Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramione. Pokaż wszystkie posty

18 cze 2018

DLA WIĘKSZEGO DOBRA - NADZIEJA W PRZEKLEŃSTWIE

DLA WIĘKSZEGO DOBRA -
nadzieja w przekleństwie. 






Gorzki posmak. 

Skrzywienie ust i opadająca ręka z pustą fiolką. 

Kiedy ponownie otworzył oczy, w odbiciu lustra zobaczył swoją najlepszą przyjaciółkę z szerokim uśmiechem na ustach i łzami w oczach. Chwyciła go za ramię i pociągnęła tak, by mógł objąć ją w pasie, po czym oparła się na jego ciele – już z ulgą wypisaną na twarzy.

Tuż obok wciąż stał jego wróg ze szkolnych lat, z którym publicznie witał się skinieniem głowy, ale nigdy nie wymieniali miłych słówek. Woleli się zwyczajnie ignorować. Teraz stali ramię w ramię. Na ustach Malfoya błąkał się drwiący uśmieszek, a połyskującymi stalą oczami wpatrywał się w odbicie kobiety w ramionach Harry’ego. 

Kiedy w końcu zwrócił oczy ku swojemu odbiciu, zauważył zmianę. Wyglądał, jakby przez te sekundy, gdy przełykał okropny w smaku eliksir, postarzał się o kilka lat. Mimo ciągłego braku zmarszczek można było zobaczyć, że skóra na twarzy straciła ten blask i świeżość. Koszula, która wcześniej była idealna, zrobiła się lekko przyciasna w barkach i torsie, podczas gdy jego ciało straciło chłopięcy urok. 

— Eliksir postarzający? — zapytał.

— Możesz tak powiedzieć, Potter — mruknął Malfoy. — Dobra, Granger, będę się już zbierał, wiesz, gdzie mnie znaleźć. 

— Odprowadzę cię. 



Przez kolejne pół roku raz na miesiąc dostawał nową fiolkę z eliksirem postarzającym. Hermiona powiedziała mu, że jest to ulepszona wersja tego samego eliksiru, którego użyli bliźniacy, by dostać się do turnieju trójmagicznego. Różnica była taka, że Malfoy zmienił go w ten sposób, żeby byli w stanie kontrolować, o ile z każdym tygodniem go postarzają. 

Teraz, kiedy spoglądał w lustro, widział płytkie zmarszczki, które pojawiały się wraz ze śmiechem przy oczach. W idealnie czarnych do tej pory włosach, jak u Śnieżki z bajki, znalazł już trzy razy siwy włos. Trzy siwe włosy! 

Nie wiedział, jak miał jej dziękować, ale za każdym razem, gdy próbował, odpowiadała tylko, że to „genialny mózg Malfoya zasługuje na docenienie”, nie ona. Harry wiedział, że przyjaciółka miała rację, ale nie mógł się zmusić do skontaktowania z byłym wrogiem. Od ostatniego razu, gdy spotkali się u Hermiony po balu, nie spotkał byłego Ślizgona nawet przypadkiem w Ministerstwie. 

Wypłukał maszynkę pod ciepłą wodą, wklepał w policzki i szyję krem chłodzący po czym owinięty tylko w ręcznik wszedł do sypialni. Przeczesując palcami włosy, podszedł do okien i odsunął zasłony, pozwalając, by promienie słoneczne oświeciły pomieszczenie. 

Kiedy z łóżka usłyszał zbolały jęk Ginny, spojrzał w tamtą stronę i zdziwił się, widząc swoją żonę wciąż zakopaną w pościeli. Normalnie była pierwszą osobą, która wstawała w ich domu. Była rannym ptaszkiem. Uwielbiała mieć wszystko przygotowane i zrobione z rana, by po południu poświęcić się dzieciakom i odpoczynkowi. Odkąd mieli Jamesa, na palcach jednej ręki mógł zliczyć te razy, gdy nie wstała punkt siódma. 

— Ginny? — zapytał, zaciągając z powrotem zasłony. Podszedł do łóżka, usiadł na jego skraju i powoli ściągnął kołdrę z twarzy żony. — Lisico… — 

Odgarnął ze spoconej twarzy lepkie rude włosy, przez które właśnie tak ją nazywał, i ucałował ją w czoło. 

Przez ostatnie kilka dni Ginny czuła się średnio, z czego zdawał sobie sprawię, ale dziś wyglądała naprawdę kiepsko. 

— Głowa mi pęka… — szepnęła zachrypniętym głosem. 

— Przyniosę ci eliksir i wodę — powiedział, zsuwając się z łóżka. 



Po dwóch dniach Ginny wcale nie poczuła się lepiej. Leżeli na łóżku przy świetle wpadającym z przedpokoju przez lekko uchylone drzwi. Dzieci zostały tego wieczoru u babci, by Ginny mogła wypocząć w ciszy. Ostatnie dwa dni spędziła w łóżku, w otaczającej ją ciemności, z pulsującym bólem głowy. Na zmianę się budziła i zasypiała. A eliksiry zdawały się nie działać. 

— Zimno mi… — wyszeptała. 

Okrył ją dodatkowym kocem, po czym położył się ponownie obok niej. Przyciągnął drżące ciało do siebie i przymknął oczy. 

Kiedy na nowo je otworzył, aura Ginny iskrzyła się jaskrawożółtym kolorem. 

Nigdy nie cieszył się, że ma ten dar, ale pierwszy raz przestraszył się tego, co był w stanie zobaczyć. Dlatego kiedy tylko Ginny zasnęła, Harry rzucił czar na śpiącą kobietę. Gdyby coś się działo, obudziła się albo jej stan znacznie pogorszył, różdżka miała go o tym poinformować. Zazwyczaj używał tego na Teddym albo swoich dzieciach. 

Teleportował się w ciemnej uliczce przy budynku, w którym mieszkała Hermiona. Ominąwszy kosze ze śmieciami, skierował się w stronę wejścia i pokonując schody po cztery stopnie, dostał się na trzecie piętro. 

Zapukał do drzwi, a kiedy chwilę później zostały one otwarte, stanął twarzą w twarz z osobą, której starał się unikać i do tej pory wychodziło mu to znakomicie. Chociaż dałby uciąć sobie palec, że sam Malfoy robił wszystko, by na siebie nie wpadli w Ministerstwie, a odkąd były Ślizgon związał się z Hermioną, blondyn przebywał w budynku znacznie częściej niż wcześniej. 

— Malfoy — powiedział, patrząc w szare oczy mężczyzny, czego normalnie unikał, ale tym razem wolał to od wpatrywania się wpatrywania się w ciało, którego jedynie dolna część była owinięta ręcznikiem, który miał owinięty na biodrach. — Khym… — chrząknął, próbując spojrzeć w głąb mieszkania. — Zastałem Hermionę? 

— Nie — odpowiedział, a Harry westchnął, kiwnął głową i rozejrzał się po klatce. Już miał podziękować i teleportować się z powrotem do domu, gdy Malfoy znowu się odezwał: — Poszła odebrać pizzę. Starczy i dla ciebie, jeśli obiecujesz nie komentować naszego związku. 

Harry spojrzał na niego zaskoczony, słysząc napięcie w głosie byłego Ślizgona. Kto by pomyślał, że Malfoy będzie się przejmował tym, czy bliscy Hermiony akceptowali jej decyzje. I pewnie miał on rację, zdając sobie sprawę, że nie wszystkim podobał się nowy partner ich Hermiony. Ale Harry nie zamierzał być jedną z tych osób. Jakim musiałby być hipokrytą, by odwdzięczyć się jej w taki sposób, kiedy ona zawsze stała za nim murem? 

Zresztą, choć z trudem się mógł do tego przyznać, Harry widział, że Malfoy był dla Hermiony dobry. Mimo zmartwień kobiety o Harry’ego przez tą całą przepowiednię, widział uśmiech, który nareszcie sięgał jej oczu. 

— Już dawno przestałem kwestionować wybory Hermiony… W końcu sam nie byłem tym najlepszym — powiedział, myśląc o tym, jak o wiele łatwiejsze mogłoby być jej życie, gdyby nie był jego częścią. 

Draco zniknął za drzwiami sypialni, a Harry przysiadł na skraju kanapy, na której spał Blackie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, zauważając niewielkie zmiany, których jeszcze niedawno tu nie było. Nowy regał z książkami, które, jak mógł stwierdzić po tytułach nie należały do Hermiony. Niektóre grzbiety były zasłonięte ramkami na zdjęcia, między innymi w jednym wyraźnie widział małego, blondwłosego chłopca, który ze śmiechem wdrapywał się na kolana elegancko wyglądającej kobiety, by dać jej z zaskoczenia soczystego buziaka, na co stojący za nimi Lucjusz Malfoy unosił tylko brew i kręcił głową. Kiedy tak przypatrywał się człowiekowi, którego nienawidził, zauważył, że mimo niezadowolenia widocznego na twarzy, kącik jego ust unosi się w rozbawieniu. 

— Widzisz coś, co ci się podoba? — zapytał go Draco, a jego głos ociekał sarkazmem, który był tak bardzo charakterystyczny dla blondyna. Harry omiótł jeszcze raz jednym spojrzeniem cały regał i spojrzał w stronę drugiego mężczyzny. 

— Chciałbym powiedzieć, że podziwiałem twoje nagrody zdobyte za czasów twojej świetlanej kariery w quidditcha, ale byłoby to kłamstwo. 

— Moja kariera wciąż ma się dobrze — odparł rozbawiony Malfoy, kierując się do kuchni. — Piwa? 

— Jasne. 

Po chwili Harry trzymał już schłodzone mugolskie piwo w dłoni, zdumiony wpatrując się w byłego Ślizgona. Z zainteresowaniem oglądał on mecz o Puchar Niemiec w piłce nożnej. Chyba za bardzo się w niego wpatrywał, oczekując zniesmaczenia albo chociaż niezrozumienia na jego twarzy, bo po kilku minutach z westchnieniem Draco wyłączył telewizor. Malfoy spojrzał na niego z uniesioną brwią. 

— Dobra, widzę, że to, z czymkolwiek przyszedłeś do Hermiony, cię zżera, a w pizzerii najwidoczniej mają poślizg. 

— Słucham? — zapytał Harry głupio. 

— Jeśli chcesz, to… możesz powiedzieć, co się dzieje. Nie eliksir mam nadzieję? 

