił palcami w geście triumfu. — “O wilku mowa”! Łamacz Klątw. Tak, tak. Zatrudniłem Theo, by naprawił moje zaklęcia obronne. 
Hermiona wpatrywała się w niego, nie rozumiejąc, do czego prowadziła ta rozmowa. 

— Theo? — zapytała, nie od razu rozpoznając imię. — Theodor Nott? Nie miałam zielonego pojęcia, że jest on Łamaczem Klątw — powiedziała z namysłem. — Szczerze, nawet nie wiedziałam, czy on dalej… — Kobieta uniosła głowę i przerwała, widząc, jak Draco spiął się nagle cały na jej słowa. — Coś się stało? 

Draco odchrząknął, by oczyścić gardło. Jednak mimo zaprzeczenia skinieniem głowy wcale się nie rozluźnił. 

— Theo nie jest tylko jakimś tam łamaczem. Jest najlepszy. Pracuje bez etatu i niezależnie, ponieważ jest tak bardzo drogi. Nawet Gringott go nie zatrudni, chyba że jego pracownicy, jak Weasley, nie mogą złamać kodu. 

— A co to wszystko ma wspólnego z moim fałszywym długiem życia?

— Jest prawdziwy. 

— Draco! — warknęła na niego. 

Na ustach mężczyzny zagościł uśmieszek, który ukazał, jak bardzo był z siebie zadowolony, że w końcu udało mu się ją poruszyć. 

— Wiedziałaś, że Theo ukończył szkołę z najlepszymi wynikami w naszej klasie? — spytał niby to od niechcenia, spoglądając w połowie wypity napój, po czym zamieszał go cienką, plastikową rurką. — Skubany, jest niezwykle inteligentny. 

— To ja... — zaczęła Hermiona, a jej brązowe oczy zwęziły się niebezpiecznie — ukończyłam szkołę z najlepszymi wynikami — skończyła poprawiając go, i dodała: — Zresztą, Nott nawet nie wrócił na ósmy rok. 

— Zdał Owutemy poprzez korespondencję — poinformował ją, wzruszając przy tym ramionami. — Do tego jest obrzydliwie bogaty. I przystojny. Tak przynajmniej mówią. Luna oznajmiła mi, że jej się podoba. Ma ciemne włosy, niebieskie oczy, powiedziała także, że jest wyższy niż ja i… — Hermiona wybuchnęła chichotem, słysząc, jak Draco naśladuje swoją żonę. Ślizgon na nią spojrzał i ponownie chrząknął oczyszczając gardło. — Nie mam na tym punkcie żadnych kompleksów. Serio. On po prostu podoba się czarownicom i na tym zakończmy. 

Hermiona westchnęła, po czym, pochylając się do przodu, położyła łokcie na stoliku i złączyła palce. 

— Co ty robisz? — zapytała. — Dlaczego czuję się, jakbyś ustawiał mnie do randki w ciemno? Dlaczego mam wrażenie, że zamieniasz się w Pansy?

— Wyzywam cię na twój dług życia — powiedział tonem, znów brzmiącym zupełnie poważnie. 

— Nie wiszę ci żadnego cholernego długu, Malfoy!

— Chciałbym, byś wyszła za Theo — wypalił. 

Usta Hermiony uchyliły się w szoku. Do tego nie była pewna, czy usłyszała poprawnie, co przed chwilą jej wyznał. 

— Co? — zapytała, wpatrując się w niego bez mruknięcia okiem, żałując — i to nie po raz pierwszy! — zakopania toporu wojennego ze Ślizgonem, kiedy wojna się skończyła. Na pewno mogła przyjaźnić się z ludźmi, którzy byli mniej wymagający i o wiele bardziej stabilni niż Draco Malfoy. - Czy ktoś cię skonfundował? A może Luna warzyła znowu tę dziwną, sfermentowaną herbatkę? Bardzo dobrze wiesz, że nie powinna ona być dopuszczana do kotła, zwłaszcza gdy jest w ciąży. Draco, opary same w sobie mogą spowodować poważne problemy....