— Nie, nie… — odpowiedział zdziwiony. Spojrzał na zieloną butelkę w dłoni i westchnął, przechylając ją. Poczuł przyjemne ochłodzenie w gardle, ściśniętym wskutek niepewnego pytania Malfoya.

— Chciałbym, żeby to było coś nie tak z eliksirem, ale nie… Działa on rewelacyjnie, jak widzisz, za co… dziękuję. 

Odstawił prawie pustą już butelkę na ławę i ukrył głowę w dłoniach. 

— Hermiona ci mówiła, że widzę aurę i magię każdej osoby, istoty, magicznej, czy też nie? — Kiedy Malfoy pokręcił głową, kontynuował: — Więc widzę. Nawet teraz. Twoja jest jasno szara, wręcz się iskrzy. Hermiony jest jasna, ciepła, przyjemnie żółta, aż chce się do niej podejść i ją objąć, by poczuć to ciepło. Ginny do tej pory była rudawa, jak u lisów. Hermiona stwierdziła, że kolory bazują na moich odczuciach względem danej osoby i tym co o niej wiem. Zazwyczaj. Jeśli ją znam. 

— Okej… 

— Ginny od kilku dni czuje się źle. Bóle głowy, światłowstręt, zmęczenie, dziś nawet wymiotowała… 

— Zaryzykuję, że uznasz mnie za głupiego i zwątpisz w moją pomoc, ale nie rozumiem co ma jedno do drugiego? 

— Jej aura się zmieniła… — szepnął Harry, i choć nie rozumiał, co zmieniona aura mogła oznaczać, czuł, że było to coś złego, dlatego też jego głos załamał się na końcu. 

— Och, Harry — usłyszał kobiecy, zmartwiony głos i nagle poczuł, jak bańka pęka. Spojrzał w przerażone, szare oczy. Po pomieszczeniu rozniósł się zapach pizzy, z regału dobiegało tykanie zegara, a ciepłe ramiona zamknęły go w ciepłym uścisku. 



Za namową Hermiony Ginny zgodziła się na wizytę w Świętym Mungu, a kiedy Uzdrowiciele niczego nie wykryli, zabrali ją do świata mugoli. Malfoy za ich plecami, z błogosławieństwem Hermiony, znalazł najlepszego lekarza ogólnego. Podobno od samego początku nie wierzyli, że magia pomoże jego Ginny. Dlatego dziś dzieci zostały z Malfoyem i Hermioną, gdy wraz z Ginny przemierzali uliczki Londynu prowadzące do prywatnej kliniki nijakiej Dr. Karper. 

Budynek, w którym się znaleźli, wyglądał czysto i nowocześnie. Ginny kurczowo trzymała go za rękę i rozglądała się z przerażeniem dokoła.To była kolejna rzecz, którą bliscy zauważyli w jego żonie. Zazwyczaj spokojna, nawet mimo Weasleyowskiego temperamentu, przez ostatnie dni stała się nerwowa. Nawet bardzo. Najmniejsze błahostki potrafiły wyprowadzić ją z równowagi, a dzieci, jak nigdy, doprowadzały ją do szewskiej pasji z niebywałą łatwością. Kiedy nie krzyczała, nie przeklinała, a nawet nie rzucała naczyniami (co zdarzyło się dwa razy), to milczała, zamknięta w sobie, albo płakała w zamkniętej sypialni Lily (ale tylko, gdy ich córki tam nie było). 

— Wszystko będzie okej — szepnął, gdy miła pani w recepcji pokierowała ich na trzecie piętro. 

Ginny nie rozluźniła się, a pół godziny, przez które wciąż musieli czekać na wizytę, ciągnęło się niemiłosiernie. Harry miał wrażenie, że szum rozmów zanikł, a jedynymi dźwiękami, jakie słyszał, pozostało tykanie wielkiego zegara na przeciwległej ścianie i momentami nerwowe mamrotanie Ginny pod nosem. 

Uścisnął jej dłoń i z odetchnął z ulgą, gdy drzwi ze złotą tabliczką z imieniem Dr. April Kepner* się otworzyły. Stała w nich kobieta mniej więcej w ich wieku, z delikatnym uśmiechem na ustach, w rozpiętym białych fartuchu lekarskim, który skrywał czarne eleganckie spodnie i zwykłą błękitną bluzkę. 

Chociaż jej nie znał, to wyraźnie widział otaczającą ją czystą aurę, która wręcz oślepiała. Nie wątpił w słowo Malfoya, ale świadomość, że lekarka, do której ich pokierował, miała aurę taką, a nie inną, świadczyło o tym, że mógł jej w stu procentach zaufać. 

— Pani Potter? — zawołała, a jego Ginny podskoczyła. 

Po zamknięciu się za nimi drzwi usiedli, a Kepner spojrzała na nich uważnie. 

— Witajcie. Od razu przejdziemy do rzeczy. Wasz przyjaciel, który swoją drogą potrafi być przekonujący, przedstawił mi powodu waszej wizyty. Czy coś się zmieniło od tego czasu, gdy ze mną rozmawiał? 

Harry spojrzał niepewnie na Ginny, ale widząc jej puste spojrzenie utkwione w punkcie na biurku i nerwowe palce mnące skrawek swetra, wrócił wzrokiem do zachęcającej twarzy lekarki. 

— Do symptomów, które pani poznała, doszły huśtawki nastrojów… — Zamilkł na chwilę, by uspokoić nerwy, wdychając powietrze, po czym ciągnął dalej — Bardzo łatwo się denerwuje. — Zacisnął dłoń na rozszalałych palcach żony. — Wyprowadzają ją z równowagi rzeczy, które normalnie by ją rozbawiły. Krzyczy… na ludzi, których kocha, na nasze dzieci, podczas gdy sama stworzyła zasadę, żeby nigdy nie podnosić na nie głosu. Potr… — zamilkł, czując, jak głos utkwił mu w gardle, a łzy zbierają się za zamkniętymi powiekami. Wiedzieć to wszystko, ale powiedzieć na głos, do obcej osoby, było tak ciężko. 

— Potrafię być w takim stanie, że rzucam rzeczami — usłyszał słodki głos jego żony i ulgą przyjął fakt, że brzmiał on normalnie. — Innym razem… jestem zamknięta w sobie albo płaczę w sypialni córki… Czuję, jakbym straciła kontrolę… nad własnym ciałem i umysłem… i… i nie wiem, jak ją odzyskać. 


* Pewnie wiele osób zna April Kepner z Greys Anatomy.
- Betowała wspaniała Katja. 

27 kwi 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 2

If two past lovers can remain friends,
either they never were in love or they still are. 


Wzdrygnęła się, słysząc trzaśnięcie drzwi, gdy Draco bez słowa zostawił ją w gabinecie. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, obeszła biurko i usiadła na jego fotelu. Prostym machnięciem różdżki pozbyła się niedojedzonej panini i sięgnęła po niedopitą kawę. Podgrzała ją lekko, i przesuwając się krzesłem bliżej blatu biurka, sięgnęła po plan raportu, który został skrupulatnie napisany idealnym pismem Dracona. Później przejrzała, co już miał napisane, a następnie spojrzała na mini raporty, które tak naprawdę zawierały po dwa, trzy zdania napisane przez Pansy odnośnie projektów, w które pieniądze wsadził jeden z ich ważniejszych klientów. Miała cichą nadzieję, że Draco nie chciał się kłócić i wyszedł tylko dlatego, że potrzebował czasu na ochłonięcie. Dlatego w oczekiwaniu na jego powrót i na trudną rozmowę Hermiona zabrała się za dalsze pisanie raportu kwartalnego. 

Po niecałych dwóch godzinach doszła do końca dokumentu. Była już przy omawianiu planów na następne miesiące, w czasie których mieli zająć się ostatnim etapem udoskonalania zaklęcia. Zaklęcia, dzięki któremu za pomocą różdżki będzie można dzwonić jak mugolskim telefonem komórkowym*, gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzała znad papierów w stronę wejścia i odetchnęła, dostrzegając Dracona. 

— Pozwoliłam sobie dokończyć twój raport, powinno być okej, musisz jedynie dopisać, jaki jest plan na trzy kolejne miesiące. 

— Nie było mnie tylko dwie godziny — powiedział z zachwytem, podchodząc szybkim krokiem do biurka i zabrał jej folder spod nosa. 

— Zawsze byłam dobra jeśli chodzi o słowa — odparła, ciesząc się w duchu, że chociaż tym wywołała uśmiech na jego ustach. 

— Chyba tymi pisanymi — zakpił, ale lekko unoszący się lewy kącik ust dał jej do zrozumienia, że nie była to oschła czy kpiąca uwaga. 

Hermiona wzruszyła ramionami, odsuwając się lekko fotelem do tyłu, a wzrok Dracona automatycznie powędrował do jej brzuszka. Uśmiechając się niepewnie do mężczyzny, zabrała mu najpierw folder, a później łapiąc go za nadgarstek, pokierowała jego dłoń na jej brzuch. 

— Jeszcze nie czuć ruchów, ale w kolejnych trzech tygodniach powinna to być norma dla mnie, a kolejnych dwóch, trzech i dla ciebie. 

— Wiesz, co… 

— Jeszcze nie — przerwała mu, nakładając swoją dłoń na jego. — Przez te kilka miesięcy zabrałam ci tak dużo, Draco — szepnęła. — Nie chciałam zabierać i tego. Chciałam, żebyśmy razem dowiedzieli się, co dobrego wyszło z naszego nieudanego małżeństwa i separacji, która ewidentnie nie wyszła jak powinna — zakończyła z uśmiechem na ustach. Draco, rozumiejąc, że pije do jednej z trzech nocy spędzonych razem w czasie sześciu miesięcy separacji, zaśmiał się cicho i pokręcił głową. 

— To… który to miesiąc? 

— Prawie piąty. 

— Już? — zapytał zdziwiony, na co mogła tylko pokiwać głową, bo głos uwiązł jej w gardle z powodu poczucia winy. — Jeśli nie masz z tym problemu, chciałbym, żeby Ann Marie umówiła cię na domową wizytę. — Widząc niezadowoloną minę Hermiony, dodał: — Chciałbym go zobaczyć – albo ją – i dowiedzieć się, co nam rośnie. 

— To nie to… Miałyśmy małe spięcie, gdy przyszłam. Jestem pewna, że gdyby nie Theo, który uparł się, że mnie odprowadzi, to byśmy ze sobą nie rozmawiali. Sama się umówię — Widząc jego minę, przewróciła oczami — do najlepszego uzdrowiciela, jaki jest w Londynie.

Draco pokiwał z zadowoleniem głową i sięgnął po kalendarz. 

— Jakie spięcie? — zapytał, udając obojętnego, ale Hermiona znała go za dobrze, dlatego też tylko wzruszyła ramionami. Nie będzie się wtrącała w sprawy firmy, jeśli nie będzie musiała. Theo sam powiedział, że do tej pory Ann Marie była dobrą sekretarką, a o takie ciężko. — No dobrze, nie chcesz, nie mów. Myślę, że dzisiejszy dzień i tak był pełen emocji, po którym oboje musimy ochłonąć. Ja muszę skończyć raport, za który dziękuję, a ty powinnaś wrócić do Harry’ego i odpocząć. Za dużo stresu nie jest dobre, ani dla ciebie, ani dziecka, a my… spotkamy się… — Przekartkował kilka stron w kalendarzu i popukał palcem w daną stronę. — Za dwa dni? Moglibyśmy zjeść w domu kolację — dodał. 

Hermiona zagryzła dolną wargę. W domu. Ona już nie miała domu. Jednak pokiwała głową i wstała z krzesła, sięgając do guzików płaszcza. Draco w tym czasie zduplikował kalendarz, który wsadził do jej torebki. 

— Jest połączony z moim, żebyś nie miała problemu z datą badania. Możesz sprawdzić, kiedy jestem wolny, a kiedy nie. Jak już ją będziesz miała ustaloną, zapisz w kalendarzu, od razu pojawi się w moim. 

Przytaknęła i starła z policzków nowe łzy. 

— Cholerne hormony, tak dużo płaczę, nawet na głupich reklamach, że mogłabym już pewnie zapełnić basen — powiedziała, a Draco się cicho zaśmiał. 

Spojrzała mu w oczy i robiąc krok w jego stronę, znalazła się niebezpiecznie blisko niego. Wyciągnęła dłoń i dotknęła nią lekko zarośniętego policzka, a Draco z westchnieniem przymknął oczy i wtulił się wewnętrzną stronę ręki. 

Hermiona poczuła ulgę. 

— Tak bardzo, bardzo przepraszam, Draco. 

Nie powiedział już nic. Ułożył swoją dłoń na jej, i zauważyła, że tak samo jak ona dalej nie ściągnął obrączki. Ucałował jej palce, tam gdzie wciąż znajdowała się obrączka z zaręczynowym pierścionkiem, i przyciągnął do siebie, by zamknąć w swoich objęciach. 

Czując jabłko, tytoń, drzewo ambrowe, a także zawsze towarzyszącą im nutkę lawendy z mandarynką, załkała cicho szczęśliwa. Zrozumiała, że nie straciła na zawsze jednej z najważniejszych osób w jej życiu. 



Mogąc już zapisać datę pierwszej wizyty lekarskiej w Anglii, na której dodatkowo będzie towarzyszył Draco, a nie mama, poczuła, że będzie dobrze. Takie małe światełko w tunelu, które rozpalił dwa dni temu jej były mąż. Spodziewała się większej walki z jego strony, większego dystansu, nawet małej ilości nienawiści. Była wdzięczna, że w porównaniu do niej zachował się racjonalnie.

Miała już zamknąć kalendarz, w którym zapisała wizytę, kiedy dostrzegła, że Draco zakreślił tę datę na czerwono i odwołał dwa spotkania. Zaśmiała się też, gdy na chwilę też pojawiła się krótka notatka „Dziś o ósmej”, która zaraz także zniknęła. Zamknęła notes i wrzuciła go do szuflady szafki nocnej. 

— Masz dziś dobry humor. 

Usłyszała znajomy głos, a po obróceniu się w stronę drzwi zobaczyła w nich przyjaciela z czarną czupryną na głowie. 

— Yhm. Udało mi się umówić na wizytę domową, tylko jeszcze nie wiem, gdzie i… Mamy obiad z Draconem w naszym domu. 

— W waszym domu, serio? — Widząc jej nie rozumiejącą minę, dodał: — Nie postawił tam nogi, odkąd uciekłaś. 

Hermiona przymknęła oczy i zaklęła siarczyście pod nosem. 

— Naprawdę nie wiem, jak to wszystko naprawić. 

— Możesz zacząć od przygotowania się. 

Tak też zrobiła. Zrelaksowała się w wannie pełnej bąbelków i z dobrą książką. Tak się wciągnęła w historię Kinga, że z wody wyszła dopiero, gdy zrobiła się zimna, a jej dłonie i stopy były pomarszczone. Wkładając zakładkę pomiędzy kartki, skierowała swoje kroki do garderoby, gdzie długo zastanawiała się nad odpowiednim ubiorem. 

Powinna wybrać coś, co w jakimś stopniu pozwoli jej zatuszować brzuszek, by nie przypominał on swoją wielkością, jak dużo Draco przez nią stracił; czy może właśnie coś, co ładnie podkreśli jej małą piłkę? 

W końcu po setnym westchnieniu i przejrzeniu po raz dziesiąty wieszaków zdecydowała się na małą czarną, która ładnie się opinała i odkrywała ramiona, które, jak Draco zawsze powtarzał, miała idealne — cokolwiek to miało znaczyć. A na górę wybrała granatową za dużą marynarkę, co pozwoli na schowanie brzuszka, jeśli będzie trzeba.

Najwięcej czasu spędziła nad włosami, ale czy to coś nowego? Na szczęście od czasów szkolnych nauczyła się kilku magicznych sztuczek i po niecałej godzinie cieszyła się całkiem ładnymi lokami opadającymi za łopatki. Po czterech godzinach była gotowa. Harry nawet skomentował, że na swój ślub szykowała się krócej. Jednak wtedy wiedziała, że nawet gdyby pokazała się w worku po ziemniakach i kołtunach Draco powiedziałby wciąż tak. 



Wytarła spocone ze zdenerwowania dłonie o sukienkę. Wzięła garść proszku Fiuu i uśmiechając się niepewnie do Harry’ego, rzuciła proszek do kominka po czym zniknęła w zielonych płomieniach. Gdy wylądowała w ich rodzinnym domu, przywitał ją Płomyk z wielkim uśmiechem na skrzaciej twarzy. Wyprostowany jak struna, prezentował swój kolorowy, najprawdopodobniej nowy uniform, bo nigdy wcześniej go nie widziała. 

— Pani Hermiono! — wykrzyknął, podskakując na krótkich nóżkach z podekscytowania, a ona uśmiechnęła się, widząc, że na stopach ma jedną z wielu par grubych skarpet zrobionych przez nią na drutach. — Pan Draco powiedział, że w domu pojawi się dzidzia! Płomyk się bardzo cieszy! 

Decydując się nie poprawiać Płomyka odnośnie dziecka w ich rodzinnym domu, bo jeszcze nie poruszyli z Draconem tego tematu, Hermiona kucnęła przy skrzacie i przytuliła go. 

— Ależ ja za tobą tęskniłam, Płomyku! — powiedziała wesoło, a na twarzy jej towarzysza pojawił się rumieniec. — Bardzo podoba mi się twój nowy strój. Pasuje do ciebie. 

Płomyk schylił głowę w zawstydzeniu, a Hermiona zaśmiała się, wstając. 

— Pan Draco przeprasza, ale został zatrzymany w pracy i dopiero bierze prysznic. 

— No nic! — zawołała, kładąc dłoń na ramieniu Płomyka. — Chodźmy do kuchni. 

Hermiona siedziała przy małym i okrągłym stoliczku, przy którym stały cztery niskie, kolorowe krzesełka dla ich pary skrzatów i ich dwójki dzieci. Pamiętała, że Draco zrobił ten komplet samodzielnie, bez użycia magii, po jednej z wielu kłótni, która po tygodniu wydawała się mało ważna i nieistotna. Pamiętała też, że była tak zauroczona jego gestem, że przez dwa dni nie wyszli z sypialni. 

Za każdym razem, kiedy wspominała ich małżeństwo, nie potrafiła zrozumieć, co się z nimi stało, że byli na tyle zdesperowani, by się rozwieść, uważając to za ostatnią deskę ratunku dla ich miłości. 

Czy strata, jaką przeżyli kilka miesięcy po ślubie, była tak trudna? 

Obserwowała Płomyka i jego ukochaną Panią Imbryk, gdy tak krzątali się po wielkiej kuchni, ich królestwie, rozmyślając i wspominając. 

Z tym zamyślonym wyrazem twarzy znalazł ją Draco. Pokręcił głową, widząc, że nawet nie zauważyła, jak siada na przeciwko niej. 

— Tak myślałem, że cię tutaj znajdę — powiedział, próbując wybudzić ją z zamyślenia, a ona podskoczyła na krzesełku. 

— Na Morganę, przeraziłeś mnie! — zawołała. 

— Wybacz — odparł, ale wcale nie wyglądał, jakby mówił poważnie. Zwłaszcza z tym jego rozbawionym uśmieszkiem. — Powinniśmy przejść do jadalni. Promyk i Pani Imbryk zaszaleli, gdy usłyszeli, że zjemy razem kolację. Cały klan Weasleyów by się najadł i by zostało — dodał, a ona się zaśmiała, widząc, z jaką dumą Promyk wypiął pierś, a Pani Imbryk zawstydzona spuściła głowę. 

— Nie mogę się doczekać, aż spróbuję tych wszystkich pyszności — odpowiedziała z uśmiechem na ustach.

Zagryzając wargę, niepewnie chwyciła zaoferowane ramię Dracona. Czując się jak zawsze bezpiecznie w jego towarzystwie, pozwoliła sobie na odprężenie. Pomyślała, że może dzisiejszy wieczór wcale nie będzie taką katastrofą, gdy Draco odsunął jej krzesło. Uśmiechnęła się, widząc na jednym krańcu stolika wazon ze słodko pachnącymi konwaliami. Jej ulubione o tej porze roku. 

Będzie dobrze, powiedziała sobie w myślach.


* Pomysł na zaklęcie został wymyślony na grupie Dramione PL - dziękuję! 
* Konwalie kwitną w maju, ale znalazłam informację, że można przyspieszyć ich kwitnienie nawet w zimę (tzw. pędzenie kłączy konwalii). Więc powiedzmy, że Malfoyowie mają swój własny zimowy ogród, a dzięki magii kwiaty kwitną cały rok. 