— Granger — powtórzył, sięgając nad stołem i naprawdę chwytając ją za rękę, by zwrócić jej uwagę, co faktycznie sprawiło, że się zamknęła. Nawet nie chciała udawać, że ten jeden gest jej nie zdenerwował. Draco nie dotykał ludzi. Poprawka, Draco dotykał z czułością Lunę, swoich ślizgońskich przyjaciół poklepywał po plecach albo walił w ramię, a kiedy to denerwowało Rona, przytulał Artiego. Jednak nie ją, chyba, że właśnie ratował jej życie poprzez łapanie jej z miotły, z której właśnie spadła. 

Spojrzała w dół, w miejsce, gdzie jego dłoń dotykała jej. Była pewna, że jeszcze nie zauważył, ale jego długie palce przez przypadek dotknęły blizny na jej przedramieniu. Widziała, jak spiął mięśnie, gdy sam zauważył, gdzie ją złapał. To właśnie dlatego Draco nigdy jej nie dotykał. Przez bliznę przypominała mu wszystko, sprawiała, że panikował. Teraz też tak było, ponieważ szybko się odsunął. 

— Zaczynasz mnie przerażać, Malfoy — szepnęła Hermiona, widząc, jak szare oczy wypełniają się szczerym zmartwieniem. Draco wziął głęboki wdech i dopiero wtedy wyraźnie powiedział: 

— Musisz wyjść za mojego przyjaciela, ponieważ jeśli tego nie zrobisz, to Theo umrze. 



DKNMZ - Departament Kontroli Nad Magicznymi Zwierzętami.
Osłony - są to niewidoczne bariery, które czarodzieje zakładają wokół swoich mieszkań/domów/budynków/ważnych rzeczy (taka osłona była ustawiona wokół Hogwartu przez Dumbledora).
Kaczkołaki - po ang to jest wereduck, taki początek jest używany przy werewolf i oznacza to wilkołak, więc Draco bał się kaczek, bo jego zdaniem były jak wilkołaki : ) mam nadzieję, że ma to sens dla Was! : * 
"Ruda jest zdolna jeśli chodzi o kafle i kawałek drewna pomiędzy udami" nie wiem czy to zrozumieliście, ale na wypadek jeśli nie, to śpieszę z wyjaśnieniami! Jest to głupi, niedojrzały, ale w sumie śmieszny żart i gra słów! Ginny jest zawodową zawodniczką quidditcha, jest szukającą więc doskonale zna się na kaflach i doskonale "ujeżdża" miotłę, jednak Draco odnosił się także do męskiej części ciała. 
Łasicy - ponownie pojawia nam się gra słów. Łasica po angielsku znaczy weasel. Draco czesto uzywał tego określenia względem Rona, by go obrazić. Nie wiem jak to jest w polskich opowiadaniach, ale słyszałam, że pojawia się to określenie rzadko.

6 mar 2017

DLA WIĘKSZEGO DOBRA - NIESPODZIEWANY SOJUSZNIK

DLA WIĘKSZEGO DOBRA 
niespodziewany sojusznik.



And when your hope crashes down
Shattering to the ground
You'll, you'll feel all alone
When you don't know which way to go
And there's no signs leading you home
You're not alone


Miałeś zginąć z Voldemortem, Harry.

Te słowa były ostatnimi, jakie Hermiona wypowiedziała do niego przez ostatni tydzień. Z chwilą, gdy jego imię opuściło jej malinowe usta, teleportował się do Grimmauld Place. Dom po chrzestnym stał się dla niego oazą w ostatnich latach. Praktycznie nikt go nie używał, chyba że po jakiejś ciężkiej misji Harry chciał odreagować albo ochłonąć po kłótni z Ginny, to zjawiał się w tym miejscu i niszczył wszystkie meble dookoła. Późniejsza naprawa wszystkiego była równie wyczerpująca, nawet gdy miał do pomocy starego już Stworka, przeszczęśliwego, że do czegoś się w końcu przydał. 