Betowała: Katja.
Pozdrawiam! : ) 

29 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Rozdział 1
It may get worse, before it gets better, but it will get better.


— Kochanie, jesteś pewna, że musisz wracać? — zapytała ją kobieta. Hermiona spojrzała na swoją mamę. Widziała w jej zielonych oczach smutek, a na twarzy zmartwienie. — Wiem, że tam masz Harry’ego, ale to my jesteśmy twoją rodziną. My ci pomożemy.

Hermiona zaśmiała się, kręcąc głową. Odkąd poinformowała rodziców, że kupiła bilety powrotne do Anglii, nie podobał im się ten pomysł. Jednak tak jak tata rozumiał jej powody i wierzył, że da sobie radę, bo w ich rodzinnym kraju miała wiele bliskich osób, tak mama nie umiała się pogodzić z jej decyzją.

— Harry jest moją rodziną, mamo — odpowiedziała, po czym spoglądając na swój brzuch, który przykryła drżącymi dłońmi, dodała: — Zresztą… Draco dalej jest moją rodziną, czy tego chcemy, czy też nie.

— On jest tylko byłym mężem, a tutaj masz swoich rodziców, naprawdę nie rozumiem, po co…

— Przestań, mamo! — powiedziała, lekko podniesionym głosem. — Anglia jest moim domem. Dziękuję, że mogłam się u was zatrzymać na te kilka miesięcy, ale Draco nie jest tylko moim byłym mężem. Po rozwodzie mieliśmy zdecydować, co z nami, a ja zniknęłam. Zostawiłam wszystko za sobą, choć nic nie zostało zamknięte.

Hermiona była pewna, że powrót do domu będzie trudny. Zaraz po tym, jak wypuścili ją ze szpitala, pojechała do wynajętego mieszkania, gdzie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i udała się do Ministerstwa. Stamtąd, dzięki swojemu stanowisku i sieci Fiuu, przeniosła się do australijskiego Ministerstwa, skąd odebrał ją tata. Minęły niecałe cztery miesiące, w ciągu których nie odpowiedziała na telefony Dracona ani na żaden z dwóch listów, które jej wysłał. W pierwszym swoim do Harry’ego poprosiła go, by przekazał Draconowi, że nic jej nie jest i odezwie się, gdy będzie gotowa. 

Drzwi do domu otworzyły się, a do środka wszedł ojciec Hermiony. Widząc go, uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą. Odkąd zwróciła im pamięć, to właśnie z nim miała lepsze kontakty. Mimo że minęły już lata, Jean wciąż nie akceptowała i nie zgadzała się z decyzjami córki. Hermiona wiedziała, że w ten sposób, matka nieświadomie wytykała jej, jak wielki popełniła błąd, odbierając im prawo wyboru.

— Gotowa do drogi? Jeśli mam zdążyć zawieźć cię do ministerstwa, a później wrócić do przychodni, to musimy się zbierać.

Richard pocałował żonę w policzek i ponownie wyszedł, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Wsiadł do samochodu i otworzył z przodu okna, bo tegoroczny marzec był niesamowicie gorący, nawet jak na Australię.

Hermiona sięgnęła po swoją torebkę wiszącą na wieszaku, która dzięki zaklęciom zmieściła wszystko, co potrzebowała, i była niesamowicie lekka. Podeszła do kobiety, która, nie licząc zielonych oczu, wyglądała jak ona, i przytuliła ją.

— Anglia to też wasz dom.



Lądując w ogrodzie Harry’ego, cieszyła się, że miała do pokonania tylko pięć kroków do drzwi. Marzec w Australii był tak gorący, że miała na sobie tylko krótkie szorty i za dużą, starą koszulkę, która nie lepiła się do skóry, gdy z nieba lał się żar. Marzec w Anglii przywitał ją prószącym śniegiem i silnym wiatrem. Pędząc do drzwi, w których stał już jej przyjaciel, dziękowała Merlinowi, że zdecydowała się na trampki, a nie japonki, nad którymi się zastanawiała.

— Hermiona! — wykrzyknął Harry, biorąc ją w objęcia. Na zmarzniętych ramionach poczuła miękki, ciepły koc.

— Cześć — szepnęła, uśmiechając się niepewnie. Odkąd uciekła do Australii, by pogodzić się z rozwodem i oczyścić umysł, Hermiona skontaktowała się z Harrym tylko kilka razy: zaraz po wylądowaniu w Sydney, by powiedzieć, gdzie jest i by nikt się nie martwił, na święta Bożego Narodzenia, w połowie lutego i w marcu kilka dni przed dniem dzisiejszym.

— Jestem tak zły, że mógłbym cię udusić — powiedział poważnie, a Hermiona wyraźnie słyszała złość w jego głosie, ale również zawiedzenie.

— Wiem, ale pewnie będziesz musiał ustawić się w kolejce. Pierwszeństwo powinien mieć ktoś inny — rzekła, wydostając się z jego uścisku.

— A już zwątpiłem w twoją mądrość — usłyszała, a kiedy spojrzała do salonu, zauważyła tam Teodora Notta ze szklanką whisky w dłoni. Powiedzieć, że się cieszył na jej widok, to wielkie nieporozumienie. Od lat nie pamiętała, by jego twarz wyrażała zero emocji. 

— Teddy — szepnęła, a jej przyjaciel warknął coś pod nosem, obrócił się na pięcie i wszedł do kuchni.

— Nie przej…

— Mogłeś powiedzieć, że Teo jest zły, wzięłabym Świstoklik do domu rodziców.

— Przejdzie mu, kiedy spotkasz się z Draconem. Ciężko było nam nie powiedzieć mu prawdy, zwłaszcza Teodorowi, w końcu przyjaźnią się od dziecka.

Oczywiście, że to wiedziała. I doskonale rozumiała. Sama byłaby wściekła, gdyby musiała ukrywać coś tak wielkiego przed Harrym albo Ronem.



„O 13.30 mam piętnaście minut, jeśli tak bardzo chcesz, jest twoje. Chyba pamiętasz, gdzie jest firma?”

— Jeśli tak bardzo chcesz… — powtórzyła głucho i nawet fakt, że mogła się tego spodziewać, nie znaczył, że nie czuła smutku na obojętność zawartą w tej krótkiej wiadomości. Podsunęła ich rodzinnej sowie, Felix — od eliksiru szczęścia (zdecydowali się na to imię, bo był to pierwszy eliksir, w którym kiedykolwiek pokonał ich Harry i nigdy się z tym nie pogodzili) — miseczkę wypełnioną wodą i przekąskę położyła na parapecie. Pogłaskała ptaka po piórach, a on wtulił główkę w jej ramię. Hermiona westchnęła.

„Chcę, bardzo.”

Przywiązała swoją jeszcze krótszą odpowiedzieć do nóżki Felixa i szepcząc, że wie, gdzie ma lecieć, wypuściła ptaka przez okno.

Odwróciła się i podskoczyła przestraszona, widząc w drzwiach jej tymczasowej sypialni Teo.

— Nie bierz tego do siebie. Myślę, że twoja ucieczka zabolała go bardziej niż sam rozwód.

Hermiona zacisnęła ręce w pięści, wiedząc, że to wszystko to jej wina. Od miesięcy nie musiała myśleć, że nie ma już męża, nie posiada żadnej rzeczy, bo wszystko mieli wspólne, a na dodatek została sama. Teraz, kiedy wróciła, musiała w końcu zmierzyć się ze swoimi problemami, wziąć w garść i naprostować wiele spraw.

Tylko dlaczego łatwiej było planować niż zrobić? Dlaczego życie musiało być tak trudne?

— Dlaczego, dlaczego, dlaczego… — szepnęła, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz po dreszczu. Naciągnęła rękawy swetra i wytarła nim łzy, które zaczęły spływać po zaróżowionych policzkach. Pierwszy raz, od kiedy podjęli decyzję o rozwodzie, z jej gardła wydobył się szloch, a ramiona oplatające ją nie były tymi, które chciała poczuć. Nie otoczył jej zapach słodkiej świeżości jabłka z tytoniem i drzewa ambrowego ani zawsze towarzyszącej im ledwo wyczuwalnej lawendy z zieloną mandarynką. Płakała głośno i brzydko, zanosząc się szlochem i smarkając, a po włosach głaskał ją najlepszy przyjaciel jej byłego męża, narzeczony jej najlepszego przyjaciela.

— Wyrzuć to z siebie, no dalej, płacz — powiedział jej, a ona zawyła, uderzając w niego pięściami z bezsilności, którą ciągle czuła, która nie opuszczała jej od dwudziestego ósmego listopada.



Kiedy weszła na główne piętro firmy, w recepcji przywitała ją nowa sekretarka, która na widok Hermiony zwęziła oczy, mierząc ją spojrzeniem od góry do dołu. Na początku Hermiona myślała, że nie dostanie się do gabinetu, gdy ta poinformowała ją, że Draco jest bardzo zajęty. Dlatego niezmiernie się ucieszyła, gdy zobaczyła Teodora wychodzącego z windy. Mężczyzna rzucił w stronę sekretarki groźne spojrzenie, na co ta posłusznie wskazała im ręką gabinet Dracona, nie omieszkając jednak burknąć pod nosem czegoś o szlamach.

— Boże, gdzie się podziała Nancy? — zapytała szeptem Teo, który mroził spojrzeniem sekretarkę.

— Musiała wziąć bezterminowy urlop z powodów rodzinnych. Jak do tej pory Ann Marie — powiedział, a jego głos wzrastał z każdym kolejnym słowem, tak by kobieta go usłyszała — była uroczą, pomocną sekretarką, ale Malfoy Enterprises nie toleruje takiego słownictwa, a do tego wymaga szacunku dla każdego Malfoya i właściciela, którym wciąż jesteś — zakończył, zamykając drzwi.

— Co? — zapytała zaskoczona, a on się zaśmiał, widząc, jak głupią minę musiała zrobić.

— Niespodzianka! Twoja ucieczka sprawiła, że nie mogliście podzielić się waszym majątkiem. Z tego, co wiem, Wizengamot stwierdził, że będziecie w stanie to sami zrobić.

— Cholera — szepnęła, siadając przed biurkiem, które oprócz papierów i kolorowych teczek wyglądało tak samo, jak ostatnim razem widziała. Sięgnęła po obróconą tyłem do niej ramkę, a jej oczy momentalnie się zaszkliły, gdy zobaczyła ich pierwsze zdjęcie, jeszcze z czasów ósmego roku w Hogwarcie. — Wszystko skomplikowałam, co?