Później po zimnym prysznicu teleportował się przed wejście do Świętego Munga, by w poczekalni przywitać poranek i zabrać do domu najważniejsze — w jego życiu — kobiety. Kiedy wybiła już godzina dziewiąta rano, miał wszystkie papierki wypisane i z uśmiechem na ustach wszedł do sali, na której leżała tylko Ginny. Kobieta jeszcze spała, tak samo jak jego kochana teściowa. Podszedł do wielkiego, wygodnego fotela, wysunął ze starszych ramion zawiniątko, a jego uśmiech na nowo ozdobił zmęczoną twarz, widząc, że w końcu udało mu się, a raczej im, stworzyć małą kopię Ginny. Dwoje brązowych oczu wpatrywało się w niego z niebywałą bystrością, a spod czapeczki wystawały jasno marchewkowe włosy.

Przez chwilę zapomniał o przepowiedni i wiadomościach, jakie zrzuciła na niego Hermiona, nareszcie mógł się cieszyć z zostania tatą po raz trzeci.

I tak, wpatrując się w czekoladowe tęczówki swojej córki, przysiągł sobie, że nieważne co miałoby się dziać, nie poświęci się już więcej dla przepowiedni.

Będzie żył jak do tej pory.


Z kolejnymi kilkoma latami po narodzinach jego córki zrozumiał, jak cholernie naiwny był. Teraz wiedząc już, co wypatrywała w nim Hermiona, sam to robił. Szykując się na kolejny, już trzynasty bankiet z okazji wygranej bitwy o Hogwart, boleśnie wyraźne teraz stało się dla niego, ile starzej wyglądała od niego Ginny. Przyglądał się ich odbiciu w tafli lustra, gdy tak stał za nią prawie ubrany w mugolski garnitur. I wciąż, wciąż wyglądał, jakby szykował się na ich wielki dzień — ślub. Jedyną różnicą była jej suknia, która nie lśniła bielą w ostatnich promieniach słonecznych padających przez otwarte okno, a iskrzyła się metaliczną czernią. Nawet włosy miała podobnie upięte, by ukazać swoją długą, łabędzią szyję, którą uwielbiał obdarowywać pocałunkami. Jednak kiedy skupił się bardziej, to widział różnicę.

Delikatne żłobienia czasu w porcelanowej skórze, siwą nitkę tu czy tam, gdy zdmuchiwała z oczu pasmo kręconych włosów.

Kobieta właśnie naciągała czarną pończochę zakończoną koronką, posyłając mu seksowny uśmiech w odbiciu lustra i uczucie, jakie to w nim wywoływało, było czymś czego czas nie mógł zmienić.

Mimo zmarszczek, siwych włosów tu i ówdzie, pięciu dodatkowych kilogramów (które, szczerze mówiąc, uwielbiał, bo pupa i cycki zrobiły się jeszcze bardziej obfite) wciąż była dla niego piekielne pociągająca.

— Nie patrz tak na mnie, bo zdecyduję, że wolę spędzić ten wieczór na ściąganiu tej niebotycznie drogiej sukienki — szepnął i pocałował ją w odkrytą szyję.

Zamknął swój umysł i skupił się na kobiecie przed sobą. Ignorując wszystkie widoczne już gołym okiem różnice między nimi, podciągnął czarny materiał do góry, wbił palce w jędrne pośladki i uniósł ją do góry, równocześnie przyciskając do powieszonego na ścianie lustra.

Na chwilę zapomniał o całym świecie, czując oplatające go w pasie długie nogi i warknął, wbijając się w nią jednym płynnym wejściem.


Na bankiet weszli spóźnieni i pierwsze co zobaczył to maszerującą w ich stronę Hermionę. Usta miała zaciśnięte w cienką linię, którą szybko zastąpiła szerokim uśmiechem, gdy spojrzała na jego szyję. Mimowolnie dotknął miejsca, w którym Ginny go ugryzła i zassała, zostawiając czerwoną malinkę, jakby wciąż mieli dwadzieścia lat.

— Ginny Potter! — zawołała rozbawiona Hermiona, na co jego żona wzruszyła ramionami.

— Nie moja wina, że nie mogę mu się oprzeć — powiedziała. — Widziałaś? Mam wrażenie, że nic się przez te wszystkie lata nie zmienia!