— Delikatnie mówiąc, ale teraz, jak mam pewność, że tu jesteś, to pójdę i odwiedzę Pansy. Jak skończycie, to zadzwoń.



Do pierwszej piętnaście siedziała niczym jak na szpilkach. Ręce pociły jej się ze zdenerwowania, a usta były całe pogryzione. Spojrzała w okno, w którego szybie odbijała się ona i drzwi wejściowe. Wyglądała okropnie. Długie dwie godziny płaczu w ramionach Teo skończyły się tym, że nawet makijaż i magia nie potrafiły ukryć, że płakała.

Westchnęła, a drzwi się otworzyły. Wstrzymała oddech, widząc, jak Draco stoi tyłem. Rozmawiał z Ann Marie, która przesłodko się uśmiechała, trzymając poufale dłoń na jego ramieniu. Hermiona odetchnęła głęboko i spuściła wzrok na swoje dłonie, które trzymały dwa kubki kawy z ich ulubionej kawiarni i papierową torbę z panini z kurczakiem i sałatką.

Podskoczyła, kiedy z jej torebki wydobył się dźwięk wiadomości i szybko spojrzała w szybę. Doskonale widziała, jak Draco najpierw spogląda zaskoczony w jej stronę, a później kieruje wściekłe spojrzenie na sekretarkę i zdejmuje jej rękę, wciąż spoczywającą na jego ramieniu.

— Miałaś mnie zaraz poinformować, gdy pojawi się pani Malfoy.

— Ale to pani Granger, myślałam, że chodziło o twoją mamę — odpowiedziała, a Hermiona aż się wzdrygnęła, słysząc ten słodki przepraszający głos.

Draco spojrzał jeszcze raz na nią, a ich spojrzenia, choć tylko w odbiciu szyby, spotkały się. Hermiona poczuła ucisk w podbrzuszu, gdy wpatrywała się w te piękne oczy. Wciąż wyglądał idealnie. Wciąż sprawiał, że odczuwała szalejące stado bizonów w brzuchu, a wszystko, co chciała zrobić, to podejść do niego, odepchnąć tę głupią dziewuchę i pocałować.

Chrząknął, po czym obrócił się na pięcie i sam wyprosił Ann Marie z gabinetu, mówiąc, by więcej nie myślała, po czym zatrzasnął drzwi.

— Przepraszam, zdaje się, że z piętnastu obiecanych minut mamy tylko — przerwał, spoglądając na zegarek, równocześnie idąc za biurko — niecałe dziesięć.

Usiadł, a ona pokiwała głową.

— Szczerze mówiąc, to niczego nie zmienia, bo… bo nasza rozmowa zajmie o wiele więcej niż czas, który dziś mogłeś poświęcić mnie — powiedziała i drżącą dłonią postawiła przed nim kubek kawy. — Ale zdaje się, że wstąpienie do kawiarni to był dobry pomysł. Znając ciebie, ta mała przerwa jest twoim lunchem.

— Wszystko wiedząca — mruknął, sięgając po kubek, który otworzył, by sprawdzić, co w nim jest. — Moja ulubiona… — dodał, jakby do siebie, po czym twardo na nią spojrzał. — Skoro ci nie odpowiadał ten czas, dlaczego się zgodziłaś?

— Szczerze? — zapytała, a widząc, jak unosi tę idealną brew do góry, miała ochotę zapaść się pod ziemię. — Głupie pytanie… więc tak naprawdę bałam się, że jeśli powiem nie, nie zgodzisz się spotkać wcale, a naprawdę musimy porozmawiać.

Draco odłożył panini, które właśnie ugryzł, a z szuflady wyjął serwetkę, którą wytarł tłuste usta.

— Nie wiem, czy mamy o czym. Teraz, kiedy wróciłaś, sprawy majątku możemy, możemy załatwić z naszym prawnikiem.

Hermiona przymknęła oczy, czując, jak wzbierają się w nich łzy. Tyle już tego dnia płakała, że miała nadzieję już więcej tego nie robić. Jak bardzo się myliła. Wierzchem dłoni starła te, które zdążyły już wypłynąć, i wzięła głęboki oddech, by uspokoić szloch, który kumulował się już w jej gardle gotowy, by wybuchnąć.

— Pr...proszę, Draco — wyszeptała drżącym głosem, a on wzdrygnął się, wiedząc, jak blisko jego była żona jest płaczu. Nigdy nie lubił, gdy płakała, bo nie umiał wtedy myśleć.

— Wyjechałaś, Hermiono. To chyba było dla nas wystarczającą odpowiedzią, czy rozwód był dobry pomysłem.

Teraz to ona się wzdrygnęła się i poczuła, jakby ją uderzył. Zacisnęła dłonie na rąbku sukienki i spod mokrych rzęs spojrzała na jego twarz. Widziała tyle sprzecznych emocji, od złości, zmartwienia, zawodu i smutku. Wszystko, co chciała, to podejść do niego i przytulić z całych sił.

— To nie tak. Chcia...chciałam to zatrzymać…

— Yhym, wiem, Lucjusz mi powiedział. Szkoda, że moja była żona nie pofatygowała się, żeby zdradzić mi dlaczego, chciała to zrobić, skoro jasno ustaliliśmy, że właśnie to robimy. Mieliśmy zacząć od nowa, mieliśmy wziąć rozwód, bo ślub był ewidentną pomyłką. Mieliśmy po wszystkim zdecydować, co z nami.

Z każdym słowem ucisk w jej klatce się zwiększał, a łzy spływały po jej policzkach tak szybko, że nie była wstanie ich wytrzeć. I nic przez nie nie widziała.

— To skom…. plikowane, Draco! Gdybyś… tylko wiedział, to sam… sam byś chciał przerwać ten choler… ny rozwód!

— Ale nie wiem! — krzyknął, po czym spojrzał na zegarek. — Czas się skończył — dodał obojętnie, ale Hermiona wiedziała, że to udawana obojętność.

— Z kim masz spotkanie? — zapytała, biorąc głębokie oddechy, by się uspokoić. 

— Co? Z nikim, mam papiery do zdania na jutro rano, raport do jednej z firm.

— Zostaw to, jeśli trzeba, to pomogę ci to... później ogarnąć, w końcu dalej to też moja firma, a my musimy porozmawiać.

— Umówimy się na w…

— Nie! — krzyknęła, czując wzbierającą w niej panikę. — Nie, nie. Musisz wiedzieć dziś, teraz. I tak… i tak dużo straciłeś, ale spanikowałam tego dnia. Draco, proszę.

Spojrzał na nią, później do swojego kalendarza i ponownie na nią. Westchnął, widząc, jak z oczu wciąż wypływały jej nowe łzy, a do tego dostała czkawki. Wyglądała źle, gdy ją zobaczył, co już świadczyło o tym, że płakała.

Sięgnął po krystaliczną kulę z szuflady biurka, która po potrząśnięciu zapaliła się na niebiesko.

— Ann Marie, odwołaj moje dwa spotkania po południu, biorę wolne na resztę dnia i proszę mi nie przeszkadzać pod żadnym pozorem.

Kula zaświeciła się na czerwono i zniknęła przez drzwi.

— Więc co takiego musisz mi powiedzieć?

— Ni...nie wiem, od czego zacząć — szepnęła, odpinając płaszcz, który miała do tej pory zapięty po samą brodę. — Musisz wiedzieć, że nie tego chciałam. Zgodziłam się na ten rozwód, bo miałam nadzieję, że nam pomoże. Jednak tego samego dnia coś jeszcze się stało, pamiętasz?

— Wylądowałaś w Św. Mungu, ale nic mi nie chcieli powiedzieć.

— Tak bardzo chciałam to przerwać, tak bardzo — szepnęła, a on pokręcił głową.

— Uwierzyłbym, gdybyś od razu nie uciekła i nie kazała Potterowi i Nottowi kłamać w żywe oczy.

— Nie planowałam tego, Draco! Spanikowałam! Okej? Spanikowałam. Dowiedziałam się, że… A do tego ten cholerny rozwód, którego nie mogli cofnąć! Nie wiedziałam, co robić, spanikowałam… Spanikowałam.

W gabinecie zapanowała cisza, której Hermiona w tej chwili szczerze nienawidziła.

— Dlaczego spanikowałaś? — zapytał cicho, jakby obawiając się tego, co może mu odpowiedzieć.

Hermiona wzięła głęboki oddech. Wytarła policzki rękawem płaszcza, po czym, zagryzając wargę, wstała. Spojrzała, miała nadzieję, że z siłą i pewnością siebie na Dracona, ale wiedziała, że to złudne marzenie. Była niepewna, bała się, co Draco może zrobić, czy zabiła w nich tę cząstkę, dzięki której byli właśnie dla siebie najlepsi; czy to jako przyjaciele, kochankowie, czy rodzina.

— Dlatego — szepnęła, pozwalając by poły płaszcza opadły po bokach, a jej dłonie automatycznie znalazły się na lekko zarysowanym już brzuszku pod materiałem zwiewnej sukienki.

Spojrzała w te ukochane szare oczy - i jeszcze nigdy nie widziała w nich takiego zranienia - a kiedy skryły się pod powiekami z długimi rzęsami rzucającymi cień na policzki, wypłynęły z nich słone łzy.



Rozdział sprawdzała Katja, Hope i Rzan. 

Wesołych Świąt jeszcze raz! 

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

PROLOG
You may not believe me, but I gave all I had. 



Hermiona wsunęła dół bluzki w ołówkową spódnicę, a na koniec założyła czarną marynarkę. Wskakując w szpilki, szybko wzięła z szafy czarodziejską szatę, modląc się o to, by zdążyć przerwać spotkanie Wizengamotu, który miał zatwierdzić jej rozwód.

Dlaczego, dlaczego nie domagała się tego, by byli razem z Draconem przy tym obecni? Tylko zgodziła się na propozycję jej jeszcze, miała nadzieję, męża, by zrezygnować z tej opcji i zaczekać na przesłanie dokumentów rozwodowych.

Idiotka z niej.



Przecież ten rozwód był dla nich największą krzywdą.

Zwłaszcza teraz.



Wybiegła z windy i nie bacząc na aurorów stojących pod salą zebrań, wbiegła do środka. Drzwi obiły się od framugi, a głowy zgromadzonych poderwały się do góry. Spojrzeli na nią zdziwieni, a szare spojrzenie jej teścia, a może byłego już teścia, paliło.