Zauważył delikatne drgnienie ust, gdy uśmiech Hermiony zrobił się nagle sztuczny i sekundowe rozszerzenie oczu. To spostrzeżenie dało mu do zrozumienia, że przez rok obserwowania swojej przyjaciółki nauczył się jej na pamięć. Znał każde drgnięcie, każdy uśmiech, widział, kiedy cała się spinała, a twarz przysłaniał cień. Nikt inny tego nie dostrzegał. Nie Ginny, która trajkotała wesoło o tegorocznych dekoracjach balu, nie Ron, który nigdy nie wiedział, kiedy ma się zamknąć, przez co zawsze ładował się w kłótnie ze swoją wtedy jeszcze narzeczoną.


Gdy bal dobiegł końca, a Ginny zasnęła po kolejnej dawce nieziemskiego seksu, teleportował się z trzaskiem w salonie Hermiony. Wciąż nie mógł przywyknąć do pustki po Ronie, ale nigdy nie powiedział tego na głos. Do tej pory nie rozumiał, dlaczego się rozstali, ale kiedy jego przyjaciel zdecydował się na dwuletni kontrakt z Chudley Cannons, zrozumiał, że Ron naprawdę zrezygnował z życia z Hermioną.

— Draco, przestań! — usłyszał zniecierpliwiony głos kobiety.

Ze wstrzymanym oddechem popchnął drzwi do sypialni, a jego oczom ukazał się obraz ich byłego wroga siedzącego w eleganckich szatach na zaścielonym łóżku, gdy Hermiona wciągała na siebie przy duży sweter.

— Malfoy? — zapytał niedowierzająco, a kobieta podskoczyła zaskoczona. W normalnej sytuacji parsknąłby śmiechem, ale nie potrafił, mimo że za kilka lat będzie to dla niego śmieszne. — Co ty tu robisz?

— Ja zostałem zaproszony, czego nie można powiedzieć o tobie, Potter — odpowiedział mu złośliwym, znudzonym głosem.

— Harry…

— Hermiona, zaprosiłaś go tutaj… tutaj?! — przerwał jej i powiódł spojrzeniem po ścianach, na których wciąż widniała oś czasu, słowa przepowiedni i zdjęcia. — Kiedy nie chciałaś powiedzieć nic Ronowi, zaprosiłaś go tutaj?

— Draco jest przyjacielem i mi pomaga w rozwiązaniu twojego problemu — powiedziała, a on prychnął, na co kobieta posłała mu wściekłe spojrzenie. Malfoy nic nie powiedział, obserwował ich tylko, przez co miał ochotę warknąć coś mało przyjemnego w jego stronę. — Nie patrz tak na mnie, Harry. Pomiędzy jego a moją inteligencją miałam nadzieję znaleźć rozwiązanie tego, co się stało, ale…

— Ale nie ma go, Potter. A patrząc na waszą dwójkę, widzę, że już niedługo ludzie zaczną zauważać, że coś jest z tobą nie tak. Jesteście w tym samym wieku, Granger wygląda rewelacyjnie w swoich latach, a przy tobie wydaje się, jakby była z sześć lat starsza.

Harry nic nie odpowiedział, bo też to widział. Tak samo jak Ginny, Hermiona z wiekiem stawała się piękniejsza. Pewnie duże znaczenie miał fakt, że była Gryfonka pokochała siebie, swoją inteligencję, tę niesforną szopę na głowie, stała się pewna i było to widać na każdym kroku. Zawsze uważał, że Ginny miała grono wielbicieli w Hogwarcie między innymi, dlatego że umiała o nie zabiegać i nie wstydziła się niczego w swojej osobie, bo znała swoją wartość. Hermiona potrzebowała czasu, by zaakceptować siebie taką, jaką była.

Malfoy zsunął się z łóżka i wyszedł z pokoju, nie zaszczycając ich nawet jednym spojrzeniem. Harry zwrócił uwagę, że blondyn czuł się w tym miejscu bardziej komfortowo niż on, od kiedy Ron przestał tutaj mieszkać. Od zawsze to było mieszkanie Rona i Hermiony, kupili je razem, urządzili je razem i mieli w nim mieszkać tak długo, aż nie będą gotowi na dziecko. Wtedy mieli je sprzedać i kupić dom.

Wszystko się zmieniło

Znowu.


I znowu przez niego, tak jak Ron powiedział.


Jak zawsze on.