— Hermiona? — zapytał Kingsley, który siedział u szczytu.

— Rozwód? — zapytała pogryzionymi ze zdenerwowania ustami.

— Gratuluję, złamaliście kolejną tradycję z moim synem — wysyczał Lucjusz, a jej zrobiło się niedobrze. Inni członkowie Wizengamotu spojrzeli zdziwieni na patriarchę Mafoyów. W końcu prawie wszystkie gazety rozpisywały się o tym, jaki będzie szczęśliwy, gdy rozpad związku dojdzie do skutku. Mało ludzi wiedziało, że mimo ich całej wspólnej historii Lucjusz i Hermiona potrafili zakopać topór wojenny i współpracować.

Dzięki niej nazwisko Malfoyów zaczęło wygrzebywać się z dołu, który wykopał dla nich Lucjusz, a ona dzięki niemu miała większe pole manewru wśród czystokrwistych rodzin i spory wpływ na sprawy polityczne.

— Ale… nie, nie, nie! Spotkanie zaczęliście kwadrans temu! — krzyknęła zdenerwowana, czując gorzką żółć podchodzącą do gardła. — Na pewno możecie to jeszcze cofnąć, prawda? — zapytała z nadzieją w głosie, patrząc na zmartwioną twarz ministra.

— Niestety — odezwał się czarodziej, którego imienia nie znała. — Od ponad sześciu minut jesteś ponownie Hermioną Gran…

Więcej nie słuchała. Poczuła palący ból gardła, a po chwili wpatrywała się w żółte wymiociny na zimnej posadzce pomieszczenia.

— Hermiona… Hermiona, kurwa! — usłyszała jeszcze niewyraźny krzyk byłego śmierciożercy, nim poczuła, że świat pogrąża się w ciemności, a silne ramiona łapią ją w locie.



Do sali wszedł uzdrowiciel, a Harry i Draco zerwali się ze swoich krzeseł.

— Co z nią? — zapytał, a uzdrowiciel westchnął i spojrzał niepewnie na blondwłosego mężczyznę, modląc się, by ten nie rozszarpał go na strzępy.

— Przykro mi, panie Malfoy, ale tych informacji mogę udzielić tylko rodzinie pannie Granger albo osobie, którą wyznaczyła sama pacjentka w dokumentach.

— Słucham? — wyszeptał Draco, a jego myśli zaczęły szaleć. — Przecież to jest moja… — zaczął i przerwał, rozumiejąc, co uzdrowiciel miał na myśli, mówiąc o rodzinie — była żona…



Patrzcie jak się złożyło, Katja i Hope i troszkę Rzan, postarały się ze sprawdzaniem, bym tuż przed świętami mogła dać Wam nowe mini opowiadanie! Jestem podekscytowana, bo sama sobie nakazałam bawić się tym opowiadaniem, więc jeśli znajdzie się coś, co nie zgadza się z prawdziwym życiem, proszę byście przymknęli na to oko. 

Wesołych Świąt Wielkanocnych, byście wygrywali w zbijaniu jajka, a zając przyniósł Wam coś dobrego : ) 

I od razu zapraszam na pierwszy rozdział! 

21 mar 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki


NIE WCHODZI SIĘ DWA RAZY DO TEJ SAMEJ RZEKI 






Fandom: Harry Potter

Pairing: Dramione
Rozdziały: 3/?
Gatunek: angst/family/hurt/comfort/fluff
Dodatkowe tagi: czasy dorosłe
Ostrzeżenia: zapewne pojawią się wulgaryzmy
Klasyfikacja: M

Opis: "Po ośmiu latach związku, w tym dwóch latach powoli wyniszczającego ich małżeństwa, Hermiona i Draco decydują się na rozwód. Nie spodziewają się jednak, że los spłata im po drodze takiego figla. Chcąc uratować miłość, która wciąż się w nich tli, dostają od życia coś niespodziewanego. Czy odnajdą się w nowej roli i mimo trudnych chwil, które na nich czyhają, pozwolą sobie na drugą szansę?


Tak, tak, wiem! Kolejne opowiadanie! Ale co ja poradzę, gdy w głowie rodzi mi się kolejny pomysł, a reszty opowiadań nie ważne jak bardzo chcę, nie mogę ruszyć! Także chciałabym Was zaprosić na trochę angstu, trochę fluffu z nasza ulubioną parą. Akcja toczy się dziesięć lat po Wielkiej Bitwie o Hogwart, to taka mała informacja, żeby orientować się choć trochę  w czasie. Oprócz Hermiony i Dracona pojawią się inne osoby ze świata HP, ale raczej będę starać się skupić na tej dwójce. Więc jeśli chcecie się dowiedzieć co los rzuca pod nogi naszym bohaterom, zapraszam! :) 

Z racji tego, że nie planuję by rozdziały były długie, postanawiam dodawać nową część raz w miesiącu. Myślę, że będzie około dziecięciu rozdziałów, ale to się okaże w praniu ; )

SPIS ROZDZIAŁÓW



Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

21 wrz 2017

Sekretarka Diabła I

SEKRETARKA DIABŁA I 

Tytuł: The Devil's Secretary
Autor: frostykitten
Autor tłumaczenia: Vixen
Beta: Katja

Zgoda: Jest

Fandom: Harry Potter
Para: Dramione
Gatunek: Humor/Romance
Rating: T
Status: Zakończone
Rozdział: 1 z 7




Source: FanFiction.net
Cześć, Kochani! Przybywam do was po wakacjach, pełna teoretycznej energii (bo pracować to mi się nie chce) z nowym tłumaczeniem. Nie jest tak długie, jak TTN i... JEST ZAKOŃCZONE, a do tego jest śmieszne, a ostatnio właśnie mam ochotę popisać taki gatunek, ale sama specjalnie śmieszna nie jestem i raczej niemrawo mi idzie takie pisanie. Stąd tłumaczenie opowiadania, które wcale nie jest ambitne, ani żadnym odkryciem i nie ma w sobie nic nowego. Ale wciąż jest przyjemne. Wieczorem dodam podstronę z wszystkimi informacjami do niego, so stay tuned! : ) 


Betowała niezastąpiona Katja! 



Hermiona nie miała szczęścia. Magiczny Świat przechodził ostatnio ciężkie chwile, przez co została zwolniona ze swojej pracy w Ministerstwie. Ta strata zmusiła ją do poszukania nowego źródła utrzymania, zwłaszcza że w tej chwili rynek pracy był naprawdę ubogi. 

Percy Weasley przyszedł do niej osobiście, by dostarczyć złe wieści, zamiast wysłać zwykłą adnotację, którą dostała reszta pracująca w jej departamencie z powodu zatwierdzonych odgórnie cięć w budżecie. On sam był bardzo miły, położył dłoń na jej ramieniu w geście pocieszenia, co sprawiło, że chciała się odsunąć choć minimalnie. Percy nawet w swoich najlepszych momentach był dziwną osobą i pocieszanie nie należało do jego mocnych stron, jednak sam gest był niezmiernie słodki i to, że próbował, było po prostu miłe. 

Przyjaciele i rodzice zapraszali Hermionę do zamieszkania z nimi przy każdej okazji, jaka się nadarzyła, tak, by mogła wynająć swoje mieszkanie i mieć dzięki temu jakiś dochód. W tym czasie ona sama mogłaby spokojnie szukać nowej pracy. Jednakże byłej Gryfonce wydawało się to zbyt bliskie dobroczynności, a tego zaakceptować nie mogła. Najzwyczajniej w świecie była na to zbyt dumna. Może skorzystałaby z oferty, jeśli jej sytuacja by się znacznie pogorszyła, ale wierzyła i miała nadzieję, że do tego nie dojdzie. Hermiona Granger była samowystarczalna i nie chciała tego zmieniać. 

Zdawała sobie sprawę, że sięgnęła dna, kiedy ubrana na rozmowę kwalifikacyjną, znalazła się przed wejściem do wielkiego budynku Malfoy Industries. 

Z tydzień temu wysłała CV i w podejrzliwie krótkim czasie dostała entuzjastyczną odpowiedź. Gdyby Hermiona nie była tak bardzo zdesperowana, nawet przez myśl nie przeszłoby jej składać podanie w miejsce, gdzie istniało duże ryzyko spotkania twarzą w twarz z Malfoyem. 

Wzięła uspokajający wdech, nim otworzyła wielkie, szklane, złote drzwi ostentacyjnego budynku i weszła. Wnętrze było tak samo przesadzone, jak zewnętrzna część budynku. Wszystko marmurowe, a do tego wzdłuż ścian przez całą drogę do recepcji znajdowały się potężne filary. Będąc szczerą, to właśnie tego spodziewała się kobieta po budynku zarządzanego przez Malfoya. 

Pewna siebie, z uśmiechem na ustach podeszła do biurka, za którym siedziała kobieta. 

— Nazywam się Hermiona Granger i mam umówione spotkanie z panią Woods — powiedziała lakonicznie. 

Kobieta nawet nie zaszczyciła jej ani jednym spojrzeniem, wciąż wbijając swój wzrok w kiczowaty romans, który czytała. Również ledwo, jakby z łaską, wskazała w stronę windy pomalowanym na krzykliwy, czerwony kolor paznokciem. 

— Piąte piętro. 

Trochę zniechęcona przez niemiłe zachowanie recepcjonistki, Hermiona przeszła obok kobiety i weszła do wnętrza windy. Tak jak wcześniej się nie martwiła, teraz przez rozmach z jakim był urządzony budynek, Hermiona zaczęła czuć iż może być źle ubrana przez praktyczne czółenka na niskim obcasie i konserwatywną spódnicę do kolan. 

To poczucie powiększyło się jeszcze bardziej, gdy po wyjściu z windy zobaczyła czekającą na nią kobietę. Swoje lśniące, czarne niczym heban włosy miała elegancko zaczesane do tyłu za pomocą ozdobnego grzebienia wypełnionego kryształkami. Czarna, krótka sukienka miała wyraziste linie, które wręcz krzyczały “droga i od projektanta”. I nikt nigdy nie użyłby słowa praktyczne do opisania jej szpilek, które idealnie eksponowały pedicure na stopach.