Hermiona chrząknęła, a Harry powiódł spojrzeniem w jej stronę.


— Draco ma rację. Widać różnicę. Dla nas ona jest oślepiająca, ale jeśli komentarz Ginny cokolwiek znaczy, to to, że ludzie już widzą, choć nie wiedzą co. Nie możemy na to pozwolić.

Drugi raz znalazł się za kobietą tego wieczora. Złapał spojrzenie bursztynowych oczu w lustrze i skrzywił się, czując, jak bardzo przeszkadzało mu, że wyglądała starzej od niego. Z Ginny tak tego nie odczuwał, ale mógł to zrzucić na fakt, że swoją żonę kochał i tak długo, jak będzie miał to uczucie, mogłaby jego złośnica mieć twarz stuletniej czarownicy, przybrać dwadzieścia kilogramów i obwieścić miłość do kotów, on i tak będzie miał to pożądanie i śmieszną adorację w oczach.

Bo była jego dziewczyną, kobietą, żoną, matką jego dzieci.

Hermiona, była jego przyjaciółką i bolało go, jak wiele poświęciła, by mu pomóc, kiedy znaleźli się w punkcie, gdzie nic nie dało się zrobić.

Gdzie wszystko poszło na marne.

Przymknął oczy, opierając brodę na czubku głowy Hermiony i poczuł, jak rozluźniła się ona w jego objęciach. Kiedy je ponownie otworzył, dostrzegł w lustrze dodatkową osobę. Draco Malfoy stał tuż obok nich, trzymając fiolkę w wyciągniętej w jego stronę dłoni. Wręcz czuł wibrujące ciepło od jego ciała i poczuł, jak szara magia byłego Ślizgona nieświadomie stykała się z magią kobiety, którą sam obejmował.

Chyba nigdy wcześniej nie żałował tego, że mógł widzieć aurę każdej magicznej osoby i jej magię. W tej chwili ten dar wydawał mu się przekleństwem, bo jeśli faktycznie wszystko co ich łączyło, to przyjaźń, to byli na dobrej drodze by przekroczyć granicę tej relacji. I zdecydowanie była to ich prywatna sprawa. 

Malfoy ponaglająco machnął ręką z magiczną substancją. 

— Do dna, Potter.



Witajcie! Jak podoba się nowa szata bloga? Ja jestem w niej zakochana, zwłaszcza w tych obrazkach <3 Nie mogłam znaleźć pasującego obrazka ani cytatu, dlatego jeśli masz coś bardziej pasującego, to pisz!

PS: Cały tekst sprawdzała cudowna Hope! Miała kilka kwiatków, i problemy z wytłumaczeniem kilku rzeczy, ale to tylko i wyłączni wina mojego małego mózgu, on po prostu nie lubi poprawności języka polskiego. Dlatego WIELKIE brawa dla tej pani i podziękowania! <3

 { PS! Pamiętaj, że jeśli nie masz ochoty pisać komentarza, który naprawdę sprawi mi przyjemność, możesz ocenić rozdział. Ocenę znajdziesz nad etykietami posta. <3


6 lut 2017

Lady Ambrossia - Rozdział 2



The first to apologize is the bravest. 
The first to forgive is the strongest. 

The first to forget is the happiest. 


To czas na drugą część Lady Ambrossi, wciąż krótka, może następna część będzie dłuższa. Nie wiem kiedy ona także się pojawi, ale będę informować w zakładce nowe notki. Nie długo też powinno się pojawić tłumaczenie Dramione, mini, a także kolejna część Tying the Nott! : )
Pozdrawiam i zapraszam do lektury.
Bety: Weronika, Koneko, Rzan i Katja z betowanie


4 lut 2017

Dla większego dobra

Tytuł: Dla większego dobra
Rodzaj: Romance/Hurt/Comfort/Mystery/Friendship/Angst
Rating: M
Status: Aktualne
Rozdziałów: 1/?
Ostrzeżenie: wulgaryzmy/mogą być sceny seksu/ lekkie AU
Summary: ... się pisze. 



Część 1.


And if the sky comes falling down, for you, there's nothing in the world I wouldn't do
— Avicii



Część 2. 
Dla większego dobra
And when your hope crashes down
Shattering to the ground
You'll, you'll feel all alone
When you don't know which way to go
And there's no signs leading you home
You're not alone

Część 3.
Dla większego dobra —


27 gru 2016

Dla większego dobra — czujne oczy


Dla większego dobra 
czujne oczy. 

And if the sky comes falling down, for you, there's nothing in the world I wouldn't do

— Avicii



24 gru 2016

SZAFIR & KARMAZYN




Tytuł: Pale Blue & Crimson 

Autor: Camillablue
Rodzaj: Romance/Hurt/Comfort
Rating: T
Status: Miniaturka
Zgoda: Jest
Beta: Katja!

Summary: Mała "Secret Santa" miniaturka na prezent, która mogła zawierać, ale nie musiała kręciś się tylko wokół tego: wszystko w niebieskim kolorze, późne rozmowy o miłości i stracie, zadziorne tatuaże, oraz o znajdowaniu zrozumienia w nieoczekiwanych miejscach.


24 wrz 2016

Lady Ambrossia - Rozdział 1

Sometimes you forgive people simply
because 
you still want them in your life.


W ten zimny (dla mnie) poranek przybywam do Was z pierwszy rozdziałem LA. Nie, dalej nie skończyłam "Szczęśliwy Trzydziesty Raz" - nowe opowiadanie za bardzo siedzi mi w głowie. Musicie mi to wybaczyć! Nie przedłużając, zapraszam do Harry'ego, Hermiony i Dracona! a ja tym czasem zawinę się w kłębek na kanapie, ubrana jak na rosyjską zimę, owinięta w grupy koc, z kubkiem parzącej herbaty z miodem i cytryną. Kto się założy, że wciąż będzie mi zimno? Bycie chorą sucks!


Lady Ambrossia - Rozdziały


Tytuł: Lady Ambrossia
Autor: Irlandka

Rodzaj: Family/Angs/Comfort/Mystery/Friendship
Rating: Pomiędzy T a M
Pairing: Dramione/Hansy

Summary: Dawno, dawno temu, w lesie żyła pewna kobieta. Zabierała do siebie niechciane dzieci, które były uznawane za zepsute i brzydkie, by dać im dom. Obiecała im, że będą żyć wiecznie, a kiedy staną się motylami, zostaną naprawione przez samego Merlina. 

[Nie znoszę pisania opisów historii, dlatego wybaczcie te wypociny. Będę próbować go udoskonalić]



Once upon a time, there lived a woman in the woods. She was neither purely evil, nor purely good. She gathered unwanted children and gave them a home in which to stay. She promised them they'd live forever and a day. She changed them into colors, so beautiful, so bold. She cared for them so sweetly, they never grew old.

Sometimes you forgive people simply because you still want them in your life.


The first to apologize is the bravest. 
The first to forgive is the strongest. 
The first to forget is the happiest.

10 wrz 2016

Lady Ambrossia - Prolog.


Once upon a time, there lived a woman in the woods. She was neither purely evil, nor purely good. She gathered unwanted children and gave them a home in which to stay. She promised them they'd live forever and a day. She changed them into colors, so beautiful, so bold. She cared for them so sweetly, they never grew old.

23 lip 2016

Niech Stanie się Cud - Nadzieja [M 1-2]






I nigdy nie mów, że nie można kochać kogoś, kogo się nie zna, bo można.
Można przelać na tą osobę wszystkie swoje uczucia i poświęcić się,
by później cierpieć najmocniej jak się tylko da.

Tytuł: Niech stanie się cud
Autor: Irlandka
Fandom: Harry Potter
Pairing: Draco Malfoy/Astoria Greengrass
Ostrzeżenia: słodko-gorzkie, poronienia, 
Status: Miniaturka
Beta: Niezastąpiona Katja.
N/A: Drugie miejsce ( 201,5 pkt.) w konkursie na Stowarzyszenie blogów Harry'ego Pottera. Zapraszam Was na zapoznanie się z innymi pracami tego konkursu, zwłaszcza Mieć albo nie mieć, Dziękuję Mamo i Miłość matki to spracowane ręce, nieprzespane noce (Rzan. dłuższego się tytułu nie dało?:D).