Była Gryfonka czuła się kompletnie nie na miejscu, porównując siebie do kobiety przed sobą. Do tego oceniające spojrzenie, którym przywitała Hermionę kobieta, nie zmniejszyło niezręczności sytuacji. Dezaprobata wręcz wylewała się w stronę byłej Gryfonki. 

— Dzień dobry, jestem Hermiona Granger i miałam się spotkać… 

— Ze mną — przerwała jej kobieta. Ponownie Hermiona poczuła na sobie oceniające spojrzenie, po czym kobieta wymamrotała cicho: — Wolałabym kogoś z poczuciem stylu, ale będziesz musiała wystarczyć. Przejdźmy do rzeczy. Twoimi obowiązkami będą... 

Hermiona była zmieszana. Miała wrażenie, że przyszła na rozmowę kwalifikacyjną, a nie żeby słuchać jakiś obelg pod swoim adresem. 

— Emm, przepraszam, ale nie przyszłam tutaj dziś na rozmowę? 

Pani Wood obdarzyła ją dzikim uśmiechem, który ukazał wszystkie zęby. 

— Jeśli przeżyjesz do końca dnia bez beczenia i rzucania zaklęciami w kogoś — będziesz zatrudniona. 

Wydawało się, że ludzie w Malfoy Industries byli tak samo zachęcający jak i mili. Hermiona nawet nie wiedziała, czemu tak bardzo dziwiło ją, że ludzie tutaj pracujący nie byli wcale przyjaznymi pracownikami — w końcu spójrzmy, dla kogo pracowali. To samo w sobie było wytłumaczeniem. 

Zatrzymały się naprzeciw ciemnobrązowych drzwi z wygrawerowaną, złotą plakietką, która informowała, iż jest to biuro Draco Malfoya, CEO*. Hermiona przeniosła nagle swoje przerażone oczy w stronę kobiety obok niej. 

— Opis pracy nie mówił nic o bezpośredniej współpracy z żadnym z Malfoyów! Założyłam, że będę odbierać wiadomości, zajmować się ksero, a nie mieć jakąkolwiek styczność z CEO!

— Gdybyśmy mówili osobom aplikującym, co będzie ich prawdziwym zadaniem, nie mielibyśmy żadnych chętnych na to stanowisko. A to jest coś, na co nie możemy sobie pozwolić, ponieważ jeśli nikt się nie pojawi, ta robota spadnie na mnie. 

Hermiona była pewna, że istnieje prawo, które zajmowało się kłamaniem w sprawie obowiązków w pracy tylko po to, by zdobyć chętnych na stanowisko, jednak tak długo, jak wypłata będzie się zgadzała, będzie musiała sobie poradzić. 

— Więc czym dokładnie będę się zajmować? — zapytała przerażonym głosem. Nie podobało jej się, że została zrobiona w balona, ale w końcu firma należała do Malfoya, więc czego ona się spodziewała?

— Generalnie będziesz zajmować się naszym kochanym szefem i trzymać go w ryzach. — To zdanie zawierało więcej sarkazmu, niż Hermiona kiedykolwiek słyszała. Nikt nigdy nie włożył przy niej tyle jadu w jedno zdanie. — Jesteś bohaterką wojenną, więc powinno to być jak spacer po parku w porównaniu do pokonania Czarnego Pana. 

Wcale, a wcale nie uszło uwagi pannie Granger, że kobieta użyła zwrotu Czarny Pan, zamiast Voldemort. 

Powiedziawszy to, kobieta otworzyła drzwi i wepchnęła Hermionę do środka i nim była Gryfonka była w stanie wyrazić swój sprzeciw, zatrzasnęła drzwi prawie przed jej nosem. Co dokładnie miała na myśli mówiąc “trzymać w ryzach”? Z tego, co czytała w gazetach, Draco Malfoy był nikim innym jak osobą profesjonalną i przestrzegającą prawa od samego zakończenia wojny. 

Z chwilą, gdy jej oczy spoczęły na postaci znajdującej się za potężnym biurkiem, Hermiona wiedziała, że publiczny image Malfoya istniał tylko dzięki osobie, której miejsce zajęła była Gryfonka. Co więcej, była ona w niej cholernie dobra. 

Garnitur, który miał na sobie, był odpowiedni do pracy, jednak pod marynarką brakowało koszuli, a do tego zauważyła, że nie miał założonych skarpetek do swoich drogich mokasynów. Głowę miał ułożoną na biurku, uniósł ją jednak na dźwięk zamykanych drzwi. Wyglądał tak, jakby ten jeden ruch kosztował go wiele wysiłku.

W taki sam sposób, jak pani Woods, Malfoy zmierzył ją od stóp po czubek głowy z grymasem na twarzy. 

— Przecież mówiłem jej: duże piersi — wymamrotał zirytowany, po czym z powrotem przykleił policzek do blatu biurka, wyglądając na kompletnie niezainteresowanego. 

Hermiona dodała molestowanie do listy rzeczy, które już miała przeciwko niemu.

Z tęsknym spojrzeniem w stronę drzwi, powtórzyła sobie w myślach, dlaczego tutaj stała. Potrzebowała pieniędzy, i to desperacko, a to była najlepiej płatna praca, jaką mogła znaleźć — w sumie to jedyna praca, jaką była w stanie znaleźć. Więc jeśli chciała zatrzymać swoje mieszkanie, musiała dać sobie radę i stać się sekretarką Diabła — czy jak tam oficjalnie nazywała się jej posada.

— A ja nie miałam w opisie pracy nic o niańczeniu dwudziestopięcioletniego dziecka — warknęła w jego stronę. Rozmiar jej stanika nie miał nic wspólnego z tym, jak wykonywała pracę i nie zamierzała pozwolić mu, by sprawił, że będzie źle się czuła z powodu tego, co miała.

Skoro byli na tyle zdesperowani, by zatrudniać ludzi, którym kłamali na temat tego, co będą robić, to ona zdecydowanie mogła pozwolić sobie na wiele, nim ją zwolnią. Przynajmniej miała taką nadzieję. 

— Może i mam w tej chwili gigantycznego kaca, ale nie oznacza to, że możesz odpowiadać mi w taki sposób już pierwszego dnia. 

Nawet nie uniósł głowy z biurka, gdy do niej mówił!

Hermiona oparła dłonie na biodrach i odezwała się głosem, który używała zazwyczaj tylko w stosunku do Rona, gdy zachowywał się kompletnie idiotycznie — nawet jak na niego. 

— Będę traktować cię z szacunkiem, kiedy sobie na niego zasłużysz. Do tego czasu będę mówić do ciebie jak do dziecka, którym stwierdzam, że jesteś. 

— Oficjalnie zabraniam ci używać tego przemądrzałego tonu względem mojej osoby. Znowu zaczynasz przypominać tę hogwarcką, nieznośną dziewczynę, która brzmiała jak...

Nagle przerwał i uniósł głowę na tyle wysoko, by spojrzeć na nią jednym, przekrwionym okiem. To jedno oko obejrzało ją jeszcze raz, by zatrzymać się na wciąż lekko nieokiełznanych lokach, nim rozszerzyło się w szoku. 

— Kurwa, to nie jest mój dzień — powiedział depresyjnym głosem. 

— Malfoy, posłuchaj… — zaczęła, by przerwać, gdy tylko podniósł głowę całkowicie z biurka, wyglądając po raz pierwszy na pobudzonego, odkąd weszła do gabinetu. 

— Nie, to ty posłuchaj, Granger. Pracujesz dla mnie i jako mój pracownik będziesz odnosić się do mnie z szacunkiem, jeśli chcesz dostać wypłatę. Także za godzinę mam spotkanie. Potrzebuję eliksiru pieprzowego* i nowej koszuli. 

O wiele bardziej podobało jej się, gdy był zbyt zmizerniały, by się nią zająć. Ten chwilowy przebłysk, w którym zobaczyła, jakim szefem mógłby być Malfoy, napawał ją przerażeniem odnośnie tego, z czym przyjdzie jej się zmierzyć, skoro kazał jej załatwiać eliksir pieprzowy, ale dało jej też iskierkę wiary w niego jako pracodawcę. 

Spojrzała na niego zaciekle, ale w głębi wiedziała, że nie pozostało jej nic innego, niż zrobić to, co powiedział kretyn. 



— Zero łez! Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem — powiedziała czekająca na zewnątrz gabinetu pani Woods, wyglądając na nieco rozczarowaną. — Masz, to jest twoja karta firmy, by zdobyć cokolwiek będzie chciał. Wystarczy, że pokażesz to sprzedawcy, a będą wiedzieć, by dodać rachunek na konto firmy. 

Hermiona zabrała małą, sztywną kartę, użyła windy i wyszła z budynku. Zdała sobie sprawę, że nawet nie zna rozmiaru tego idioty, więc jak mógł oczekiwać, że kupi mu ubrania?

Po krótkim namyśle kobieta zdecydowała, że musi udać się do najdroższego krawca w mieście. Miała duże szanse, że właśnie tam Malfoy robił swoje zakupy, więc krawiec powinien znać jego rozmiar. Miała taką nadzieję. W innym wypadku przejdzie się do najtańszego sklepu, jaki będzie w stanie znaleźć, i kupi mu coś z hawajskim nadrukiem. 



Kiedy do umówionego spotkania Malfoya zostało zaledwie dziesięć minut, Hermiona wbiegła do gabinetu. Włosy miała potargane, a policzki pokrywał najprawdopodobniej wielki, czerwony rumieniec od tego szaleńczego biegu, na który się zdecydowała, żeby tylko zdążyć na czas. 

— Spóźniłaś się. 

Kobieta przewróciła oczami i położyła koszule na blacie biurka. Kupiła kilka, na wypadek gdyby miała jeszcze zdarzyć się podobna sytuacja. Gadka pani Woods pozwoliła jej wierzyć, że nie jest to pierwszy raz, gdy blondyn stawił się w pracy w mniej odpowiednim stanie. 

— Wcale nie. Wciąż masz kilka minut do spotkania. 

Nie mogła nic poradzić na to, że zauważyła twarde mięśnie pleców i torsu, gdy ściągnął marynarkę, w ogóle nie przejmując się, że była obecna w pomieszczeniu razem z nim. Gdyby nie Mroczny Znak ozdabiający jego ramię, na widok którego poczuła chłód, kobieta mogłaby dokonać karygodnej rzeczy i obślinić się na widok dobrze zbudowanego ciała swojego szefa. 

Skończył zapinać guziki koszuli i wyciągnął w jej stronę dłoń po eliksir, który pozbawi go większości objawów kaca. 

Hermiona była ostrożna, by ich dłonie nie zetknęły się ze sobą, gdy podawała mu małą buteleczkę. Nie chciała, by jego wężowata skóra dotknęła jej; dałaby sobie uciąć rękę, że równałoby to się z jakimś Ślizgońskimi bakteriami. 

— Ogarnij gabinet czy coś, jak mnie nie będzie — zawołał, obracając się do niej przez ramię, po czym wyszedł przez drzwi, narzucając marynarkę na ramiona.

— Dowodziłam całym departamentem w Ministerstwie, a jestem zmuszona do pracy sprzątaczki — marudziła. 

Na pierwszy rzut oka gabinet wyglądał całkiem czysto, niestety to spostrzeżenie znikło tak szybko jak się pojawiło, gdy zajrzała pod biurko. 

Znajdowały się tam zwitki papieru, coś, co wyglądało jak niedojedzona kanapka, oraz skórzana aktówka. Zaintrygowana, wsadziła głowę w miejsce pod biurkiem, gdzie zazwyczaj stało wsunięte krzesło i z bliska przyjrzała się teczce. 

Była ona otwarta, więc nie miała problemu z zobaczeniem jej zawartości. Znajdowały się w niej wielka butelka Ognistej Whisky — trzy czwarte wypite, para kajdanek, ananas i stanik, który zdecydowanie był przeznaczony dla piersi dużo większych niż Hermiony. Ani jednego papieru czy dokumentu w tym bałaganie, co powiedziało jej, że Malfoy wcale nie wierzył w przynoszenie pracy do domu. Za to nie miał żadnego problemu z przynoszeniem akcesori po imprezie następnego dnia do pracy. 

Zamknęła aktówkę z odrazą, wyrzuciła papiery z kanapką do śmietnika i rozejrzała po pomieszczeniu, by sprawdzić, czy coś jeszcze mogła uprzątnąć. Po krótkiej inspekcji doszła do wniosku, że reszta gabinetu wyglądała w porządku. Sprzątanie nie widniało w opisie pracy, więc Hermiona nie miała zamiaru udawać zapracowanej, czekając na Malfoya.

Wyślizgnęła się z gabinetu na poszukiwania pani Woods. Niestety kobiety nigdzie nie było, ale w czasie poszukiwań znalazła się przy sali konferencyjnej. Wyglądało na to, że Malfoy robił jakąś prezentację. Mogła to wszystko widzieć dzięki wielkiemu oknu, które zajęło większą część ściany. 

Nie wydawało się, by kac jeszcze go męczył, a gdy zwracał się do ludzi go obserwujących, otaczał się charyzmą i wdziękiem, które sprawiały, że nie sposób było oderwać od niego oczu. Widząc tę scenę na własne oczy, Hermionie było łatwiej zrozumieć, dlaczego był dyrektorem firmy — nawet jeśli należała ona do jego rodziny — skoro był tak nieodpowiedzialną i lekkomyślną osobą.

W tej samej chwili, gdy miała się odwrócić na pięcie i znaleźć sobie coś produktywnego do zrobienia w czasie czekania, szare oczy przyłapały ją na staniu i obserwowaniu ich właściciela. Szybko spojrzała w inną stronę i zawróciła do jego gabinetu, tak szybko jak tylko się dało bez biegu. Sposób, w jaki na nią spojrzał, sprawił, że po jej plecach przeszły dreszcze niepokoju. Zbyt dużo czasu poświęcił przez lata na nauczenie się zakładania na twarz bezemocjonalnej maski, która była nie do rozszyfrowania. Przez to nie była w stanie określić, co w tym spojrzeniu ją niepokoiło, ale w oczach miał błysk czegoś, co wytrąciło ją z równowagi. 

Niedługo po tym Malfoy wrócił ze spotkania. Były Ślizgon przeszedł prawie przez nią, bez żadnego zbędnego komentarza i zatrzymał się przy biurku. Dalej ją ignorując, schylił się po teczkę i wyjął z niej butelkę z bursztynowym alkoholem. 

— Na Merlina, jak ja nienawidzę spotkań.

Z niedowierzaniem i dezaprobatą, kobieta patrzyła, jak nalewa sobie dużą szklankę whisky i wypija ją w kilku szybkich łykach. 

— Nie patrz na mnie tym swoim dezaprobującym spojrzeniem, Granger — powiedział, równocześnie odstawiając szkło z łoskotem na blat. 

Skąd on w ogóle wytrzasnął tę szklankę? Musiał mieć je ukryte w szufladzie na takie okazje.

— Nie patrzeć na ciebie tak, jakbyś właśnie nie wytrzasnął całej prezentacji z tyłka i chodził dumny, jakbyś znał odpowiedzi na wszystkie odpowiedzi, mając na sobie, jak myślę wczorajsze ubranie, do tego bez skarpetek? 

Malfoy skrzywił się i nalał sobie drugą szklankę trunku, tym razem zatrzymując się dopiero, gdy whisky sięgała brzegu szkła. 

— Jeśli chcesz wiedzieć, nie wyciągnąłem jej całej z tyłka, małą jej część przygotowałem, idąc do konferencyjnej. 

Tym razem bursztynowy alkohol zniknął w jego gardle za jednym razem, tak jakby ścigał się sam ze sobą, by sprawdzić, czy uda mu się drugą skończyć szybciej niż pierwszą. 

— Malfoy, jak ty w ogóle funkcjonujesz? — zapytała, czując się sfrustrowana jego monumentalną nieodpowiedzialnością. Przyjście do pracy na kacu było jedną rzeczą, ale picie alkoholu w czasie niej jak zdesperowana ryba potrzebująca wody było czymś całkowicie innym. 

— Wystarczająca ilość Ognistej. Oraz zatrudnianie tak nudnych kujonic jak ty, które używają swoich naturalnych pruderyjnych zdolności do zabicia zabawy i odwalenia roboty. 

Gdy Draco sięgnął ponownie po butelkę, by nalać sobie trzecią szklaneczkę, Hermiona przesunęła się w jego stronę i wyrwała mu ją z dłoni. 

— Oho, obawiam się, że właśnie obudziłeś moje “pruderyjne zdolności” — powiedziała. — Nie powinieneś pić w godzinach pracy, a już nie tak dużo i nie tak szybko. 

— Jaki diabeł wykurzył cię z dziury w Ministerstwie, którą sobie sama wykopałaś? Dlaczego nie mogłaś tam po prostu zostać zamiast zjawiać się tutaj, by być moją osobistą panią męki i nieszczęścia? — zapytał żądającym głosem, do tego brzmiał, jakby był zły. Jednak spojrzenie szarych oczu, utkwione w butelce było bliskie bycia płaczliwym.

— Ministerstwo miało cięcia. Zamknęli mój departament — odpowiedziała szybko, nie chcą pokazać jak wielki smutek czuła, opuszczając jej stare miejsce pracy, by znaleźć się na każde skinienie palca jej prywatnego, dziecięcego wroga, który był dla niej okrutny. 

— Nic straconego. Awansowałaś z żałosnego Ministerskiego drona na osobistą asystentkę dyrektora Malfoy Incorporated. 

— Szczęściara ze mnie — powiedziała z przyklejonym sztucznym uśmiechem do twarzy. 

Zrelaksowana postawa Malfoya powoli znikała, aż pozostawiła za sobą poważnego mężczyznę. 

— Żebyś wiedziała, Granger, że cholerna z ciebie szczęściara. Przypuszczam, że pani Woods musiała być naprawdę zdesperowana, że ciebie wzięła, biorąc pod uwagę listy wysłane przez twoje kochane Ministerstwo, by nikt cię nie zatrudniał. 

Nie czekał na jej reakcję i zaczął grzebać w szufladach. 

— O czym ty mówisz, Malfoy? 

Blondyn zignorował ją na chwilę, ciągle grzebiąc w biurku. Hermiona zaczynała odczuwać frustrację na tyle silną, że miała już go zapytać o to samo po raz drugi, gdy rozciągnął usta w zwycięskim uśmieszku i wciągnął kolejną butelkę Ognistej whisky. 

— Mówię, że mimo tego, iż składałaś dużo aplikacji na różne stanowiska pracy, nie miałaś żadnego szczęścia w zdobyciu ani jednej, mimo tego, że jesteś Hermioną Granger, tak? — Nalał do szkła alkoholu, a ona pokiwała głową. — Dwa tygodnie temu wysłali sowę z rozkazem do Departamentu Zasobów Ludzkich. Wygląda na to, że moi podwładni zatrudnili cię mimo tego, a ja zamierzam na to pozwolić, ponieważ nie byłbym sobą, gdybym odrzucił okazję sprzeciwienia się Ministerstwu w granicach prawa. 

Przez chwilę Malfoy zapatrzył się w szklankę, z której wziął łyka, a kiedy na nią spojrzał z powrotem, zniknął względnie niebezpieczny alkoholik. Hermiona widziała w szarych oczach ślady groźby, która przypomniała jej, że mężczyzna przed nią kiedyś był śmierciożercą. 

— Jednakże, jeśli twoje problemy z ministerstwem w jakiś sposób sprawią kłopot mojej firmie, nie tylko zostaniesz zwolniona. Osobiście dopilnuję, byś nigdy więcej nie dostała żadnej pracy w tym kraju, rozumiemy się? 

Hermiona nie była potulna, ale mając do czynienia z taką intensywnością Malfoya, mogła tylko skinąć głową. 

Usta wykrzywił mu uśmiech, który nie miał nic wspólnego z radością. 

— Dobrze. Oddaj mi whisky i idź do domu. Zostałaś zatrudniona. Widzimy się jutro. 

Była Gryfonka powinna się cieszyć z tego, że zdobyła pracę, ale jedynie co czuła, to ulgę, że nie straci mieszkania. Malfoy najwyraźniej puścił ją wcześniej do domu, więc odwróciła się na pięcie i opuściła gabinet z butelką alkoholu w dłoni. Kretyn mógł rozkazać jej by ją zostawiła, ale jeśli oczekiwał produktywnie pracować, musiała zacząć trzymać go z daleka od procentów. To, i nie chciała by od początku myślał, że będzie jego popychadłem. 


*eliksir pieprzowy - w ang opowiadaniach często jest mowa o eliksirze na kaca, polskiej wersji go nie ma, ale dużo autorów używa także eliksiru pieprzowego na tą dolegliwość.
*CEO - dyrektor generalny.